niedziela, 29 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 8

Czeeeeeeeeść! Co słychać? Łapcie część 8! Kocham Was z całego serca! Nawet nie wiecie jak wiele radości daje mi każde jedno wyświetlenie! Każdy komentarz! Jesteście wspaniali! To jest też taki trochę wyjątkowy rozdział, bo tak się składa, ze dzisiaj obchodzę swoje 15 urodziny :) Miałam przepiękną niespodziankę na moim ulubionym blogu ( http://nosmilenolove.blogspot.com/2013/09/rozdzia-9-zawsze-byam-sama-wiec-teraz.html ) bo dostałam dedykacje! Bardzo bardzo bardzo dziękuje! Najlepszy prezent jak mogłam dostać! 

A teraz zapraszam już do czytania :)



„Rozśpiewana historia” Część 8

Z zamkniętymi oczami


- Jak to? - zdziwiłam się. Żałowałam, że nie mogę otworzyć oczu. Jak bardzo chciałabym go teraz zobaczyć!
- Jade. - usłyszałam głos Perrie.- Chcesz może się czegoś napić? A może jesteś głodna? 
- Ummm… Nie… Chyba nie. - odpowiedziałam.
- Może wolisz pobyć chwilę sama? Wtedy będziesz mogła, um, widzieć. - zawahała się lekko. Ale miała rację, gdybym była sama mogłabym otworzyć oczy. Przy okazji bym też trochę odpoczęła.
- A mogłabyś mnie zaprowadzić do mojego pokoju? - poprosiłam.
- Jasne. - ożywiła się i chwyciła mnie za rękę.-  Wstań, powoli… Tylko się nie przewróć… - dyrygowała.
- Eh, dajcie spokój. - Harry westchnął, a po ułamku sekundy poczułam jak ktoś mnie łapie i podnosi. Pisnęłam cicho z zaskoczenia.
- Co się dzieje? - spytałam zaniepokojona.
- Zostaw ją. Dam radę sama. - wysyczała Perrie.
- Za dużo z tym zachodu, Blondie. - parsknął Harry, udowadniając, że jest bardzo blisko mnie.-  Chwyć mnie za szyję. - zwrócił się do mnie.
Powoli wyczułam gdzie zaczynają się jego ramiona i oplotłam swoje ręce wokół jego karku. Denerwował mnie brak możliwości otwarcia oczu. Czułam się niepewnie, ale… hmm… muszę przyznać, że w ramionach Harry’ego nie było, aż tak źle. Usłyszałam skrzypniecie drzwi, a potem poczułam jak kładzie mnie na łóżku.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Ty. Jeszcze. Raz. Ją. Dotkniesz. A przysięgam. Że. Tego. Nie. Przeżyjesz. - warknęła Perrie. Harry zaśmiał się i usłyszałam, że wychodzi z pokoju.
- Odpoczywaj. - powiedziała już teraz współczująco Pezz i zamknęła drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Ok. Najpierw jedno oko… Potem drugie…
Mój pokój ukazał mi się w żółto- pomarańczowej barwie. Nie było kolorowo, ale żółć była albo rozjaśniona, albo przyciemniona więc świetnie rozróżniałam kształty. Usiadłam na łóżku. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, było lustro, a  w nim moje odbicie. Podczas gdy wszystko było żółte, moje oczy były jaskrawo czerwone. Westchnęłam. Wstałam i zaczęłam przeglądać jedno z czasopism, które leżało na komodzie. Potem kolejne, kolejne, kolejne… Co za nudy…

Skrzyp.

- Oh, nie śpisz? - zdziwił się chłopak. Podskoczyłam w miejscu i zamknęłam oczy.
- Nie. Po co tu przyszedłeś? 
- Nie mogę spać. Wszyscy śpią oprócz mnie i chciałem zobaczyć czy u ciebie w porządku… Zaraz… Jak się tam znalazłaś? 
- Eee… podeszłam? - zaśmiałam się.
- Czekaj, to ty widzisz czy nie? - usłyszałam, że zamyka drzwi i podchodzi bliżej. Nie podobało mi się, że nie wiem gdzie dokładnie jest. Zrobiłam niepewny krok przed siebie i wpadłam na niego. Hmm… A wiec tam był. No tak, mogłam się tego spodziewać.
- Haha, żyjesz? - złapał mnie, abym się nie przewróciła.
- Tak. Wybacz.- zachichotałam.-  Widzę, ale nie mogę w tym czasie nic mówić. Mogę mieć albo otworzone oczy, albo zamknięte i mówić. Nie można łączyć, bo bym wam jeszcze coś zrobiła… „
- Oh, rozumiem. A… pokarzesz mi się? - zapytał, a w jego głosie wyłapałam nutę ciekawości i troszkę zadziorności.
- Nigdy, nawet w najśmielszych snach. - odpowiedziałam i mimo woli, na moje usta wkradł się figlarny uśmieszek.
- Zabawne, to tekst jednej z naszych piosenek.

Maybe it's the way she walked, ow!
Straight into my heart and stole it
Through the doors and past the guards, ow!
Just like she already own it.
I said can you give it back to me,
she said never in your wildest dreams.

Zaśpiewał, a jego czysty głos wprawił mnie w osłupienie. Miałam motyle w brzuchu… Nie robił mi krzywdy, po prostu śpiewał. To było miłe.
- Masz piękny głos. - powiedziałam cicho i poczułam jak moje policzki zalewa gorąco. Co się ze mną dzieje?
- Dzięki. To co? Pokarzesz mi się? Proooooooszę… - słyszałam, że stara się zabrzmieć jak najbardziej niewinnie.
Pokręciłam niepewnie głową.
- Hm, to zrobimy tak. Jak ty mi się pokarzesz, to ja też.
Co? Jak to „ja też”?
- Hę? O czym ty mówisz? - zapytałam zdezorientowana.
- Oh, no tak. Jestem Amorem. Tadaaaaa…- zaśmiał się.
- Wow. - powiedziałam w osłupieniu. On jest Amorem. A więc to dlatego dziewczyny tak szybko się do niego przekonały, no oprócz Perrie. Nigdy jeszcze nie widziałam Amora. Przyznaję… korciło mnie strasznie…
- Hmmm… No ok. Ale… Zmienisz się w kupidyna czy co? - zaśmiałam się.
- Hah, nie. Zmieni się kolor oczu i… hm… mogę mieć dosyć mocne działanie na ciebie. - powiedział radośnie.
- Działanie? - powtórzyłam.
- To co? Na raz, dwa, trzy! - wyliczył. Mimo że podświadomość mnie ostrzegała, zrobiłam to. Otworzyłam oczy. Nie miałam jednak odwagi na niego spojrzeć. Ale jak wtedy zobaczę Amora w swojej postaci?
Harry wyciągnął rękę i uniósł mój podbródek patrząc mi głęboko w oczy. 
O. MÓJ. BOŻE.


C.d.n…

Nicol <3

piątek, 27 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 7

Helllllllllloł :3 Oto 7 część^^ Zadowoleni??? <3 Kto zadowolony niech zostawi komentarz! :) 


„Rozśpiewana historia” Część 7

Może one nie są takie złe?


- Jade to Hybryda. - powiedziała Eleanor. Zamurowało mnie. A więc dlatego miała takie właściwości głosu…
- Wow. - wymsknęło się Niallowi.
- Można wiedzieć… czego? - dopytywał się Zayn. Wiem, że nim też to wstrząsnęło, ale ukrywał to całkiem dobrze. Hybryda to tak rzadki okaz… Niemal już wymarły! Sądziłem, że teraz już nie ma warunków do tego, aby żyły. Przecież maja taką słabą obronę!
- Śpiewaka i… - zawiesiła- …syreny.
Chyba wszyscy wstrzymali oddech. Dlatego dziewczyny były takie przerażone tym wampirem. Aby zabić syrenę wystarczy jedno ugryzienie wampira. Właściwie to jedyny sposób. Jade to w połowie syrena. Co jeśli ona właśnie umiera?
- Czy ona nas słyszy? - zapytał ciszej teraz już Zayn.
- Straciła przytomność jakieś pięć minut temu. Nie słyszy. - odpowiedziała El. Raptownie zamrugałem. Spojrzałem jeszcze raz na bladą jak ściana Jade. Z jej szyi powoli sączyła się krew, ale nikt nie zdawał się tym przejmować. Na czole widać było małe kropelki potu. Walczyła z trucizną.
- Zayn… Co teraz? - zapytał drżącym głosem Niall. No tak. On chyba najbardziej będzie to wszystko przeżywać. Zbiera wszystkie nasze emocje.
- Możesz nam powiedzieć co ona czuje? Postaraj się skupić tylko na niej. - odpowiedział w zamyśleniu. Dziewczyny spojrzały na nas pytająco.
- Emm… Mam dar empatii. - wyjaśnił zmieszany blondyn.
- Oh. Może łatwiej będzie ci się skupić jak wyjdziemy? - zapytała entuzjastycznie Eleanor.
- Chyba zwariowałaś! Nie zostawimy jej samej! - zaprotestowała Perrie.
- Perrie. On ma dar, który może nam teraz bardzo pomóc. - powiedziała przekonująco brunetka.
- Znasz się na tym? - zaciekawił się Niall.
- To była jedna z dziedzin, która najbardziej mnie interesowała podczas egzaminów. 
- Egzaminy? 
- Aby leczyć, musiałam skończyć odpowiednie szkolenie.
- Hę? Nie rozumiem. - wtrącił się Louis.
- Moim darem jest uzdrawianie. - uśmiechnęła się El- Dobrze, ja zostanę, a reszta niech wyjdzie z pokoju i pozwoli działać…
- Niallowi. - dokończył za nią. Brunetka się uśmiechnęła. Wszyscy posłusznie opuściliśmy pokój. Perrie rozmawiała z czarnowłosą o jakiś ziołach, Liam dzielił się swoimi wyczytanymi z myśli informacjami z Zaynem, a rudowłosa siedziała na schodach i czytała jakąś książkę. Po chwili zostaliśmy zawołani z powrotem.
- I co? - zapytała z nadzieją czarnowłosa.
- To tak: po pierwsze jest kiepsko, ale nie aż tak źle. Ma większe szanse niż się spodziewałem. Na razie walczy z wampirzym jadem, a jak jej się już uda usunąć go z organizmu, to pójdzie z górki. Ma w sobie na szczęście więcej z śpiewaka niż z syreny. - wytłumaczył wszystko Niall. Wszyscy odetchnęli z ulgą.

*****

Jade odzyskała przytomność po paru godzinach. To dzięki Zaynowi, który wiedział gdzie można znaleźć zioła lekarskie i Leigh, która wymyśliła jak się tam dostać. Z Jade jest już prawie w porządku, ale jest trochę oszołomiona. Podczas tych paru godzin z dziewczynami, trochę się o nich dowiedziałem. Na przykład, wiem już dlaczego mój czar nie zadziałał na blondynę. Jest liderką, co oznacza, że ma blokadę. Rudowłosa ma na imię Jesy, a czarnowłosa- Leigh-Anne. Liam wyczytał z ich myśli, że każda z nich posiada dary- mniej lub bardziej użyteczne podczas walki. Leigh kontroluje pogodę, Eleanor, jak się sama przyznała, jest uzdrowicielką. Perrie to liderka, a Jade jak się okazało- Hybryda. Dar Liama jest naprawdę pomocny! Dobrze, że one nie wiedzą wszystkiego o nas. W sumie, to one są naprawdę miłe. Można z nimi normalnie pogadać, to znaczy, ze wszystkimi oprócz Perrie. Ona nadal ma mnie na dystans, ale nie tylko mnie. Liam stwierdził, że dobrze iż Zayn nie potrafi czytać w myślach Blondie, bo wybuchła by tu trzecia wojna światowa!
- Jak się czujesz? - zapytałem Jade, która nadal leżała na kanapie.
- Już lepiej. - uśmiechnęła się - Ale nadal nie mogę otworzyć oczu. To denerwujące. 
- W sumie… To dlaczego? - zdziwiłem się.
- Bo jestem pod normalną postacią. Dziewczyny już wam pewnie powiedziały czym jestem, prawda? - zapytała niepewnie.
- Tak, tak, ale to coś złego?
- Nie, ale… Nie lubię tego. Czuję się zagrożona. Harry… - urwała. Dłonią zaczęła szukać mojej, wiec podałem jej ją. Uśmiechnęła się lekko.- Jesteś ciepły.
- A ty zimna… Urwałaś i nie skończyłaś… - przypomniałem się. Bardzo mnie zaciekawiło to, co zaczęła. Nie lubię być w niepewności.
Jade zmarszczyła lekko czoło.
- Dlaczego go odciągnąłeś? Wampira. - wyszeptała. Zdziwiło mnie jej pytanie.
- Jak to, dlaczego? Eee… To chyba dobrze, że to zrobiłem, prawda?
- Sama nie wiem. Może nadszedł mój czas? Może miałam umrzeć? - myślała na głos-  Kiedy w pewnym momencie przestałam was słyszeć, to było dziwne uczucie. Czułam jakby coś wciągało mnie w ciemną otchłań… W toń czarnej jak smoła wody. A dziwne było to, że nie bałam się. Że było tam tak zaskakująco cicho… Denerwowało mnie to. Wolałam być z wami, tam. Kiedy sobie to uświadomiłam, to ta woda zaczęła mną szarpać… Wtedy już zaczęłam się bać. Ale nie poddałam się… Nie wiem jak, ale wróciłam tutaj. - uśmiechnęła się blado-  Pewnie masz mnie teraz za wariatkę.
- Nie. Wręcz przeciwnie. Opisywałaś przed chwilą coś co ja czułem. - powiedziałem w zamyśleniu. Jak to możliwe? Dokładnie opisywała każdy etap, przez który przechodziłem podczas gdy pewnego dnia pływałem w morzu. Porwał mnie prąd i zacząłem tonąć. Zayn ocalił mi życie.


C.d.n…

 Nicol <3

P.S. Po lewej stronie jest mała ankieta :P Proszę o zaznaczenie odpowiedzi, jest to dość istotne :)

czwartek, 26 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 9

Cześć :) Kto czekał na 9 rozdzialik??? Haha, wiem, że nikt :P No cóż, kto chce niech poczyta :) Jestem tetaz na obozie inie za bardzo mogę dodawać rozdziały, ale robię co mogę;)


„Rozśpiewana historia” Część 9

Legendy i historie


Patrzyłam właśnie na chłopaka, który rozbudził we mnie mnóstwo emocji. Jego jaskrawo czerwone tęczówki wpatrywały się we mnie z niepokojem, ale też zafascynowaniem. Byłam wyłącznie skupiona tylko na nim. W jego oczach odnajdywałam uczucie, którego nie da się opisać. Najgorsze było to, że wiedziałam, że jest ono fałszywe. Rozum podpowiadał mi, żebym uważała, żebym była ostrożna. Mówił: „Uważaj! On jest sztuczny! To nie jest prawdziwe. To ma przyciągać. Jest niebezpieczne.” Serce zaś mówiło: „Ładne. Popatrz sobie póki możesz.” Był jeszcze jeden głos, który pozostawał dla mnie tajemnicą, który słyszałam po raz pierwszy w życiu: „To jest to czego pragniesz, potrzebujesz. Rób co ci każe, to sprawi ci przyjemność.”
Z przerażeniem zamknęłam oczy. Pułapka. Amory tak właśnie działają. Wysyłają fałszywe uczucia do ciebie tak, abyś je uwielbiała. Potrafią zrodzić też prawdziwe uczucie, ale ono nie dotyczy ich osoby. Amory są z góry skazane na brak prawdziwych emocji co do siebie. To w sumie przykre.
- Masz ładne oczy. - z zamyślenia wyrwał mnie głos Harry’ego.
- Tobie też nie można niczego zarzucić. - uśmiechnęłam się blado. Przywołałam w myślach jego obraz z czerwonymi oczami. W mojej głowie zahuczało od emocji obudzonych na to wspomnienie.
- Jest ok.? Jak się czujesz? - zapytał z troską.
- Chyba dobrze, czemu pytasz? - zdziwiłam się lekko.
- Nie każdy może się oprzeć mnie po przemianie. Muszę przyznać, że jesteś silna. - zaśmiał się cicho.
- Ale nic nie powiedziałeś… Przecież to chyba w głosie jest twoja największa siła. - myślałam na głos.
- Tak. Nie chcę by czar miał władzę nad twoimi uczuciami. To nie jest fair. - wyjaśnił.
- Jesteś inny niż myślałam. Zawsze Amory wyobrażałam sobie jako osoby bez emocji czy uczuć, żeby mogły kontrolować cudze. - zmarszczyłam lekko czoło.
- Cóż, ja mam uczucia. - powiedział cicho, a w jego głosie było coś… No takiego… Kurczę, nie wiem jak to opisać. Może to było coś podobnego do smutku? To za dużo powiedziane, po prostu wyłapałam nutę zażenowania.
Coś mną pokierowało. Na oślep starałam się odnaleźć jego dłoń i zaskakująco szybko mi się to udało. Ścisnęłam ją lekko i zaczęłam ją delikatnie obracać w dłoniach, jakbym się jej przyglądała. Oczywiście, nie mogłam, bo miałam zamknięte oczy. Po prostu badałam jej budowę dotykiem. Przy okazji miałam wrażenie, że próbuję go pocieszyć.
- Co robisz? - zapytał lekko rozbawiony.
- Nie wiem. - wyznałam- Chyba staram się dodać ci otuchy.
Zesztywniał.
- Możesz mi trochę opowiedzieć o Amorach? - poprosiłam.
- A co chciałabyś wiedzieć? - zapytał nie pewnie.
- Wszystko. - odpowiedziałam śmiało. Otworzyłam na chwilę oczy, podeszłam do łóżka i usiadłam na nim po turecku. Popatrzyłam się na Harry’ego wyczekująco lecz sympatycznie. Po chwili usiadł, w ten sam sposób co ja, na dywanie. Zieleń jego oczu była takim kontrastem do tych czerwonych sprzed paru minut!
Opowiadał najpierw te proste, dobrze znane opowieści, ale mówił też parę legend, w których zaznaczał co jest prawdą, a co nie. Było to bardzo ciekawe. Wpatrywałam się w niego, ale nic nie mówiłam. Tylko co jakiś czas potakiwałam lub uśmiechałam się na zabawniejszą historię. Gdy już się bardziej ośmielił opowiedział mi to, czego chyba tak podświadomie chciałam usłyszeć.
- Pamiętasz jak mówiłem, że wszystkie Amory pochodzą z tego samego rodu? Nie ma takiego, w którym nie byłoby podobieństwa krwi, ponieważ każdy Amor ma praktycznie taką samą. To dziedziczne. Wracając, mój praprapradziadek spotykał się kiedyś z czarownicą. Wtedy Amory miały jeszcze jedną, jedyną osobę na świecie, która była im przeznaczona. Miłość życia. Kiedy stwierdził, że ta czarownica to nie jest jednak jego przeznaczenie, którego szukał, zostawił ją. Ale ona wpadła w gniew. Poprzysięgła sobie, że go odnajdzie i się zemści. Udało się jej. Rzuciła czar na całą jego rodzinę, a że wszystkie Amory na świecie są prawdziwą rodziną z krwi i kości, to czar trwa i cały czas zostaje przekazywany kolejnemu pokoleniu. Na czym polega? Na tym, że Amory nie mogą już znaleźć swojej drugiej połówki. Ona gdzieś jest, ale po prostu nie dochodzi do spotkania. Mimo że jesteśmy nieśmiertelni nie możemy odnaleźć kogoś kto wypełni tą pustkę. Dawniej Amory żyły tak długo, dopóki nie znalazły swojego wybranka lub wybranki, a potem razem dożywały sędziwego wieku. Czarownica rzuciła czar nieśmiertelności i braku miłości w naszym życiu. Owszem, możemy mieć kogo tylko chcemy, jesteśmy Amorami, ale to nic nie daje. Każdy chce tylko tej jednej, jednego, kto jest mu przeznaczony. - opowiadał Harry. Zrobiło mi się ich szkoda. Żyją po to by dawać miłość innym, ale sami nigdy już jej nie doświadczą. Zamknęłam oczy, by móc coś powiedzieć.
- A jak długo trwa to zaklęcie? Przecież żadne nie jest wieczne. - zapytałam i zaraz potem otworzyłam oczy, by móc widzieć jego reakcję.
- Nie wiem. Nikt tego nie wie. Obawiam się, że ten czar jest chyba wieczny. - spuścił głowę. Ponownie zamknęłam oczy.
- To nie możliwe. Każdy kiedyś się kończy. - otworzyłam oczy. Harry wydawał mi się taki… samotny. Mimo że miał najlepszych przyjaciół, na pewno tłumy dziewczyn, to nie może być szczęśliwy. Wstałam i usiadłam obok niego. Oplotłam dłońmi jego ramię i położyłam na nim głowę. Uśmiechnął się.
- Nie musisz tego robić. Radzę sobie.
Potrząsnęłam lekko głową i przymknęłam powieki.
- Każdy zasługuje na odrobinę bliskości. Szkoda tylko, że nie możesz jej dostać od tej jedynej. - odpowiedziałam. Serce mi ścisnął żal. A co jeśli ja też mam już kogoś kto jest mi przeznaczony? Co jeśli go nie odnajdę?
Resztę wieczoru spędziliśmy już na lżejszych tematach. To znaczy, raczej to on mówił, a ja się mu przyglądałam z jego kolan, na których się położyłam, i uważnie słuchałam. Co jakiś czas brał do ręki jeden kosmyk moich włosów i się nim bawił. Poczułam się z nim naprawdę bezpiecznie. Niemal tak samo jak z dziewczynami. Ani się obejrzeliśmy, a minęła już cała noc na rozmowie...


C.d.n…


Nicol <3

poniedziałek, 23 września 2013

Liaś^^

No heeeeeeej! Oto totalny spontan! Przed chwilą go napisałam i mam nadzieję, ze nie jest aż taki kiepski... Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam :( Przepraszam!


Liam


-„Wracaj tu, suko!”- wrzasnął Danny. Biegłam małym korytarzem w naszym domu, co chwila potykając się o własne nogi. Oczy miałam zamknięte, a ręce desperacko trzymały się ścian, abym nie upadła.  Poczułam jego uścisk na moim nadgarstku. Odwrócił mnie brutalnie do siebie i spoliczkował.
-„Masz ode mnie nie uciekać.”- syknął i wymierzył kolejny cios w mój policzek. Jęknęłam cicho, bojąc się, że wywołam kolejne uderzenie pełne furii. Poczułam jak gorąco zaczyna spływać wzdłuż mojej wargi. Cholera.
Danny zachwiał się. Był mocno pijany. Bałam się go. Bardzo. Już nie raz się zdarzyło, że podniósł na mnie rękę. Nie wiem tylko czemu na to pozwalam. A no tak… Bo się boję.
Danny popchał mnie, a ja upadłam na ziemię. Zaczął kopać po brzuchu, po ramieniu… Skuliłam się. On mnie przecież zabije…
Teraz albo nigdy. Poczułam, ze jak czegoś nie zrobię to mogę się pożegnać z życiem. Odhaczyłam go stopą, on stracił równowagę i upadł. Podniosłam się z prędkością błyskawicy i pognałam schodami na dół i do wyjścia. Adrenalina w moich żyłach pulsowała dając mi siłę, której tak naprawdę nie miałam,  na ucieczkę. Słyszałam za sobą siarczyste przekleństwa blondyna i jego ciężkie kroki. Biegł za mną. Pędziłam na oślep przed siebie byle dalej od niego. Moje długie, blond loki opadały na zapłakane oczy utrudniając mi widoczność. Powoli traciłam siły, a nogi bolały od nadmiernego wysiłku. Nigdy w życiu tak szybko nie biegłam. Chciałam od niego uciec. Chciałam być bezpieczna, a przy nim to nie jest możliwe.
Zderzyłam się z kimś, a ten ktoś oplótł mnie rękami i przytrzymał w miejscu.
-„Boże, spokojnie. Nic pani nie jest?”- zapytał.
-„Proszę mnie puścić! Ja muszę uciec!”- rzuciłam rozpaczliwie i zaczęłam się zastanawiać, czy owy człowiek mnie rozumie przez mój łamiący się głos. Zaczęłam się wyszarpywać z jego ramion, ale sprawiło mi to ból przez siniaki na moich rękach.
-„Co się stało? Proszę się uspokoić… Ciii… Będzie dobrze…”- chłopak zaczął mnie gładzić uspokajająco po głowie. Zdziwiłam się, gdy poczułam się bezpiecznie…
-„Ej! Ty! Zostaw ją! Ona jest moja!”- usłyszałam głos Danna. Podskoczyłam jak oparzona i w panice zaczęłam się wyszarpywać. Chłopak nie chciał mnie puścić. Jego silne ramiona oplatały moją talię i trzymały ciasno przy sobie.
-„Przed nim uciekasz?”- zapytał szeptem. Pokiwałam twierdząco głową, a po moich policzkach spłynęły ciurkiem łzy.-„ Spokojnie. Nic ci się nie stanie. Obiecuję.”
Chłopak przeciągnął mnie za siebie i ochraniał własnym ciałem.
-„Ta pani chyba nie chce się z panem widzieć.”- powiedział grzecznie.
-„Ale ja mam to, kurde, w dupie! Ona jest moja! Odczep się pan!”- Danny się zamachnął, ale wysoki chłopak złapał za jego łokieć tuż przed zetknięciem z jego ciałem.
-„Proszę zostawić ja w spokoju. To ostatnie ostrzeżenie.”- syknął mój wybawiciel. Cały czas stałam za jego plecami trzęsąc się ze strachu. Trzymałam się kurczowo jego lewego ramienia i z przerażeniem patrzyłam na mojego byłego narzeczonego.
-„Co pan! To moja laska, mogę z nią robić co chcę! [T. I.]! Chodź tu, kurde, i powiedz temu sukinsynowi, żeby się odwalił!”- zwrócił się do mnie. Mimowolnie zaszlochałam i skuliłam się za chłopakiem.
-„[T. I.]. Chodź. do. mnie.”- warknął groźnie Danny. Zatrzęsłam się na jego słowa. Byłam przerażona. Panicznie nie chciałam wrócić do domu. Nie chciałam, aby się to już więcej powtórzyło…
-„Suka.”- fuknął blondyn, a chwilę potem leżał już na ziemi powalony przez oszołamiającego bruneta. Patrzyłam z szeroko otwartymi oczyma na całą sytuację z niedowierzaniem. Chłopak chwycił mnie za rękę i zaczęliśmy biec przed siebie, byle dalej od mojego narzeczonego. Czułam ostre pieczenie na dolnej wardze, a po policzkach lały się łzy. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem. Brunet otworzył drzwi i gestem ręki zaprosił do środka. Zawahałam się. Stałam jak wryta. Nie chciałam kolejnych siniaków… Ran… Kolejnych przykrych doświadczeń…
-„Nie zrobię ci krzywdy. Obiecuję. Możesz mi zaufać… Chcę ci tylko pomóc.”- patrzył mi prosto w oczy ze współczuciem. To chyba najszczersze emocje jakie kiedykolwiek widziałam. Coś we mnie drgnęło, pozwoliło na wejście do środka. Niepewnie zrobiłam pierwszy krok i przeszłam przez próg. Chłopak był tuż za mną. Poprowadził do salonu i usiadł na kanapie. Wyczekująco patrzył na mnie dając mi znak abym usiadła obok niego. Przestąpiłam z nogi na nogę w niepewności. Chłopak widząc moje zdenerwowanie wstał i… po prostu mnie przytulił. Wystraszył mnie lekko tym gestem, ale było to w sumie miłe. Nikt nie okazywał mi takich przyjacielskich chęci. Poczułam jak po raz kolejny moje policzki są mokre.
-„Jestem Liam Payne. Mam dwadzieścia lat i mieszkam w Londynie w tym oto budynku. Interesuję się muzyką, taka jest też moja praca. Kiedy byłem mały miałem żółwie, ale teraz nie mam żadnych zwierząt. Mam dwie siostry- Ruth i Nicol, a także najlepszych czterech przyjaciół na świecie. Pochodzę z miasteczka Wolwerhampton.”- mówił szybko, ale wyraźnie. Nie rozumiem, po co mi to wszystko mówi???
-„Ummm…”- wydukałam, nadal będąc w jego uścisku.
-„Mówię ci to wszystko, abyś chociaż trochę mi zaufała. Chcę dla ciebie jak najlepiej, uwierz mi. Jak masz na imię?”
-„[T. I.]… Dziękuję.”- chlipnęłam. Poczułam jak chłopak się uśmiecha.
-„Nie ma za co. Masz piękne imię.”- pogłaskał mnie czule po głowie.
Liam opatrzył moje rany, okazało się, że mam rozciętą wargę. Poznałam też Harry’ego, Nialla, Louisa i Zayna- jego przyjaciół. Wszyscy byli wspaniali. Bardzo mi pomogli. Gdyby nie oni, pewnie nadal byłabym bita przez Danna, a może już bym leżała pod ziemią? Kto wie? Wazne jest to, że mam teraz prawdziwych przyjaciół, którym mogę zaufać. Oni o mnie dbają. To takie piękne uczucie…
****5 miesięcy później*****
-„Um, [T. I]? Mogę wejść?”- zapukał do moich drzwi Liam. Teraz mieszkam razem z chłopcami. Oni są wspaniali! Podarowali mi dom, mimo że nie mogę dać im nic w zamian. Na razie.
-„Jasne.”- uśmiechnęłam się, a zza framugi wyjrzał mój przyjaciel. Wyglądał… Hmmm… smutno.
-„Coś się stało?”- wystraszyłam się. Nie chciałam, aby było coś nie tak. Zwłaszcza zależało mi na Liamie. Cóż… Tak, zakochałam się nim. Jest dla mnie bardzo ważny. Dzięki niemu mam teraz takie wspaniałe życie.
-„Muszę cos ci powiedzieć… Ale, proszę nie przerywaj mi.”- usiadł na łóżku obok mnie.-„ Ja… Ja cię kocham…”
Zamurowało mnie. To chyba jakiś sen! To spełnienie moich marzeń! Cos niewyobrażalnie pięknego!
-„Zrozumiem jeśli nie chcesz mnie znać, musiałem to powiedzieć bo już nie wytrzymywałem. Przepraszam, pójdę już.”- spuścił głowę i wstał z łóżka. Złapałam go za nadgarstek i przyciągnęłam do siebie. Oparłam głowę o jego ramię i szepnęłam:
-„Tez cię kocham, Liam. Bardzo.”
Chłopak uniósł mój podbródek i złączył nasze usta w pocałunku. Najpiękniejsza chwila całego mojego życia.



 -Koniec-

Nicol <3

piątek, 20 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 6

Hejooooooo :) Obiecałam Liama, ale dodam go później, a na razie łapcie część 6 <3


„Rozśpiewana historia” Część 6

Pomoc


- Jade! - usłyszałam krzyk Harry’ego. Z całych sił starałam się odepchnąć wampira, który desperacko dobierał się do mojej szyi. Przewróciłam się pod wpływem jego ciężaru, ale jemu najwidoczniej to tylko ułatwiło sprawę. Poczułam jego lodowaty oddech na szyi, a potem wbijające się zęby, które po kilku sekundach zostały wyrwane z mojego ciała. Jeśli mam być szczera, to bardziej bolało mnie to drugie. Zamknęłam oczy. Czułam, że moje serce ledwo co wytrzymuje tak szybkie łomotanie. Miałam wrażenie, że zaraz wyrwie mi się z piersi. Słyszałam jakieś wrzaski, krzyki, odgłosy bijatyki… Sięgnęłam ręką do piekącego żywym ogniem miejsca na szyi. Ugh, nie najlepiej.
- Jade?! Jade! Spokojnie! - ktoś podbiegł i kucnął zaraz obok mnie. W sumie… Ja byłam chyba bardziej spokojna od tego kogoś. W końcu, nic mi nie jest! Teraz tylko zatamować krwawienie i będzie dobrze.
- Boże, Jade! Jak się czujesz?! To znaczy… Dajesz radę?! Jezzzu nie wiem co mam zrobić! - jęczała dziewczyna. Hmm… To była… Eleanor? Może jednak Jesy?
- Uciekł. Co z nią? Jest w porządku? - dobiegł mnie kolejny, trochę zdyszany, głos. Był niski i miał charakterystyczną chrypkę. Harry.
- To wszystko przez was! Jak cię tylko dorwę… - wysyczała Perrie. Usłyszałam szarpaninę.
- Dziewczyny! Nic mi nie jest! Dam radę! Uspokójcie się! Auć… - wykrzyczałam. Jak na komendę odgłosy ucichły. Szyja coraz bardziej dawała o sobie znać. Nie podobało mi się to.
- Zanieśmy ją do domu. - rozkazała Perrie i po chwili poczułam jak zostaję podnoszona. Po paru sekundach musieliśmy być już w domu bo zrobiło mi się znacznie cieplej.
- Zaraz będzie dobrze. Ciii… - gładziła mnie po dłoni El. Przez moje ciało przepływała fala uspokojenia. To właśnie dzięki Eleanor.
- Możesz otworzyć oczy? - zapytała Leigh.
- Nie. - odparłam i skrzywiłam się. Ktoś dotknął pulsującego miejsca.- Nie dotykać… - jęknęłam błagalnie.
- Dzwonię do Zayna. - usłyszałam z drugiego końca pokoju.
- Ani się waż. - warknęła Perrie.
- Nie boję się ciebie, Blondie. - powiedział z rozbawieniem Louis.
- Nie, nie, nie! - któraś z dziewczyn musiała podbiec do Pezz i pewnie ją zatrzymać za nim zrobiła poważne uszczerbki na zdrowiu Louisa.


****Harry****

Zrobiłem krok ku kanapie, na której leżała Jade. Drogę natychmiast zagrodziła mi blondyna.
- Oj no weź! Nie mogę do niej podejść? - zdenerwowałem się.
- To przez ciebie i tego twojego głupiego kumpla. Nie wolno ci jej choćby tknąć. - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Zapytam jeszcze raz. Mogę przejść? - spytałem grzecznie, a na moje usta wkradł się uśmiech. Wiedziałem, że to zadziała. Ehhh, te kobiety… Nie mają ze mną szans.
Blondyna uśmiechnęła się uroczo i zatrzepotała rzęsami. Wygrałem.
- Odpowiem jeszcze raz. Zrobisz choć jeden mały kroczek, a rozerwę cię na strzępy. - powiedziała niewinnie, okręciła się i poszła przed siebie. Co do cholery?! Jak…
Ding, dong!
-  To Zayn. - powiedział Louis, który opierał się o ścianę i chichotał pod nosem. Pewnie widział tą całą sytuację.
- On tu nie wejdzie. - powiedziała sztywno blondynka.- Byłabym wdzięczna, gdybyście i wy opuścili ten budynek, a najlepiej i miasto.
- Słuchaj, jesteście na celowniku pewnego wampira, który już posmakował krwi twojej koleżanki i nie ma takiej opcji, aby sobie teraz odpuścił. Wie gdzie mieszkacie i zapewne siedzi sobie teraz za waszym domem i czeka na odpowiednia chwilę, aby rzucić się wam do gardła. Chcesz pomocy czy nie? - czara się przelała. Ona naprawdę mnie wkurzała. Jak nikt. Już wiem dlaczego Zayn tak bardzo chciał dać jej w kość.
Podczas gdy ja wymieniałem ostrą serię zdań z tą wnerwiającą  dziewczyną, Louis najzwyczajniej w świecie podszedł do drzwi, otworzył je i wpuścił chłopaków do środka. Blondyna aż kipiała ze złości. Przyznaję, był to naprawdę fajny widok.
- Pezz. Oni mają rację. Potrzebujemy pomocy. Jade jest w coraz gorszym stanie. - podeszła Eleanor.
- Co? - zapytała z przerażeniem i pobiegła do kanapy, na której leżała dziewczyna.
- To nie nasz problem. Idziemy. - mruknął Zayn.
- Jak to? - zdziwił się Niall.
- Narażamy własne bezpieczeństwo dla nich. To zbyt ryzykowne. - stwierdził i podszedł do drzwi. Aż nie chciało mi się wierzyć…- No już.
Nikt z nas się nie ruszył. Staliśmy w miejscu i patrzyliśmy się na siebie. Zerknąłem w stronę kanapy. Wszystkie dziewczyny, oprócz Perrie, patrzyły się na nas jakby oczekując wyroku.
- Idziemy. - warknął Zayn. Kurde, to przecież przez nas. Jak on może zostawić je w takiej chwili? Po tym co zrobiliśmy?
Niall pokiwał przecząco głową.
- Wybacz, Zayn. To nie fair.
- Sądzę, że powinniśmy im pomóc. - przytaknął Niallowi, Liam.
- Jestem tego samego zdania. - stanął obok chłopaków Louis. Wykonałem ten sam gest.
- Pomożemy im.
Zayn był wściekły. Widziałem, że Niall stara się go trochę uspokoić, ale niestety blokada mu to uniemożliwiała.
- Zayn, i tak już jesteśmy na celowniku razem z nimi… Wchodząc do ich domu tak się już stało. Ten wampir wyczuje nasz zapach. - zauważył Liam. Mulat ledwo zauważalnie skinął głową.
- Ty możesz pomóc Jade. Znasz się na tym. - powiedziałem. Zayn wywrócił oczami.
- Niech będzie. Ale jak komuś coś się stanie… 
- Wszystko będzie dobrze. Nie panikuj na zapas. - uspokoiłem go. Czarnowłosa dziewczyna podeszła do nas i cicho powiedziała:
- Dziękujemy. Wybaczcie, Perrie trochę nie lubi pomocy.
- Haha to ma wiele wspólnego z Zaynem. - zaśmiał się Louis, a Mulat zmroził go wzrokiem.
- Dobra, to gdzie jest… ta… no…
- Jade. - podpowiedziałem.
- Mhm, Jade? 
- Tu na kanapie. Znasz się na tym? - zapytała z nadzieją.
- Trochę. - odparł sztywno Zayn i skierował się w głąb salonu, a ja korzystając z okazji, poszedłem za nim.
Jade była bardzo, bardzo blada. Teraz już wystraszyłem się nie na żarty.
- Wow. - powiedział tuż za mną Liam.
- Co? - zdenerwowała się Perrie.
- Em, nic. - odchrząknął- Macie nam coś do powiedzenia?
Oho, coś wyczytał z ich myśli. Dziewczyny wymieniły zaniepokojone spojrzenia. A wiec coś ukrywają.
- Słuchajcie, jeżeli jest coś co musimy wiedzieć o Jade, to nam to powiedzcie bo inaczej nie pomożemy. - stwierdził Zayn.
- Ja powiem. - zaczęła Eleanor po chwili grobowej ciszy i spojrzała na blondynę pytająco. Ta pokiwała tylko lekko głową. W oczach miała łzy... Co jest grane?


C.d.n…


Nicol <3

A tak w ogóle to... jest to już 100 post na moim blogu! Dziękuję Wam za to, ze mogę robić to co kocham! Jesteście wspaniali! <3

P.S. KOMENTARZE, KOMENTARZE, KOMENTARZE PLEASE <3

środa, 18 września 2013

Taka tam lekcja chemii xd

Haha, musiałam to napisać! Dzisiaj na chemii nudziło się mi i Katie (Hello KT! <3 xd), a wiec wymyśliłyśmy, że każdy z One Direction będzie miał swój własny pierwiastek! No i wyszło to tak:
KT: OH! A Niall moze mieć nikiel! Symbol to Ni, akurat się zgadza^^
Ja: Jasne! A Liam- Lit. Symbol to Li. Dobre, nie? :D
KT: Haha, no jasne. Ej, a co będzie dla Zayna?
Ja: Cynk. Zn. Może być xd
KT: Ej a gdzie to jest? 
Ja: Liczba porządkowa to 30. Widzisz?
KT: Ah, tak. Widzę. A co powiesz na to, aby naszemu Hazzie dać Hs? Jak Harry Styles? Pierwiastek to Has więc będzie jak skrót od Hazz xd
Ja: Spoko xd Teraz jeszcze Louis.
KT: Kurde, nie ma już żadnego "L"
Ja: To może weź coś z nazwiska...
KT: Tomlinson, Tomlinson... *szuka*
Ja: Mam! Będzie jak "Tommo" symbol to Tm. Pierwiastek Tul.
KT: Gdzie to jest?
Ja: No tam, na dole.
KT: Gdzie?
Ja: Ugh, no patrz, liczba porządkowa to... *brecht*
KT: Co ci jest? O_o
Ja: *niekontrolowany napad śmiechu* Ta liczba to... 69 xd 
KT+Ja: *ŚMIECH*


Hahaha i tak się kończy nasza lekcja chemii xd A wy? Macie jakieś śmieszne historie z 1D? :D

Nicol <3

„Rozśpiewana historia” Część 5

Hej, hej, hej!!!!! Oto kolejny rozdział :) Przepraszam, że tyle czekaliście X_X SZKOŁA TO ZŁO!!!

„Rozśpiewana historia” Część 5

Porwanie


- Wypuśćcie nas! - uderzałam w szybę z tylnego siedzenia w samochodzie.
- To koniec. Zabiją nas. Zabiją nas. - powtarzała jak mantrę Eleanor.
- UGH! Opanuj się! - potrząsnęłam dziewczyną. Wyjrzałam przez okno. Nasi porywacze rozmawiali przez telefon. Chyba nawet się kłócili.
- Zayn?! Zayn?! Rozłączył się, idiota! - syknął pod nosem ten w kapturze.
- Czyli mamy z nimi tak jeździć bez celu? - zapytał się bezradnie Loczek.
- Najwyraźniej tak. - załamał ręce kapturek.
- Skoro macie z nami jeździć tak bez celu, to może nas po prostu wypuśćcie?! - warknęłam. Możliwe, że mnie usłyszeli. Na twarzy loczka pojawił się cień uśmiechu. Wymienili jeszcze parę zdań i wsiedli do samochodu. Kapturowiec prowadził i nie byłam tym faktem zachwycona. Ruszył z piskiem opon, a z moich ust wydobyło się ciche jęknięcie z powodu paniki.
- Co ty wyprawiasz, Lou? - zdziwił się Loczek.
- Oj, no chciałem je trochę postraszyć… - zaśmiał się i odwrócił w naszą stronę-  Udało się.
- Strasznie śmieszne. - powiedziała (już bardziej opanowana) Eleanor.
- Harry, masz jakiś pomysł? Nie wiem gdzie mam jechać… - stwierdził Louis wpatrując się w drogę.
- Ja mam pomysł! - weszłam mu w słowo.
- Twoje pomysły się nie liczą. - skarcił mnie.
- Jedź… eee… prosto. - zrobił śmieszną minę Harry, chyba Harry.
- Serio? No co ty?! - wywrócił oczami kierowca. Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu. Po jakiś 20 minutach brunetka trąciła mnie w ramię.
- Jade, zrób coś. - szepnęła El.
- Niby co? - odpowiedziałam.
- Ogłusz ich, czy jakoś tak. 
- Nie mogę, przecież prowadzą samochód. Zginiemy razem z nimi… Ty ich osłab czy coś. 
- Skutek będzie taki sam. 
- Co wy tam tak szepczecie? - zaśmiał się Louis.
- Obmyślamy jak uciec, a co myślałeś? - spytała ironicznie Eleanor.
- A no tak… 
- Mogę się was o coś zapytać? - przypomniałam coś sobie.
- Ok… Ale pytanie za pytanie. - ożywił się loczek.
- Skąd mieliście mój numer telefonu, na który wysłaliście sms'a? - zapytałam.
- Wysłałem sms'a od ciebie, do siebie. - wzruszył ramionami Harry.
- Co?! Jak? Kiedy? - zdziwiłam się.
-„Wczoraj wieczorem. Widzieliśmy jak wracacie do domu, a że schody pożarowe były obok okna do twojego pokoju, to weszłam przez nie i szukałem telefonu. Tylko że, ty nagle przyszłaś więc musiałem się zmywać i nie zdążyłem wysłać sms'a. Jak gdzieś wyszłaś, wszedłem z powrotem i tym razem mi się udało. - wyjaśnił.
- To dlatego było otwarte okno… - zamyśliłam się.
- To teraz moja kolej. - oznajmił Loczek.
- Nie mam zamiaru bawić się w tą durną grę. - przerwałam mu, zanim zdążył zadać to swoje głupie pytanie.
-  Ej! To nie fair! Ja na twoje odpowiedziałem. Nie powiesz mi chociaż jak masz na imię? - zrobił minę smutnego pieska. Jego oczy… Było w nich coś niebezpiecznego. Instynktownie czułam, że nie wolno mi w nie patrzeć.
- Jade. - powiedziała Eleanor.
- Ej! - szturchnęłam ją w ramię.- Czemu to zrobiłaś?
- Hmm… Jade. Ładne imię. Bardzo ładne. A twoja koleżanka?
- Mam na imię Eleanor. 
- Mogę ci mówić Eli? - wtrącił się kapturek.
- Możesz mówić El. - uśmiechnęła się brunetka.
- Ja jestem Louis, a to jest Hazz. - wskazał ręką na Loczka, a ten spiorunował go wzrokiem. - Harry. - poprawił się.
Co się stało z Eleanor? Jeszcze chwilę temu panikowała, że nas zabiją, a teraz się do nich uśmiecha?
- Dobra. Wysiadamy. Jestem cholernie głodny. - Louis ściągnął kaptur i zaciągnął hamulec ręczny.
- C-c-co? Ale… - wymamrotałam oszołomiona. Staliśmy przed jakimś centrum handlowym, ale nie było to już w Manchesterze.
- Oj, no przecież nie będziemy was głodzić. Mieliśmy wywieźć was z miasta. - wzruszył ramionami i otworzył drzwi od strony El. Brunetka popatrzyła na niego podejrzliwie.
- Po co? 
- Hmm… Mówiłyście, że nie bawicie się w tą durną grę. - zaśmiał się w odpowiedzi.- No chodź. - wyciągnął do niej rękę. Eleanor wysiadła z auta, ale zignorowała jego gest. Po chwili drzwi od mojej strony też się otworzyły.
- Wysiadasz? - zapytał niskim, troszkę ochrypłym głosem Harry.
- Nie. - skrzyżowałam ręce na piersi i wbiłam wzrok w fotel przede mną.
- Jak chcesz.
I tak po raz drugi w tym nieszczęsnym dniu zostałam przerzucona przez ramię i siłą wyciągnięta na zewnątrz. Zadziwiła mnie jego siła. Podniósł mnie od tak jakbym ważyła tyle co piórko.
- Możesz mnie już postawić? - zapytałam z sarkazmem kiedy uznałam, że uderzanie pięściami w jego plecy, nie robi na nim żadnego wrażenia.
- A będziesz grzeczna? - zaśmiał się.
- Nie?
- To nie.
Fuknęłam pod nosem i nagle do głowy przyszedł mi wspaniały pomysł.
- Dooo, reeee, miiii - zaśpiewałam. Chłopak zaskoczony nagłym bólem głowy ugiął nogi w kolanach tak, że teraz moje stopy dotykały ziemi i mój niski wzrost już mi nie przeszkadzał. Z łatwością wygramoliłam się z jego uścisku i z gracją odwróciłam się w stronę Eleanor. Podbiegłam do nich.
- Gdzie… Harry? - przekrzywił głowę Louis widząc swojego przyjaciela klęczącego na ziemi, po czym wybuchnął śmiechem. Nie wydaje się być taki zły jak na początku. W sumie jest bardzo sympatyczny.
- Co ona ci zrobiła? - zapytał, a pomiędzy pojedynczymi wyrazami krztusił się ze śmiechu.
- Mnie też to bardzo ciekawi… - powiedział lekko naburmuszony i masował skronie dwoma palcami.- Jak ty to zrobiłaś?
- Taka tam sztuczka.- skłamałam.
- To fajne… Nauczysz mnie tego kiedyś? - spojrzał na mnie Louis.
- Obawiam się, że to nie możliwe. - zaśmiała się El.
- Czemu? 
- Tajemnica. - uśmiechnęła się zadziornie brunetka, chwyciła mnie pod ramię i ruszyłyśmy przed siebie do drzwi wejściowych.
- Wolicie pizzę czy KFC? - zapytał obojętnie Louis, gdy już nas dogonił wraz z Harrym.
- Pizza. - powiedziałyśmy chórem i parsknęłyśmy śmiechem.
- Często się wam to zdarza? - zapytał rozbawiony Harry.
- Dosyć często. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam, a w myślach skarciłam się za swoje zachowanie. Dlaczego jestem dla nich miła? W końcu nas porwali!
- Możemy… zagrać w tą grę? - zapytałam wywracając oczyma.
-„Ooo… Hmm… No dobra. Ale ja pierwszy.”- uśmiechnął się łobuzersko Hazz.-  Ulubiona pizza?
- Margharita. - odpowiedziałam szybko- Po co nas porwaliście?
W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech. Jego i Louisa.
- Zayn chciał się zemścić na tej waszej koleżance… No tej blondynce. Wie, że jest waszą liderką, więc uznał, że jak znikniecie na jeden dzień to ta się nie źle wścieknie. Tym bardziej jeśli Zayn ją trochę podpuści. - wyjaśnił Louis, jak się już trochę uspokoił.
- I to wszystko? Nie chcieliście nas…
- Nie… My nie z tych. Chociaż przyznaję, że wtedy jak nas zaatakowałyście to miałem na to ochotę. - uśmiechnął się zawadiacko Harry.
- To wy zaczęliście. - burknęła El.
- Dobra, dobra. Teraz moja kolej. A więc skoro pytamy o takie poważniejsze rzeczy to… El, masz jakiś talent? - zapytał Louis z błyskiem w oku. Nie dobrze. Nawet źle. Bardzo źle.
Eleanor spojrzała na mnie lekko przerażona.
- Haha, a więc jednak. - zaśmiał się Lou.- Spokojnie. Nie będę pytał dalej. To idziemy na tą pizzę? 
Cały dzień spędziliśmy na tej zabawie. Pytaliśmy się o takie najdrobniejsze rzeczy jak ulubiony kolor, czy coś czego nie lubimy. Około godziny dziewiętnastej zaczęłam się robić strasznie senna… W końcu spałam tylko godzinę. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam, a obudziłam się w samochodzie, na ramieniu Harry’ego. Podskoczyłam jak oparzona.
- O, śpiąca królewna już wstała. - uśmiechnął się Harry. Przetarłam oczy. Eleanor siedziała na przednim siedzeniu i rozmawiała z Louisem.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam ziewając.
- Już w Manchesterze. Zaraz będziecie w domu. - odpowiedział spokojnie Louis.
- Oh. Perrie pewnie dostaje szału. - westchnęłam i oparłam głowę o szybę. Coś przemknęło mi przed oczami. Podskoczyłam na siedzeniu.
- Co się stało? - zdziwił się Harry.
- N-n-nie wiem… Wydaje mi się, że ktoś tam jest… - wskazałam na szybę. Na dworze było już ciemno i nie wiele było widać, ale przysięgam, że coś tam widziałam. Harry pochylił się lekko w stronę okna i wpatrywał się w przestrzeń za nim.
- O rany! Louis, gaz do dechy! - zawołał.
- Co się stało?! - wystraszyła się Eleanor.
- Wampir- tropiciel. Biegnie za nami. - odpowiedział Harry, a w tym samym momencie Louis przyspieszył. Wampiry uwielbiają krew Śpiewaków, ponieważ jest ona słodsza niż ludzka. Dlatego musimy tak bardzo uważać, w świecie czyha tyle niebezpieczeństw…
Po chwili już byliśmy pod naszym domem.


****Harry****

- Zaczekaj. Nie wysiadaj jeszcze. Co jeśli ON tam jest? - zatrzymałem Jade, która już chwytała za klamkę od drzwi.
- I dlatego wolę już być w domu. - powiedziała, a głos lekko się jej załamał. Udałem, że tego nie słyszałem.
- Poczekaj, jak jest to zaraz się pewnie pokarze… - próbowałem ją uspokoić, ale bezskutecznie. Eleanor patrzyła na nią bezradnie, a w jej oczach wyczytałem przerażenie. Nie bała się o siebie, ale o przyjaciółkę. Odnotowałem to w pamięci.
- Nie widać go. Ja wysiadam. - powiedziała szybko i wysiadła z samochodu, zanim zdążyłem ją powstrzymać. Zatrzasnęła drzwiczki z głośnym hukiem i przebiegła przez ulicę. Chwyciłem za klamkę, bo chciałem pobiec za nią.
- Zacięły się!  - warknąłem dosyć głośno siłując się z klamką.
- Poczekaj, spróbuj tak. - Eleanor sięgnęła z tylnego siedzenia do moich drzwiczek i próbowała je otworzyć. Nic.
Do naszych uszu dobiegł warkot, a potem wrzask Jade. Eleanor otworzyła szeroko oczy i powiedziała coś pod nosem w osłupieniu. Ja za to nie traciłem czasu i kopnąłem drzwi z całej siły i w końcu się ruszyły. Wybiegłem na jezdnię.

C.d.n…


Nicol <3

P.S. Liczę na komentarze :3

poniedziałek, 16 września 2013

Małe info :)

Uwaga! Na moim drugim blogu, który prowadzę z przyjaciółką, pojawił się imagin z Hazzą :3 Jakbyście chcieli przeczytać to zapraszam! ----> http://nialllovebigos.blogspot.com/

Nicol <3

Nialler :)

Heeeeej misie! Oto obiecany- nowy rozdział. Będzie to jednopartówka z Niallem^^ Kto sie cieszy??? <3

-Niall-

Kolejny dzień chodziłam potykając się o własne nogi. Moje myśli wędrowały tylko do jednej, jedynej osoby. Policzki zalewało gorąco, gdy tylko widziałam go na szkolnym korytarzu, a serce prawie wyrywało mi się z piersi kiedy słyszałam jego głos. Co? Nie… No dobra. Tak, jestem zakochana. Tylko, że niestety bez wzajemności. Jeśli można to tak nazwać… On nie wie o moim istnieniu. Jest największym przystojniakiem w całej szkole, a ja? A ja jestem jakimś szarakiem z którym chodzi na biologię, angielski i plastykę.
Zorientowałam się, że stoję z rozdziawioną buzią i gapię się na Eda, który stał pod ścianą na końcu korytarza. Niemal natychmiast odwróciłam się w przeciwną stronę, karcąc siebie za takie zachowanie.
-„Oh, czyżby nasza mała myszka podkochiwała się w Edziu?”- powiedziała przesłodzonym głosem Candy, szkolna zołza i liderka cheerleaderek. Moje policzki zaczęły płonąć. Postanowiłam, że najlepiej będzie zwiać. Niestety, Candy złapała mnie za ramię i nie pozwoliła siebie wyminąć.
-„Oj, gdzie uciekasz? Nie wyznasz miłości swojemu księciowi z bajki?”- zaśmiała się. Dina, jej wierna przyjaciółka, która zawsze trzymała się obok niej podała jej kubek z kawą, a blondynka upiła z niej łyk.
-„Muszę już iść.”- mruknęłam i podjęłam kolejną próbę ucieczki.
-„Ależ zostań z nami… Możemy pogadać… Albo… UPS.”- cała zawartość kubka wylądowała na mojej twarzy, włosach i ubraniu. Poczułam, jak po moich policzkach oprócz kawy, spływają jeszcze łzy. Grupka, która się wokół mnie i Candy zgromadziła, nie mogła już nabrać oddechu ze śmiechu. A najgorsze było to, że zobaczyłam też Eda, który mało co nie tarzał się po ziemi ze śmiechu. Poczułam jak moje serce przebija nóż. To tak zabolało…
Przecisnęłam się przez grupkę, która zgromadziła się wokół mnie i mojej prześladowczyni i wybiegłam z budynku szkoły. Biegłam jeszcze nie zatrzymując się, ani na moment przez 10 minut. Nie patrzyłam nawet w którą stronę podążam, biegłam przed siebie próbując zobaczyć coś przez przeszklone oczy, z których co chwila wylewał się strumień łez. Przebiegłam przez ulicę i dalej do parku, na ścieżkę. Potknęłam się i upadłam czemu towarzyszył głośny huk. Poczułam siarczyste pieczenie na lewej dłoni. Uniosłam rękę i odwróciłam ją wewnętrzną stroną do siebie. Już wiem, dlaczego tak huknęło. Upadłam prosto na szklaną butelkę, która pod wpływem mojego ciężaru po prostu pękła. Krew pojawiła się natychmiast.
-„Pokaż.”- usłyszałam czyjś głos. Podniosła głowę i zobaczyłam kucającego obok mnie blondyna, o niebieskich oczach. Miał na sobie biały t-shirt i czarne, sportowe spodnie.
Ujął moją dłoń i przyjrzał jej się uważnie.
-„Nie wygląda to najlepiej…”- zmarszczył czoło. Dotknął lekko szkła, które tkwiło w mojej dłoni. Od razu krew wypłynęła większym strumieniem i zaczęła ściekać po mojej ręce. Wciągnęłam powietrze przez zaciśnięte zęby z charakterystycznym świstem.
-„To trzeba wyciągnąć… Gotowa?”- zapytał współczująco.
-„Nie…”- jęknęłam błagalnie.
-„Na raz, dwa, trzy.”- szybkim ruchem usunął kawałek szkła z mojego ciała. Skrzywiłam się niemiłosiernie i zacisnęłam powieki, pod którymi zbierały się już łzy. Zaczęłam się zastanawiać, który ból jest gorszy- ten emocjonalny, czy fizyczny.
-„Już po wszystkim, teraz szybko się zagoi. W porządku? Bardzo cię boli?”- objął mnie opiekuńczo i gładził po włosach.
-„Mhm…”- przyznałam, kryjąc twarz w jego ramieniu. Słone krople moczyły jego koszulkę.
-„Już dobrze. Ciii…”- starał się mnie uspokoić. –„ Chodź. Trzeba to zabandażować i zatrzymać krwawienie.”- wstał razem ze mną, nie puszczając mnie ani na moment. Ręka piekła, boleśnie dawając o sobie znać. Zrobiła się już nie mała, czerwona kałuża w miejscu, w którym siedziałam.
-„Tak w ogóle, jestem Niall.”
Odsunęłam się i spojrzałam na niego. Uśmiechał się blado.
-„Ja jestem [T. I.].”- spróbowałam na chwilę unieść chociaż jeden z kącików ust.-„ Dziękuję.”
-„Nie ma za co. Coś się stało? Widziałem jak biegniesz przez park… Na szczęśliwą nie wyglądałaś…”- stwierdził niepewnie.
-„Długa historia.”- odparłam i spojrzałam w przeciwnym kierunku. Oczy już mnie zapiekły od łez na myśl o przykrym zdarzeniu sprzed paru nastu minut.
-„Oh… Rozumiem. Chodźmy do mnie, opatrzymy twoją rękę. Mieszkam tu, niedaleko. Uspokoisz się i wszystko mi opowiesz.”- złapał mnie za zdrową dłoń i pociągnął zachęcająco. Przez chwilkę się wahałam, ale w końcu poszłam razem z chłopakiem.
Nie szliśmy długo, tak jak Niall mówił, mieszkał parę ulic dalej. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem, w którym znajdywało się mieszkanie Nialla. Samo mieszkanie, a raczej apartament, był ogromny! Wystrój był bardzo nowoczesny, schludny i robił wrażenie. Jednak moją uwagę przykuła ściana w salonie, na której wisiały gitary- elektryczne, klasyczne i Bóg wie jeszcze jakie- a obok stała perkusja. Na sąsiedniej ścianie były półki, a na nich mnóstwo statuetek, pucharów i dyplomów. Nagle zaczęło coś mi świtać…
-„Grasz?”- zapytałam, gdy chłopak wszedł do pokoju z bandażem w ręku. Co za głupie pytanie… Skoro ma gitary to chyba oczywiste, że gra!
-„Tak.”- uśmiechnął się szeroko-„ Dawaj ta rękę. Od razu uprzedzam… Nie jestem najlepszy w te klocki.”- zaśmiał się serdecznie i wskazał na kanapę, żebym usiadła. On usiadł zaraz obok mnie. Ujął moją dłoń i zaczął ją powoli owijać w biały materiał, śmiesznie przy tym wystawiając język. Był zupełnie skoncentrowany na tym co robi. To było bardzo urocze. Przyglądałam mu się bardzo uważnie, dokładnie analizując każdy jego ruch. Po chwili przeniosłam wzrok na jego twarz oraz oczy. Hmmm… Te oczy… Gdzieś je już widziałam…
-„OH!”- wyrwało mi się.
-„Za mocno? Przepraszam, przepraszam…”- wystraszył się.
-„Co? Ah, nie, nie, nie. To znaczy, po prostu dopiero teraz cię rozpoznałam…”- pacnęłam się w czoło.
-„Haha, ah to. Wystraszyłaś mnie.”- zaśmiał się.
-„Przepraszam, czasami w ogóle nie myślę… Przepraszam.”
-„Spoko, nic się nie stało.”- spojrzał mi prosto w oczy i się uśmiechnął-„ Nie ruszaj się jeszcze przez chwilkę…”- przeniósł wzrok na moją rękę i starannie zawiązał bandaż.
-„Umiesz bandażować, czemu mówiłeś, że nie?”- zapytałam oglądając jego pracę.
-„Szczerze mówiąc, robiłem to chyba pierwszy raz w życiu.”- zaśmiał się po raz kolejny, a ja wraz z nim. Po chwili siedzieliśmy już z kubkiem herbaty w ręku rozmawiając o wszystkim i o niczym. Opowiedziałam mu też o tym poniżeniu, o Edy’m… Niall cały czas mnie słuchał i co jakiś czas potakiwał, wzdychał albo rzucał coś w stylu: „Naprawdę?”, „Serio?”. Gdy skończyłam mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. To tak boli, że osoba o której myślisz 24 godziny na dobę, przez ostatnich parę miesięcy, ma cię za totalną idiotkę.
-„Nie martw się. Nie był ciebie wart. To ostatni dupek.”- powiedział chłodno i przyciągnął mnie do siebie. Oparłam głowę o jego ramię i pozwoliłam moim łzom wypływać na światło dzienne, ale… nieoczekiwanie przestały. Dziwne… To znaczy… To bardzo przyjemne uczucie. Powinnam czuć się skrępowana tak bliskim kontaktem z prawie nieznaną mi osobą, ale tak nie było. Niall świetnie mnie rozumiał, czułam się przy nim zupełnie bezpieczna.
-„Dziękuję ci. Za wszystko.”- odsunęłam się i spojrzałam mu prosto w oczy. Chciałabym, aby wiedział jak bardzo doceniam to, co zrobił. Jego czysto niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie z ciekawością. Pojawił się w nich taki błysk… Tak bardzo zatraciłam się w jego oczach, że nawet nie zauważyłam jak chłopak pochyla się ku mnie, a potem złączył nasze usta w nieśmiałym pocałunku. Była to magiczna chwila, nigdy wcześniej nic podobnego nie czułam. Ta chwila to był początek nowego, lepszego i wspólnego życia.


-KONIEC-

Nicol <3

Może macie pomysł z kim chcielibyscie przeczytać kolejnego imagina? Czekam na propozycje w komentarzach!