wtorek, 31 grudnia 2013

„Rozśpiewana historia” Część 53 + Dziękuję!

„Rozśpiewana historia” Część 53

To nie twoja wina

****Harry****

I kolejna szklanka rozbita w drobny mak. Ulżyło? Nie. A więc jeszcze jedna! I kolejna!
- Harry… Harry. HAZZ! Uspokój się! - złapał mnie za rękę Niall, kiedy zamachnąłem się, aby roztrzaskać o ścianę kolejne szkło. - Przecież Jade żyje i wszystko jest dobrze!
- Nic nie jest dobrze! Widziałem jak umierała! Przeze mnie! Zmusiłem ją do tego głupiego rytuału! To przeze mnie ona była już praktycznie martwa! - krzyknąłem.
- Do niczego jej nie zmuszałeś! A po za tym, to nie przez ciebie! - krzyknął mi prosto w twarz już nieźle wkurzony Niall. Zaskoczył mnie. Zawsze był tym opanowanym, przynajmniej po części. Wziął głęboki oddech- Nikt z nas nie przewidział tego co się wydarzyło. To nie nasza wina. My wszyscy powinnyśmy być bardziej czujni.
- Ale… - zacząłem.
- Nie ma żadnego „ale”, Harry. Nie ty zawiniłeś. - przerwał mi i spojrzał prosto w oczy. Poczułem falę spokoju.
- Dzięki. Wiem, że chcesz pomóc, ale zagłuszanie mojego poczucia winy nic nie da.
- A właśnie, że da. Może uda ci się jakoś racjonalnie pomyśleć. - westchnął.- To co teraz?
- Nie wiem… To zależy od Jade. Pewnie nie będzie chciała teraz już nawet o mnie pomyśleć… - zamknąłem oczy i usiadłem na podłodze pod ścianą. Boże, co ja sobie myślałem?! Avalon nam pomoże. Mhm. Brawo dla mnie. Tak łatwo dałem się jej omotać… Ja… Ja już tak bardzo chciałem być z Jade… Spojrzeć jej w oczy… Rozmawiać z nią… Mieć możliwość dotknięcia jej delikatnej skóry…
- Ja z nią rozmawiałem wczoraj, przed tym wszystkim. Wiesz co? Może i ta klątwa skutecznie jej uprzykrza chociażby myślenie o tobie, ale ona się nie poddaje. Widać, że coś do ciebie czuje.
Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego.
- Dzięki, Niall. Za wszystko.
- Jesteś moim przyjacielem. Skoczę za tobą choćby w ogień! - zaśmiał się, a ja się lekko uśmiechnąłem. Co jak co, ale przyjaciół sobie dobrać potrafię. Najlepszych na świecie. - Harry, wiedz, że nie ważne co się stanie, my jesteśmy z tobą. Zawsze możesz na nas liczyć. - powiedział to wszystko z taką szczerością w głosie. Tylko Niall potrafi włożyć wszystkie swoje uczucia do zdania. W końcu nad nimi panuje, więc nie powinno mnie to dziwić, ale cóż…
- Skończyliście już tą waszą „męską gadkę”? Niedobrze mi się robi… - wywróciła oczami Avalon.
- Hm, to teraz już wiesz co czujemy patrząc na ciebie. - odezwała się Leigh-Anne, która właśnie weszła do pokoju. Avalon zmroziła ją tylko wzrokiem, a Leigh zachichotała pod nosem ze swojego żartu.- Zayn dzwonił.
- Coś nowego? - zaciekawił się Niall.
- Mhm. Ta wampirzyca się obudziła. Ma na imię Angelica i jest byłą Liama. No i mają mały problem… - zawiesiła.
- Że co?! To była dziewczyna Liama?! I… jaki problem?
- Chyba ja wiem… - parsknęła śmiechem Avalon.
- Coś ty znowu zrobiła? - zapytałem wkurzony.
- Ależ nic… No… może nie do końca. - uśmiechnęła się złośliwie. Czy ja już mówiłem, że jej nienawidzę? Szczerze. Dozgonnie.


****Eleanor****

- Um… Hej? Co tam? - zapytałam jak gdyby nigdy nic, ale jednak nieco przestraszonym głosem. Tak. Oczywiście to ja wyciągnęłam najkrótszą słomkę i to ja musiałam udać się na pogawędkę z naszą nową „przyjaciółką”.
- Hm, nie wiem. Jestem głodna. A tam? - wyszczerzyła się.




 Przełknęłam głośno ślinę i usiadłam na fotelu naprzeciwko.
- Bywało lepiej…
- Oh, wierzę. Nie ma to jak przesiadywać w domu z kimś, kto może cię zabić w ułamku sekundy. - zacmokała teatralnie z udawanym przejęciem- Jak tam Li? Sądzę, że ma się już lepiej odkąd mu pośpiewałaś.
- Skąd wiesz… - nie rozumiałam. Ostatnio wszyscy wiedzą jaki mam dar! Ot tak!
- Słyszę nawet najcichszy szmer w tym domu. Nie trudno wyłapać niektóre słowa z waszych rozmów. No… wasze rozmowy. To jak… jak to jest być medicus?
- Medicus? - powtórzyłam zdziwiona. O czym ona do mnie mówi?
- Ah, a więc nawet nie wiesz jak się nazywa określenie takich jak ty? Oj, oj… Co byś ty beze mnie zrobiła? - zaśmiała się. Miała piękny głos. Jakby dzwonki.
- Do pytania: nie wiem. Fajnie jest mieć świadomość, że mogę pomóc. - stwierdziłam. Angelica przekrzywiła głowę w lewo i przyjrzała mi się.
- Wiesz, że możesz oddać komuś życie?
- Co proszę? - po raz kolejny mnie zaskoczyła.
- Chyba nie wiesz. - skwitowała krótko.- Tamci nadal boją się tu przyjść? Biedulka… Oczywiście to ty musiałaś wybrać najkrótszy patyczek. Dzielna jesteś. Imponujesz mi. Ale z resztą, który medicus taki nie był?
- Znałaś innych takich jak ja? - zapytałam zafascynowana.
- Jasne! Dwóch czy trzech.
- Wow… Czekaj, ale o co ci chodziło z tym oddaniem życia? - przypomniałam sobie.
- Ah, wiesz. Zawsze masz taką opcję. Jeden jedyny raz możesz komuś pomóc i wyleczyć go, nawet z bardzo ciężkiej choroby, śmiertelnej. Wtedy ta osoba zostaje nieśmiertelna, ale ty…
- …umieram. - dokończyłam za nią.
- Tak. Tylko mówię. Skoro nie wiedziałaś, to dobrze, że teraz już wiesz, prawda? Zawsze lepiej wiedzieć. A propos, mam nadzieję, że wy zdajecie sobie sprawę z tego, że wiem, że oni są tuż za drzwiami?
- Taaaak, brałam to pod uwagę. - zaśmiałam się.
- Patrz na to. - zachichotała. W wampirzym tempie podbiegła do drzwi i otworzyła je na oścież. Do pokoju praktycznie powpadali chłopcy, którzy podsłuchiwali oparci o drewnianą powłokę. Wybuchłyśmy śmiechem. Angelica jest zupełnie inna niż nam się wydaje. Jest naprawdę w porządku. Podejrzewam, ze jest pewnie jakaś rzecz, która ją odpycha od bycia taką przez cały czas…



C.d.n…



___________________________________________

No cześć! :3
Przybywam do Was z rozdziałem z okazji zakończenia roku 2013!!!! WOW! Muszę przyznać, że to był naprawdę fajny rok. Nie wiem czemu miałby być zły. Mój był całkiem ok, a Wasz?

Cóż.... zdradzę Wam tajemnicę... Ten rozdział jest też z okazji 25000!!!!! 
OMG OMG OMG (wiecie co dalej, nawet nie chce mi się tego wszystkiego już pisać, bo to nie ma sensu, wiecie jak bardzo się cieszę :) Kocham Was <3 ) OMG OMG OMG OMG OMG OMG

To wspaniałe, że te wyświetlenia cały czas idą w górę i wyżej i wyżej i jeszcze wyżej... Teraz moje statystyki to średnio 300 wyświetleń dziennie! 


Wow, prawda? Wczoraj było 610 wyświetleń! Jednego dnia!


Mam też odbiorców na całym świecie! Masakra jakaś! (ale oczywiście pozytywna :P )
Kto wie gdzie jest Malezja? O_o :D

No cóż... co mogę jeszcze powiedzieć? Dziękuję Wam z całego serca, (to pewnie już wiecie) , jestem prze szczęśliwa (to pewnie też), wzruszona (to może Was zaskoczyło) no i... radosna jak nigdy! Kocham Was, dajecie mi siłę do dalszego pisania. To wszystko dzięki Wam! To dzięki Wam piszę, publikuję, uśmiecham się czytając Wasze komentarze. To wszystko jest po prostu... no... brakło mi słów.... Jejku, no po prostu OMG *_*

Życzę Wam:
- wybuchowego (ale ostrożnie!),
- szampańskiego (tylko nie przesadźcie...),
- radosnego (śmiejcie się ile wlezie!),
- szczęśliwego (tego to bierzcie do woli :D )
- czadowego (tylko się nie zatrujcie!),
- bombowego  (tylko żadnych bomb!),
- miłego ( może w gronie rodziny ^^)
no i pełnego zabawy (tylko ostrożnie po tym szampanie...) 
SYLWESTRA!!!

Wspaniałego Nowego Roku, radości, miłości, przyjaźni, pomyślności, zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i czego sobie tylko życzycie!

Kocham Was baaaaaaardzo mocno :)

Wasza Nicol <3

poniedziałek, 30 grudnia 2013

„Rozśpiewana historia” Część 52

„Rozśpiewana historia” Część 52

Próba ucieczki


- Wow. Nieźle. - otworzyła szerzej oczy Angelica, kiedy skończyliśmy opowiadać naszą tragiczną historię.- Myślicie, że kiedyś zrobią z tego film?
- Angel! - zdenerwował się Liam.
- Oj, spokojnie. To tylko taki żarcik… - wywróciła oczami.- No nic, ja wam nie pomogę. Nara!
Wstała z kanapy i w wampirzym tempie wybiegła z salonu. Popędziliśmy za i zastaliśmy ją w przedpokoju, tuż przed drzwiami wyjściowymi.
- Co do diabła?! - wkurzyła się próbując przejść przez próg.



- Ok… To coś nowego. - zdziwiłam się. Angelica z wściekłością uderzyła pięścią w niewidzialną powłokę.
- Co wyście zrobili?! - warknęła.
- My nic! - odpowiedział równie zdziwiony, co ja, Zayn. Podszedł do drzwi i… wyszedł. Bez problemu. Angelica otworzyła usta z zaskoczenia i poszła w ślady Zayna, ale i tym razem niewidoczna bariera ją zatrzymała.
- To ona! To przez nią nie mogę wyjść! - zaczęła krzyczeć.
- Kto? - zapytała Jesy.
- Ta debilna czarownica! Zamknęła mnie! Zróbcie coś! - nie zaprzestała pełnych furii uderzeń w… no w tak naprawdę w nic.
- Ok, zrobimy. Ale najpierw powiedz nam dlaczego chciałaś uciec? - uśmiechnął się łobuzersko Louis. Hej, faktycznie.
- Wy otwórzcie mi drzwi, a ja wam powiem. - powiedziała wolno.
- Nie ma mowy. Damom się ustępuje, tak więc słuchamy. - posłał jej szeroki uśmiech. Angelica zmrużyła gniewnie oczy i przejechała spojrzeniem po każdym z nas. Rzuciła się na Perrie, chwyciła ją za gardło i podniosła do góry.
- Powiedziałam, żebyście mnie stąd uwolnili. - syknęła. Perrie nie mogła nabrać oddechu. Próbowała walczyć z silną ręką brunetki, ale nie dawała rady.
- Zostaw ją! - krzyknęłam.
- To pomóżcie mi wyjść!
- Ale nie potrafimy!
- To mnie akurat najmniej interesuje. Macie cos zrobić, albo wasza koleżanka zginie.
- Angelica! Proszę, zostaw ją! Co się z tobą stało?! - popatrzył na nią wielkimi oczami Liam.
- Mówiłam, że się zmieniłam. Ba, po prostu się czegoś nauczyłam. Nie można ufać ludziom. Aby przetrwać, należy dbać tylko o siebie. - powiedziała śmiertelnie poważnie. Puściła Pezz, a ta wylądowała na ziemi ciężko dysząc. Niezwłocznie podbiegłam do niej i ją objęłam.- Macie czas do dziś wieczór. Jeżeli nie uda wam się czegoś wymyślić, zacznę wybijać was po kolei. Zaczynając od tej uroczej blondyneczki. A to na znak, gdybyście myśleli, że nie jestem do tego zdolna.
W wampirzym tempie podbiegła do Liama, obróciła go i wbiła się w jego szyję. Po kilku sekundach (niemożliwe długich)  odepchnęła go na ziemię i wytarła usta wierzchem dłoni.

(Ten chłopak to na niby "Liam" xd)

- Dziś wieczór. - uśmiechnęła się złośliwie i opuściła pomieszczenie, w którym się teraz znajdowaliśmy.
- Nic ci nie jest?! - wystraszyła się Jesy i kucnęła obok Liama.
- Nie… Tylko trochę krwawię… - syknął z bólu, kiedy dotknął rany na szyi.
- A ty Perrie?
- Mówiłam, aby jej tu nie wpuszczać! - warknęła, po czym zakasłała.
- PS-  Wszystko słyszę! - zawołała z głębi domu Angelica.
- To co teraz? - zapytała z przejęciem Eleanor, kiedy starała się opatrzyć ranę Liama.
- Musimy zadzwonić do Harry’ego i Nialla, a oni się muszą tego dowiedzieć od Avalon.
- Ale ona nam nie pomoże! Przecież chce naszej śmierci… - jęknęła Jesy.
- Cóż… Musimy spróbować. - wzruszył ramionami przeglądając coś w telefonie.
- Zayn, to poważna sprawa! Mógłbyś teraz nie smsować? - zdenerwował się Louis. Mulat tylko uciszył go gestem ręki, po czym pokazał nam ekran telefonu. W notatkach zapisał wiadomość:

Musimy się od niej dowiedzieć, czemu próbowała uciec. Na 100% ma ważne informacje.

Przytaknęliśmy wszyscy i rozeszliśmy się po mieszkaniu. Ja zostałam z Liamem, Perrie i El aby pomóc im dojść do siebie, po napadzie wściekłości wampirzycy.



C.d.n…


__________________________________________________

No hej!

Taki troszkę krótki, ale dzieje się sporawo. Odkrywamy ciemną stronę Angelici. 
Ostatnio nie wiem co napisać w notkach pod postami... 
No nic, ja Wam już tylko życzę szczęśliwego Nowego Roku, bo przed sylwestrem nie wiem czy uda mi się jeszcze coś dodać... Jeszcze się zobaczy. Ale tak na wszelki wypadek już Wam składam życzenia :)

Nicol <3

niedziela, 29 grudnia 2013

Nowa bohaterka- Angelica




Angelica Gold, lat 18 <od dwóch lat>. Wampirzyca. Jeszcze trzy lata temu była dziewczyną Liama Payne, ale zerwali i pozostali przyjaciółmi. Szalona, bezpośrednia, szczera, bystra i... przebiegła. Historia o tym, jak to się stało, że jest wampirem jak na razie pozostaje tajemnicą. Mimo iż nie jest młoda wie dużo. Czego? Dowiecie się już niebawem. Nienawidzi czarownic. Z resztą, który wampir ma przyjazne stosunki z nimi? Jedną z jej cech jest także tajemniczość. Dlaczego się tu pojawiła? Czego chce? Po co? Tego nikt nie wie oprócz niej samej.

________________________________________

To by było na tyle :) Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie miłe komentarze :) To wywołuje ogrooooomny uśmiech na mojej twarzy :D 

Nicol <3

„Rozśpiewana historia” Część 51

„Rozśpiewana historia” Część 51

Wtajemniczenie Angelici


- To ty. To ty miałaś nóż wbity w brzuch, zgadza się? - uniosła brwi w górę i spojrzała na mnie wyczekująco. Pokiwałam głową.- Cóż, muszę przyznać, że pachniałaś wyjątkowo… Jesteś syreną?
Co?! Skąd ona wie?! Jak…
- Jak się o tym dowiedziałaś? - zapytałam oszołomiona.
- A jednak. Musisz bardziej uważać. Twoja krew jest słodsza niż inne… Masz szczęście. Co zrobiłaś, żeby stanąć na lądzie? Kontakty czarownicami?
- Nie, Jade jest hybrydą. W połowie syreną, a w połowie śpiewakiem. - wyjaśnił za mnie Liam.
- Oh, ciekawe… Ciekawe połączenie. Jakieś specjalne dary? - podeszła do mnie bliżej.


- Nie.
- Na pewno?
- Na pewno.
- A może mam cię zmusić do obrony?
- C-co?
Brunetka syknęła, a jej oczy pociemniały. W wampirzym tempie podbiegła do mnie i chwyciła za gardło. Krzyknęłam wystraszona jej nagłym posunięciem. Puściła mnie i zatkała sobie uszy. Od razu złapałam się za obolałą szyję, która jeszcze przed chwilą była ściskana przez wampirzycę.
- Kłamałaś. - warknęła.
- N-n-nie… To nie dar… - wyjąkałam.
- Jest inny niż wszystkie, fakt, że odziedziczyłaś to po syrenie nie jest istotny. To jest jak dar. - wzruszyła ramionami.
- Angelica. - upomniał ją Liam.
- Co? Nic złego nie zrobiłam.
W odpowiedzi Liam tylko spiorunował ją wzrokiem.
- Ok. Rozumiem. „Poważne towarzystwo”. - w powietrzu zrobiła znak cudzysłowu i wywróciła oczami.
- Mogę się ciebie o coś zapytać? - poczułam nagły impuls.
- Hm?
- Czemu… Czemu mnie uratowałaś?
- Ah, to. Byłam w lesie, usłyszałam krzyki, płacze… Pomyślałam sobie, że będzie kolacja. - tutaj się uśmiechnęła, a mnie przebiegły ciarki po plecach- Okazało się, że to jakiś rytuał… Zobaczyłam, jak twoi przyjaciele płaczą… No i czarownicę. Wkurzyłam się, nienawidzę ich. Skojarzyłam, że to pewnie ona jest sprawczynią tego płaczu i postanowiłam jej przeszkodzić w planach. Nie trudno było się domyślić, że najbardziej mogę zdenerwować ją, ratowaniem ciebie. Tyle.
- Jak to zrobiłaś…? - zdziwiłam się. Jedyne co pamiętam to to, że przycisnęła mi dłoń do buzi…
- Matko, wy nic nie wiecie. - westchnęła zrezygnowana- Krew wampira leczy. Łapiesz? A i jeszcze jedno… nie umieraj przez jakieś jeszcze… -sprawdziła zegarek- …pięć godzin.
- Czemu? To znaczy, nie rozumiem, o co chodzi… - podrapał się po głowie Louis.
- Wy naprawdę nic nie wiecie? Jak stać się wampirem? Hm? Ktoś wie?
Cisza na sali…
- To z tym się nie rodzi? - zapytał zdezorientowany Zayn.
- Owszem, można. Ale to tak rzadkie, że prawie niemożliwe. Ok, już tłumaczę. Proste kroki: ugryzienie przez wampira, wypicie krwi wampira, umierasz mając jego krew w swoich żyłach, i BUM! Wampir gotowy. Coś jeszcze? - popatrzyła się po nas.
- To dlatego ty teraz… - wydukał Liam patrząc się na Angelicę. Brunetka spuściła głowę.
- Tak.
- Dlaczego? Co się stało? Jak? - Liam nie mógł w to uwierzyć.
- Nie ważne. - odpowiedziała chłodno. - Gdzie jest ta wiedźma? Muszę ją znaleźć i wyrwać serce. Dosłownie. - warknęła groźnie.
- Nie możesz tego zrobić. - westchnął Zayn.
- Niby dlaczego? Czemu ją chronicie, skoro o mało co nie zabiła waszej znajomej? Haha, no, Jade. Ja na twoim miejscu znalazłabym sobie lepszych przyjaciół. No i oczywiście tych tutaj pozabijała. - parsknęła śmiechem Angelica.
- Ta czarownica musi żyć, bo inaczej nie zdejmiemy czaru z Jade i Harry’ego. - wyjaśnił Liam.
- Ohoho… No to ja słucham. Mam wziąć popcorn? - usiadła na kanapie i patrzyła się na nas wszystkich pytająco.



C.d.n…


____________________________________________

Hej wszystkim! 

Jak się podobała część 51?
Za jakiś czas dodam post z opisem nowej bohaterki- Angelici. Pewnie zrobię to jeszcze dzisiaj :)

Na razie to tyle. Dziękuję za Wasze komentarze :)

Nicol <3

piątek, 27 grudnia 2013

„Rozśpiewana historia” Część 50

„Rozśpiewana historia” Część 50

Obudzenie


Żyję. Ja żyję. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę tak jest. Ale ile jeszcze? Ile minie czasu zanim Avalon znajdzie jakiś inny sposób, aby się mnie pozbyć?
- Perrie? - zapytałam cicho.
- Tak, Jade? - blondynka potarła moje ramię. Leżałyśmy teraz w moim łóżku, u góry, w moim pokoju. Odkąd wróciłyśmy z lasu nie wyszłam stąd jeszcze ani na moment. Perrie też, cały czas teraz ze mną jest.
- Czemu…? - tylko tyle zdołałam wydukać, bo głos po raz kolejny ugrzązł mi w gardle. Chciałam to wiedzieć… Dlaczego ona mi to zrobiła? Dlaczego… dlaczego mnie prawie zabiła? Czemu mnie aż tak bardzo nienawidzi? Mnie albo Harry’ego?
- Nie wiem… Naprawdę nie wiem. - pokręciła z rezygnacją głową.
- Mhm. - mruknęłam przyswajając sobie jej słowa.- A… A co teraz?
- Ja… nie wiem. Nic nie wiem. I to mnie tak denerwuje. - westchnęła Pezz. Wiedziałam jak bezradna jest teraz. Szkoda mi się jej zrobiło. Przytuliłam się mocno do przyjaciółki.
- Hej. Jak się trzymasz? - zza drzwi wystawił głowę Lou, a zaraz potem Eleanor. Uśmiechnęłam się lekko.
- Lepiej. - stwierdziła z ulgą El.
- Chodźcie, powinniście coś zjeść. Musicie być głodne, nic nie jadłyście od wczoraj. - gestem ręki Louis ponaglił nas. Powoli wstałam, a Perrie po mnie. Poczłapaliśmy razem do kuchni i usiadłyśmy przy stole.
- Hej, ja wam zrobię gofry, co wy na to? - zaproponowała Jesy, który od razu się zerwała, kiedy tylko weszłyśmy do pomieszczenia. Nie miałam ochoty jeść… Może i nic nie jadłam od dawna, ale nie byłam w nastroju teraz do jedzenia. Rozejrzałam się po kuchni, aby zobaczyć czy nie ma czegoś co mogłoby mnie zainteresować kulinarnie. Mój wzrok jednak powędrował do salonu, a tam na kanapę.
- Czy… Czy to ona? - zapytałam wskazując dziewczynę, która leżała nieruchomo na sofie. Obok, na ziemi, siedział Liam.
- To jest Angelica. Ona… To ona cię ocaliła. - spuściła wzrok Eleanor. Powoli, ostrożnie podeszłam do brunetki.
- Ona się nie rusza. - zauważyłam. I w tym momencie dziewczyna gwałtownie zaczerpnęła powietrza i otworzyła oczy.



Wystraszona jej nagłym „obudzeniem” się odruchowo cofnęłam się i wpadłam na fotel. Wylądowałam na podłodze.
- Nic ci nie jest? - podbiegła do mnie Jesy.
- Nie, nie. - od razu zaprzeczyłam i usiadłam po turecku w miejscu, w którym się wywróciłam.
- Gdzie ja jestem? - zapytała Angelica.
- Wszystko jest ok. Jesteś w naszym domu. Jak się czujesz? - odpowiedział jej Liam.
- Śpiąca. - wywróciła oczami. – Ile spałam?
- Dzień. Niecały.
- Oh, już wiem. To przez tą dziewczynę z czarnymi włosami, tak? Tą wiedźmę? To ona mnie uśpiła? - zapytała z pogardą.
- Tak… - przyznał Liam.
- Suka. - skwitowała.



- Tak, to ty. Nie zmieniłaś się aż tak bardzo. - zaśmiał się Liam.
- Oj, mylisz się. - uśmiechnęła się uwodzicielsko- Ale o tym potem. Gdzie jest ta debilka?
- Avalon? - zapytał ze zdziwieniem.
- Avalon, Ava, czy jakim tam imieniem ją matka pokarała. - wywróciła oczami i podniosła się z kanapy- Gdzie ja znajdę?
- Ale… - wtrącił się Zayn.
- A ty to kto? - przerwała mu gniewnie i skierowała się do niego.
- Angel, uspokój się. - zaoponował Liam i chwycił lekko brunetkę za łokieć.
- Li, to ty się uspokój. Co? Boisz się? Nic nikomu nie zrobię. - parsknęła śmiechem.- W przeciwieństwie do mnie, wcale się nie zmieniłeś.
- Angel, poznaj: Zayn, Louis, Eleanor, Perrie i… - Liam się odwrócił w naszą stronę- …Jesy i Jade.
Poczułam jak brązowe tęczówki brunetki wbijają się we mnie.
- To ty. - zmrużyła oczy wpatrując się we mnie.

C.d.n…


________________________________________________

Hej hej!

Już jestem! Nadrobiłam zaległości z komentarzami (chyba już wszystko... jak nie to napiszcie w kom ;P )
Nooo... Za to mam zaległości z rozdziałami. Swoimi.  Muszę coś naskrobać...
Ja lecę coś tam dla Was napisać, a Wy mi napiszcie co sądzicie o nowej części? Podoba się? Wiem, teraz wszystkie będą takie bardziej mroczne i w smutnym nastroju, ale już nie długo wzejdzie słońce! (tak myślę... xd)
Chciałabym poznać jeszcze Wasze opinie o Angelice. Co o niej sadzicie? Ja osobiście ja lubię. Ona skrywa wieeeele sekretów :D 

Nicol <3

środa, 25 grudnia 2013

„Rozśpiewana historia” Część 49

„Rozśpiewana historia” Część 49

Angelica

****Jesy****

- Wampirem? - uśmiechnęła się dziewczyna o długich, brązowych włosach, pokazując kły. Odruchowo cofnęłam się do tyłu, chowając za Nialla. Chłopak cały czas trzymał mnie za rękę dodając otuchy i zapewniając, że ciągle tu jest, mimo że sam był trochę wystraszony. Eleanor mocniej przytuliła Louisa, jakby chciała go ochronić własnym ciałem.
- Czego chcesz? - odezwał się Zayn. Brunetka przeniosła wzrok po każdej osobie po kolei, aż w końcu zatrzymała się na Liamie.
- No co? Nie poznajesz mnie? Tęskniłeś? - uśmiechnęła się jeszcze szerzej i zrobiła krok w stronę chłopaka.



- Angelica. Miło cię znowu wiedzieć. - powiedział w lekkim szoku. Dziewczynie nie schodził uśmiech z twarzy. Coraz bardziej skracała dystans pomiędzy nią, a Liamem. Nagle złapała się ręką za plecy, pochyliła się, syknęła z bólu i opadła na ziemię.




 Liam podbiegł do niej i potrząsnął lekko za ramiona.
- Co się… - wydukał, bo dziewczyna była nieprzytomna.
- Nie ma za co. - warknęła Avalon. Była wściekła.



- Coś ty zrobiła?! - wkurzył się Liam.
- Należało jej się. - wzruszyła ramionami z pogardą. Jade otworzyła oczy i gwałtownie nabrała powietrza do płuc.
- Jade! - pisnęła radośnie Perrie i rzuciła się na przyjaciółkę.
- Co mi się… Dlaczego ja… Kim jest… - dukała oszołomiona.
- Csii… Już dobrze… Wszystko jest w porządku… - głaskała ja po głowie Leigh-Anne i starała uspokoić. Jade wybuchła płaczem, ale nikt się jej nie dziwił. Przecież przed chwilą ktoś usiłował ją zabić!


****Następnego dnia rano****

- Obudziła się? - zapytałam Liama.
- Nie… - westchnął.
- Ej, a skąd ja w ogóle znasz? - dopytywała się Eleanor.
- Właśnie, nic nam o niej nie mówiłeś. - przytaknął Louis przykładając sobie lód do policzka. Wszystko z nim w porządku, ale ma lekkie poparzenia i jest trochę poturbowany.
- Angelica i ja byliśmy kiedyś razem…Ale bardzo dawno temu, jeszcze zanim my się zaprzyjaźniliśmy. - wskazał na Zayna- Zerwaliśmy, ze względu na… no po prostu stwierdziliśmy, że do siebie nie pasujemy. Angel jest… hmm… raczej była, taka szalona, odważna i zwariowana. Pogrywała ze wszystkimi. Jednak mimo zerwania, zostaliśmy przyjaciółmi. Tylko jakoś tak, urwał się kontakt. - wyjaśnił.
- Chodziłeś z wampirem? - nie mogłam już wytrzymać.
- Nie, Jesy. Ona nie była wampirem… Dlatego jej nie rozpoznałem tak od razu. To znaczy myślałem, że to ona, ale nie dopuszczałem do siebie myśli, że jest wampirem. - spuścił głowę.
- Och…
- Jak się trzyma Jade? - zmienił temat.
- Jest w rozsypce… Ale wyjdzie z tego. Jest silna. Najbardziej boli ją tylko to… że uratowała ją rasa, która zabiła jej rodziców i wcześniej prawie ją samą. - powiedziała Eleanor.
- Perrie z nią jest?
- Tak. A Niall, Leigh-Anne, Avalon i Harry są w tym hotelu po drugiej stronie miasta.
- No tak… I wszystko od początku. Klątwa cały czas jest i trzeba ją złamać. Tylko… jak? Avalon nie zgadza się na rytuał. - zamyśliłam się.
- No i nadal nie wiemy co zrobiła Angel. - dodał Li.
- Musimy czekać i zobaczyć co się stanie. Sądzę, że Avalon nie zrobiła jej nic aż tak złego. Pewnie nie długo się obudzi. - wypowiedział się Zayn.
- A jak Harry? Przecież mu też musi być ciężko… - powiedziała Eleanor.
- No bo jest. Ale poradzi sobie. Dobrze, że nic nie jest Jade. - Louis wstał i wziął kolejną porcję lodu. Syknął lekko kiedy przyłożył go sobie do policzka.
- Chodź Lou. Pośpiewam ci trochę, a nie będzie nawet blizny. - uśmiechnęła się lekko El i złapała szatyna za rękę. Razem wyszli z kuchni i skierowali się do góry, do pokoi.
Cały dzień nam minął w zupełnej ciszy. Wszyscy jeszcze przeżywali co stało się dzisiejszej nocy. No i byliśmy bardzo wyczerpani. Mam nadzieję, że kolejny dzień będzie lepszy niż ten…


C.d.n…


______________________________________________

Hej! A raczej dobry wieczór...
Przepraszam, że nie komentuje na Waszych blogach, ale wiecie... święta to czas z rodziną i tak też się staram robić. Czytam, ale nie mam czasu komentować, nadrobię to później ;) 
Jutro mnie nie ma cały dzień, bo jadę na małą wycieczkę do Niemiec, więc też będę... nieobecna... :D
WESOŁYCH ŚWIĄT!!! I jeszcze raz przepraszam :P

P.S. Bądźcie cierpliwi i czekajcie na rozwój wydarzeń ;) 

Zachęcam do komentowania! Miło mi jest czytać to, co sądzicie o moich pomysłach :) Nawet tych złych :D

Nicol <3

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczny Louis^^

Świąteczny Louis^^ 


Święta, święta, święta.
Londyn, Londyn, Londyn.
Sama, sama, sama.
I tak mniej więcej wygląda ta oto historia. Od roku mieszkam już w stolicy Wielkiej Brytanii. Przyjechałam tutaj na studia. Mam małe mieszkanie w dość zatłoczonej dzielnicy. No cóż, niedaleko stad jest już centrum Londynu więc nic dziwnego. Niestety, nie mam za dużo pieniędzy, bo szkoła jest bardzo droga i nie stać mnie na bilet do Polski, mojej ojczyzny, na święta do rodziny. Pierwszy raz spędzam je zupełnie sama. Normalnie bym się cieszyła z tych ozdób, choinek, lampek, pierników, światełek, ale teraz tylko mnie dołują i przypominają o samotności.
Siedziałam teraz na parapecie przy oknie z kubkiem tradycyjnej, angielskiej herbaty w ręku. To jest moje ulubione miejsce w całym tym ogromnym mieście. Moje miejsce. Patrzyłam jak śnieg wiruje na wietrze, a dzieci bawią się na dworze. Niespokojni rodzice wołali je do domu, ponieważ opady białego puchu zaczęły powodować zamykanie niektórych ulic. Londyńczycy zdecydowanie nie byli przygotowani na śnieg. Gdy tak patrzyłam na te rozkoszne dzieciaki, rzucające się białymi kulkami przypomniało mi się moje dzieciństwo, kiedy to razem z siostrą zawsze lepiłyśmy bałwana, a potem wracałyśmy na cieplutką kolację w Wigilię Bożego Narodzenia. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Szybko ja starłam.
-„Nie. Nie rozklejaj się znowu!”- warknęłam na samą siebie.-„Dość! Idę na spacer.”
Tak jak powiedziałam, tak też zrobiłam.  Ubrałam się w mój czerwony płaszcz, kozaki i założyłam żółto-pomarańczową czapkę, szalik oraz rękawiczki. Otworzyłam drzwi, a na policzkach poczułam chłodny powiew wiatru, który od razu rozwiał moje długie, kasztanowe włosy. Skierowałam się do parku, mając nadzieję, że chociaż tam pobędę wśród ludzi. Nic bardziej mylnego.
-„No tak. Kto w Wigilię łaziłby po parku?! Jesteś totalną idiotką.”- pomyślałam przechadzając się po zupełnie opustoszałej przestrzeni. Wkurzyłam się na samą siebie. Ze złości postanowiłam się wyżyć na lodowej bryle i kopnęłam ją z całych sił, tylko że niestety musiałam się przy okazji poślizgnąć i wylądować na swoim zacnym tyłku.
-„Hahaha, ale z ciebie niezdara! Hahaha!”- do moich uszu dobiegł czyjś śmiech.
-„Kim ty niby jesteś, aby mnie oceniać!”- krzyknęłam wstając i otrzepując się ze śniegu. Odwróciłam się, aby wiedzieć z kim się mam kłócić.
-„Jestem Louis.”- uśmiechnął się chłopak i do mnie podszedł.
-„Oh, przepraszam i właśnie to cię usprawiedliwia?”- syknęłam.
-„Tak, dokładnie.”- odpowiedział.-„ To co robisz tutaj sama w parku?”
-„Nie twoja sprawa.”- burknęłam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-„Uuu… Ktoś tu ma zły humor?”- Louis był strasznie denerwujący.
-„A jak niby, przepraszam bardzo, miałby być dobry?! Jestem tu zupełnie sama, mokra, a do tego w święta!  Rozmawiam z jakimś chłopakiem, którego pierwszy raz widzę na oczy, a ty się mnie pytasz czy mam zły humor?!”- wykrzyczałam wszystko co mnie denerwowało. Miałam tego zupełnie dość. Chciałam być w moim rodzinnym gronie, w domu, gdzie jest ciepło, gdzie mam co jeść i z kim porozmawiać… Czułam się taka… taka zupełnie bezradna.
-„Wiem co czujesz. Miałem lecieć do domu na święta, ale przez ten cholerny śnieg odwołali wszystkie loty. Ulice są zasypane i nawet nie mogę wyjechać z miasta. No, ale cóż. Trudno. Widzę, że nie jesteś skora do rozmowy, więc ja już pójdę.”- wzruszył ramionami, spuścił głowę i zaczął powoli odchodzić. Kurcze… Jaka ja jestem głupia. Nawrzeszczałam na jedyna osobę, która chciała po prostu ze mną porozmawiać.
-„Louis, poczekaj!”- podbiegłam do niego-„Przepraszam. Przepraszam! Jestem totalną idiotką i jakimś potworem…”- zawstydziłam się.
-„Coś ty, rozumiem. Wybacz, ale masz fajny akcent… Jesteś stad?”- zaciekawił się.
-„Nie, jestem z Polski.”- uśmiechnęłam się nieśmiało.
-„Aaaa, widzisz? Coś tak czułem!”- gestykulował żywo. Dopiero teraz się mu uważniej przyjrzałam. Skądś go chyba jednak znałam…
-„A dlaczego w takim razie ty nie pojechałaś do rodziny? Twój lot też odwołali?”- zapytał.
-„Nie… Nie stać mnie. Chodzę tutaj do szkoły, a czesne jest bardzo wysokie…”- wytłumaczyłam.
-„Oh, przykro mi. „- położył rękę na moim ramieniu w pocieszającym geście.-„Hm, a tak w ogóle, ty znasz moje imię, ale ja nie znam Twojego…”
-„[T.I.]”- odpowiedziałam. Spróbował je powtórzyć, ale trochę mu nie wyszło. Wybuchnęliśmy śmiechem, a kiedy już się trochę uspokoiliśmy, spojrzałam mu prosto w oczy. Oh, no tak… Oh, no tak!
-„Chwila, czy ty czasem nie jesteś Louis Tomlinson?”
-„Ah, tak. A więc jednak mnie kojarzysz.”- zaśmiał się.
-„Ojejku, naprawdę? Bo wiesz, ja jestem twoją wielką fanką i w ogóle! Czy… Czy dasz mi autograf?”- udałam podniecenie i pomachałam sobie dłonią tuż przed twarzą teatralnie, robiąc gest wachlarza.
-„Haha, bardzo śmieszne.”- parsknął śmiechem.-„ I nie. Nie dam ci autografu.”
-„Oh, wiesz co?”- dałam mu sójkę w bok śmiejąc się.
Śnieg zaczął padać coraz mocniej, a lodowaty wiatr szczypał moje policzki. Dochodziła godzina siedemnasta.
-„Zimno się robi…”- westchnął Lou pocierając ręce.
-„Strasznie…Um, może chciałbyś wpaść do mnie na ciepłe kakao?”- zaproponowałam.
-„Z przyjemnością.”- uśmiechnął się przyjaźnie. Skierowaliśmy się w kierunku mojego małego mieszkanka. Ani się obejrzałam, a już siedzieliśmy na parapecie z gorącym kubkiem kakao w ręku i rozmawialiśmy. Louis opowiedział mi o zespole. Szczerze mówiąc, wcale tak mocno wtedy w parku, nie udawałam. Lubiłam ich muzykę, ale nie miałam nigdy czasu na głębsze poznanie ich, albo chociażby obejrzenie wywiadu z nimi. Studia zabierają cały mój wolny czas. Muzyka mi wystarczała, a trzeba przyznać- jest wspaniała. Zawsze wprowadzała mnie w dobry nastrój.
-„A jak to jest być sławnym i mieć tysiące fanów?”- zadałam już chyba setne pytanie, a Louis bez wahania mi odpowiedział.
-„Po części jest to naprawdę cool sprawa, ale… strasznie męczy. Zero prywatności, odpoczynku… Czasami mam dość, ale myślę sobie, że przez jakichś głupich paparazzich nie rzucę tego co kocham. No i oczywiście nie mogę zawieść fanów. To dzięki nim osiągnęliśmy to, co osiągnęliśmy.”
Słuchałam każdego słowa wypowiedzianego przez niego. To było takie interesujące! Nie to co moje życie- wstać, przeżyć, iść spać. Te wszystkie podróże, imprezy, koncerty, hotele… Ale wierzę też mu, ze to jest ciężka praca.
-„Która godzina?”- zapytał obojętnie. Zerknęłam na zegarek i nie wierzyłam własnym oczom. Już druga w nocy!
-„O matko, ale już późno.”- wydukałam. Louis także spojrzał na zegarek na ścianie.
-„Kurde, rzeczywiście! Przepraszam, nawet nie zauważyłem kiedy to minęło… Hah, a cały czas to właśnie ja mówiłem. Koniecznie będziesz mi musiała powiedzieć potem coś o sobie. No nic… To ja już chyba muszę lecieć…”- bardzo, bardzo, bardzo, powoli wstał i kierował się do drzwi.
-„No cóż… Nadszedł już czas, aby iść… Będę szedł sam… Spróbuję iść szybko, aby nie zamarznąć na śmierć… A śnieg nadal pada… I do tego…”
Wywróciłam oczami.
-„Oj, już dobra. Możesz zostać. Ale śpisz na kanapie!”- powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu.
-„Oh, Yeah!”- ucieszył się i rzucił na kanapę. Zachichotałam pod nosem i wzięłam nasze puste kubki po kakao z zamiarem wyniesienia ich do kuchni.-„A ty gdzie śpisz?”
-„U góry w pokoju.”- wzruszyłam ramionami.-„Dobranoc.”
-„Czekaj!”- zatrzymał mnie-„ No bo ja… Wiesz… Ja się boję spać sam w obcym mi pomieszczeniu… Mam nadzieję, ze żaden potwór nie czai się pod łóżkiem… No nic dobranoc… Postaram się nie płakać zbyt głośno, aby ci nie przeszkadzać…”
-„Wiem co kombinujesz, ale nawet o tym nie myśl. Dobranoc, Louis.”
-„Kurde. Ale było blisko!”- zawołał za mną, a ja po raz kolejny tego dnia wybuchłam śmiechem.

****
Otworzyłam leniwie oczy. Ale cos przepięknie pachniało! Usiadłam na łóżku i zrobiłam głęboki wdech. Wtedy do pokoju wszedł Louis z tacką w ręku.
-„Pobudka! Co chcesz na śniadanie? Mam naleśniki w kształcie choinek, jajecznicę i muffinki z cynamonem.”- usiadł obok mnie na posłaniu. Z niedowierzaniem patrzyłam na szatyna.-„No co?”- zapytał i postawił przede mną talerz z naleśnikami w zielonym lukrze i z gwiazdkami.
-„Wow, Lou… Nie musiałeś… Ależ to pięknie wygląda…”- wydukałam, biorąc do ręki kubek z gorącą czekoladą i bitą śmietaną, który właśnie mi podawał.
-„Wiem, ale chciałem się odwdzięczyć za nocleg… No i za tą spalona kuchnię…”
-„CO?!”- zakrztusiłam się słodkim napojem.
-„Hahaha, żartowałem! Wesołych Świat!”- krzyknął rozbawiony Lou i mnie objął. Od tamtej pory jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tamte święta, choć nie zapowiadały się przyjemnie, były jednymi, które będę najczęściej wspominać.



-KONIEC-



Nooooooo heeeeeeej! 

Bardzo dużo prezentów,
mało w życiu zakrętów,
Dużo bąbelków w szampanie, (z tym to uważajcie.. xd)
Kogoś kto zrobi śniadanie, (najlepeij 1D^^)
a na każdym kroku
szczęścia w Nowym Roku!

Niech się spełnią wszystkie Wasze marzenia <3


Dziękuję Wam za wszystko, a najbardziej za wczorajszy dzień. Chyba naprawdę Wami wstrzasnął ten 47 rozdział, bo JEDNEGO DNIA miałam 647 wyświetleń! OMGMOMGOMGOMGOMGMOMGOMGOMGOMGMOMGOMGOMGOMGMOMGOMG!!!!!




Jak tam przygotowania do świąt? Ja mam już ciastka^^ Super wyglądają, nie? :D

No i wszystkiego najlepszego dla naszego solenizanta!!!!!!

Ja muszę lecieć przystrajać choinkę, więc... PAPA I PO RAZ KOLEJNY WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Kocham Was <3

Nicol <3

„Rozśpiewana historia” Część 48

„Rozśpiewana historia” Część 48

Nieznajoma


Wiedziałam, że to już koniec. To już moje ostatnie sekundy na tym świecie. Żałowałam tylko, że nie mogę poczuć jeszcze ciepła moich przyjaciół, że nie mogę ich przytulić na pożegnanie. Powiedzieć „będę tęsknić, ale zawsze będę obok was". Żałowałam jeszcze tylko tego, że nie mogę po raz ostatni zobaczyć Harry’ego… lub pierwszy raz od jego powrotu. Tak bardzo za nim tęsknię. Chciałabym go też przeprosić, za to że nie udało mi się wypełnić rytuału... Wiem, nie moja wina, ale mimo wszystko mi go tak bardzo szkoda...
Kolejna porcja krwi, która wypchała mi się dosłownie przez gardło. Ile jeszcze będę umierać w tych męczarniach i bólach? Niech mnie już ktoś dobije… Ten nóż… Tak bardzo boli…


****Eleanor****

Nie… Nie… Błagam, wszystko tylko nie to… Nie mogę jej stracić… Proszę, weźcie mnie, ale niech ona żyje! I jeszcze Lou… Nie wiem co mam robić, oprócz tego, że płakać.
Nagle coś dosłownie przemknęło z wielką prędkością przez całą polanę i wpadło do kręgu. Kiedy się zatrzymało rozpoznałam kobiecą sylwetkę. Dziewczyna miała długie, brązowe włosy, spięte u góry, a reszta spływała po jej plecach i krótką czarną sukienkę. Zamachnęła się na Avalon i z dużym impetem uderzyła ją. Avalon zatoczyła się, a nieznajoma zadała kolejny cios, który wyrzucił ciemnowłosą poza linię kręgu. Przykucnęła obok Jade i zaśmiała się. Z uśmiechem na twarzy wyciągnęła (niezbyt delikatnie…) nóż z ciała mojej przyjaciółki. Rozcięła sobie nim dłoń i przycisnęła go do ust Jade.
Nikt się nie ruszył, byliśmy w zbyt dużym szoku. Co się dzieje? Kim jest ta dziewczyna? Co ona robi Jade?!
Brunetka zabrała rękę i z triumfalnym uśmieszkiem wstała. Popatrzyła się na nas z wyższością.
- Nie ma za co. - zatrzepotała rzęsami.
Świece zgasły, a nieznajoma zaczęła się przechadzać beztrosko wokół wcześniejszego, ognistego okręgu. Leigh-Anne wyrwała się z rąk Liama, który stał nieruchomo i patrzył się na nową, aby podbiec do Jade. Ona… nie ruszała się. Leżała z zamkniętymi oczami nieruchomo. Leigh przykucnęła obok niej i podniosła delikatnie jej bluzkę do góry, aby zatamować krwawienie. Może jeszcze uda się coś zrobić! Może jeszcze…
- Perrie… - Leigh-Anne miała oczy szeroko otwarte i cały czas trzymała w rękach rąbek bluzki Jade. Perrie potykając się, podeszła wolno do leżącej dziewczyny, a jej oczy z każdą chwilą były coraz większe. Czy… Czy ona już umarła? Nie…
- Gdzie… Gdzie jest rana...? - wymamrotała Pezz. Hę? Czy ja się przesłyszałam?
- Na brzuchu… Dźgnęła ją w brzuch! Widziałam! Jak to możliwe?! - wpadła w histerię Leigh.
- O mój Boże… - złapał się za głowę Niall. Myślałam, że zaraz zemdleję. Gdyby nie to, że na moich kolanach leżał Louis, już dawno bym tam poszła i zobaczyła o co chodzi.
- Zdziwieni? Myślicie, że po co podałam jej swoją krew? Ocknie się za jakąś chwilę. - wywróciła oczami brunetka.
- Ty jesteś… - wydukał oszołomiony Zayn.
- Wampirem? - dokończyła za niego, wystawiła kły i uśmiechnęła się szeroko.


C.d.n…


_____________________________________________

I tak oto nie zostawiam Was ze zła wieścią na święta! Wiem, nadal niczego nie wyjaśniam, ale cóż... chcę utrzymać tajemnicę ;)

Już zaraz dodam świątecznego Louisa^^ 

Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam? ;*

Nicol <3