środa, 26 lutego 2014

Bezludna wyspa cz. 4

Hejka!

Serdecznie zapraszam na kolejną część Bezludnej wyspy, którą znajdziecie >>>TU<<<
To taki bonus przy oczekiwaniu na RH2 :)

Pierwszy rozdział RH2 prawdopodobnie zostanie dodany po niedzieli, nie wiem jeszcze, bo wena mnie opuściła... Wiem co ma się stać, co będzie, ale jest mały problem: n ie wiem jak połączyć pewne wątki, które ukażą się w drugiej części... No, ale spokojnie, coś się wymyśli, z czegoś się zrezygnuje :P
Tak więc, zapraszam >>>TU<<< :) Bardzo bym prosiła Was o komentarze, wiele dla mnie znaczą ^^

Wasza Nicol <3

wtorek, 25 lutego 2014

Krótkie imaginy z gifami 21

Cześć miśki^^
Kolejne imaginy z gifami dla Was! Mam nadzieję, ze się Wam spodobają <3
P.S. Gify nie są mojego autorstwa, znajduję je na wielu stronkach na fb lub na TT :)

_________________________________________________________
MAM DOWÓD NA TO,
ŻE LOU JEST ANIOŁEM!!!

*****

Ty:Harry zwróć na mnie jakąkolwiek uwagę!
Harry:Kochanie nie teraz, ten mecz jest bardzo ważny!
Ty: A jeśli powiem, że jestem naga?


*****

,,I ZWYCIĘZCĄ JEST...ONE DIRECTION!" 
HARRY: 


*****

CO MNIE KŁAMIECIE, ŻE HARRY BYŁ W TOALECIE ! 
KURDE
JA WIDZIAŁAM JAK PODKRADAŁ ORZESZKI ZE SNICERSÓW!


*****

GDY MYŚLĘ, ŻE MOI IDOLE NIE MOGĄ BYĆ JUŻ DZIWNIEJSI, PRZYTRAFIA SIĘ TO. 

OK


*****

*Niall próbuję pokazać Ci sztuczkę z kartami, ale jest sfrustrowany, bo nie idzie mu to za dobrze.*


*****

Harry kiedy weszłaś do pokoju, w którym przebywał:



Gdy na niego popatrzyłaś: 


*****

Ty: No hej Harry. *usiadłaś obok niego na kanapie po powrocie do domu*
Harry: He-hej... *mówi nerwowo*
Ty: Kochasz mnie tak?
Harry: No tak...
Ty: Więc chyba nie chcesz,żebym się złościła tak?
Harry: Mhm...
Ty: No ale niestety nie wykonałeś tego o co cię prosiłam. *wstałaś i zaczęłaś krzyczeć* Patrz jaki tu syf! Miałeś posprzątać i rozwiesić pranie! Ugh!! Wgl co ty sobie myślisz?!?!?! Dzisiaj śpisz na kanapie!!!
Harry: Okres...


*****

Zayn : Nasz cel , dom [T.I] !


*****

Niall nie słuchał gdy ty do niego mówiłaś*
Ty: Niall z nami już koniec!
Niall: Czekaj, co?




Ty: Żartowałam hahah :D
Niall:



*****

Harry: Przestań mnie powtarzać! 
Ty: Przestań mnie powtarzać!
Harry: PRZEEEEESTAŃ! 
Ty: PRZEEEEESTAŃ! 
Harry i Ty



*****

*Siedzisz z Harrym w parku na ławce i Styles wypytuje cię o to jakich chłopaków lubisz*

Ty : Hmm...Najbardziej to lubię zabawnych i szalonych chłopców...
Harry :



*****

*Chłopcy wygłupiają się w salonie.Gdy wchodzisz do pokoju sprawdzić co się tam dzieje,Niall zaczyna krzyczeć: *

Niall : Louis się zakochał w [T.I.] !!!
Louis : Nie słuchaj go! On kłamie!


*****

Przypominam, że mimo chwilowej przerwy, nadal możecie pytać bohaterów RH :)

Wasza Nicol <3

piątek, 21 lutego 2014

Krótkie imaginy z gifami 20

Czeeeeeeeeeść! Powróciłam już z ferii i jestem meeeeeeeega szczęśliwa^^

Bardzo Wam dziękuję za każdy miły komentarz pod ostatnim rozdziałem RH! Poczułam się tak wspaniale!!! DZIĘKUJĘ! Kocham Was <3

Przypominam, że do końca moich ferii nie będzie nowych rozdziałów, pracuję nad częścią drugą RH :) Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie <3
_____

Brawo One Direction za nagrodę Brit Awards!!! Jestem z Was taka dumna! P.S. Harry... Ehhh... #bezkomentarza xd

A teraz porcja imaginów z gifami dla Was <3
(Gify nie są robione przeze mnie, biorę je z facebooka oraz twittera ;*)



*****
Prezenterka: Najnowsze fakty ze świata.
Harry Styles. Wokalista One Direction miał bardzo groźny wypadek.!!!



*****
Takie tam walizki Zyna:



Takie tam walizki Louisa,wziął trochę więcej XD




*****
Ty: Zayn powiedz Polska.
Zayn: 




*****

Wie ktoś jak uruchomić pralkę?Pomożecie?Niestety nie dali instrukcji obsługi:(




*****

*One Direction ma przyjechać do Polski*
Ktoś: Odwołali wszystkie loty do Polski
Niall: 




*****

Louis: No chyba się nie poddamy ?




Harry: A jakby tak...






Zayn: Co masz na myśli ?






Liam:




1D: To w drogę. Mamy mało czasu !





*****

Prawda Pierwszy lot Louisa do Polski.
Stewardesa : Pojawiły się małe komplikacje przez pogodę ... Przez nakiś czas będziemy krążyć nad lotniskiem w Warszawie ...
Lou : (t.i) boje się ...

Ty : Czego? Wiele razy już cie to spotykało ...
Lou ; Ale to polska ...
Ty : No i?
Lou : Tu samoloty rozbijają się o małe gałęzie ...
Ty :





*****

ty - kochasz mnie?
Niall - tak.
ty - na ile procent?
Niall - 99 %
ty- a ten 1 %?
Niall- nienawidzę Cię.
ty - ale dlaczego?
Niall - za to, że kochasz takiego dupka jak ja.



*****

*spojrzałaś na Louis'a z pod rzęs*
Lou: Ooo...





*****



Budzisz Nialla w środku nocy.

Ty : Niall zaczęło się!!
Niall : Ale co ???


Ty : Rodzę!

Niall :


Zaczyna pakować do twojej torby wszystkie przypadkowe rzeczy gdy nagle ...
Niall : Zaraz, zaraz... Ale ty nie jesteś w ciąży...


Ty: Yyyy... Hahhahah :D





*****

*dzwoniąc do mamy*
Mama: Halo?
Ja: Zgubiłam swój bilet na M&G! Mamo ratuj!
M: Spokojnie kochanie. Jak wrócę do domu to pomogę ci go poszukać. Pa.
J: Pa.
*tymczasem mama*





*****

Siedzisz na nudnej lekcji matmy. Nagle do sali wpada Harry który pomylił klasy: 





*****

Ty: Okej, muszę wracać do domu
Harry: Nie ma mowy. Śpisz tutaj
T: Ale Ty masz tylko jedno łóżko
H: Dokładnie



*****
*Harry Cię widzi*
H: 




Louis, patrz jaka laska tam idzie.
L: Harry, to [T.I.], Twoja żona.
H: Ona mnie wiecznie zaskakuje...




*****

Niall: Mnie tu nie ma!
Harry:Ale jestem seksi!
Zayn: Ja też!
Liam:To ty!
Louis: Nie bo ty!



*****

Nicol <3

czwartek, 20 lutego 2014

„Rozśpiewana historia” Część 70

„Rozśpiewana historia” Część 70

Rytuał

****Jade****
- Zamierzam wykonać rytuał - powiedziała stanowczo Leigh-Anne. 
- Co?! NIE! Zginiesz! - krzyknęłam przerażona. No tak, wszystko się zgadza: ja- przeznaczona, Harry- Amor, wampir- ofiara… Boże, dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?! Pamiętam jak dwa dni temu rozmawiałam z Eleanor przez telefon i opowiadała mi ten zabawny zbieg okoliczności. Leigh i Avalon są rodziną. Mało tego! Leigh też się wywodzi od Virgini, co oznacza, że może równie dobrze wykonać rytuał jak Avalon. Dlaczego wcześniej nie skojarzyłam tych faktów?!
- Leigh, nie rób tego, zabijesz się! - zaoponował Harry. Był równie wystraszony co ja. Owszem, oboje chcemy, aby tej klątwy już nie było, ale nie takim kosztem!
- Ja już zaczęłam. Niby dlaczego nie macie bólów głowy? Czemu możecie przebywać w swojej obecności? Wykonałam już tą najmniejszą część. Teraz przejdziemy już do samego rytuału. Cieszę się, że w końcu będziecie razem - uśmiechnęła się.
- Leigh, błagam, nie rób tego! Znajdziemy inny sposób, ale proszę, nie rób tego! - darłam się. Nie mogę pozwolić jej zginąć przeze mnie! Nie przeżyję, jeśli ją stracę!
- Jade ma rację, to szaleństwo! Leigh-Anne, proszę przestań! - dodał Harry.
- Taa… Mnie też się ten cały rytuał nie uśmiecha… - mruknął Stefano.
- W końcu zrobię coś dobrego. Chcę abyście byli szczęśliwi, nie mogę patrzeć jak cierpisz, Jade. Ja i tak nikogo nie mam, przynajmniej ty będziesz szczęśliwa - nie przestawała się uśmiechać do mnie. Nie mogłam powstrzymać łez. Ona naprawdę chce to zrobić. Dla mnie. Nie wiem, co jest gorsze- to, że stracę tak wspaniałą przyjaciółkę, czy to, że to będzie wszystko moja wina.
Leigh-Anne stanęła naprzeciwko kręgu Harry’ego i zaczęła wymawiać jakieś słowa. Nie znałam ich, przypuszczam, że to łacina, bo parę z nich było podobnych do naszych.
- Rituali initium*
- LEIGH-ANNE, NIE! Przestań! - krzyczałam na zmianę z Harrym, ale ona zdawała się tego nie słyszeć.
- Maledictionem perdere** - mówiła dalej. Miała zamknięte oczy, płomienie naszych kręgów dawały jasną poświatę i oświetlały polanę. Stefano zaczął coś mruczeć pod nosem, potem zaczął stękać i jęczeć. Leigh otworzyła oczy i swój wzrok wlepiła w wampira. On pod jej spojrzeniem zaczął się uginać, a w końcu opadł na kolana.
- Leigh-Anne, proszę… - szlochałam zrozpaczona. Harry podjął kolejną próbę wydostania się z okręgu, ale skończyła się tak samo jak poprzednimi razami: odepchnięty żarem buchającym od ognia upadł na ziemię. Zaklął pod nosem. Zakryłam dłońmi oczy. Nie chcę tego widzieć. Nie wiem co mam robić. Co powiedzieć?
- Leigh, błagam. Nie rób tego - załkałam jeszcze raz. Stefano zaczął się dusić. Leigh-Anne patrzyła na niego tak, jakby wzrokiem mogła go zabić. Boję się wampirów, nie lubię jak na mnie patrzą, ale mimo wszystko bardzo mi go było szkoda. Dlaczego i on ma zginąć z naszego powodu?
- Lamia occidere, victim complexus*** - powiedziała Leigh, a Stefano stracił przytomność. Ciałem mojej przyjaciółki wstrząsnął dreszcz. Syknęła z bólu, ale kontynuowała dalej.
- Leigh-Anne… Zginiesz - szepnęłam zrozpaczona nie mając już sił, by krzyczeć. Przeszedł ją kolejny dreszcz, tym razem jęknęła z bólu.
- Industria, vis, potestatem, rituali perseverant****… - dukała, a jej twarz wykrzywił grymas.  Wokół nas zerwał się straszliwy wiatr, może nawet huragan. Czułam się jakbym była w środku trąby powietrznej…
- LEIGH-ANNE, PRZESTAŃ! - usłyszałam czyjś krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam Avalon.
- Leigh, masz natychmiast przestać! - wrzeszczała, ale nic to nie dawało. Leigh-Anne cały czas klepała formułki, jakieś zaklęcia. Z jej rąk trysnęły iskry, ciałem wstrząsnął dreszcz, a ona sama krzyknęła z bólu.
- Leigh! - wystraszyłam się. Nie chce jej stracić! Nie mogę! Jest dla mnie jak siostra!
- Rituali prohibere!***** - wydarła się Avalon poprzez ten wiatr, wyciągnęła rękę i zaczęła iść w naszą stronę.
- Desine magus nunc!****** - wydarła się Avalon, a Leigh opadła bezwładnie na ziemię. Pośród tego huraganu zauważyłam po drugiej stronie polany przyjaciół, którzy właśnie tu biegli. Krzyczeli coś, ale nie potrafiłam niczego zrozumieć, było za głośno.
- Designatur release!******* - mówiła dalej Avalon, a ja poczułam jak mi się robi słabo.
- Amor release!********- krzyknęła, a Harry upadł na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje, po prostu krzyczałam ze strachu, obawy i smutku. Złapałam się za głowę. Te okropne bóle powróciły, zaczęło mi się kręcić w głowie, świat się rozmywał. Zmusiłam się, aby ustać na własnych nogach. Nie mogę stracić przytomności. Nie wolno mi. Co jeśli zasnę i się już nie obudzę? Muszę wytrwać.
- Tempus ut veniat!******** - podniosła rękę wyżej po czym jęknęła z bólu. Tak jak Leigh-Anne przedtem, jej ciałem wstrząsnął potężny dreszcz. Z jej nosa pociekła krew. Ogień buchnął żarem, odepchnął mnie od krawędzi. Czułam jak ciężkie robią się moje powieki, ale postanowiłam, że to przezwyciężę. Wszędzie pojawiły się iskry, a Avalon zaciskała mocno powieki. Chwila… ona… ona chyba…
Stefano po mojej lewej stronie się obudził i oddychał ciężko. Próbował wstać. 

- Avalon! - krzyknął Niall. Ciemnowłosa otworzyła szeroko oczy i spojrzała na blondyna. Uśmiechnęła się do niego z bólem, po czym się odwróciła i wydarła się na całe gardło:
- PERFICERE RITUAL!*********
Ogień wybuchł parząc mnie dookoła. Stefano krzyknął z bólu po czym ponownie opadł na ziemię. Tym razem jego klatka piersiowa się już nie unosiła… Nie ruszał się.
Avalon zadrżała, usłyszałam chrupnięcie kości- dźwięk, którego się nie zapomina… Ciemnowłosa opadła bezwładnie na ziemię, a ja dosłownie sekundę po niej.

****Perrie****
Wiatr ustał, ogień zgasł.  Nastała głucha cisza, nikt nie ważył się kiwnąć palcem, czy choćby nabrać powietrza. Nasi przyjaciele leżeli nie ruchomo na trawie.
- No co jest, pomóżmy im! - Jako pierwszy odezwał się Zayn. wraz z Louisem podbiegli do Harry’ego, ja z Eleanor do Jade, Niall do Avalon, Jesy do Leigh-Anne, a Liam do tego wampira, a raczej do tego, co z niego zostało.
- Zamienił się w proch – oświadczył smutno Liam.
- Leigh-Anne oddycha - załkała szczęśliwa Jesy.
- Harry też - odetchnęli z ulgą Zayn i Lou. Eleanor ułożyła sobie na kolanach głowę Jade i sprawdziła jej puls, bo moje ręce za bardzo się trzęsły.
- Jest dobrze. Serce bije rytmicznie - uśmiechnęła się słabo. Odetchnęłam. Popatrzyłam na wszystkich. Była jakaś dziwna cisza… Czemu? Prawie każdy patrzył się z przerażeniem na Nialla. I ja skierowałam na niego swój wzrok i wtedy pojęłam. O nie…
Blondyn wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w Avalon. Po jego polikach spływały ogromne łzy, a broda zaczęła się trząść. Podbiegłam do Avalon, złapałam za nadgarstek, ale nic nie wyczułam pod palcami. Przyłożyłam ucho do jej piersi. Serce nie biło.
- Nie, nie… - wydukałam odmierzając 30 uciśnięć na klatce piersiowej ciemnowłosej, dwa wdechy, kolejne 30 uciśnięć…
- Perrie… - złapał mnie za ramiona Zayn.
- Nie, Zayn! To nie może się tak dla niej skończyć! - krzyknęłam zdesperowana. Złapał mnie mocniej i odciągnął. Nie mogłam przestać płakać ani się uspokoić. To koniec.
***
Zabraliśmy Jade, Harry’ego, Leigh-Anne, ciało Avalon. Niall nie odstępował jej na krok. Był taki załamany…
Gdy dotarliśmy do domu, ułożyliśmy nieprzytomnych na łóżkach. Zayn od razu dzwonił do zakładu pogrzebowego, ja nie potrafiłabym. Klątwy nie ma, ale jakim kosztem? Każde ludzkie życie jest tak samo ważne… Siedziałam przy łóżku Jade i czekałam, aż się obudzi. Obok mnie była Eleanor. Nie odzywałyśmy się. Byłyśmy pogrążone w zupełnej ciszy odkąd przyjechaliśmy z polany, a było to parę godzin temu. Nikt też nie rozmawiał, chyba że naprawdę musiał. To była straszna noc.
Jade nagle się zerwała i wrzasnęła. Złapałam ja za rękę i uspokajająco przyciągnęłam ją do swojej piersi. Przytuliła mnie mocniej po czym się odsunęła.
- Co się stało? - zapytała.
- Avalon zlikwidowała klątwę. Jesteś wolna - uśmiechnęłam się słabo.
- Naprawdę? - niedowierzała. Przytaknęłam. Jej oczy zaszkliły się, a na twarzy pojawił się uśmiech. Popatrzyła na Eleanor radośnie, ale widząc jej nie okazującą emocji minę spytała:
- Czemu jesteście takie przybite? - zapytała radośnie Jade nie rozumiejąc.
- Po prostu się bardzo o ciebie martwiłyśmy - odpowiedziała szybko Eleanor zanim zdążyłam powiedzieć o Avalon. El spojrzała na mnie ostrzegawczo i ledwo zauważalnie pokręciła głową. Zrozumiałam.
- Jest w porządku! Dawno nie czułam się tak dobrze – zapewniła. - A z Leigh jest dobrze? O mój Boże, czy ona…
- Jest tylko bardzo wyczerpana - wymusiłam słaby uśmiech.
- Oh, dzięki Bogu – odetchnęła z ulgą. O nie… Co jeśli sama się zaraz domyśli, że Avalon tego nie przeżyła? Rozległo się pukanie i do pokoju wszedł Liam. Uff…
- Jade! Jak się czujesz? Wszystko dobrze? - zapytał zamykając dziewczynę w mocnym uścisku.
- Dziękuję, tak – odpowiedziała i oplotła ciało chłopaka rękami.
- Baliśmy się o ciebie - odsunął się od niej i spojrzał na nią ostrożnie.
- Już wszystko będzie dobrze. Umm... A jak Harry? Gdzie on jest? - dopytywała się.
Liam się zaśmiał, a policzki Jade oblał nieśmiały rumieniec.
- Hazz? – zawołał go cicho Liam.
Drzwi do pokoju uchyliły się lekko, a zza nich niepewnie wyjrzał Harry. Oczy Jade z każdą chwilą robiły się coraz większe i większe, a uśmiech rósł na jej twarzy. Chłopak przekroczył próg pokoju i uśmiechnął się lekko. Jego oczy były zaszklone, policzki zarumienione.
Jade zerwała się z łóżka i potykając się wpadła w ramiona Harry'ego. Na jego twarzy było widać ulgę. Przylgnęli do siebie mocno, tak mocno, jakby już nigdy mieli się nie puścić. Oboje mieli mocno zaciśnięte powieki i chyba również wstrzymywali oddech.
Kiedy usłyszałam cichy szloch dziewczyny wystraszyłam się, że może on ją udusi, ale jej śliczny uśmiech mnie uspokoił. To jest najpiękniejszy widok jaki widziałam, oni byli tacy szczęśliwi…
- Jade... - westchnął Amor kładąc głowę na jej ramię. - Nawet nie wiesz ile na to czekałem.
- Nie puszczaj mnie jeszcze - zaniepokoiła się brunetka i jeszcze mocniej (o ile to możliwe) zacisnęła swoje drobne ramiona wokół niego.
- Nie zamierzałem – zaśmiał się cicho gładząc ręką jej plecy.
Zauważyłam zaczerwienione oczy u Liama. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że po moich policzkach spływają łzy. Pociągnęłam Eleanor do siebie i przytuliłam się do niej. To takie piękne! Ja też tak chcę, pragnę, aby kiedyś ktoś tak o mnie walczył, jak Harry o Jade.
- A więc to już koniec - westchnęła El.
- Nie. To dopiero początek - stwierdziłam z uśmiechem. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo słuszne były moje słowa. I po co wykrakałam?

 -KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ-




* Rituali initium – rozpoczęcie rytuału
** Maledictionem perdere – niszczyć klątwę
*** Lamia occidere, victim complexus – śmierć wampira, ofiara złożona
****Industria, vis, potestatem, rituali perseverant – energia, siła, moc, rytuał trwa
*****Rituali prohibere – zatrzymać rytuał
*****Desine magus nunc –zatrzymać natychmiast czarodziejkę
******Designatur release – uwolnić Przeznaczoną
*******Amor release – uwolnić Amora
******** tempus ut veniat  – czas nadszedł
*********perficere ritual – zakończyć rytuał

 _____________________________________________________________
Koniec części pierwszej... TADAAAAAAA!

Co do drugiej mam tysiące pomysłów, ale zero spójności... Muszę to jeszcze przemyśleć jak złożyć to wszystko w logiczną całość.

Zawiodłam kogoś tym rozdziałem? Przepraszam, ale dla mnie jest to jeden z najlepszych jakie napisałam. Jestem z niego bardzo dumna. Klątwy już nie ma! Yay! :D

A teraz kolejna smutna wiadomość, a mianowicie biorę urlop. Nie, inaczej, urlop bierze się od ciężkiej pracy... A ja kocham pisać.  Po prostu odstawiam na chwilkę bloga, bo muszę wymyślić drugą część Rozśpiewanej historii :P Coś tam już mam, ale muszę to sobie ułożyć. Na wyjeździe pewnie coś wpadnie mi do głowy. 


Niespodzianka! Będzie zwiastun zapowiadający część drugą! Kto się cieszy? Ja na pewno! Albo postaram się go zrobić sama, albo go gdzieś zamówię xd Jakieś propozycje? :D 


Bardzo, ale to bardzo chciałabym Wam podziękować za tą pierwszą część RH. Byliście tu ze mną, komentowaliście, pisaliście, że się Wam podoba... Dziękuję. To właśnie dla Was tworzę część drugą, mimo że jestem cholernie wkurzona, że nie potrafię jak na razie nic wymyślić (Weno! Przyjdź! Ale mam już główny wątek tylko teraz muszę do niego dołączyć te dziwne pomysły, które mi wpadły do głowy. Nie mam tylko pojęcia jak. Coś się wymyśli :P) Kocham Was z całego serduszka. To dzięki RH ten blog tak bardzo się ożywił. No halo! Mam już 21 obserwatorów i 43 tys. wejść! :) Baaaaaaaaaardzo Wam dziękuję!!!! OMG nadal nie mogę w to uwierzyć! Jesteście wspaniali!


Tak więc oto kończę, nie mogę się już doczekać jak wrócę z ferii aby przeczytać Wasze opinie :)  Serdecznie zapraszam do komentowania!


Mimo, ze część się skończyła, nadal możecie pytać bohaterów! Chyba fajnie, prawda? :)


Wasza (przeszczęśliwa) Nicol <3

wtorek, 18 lutego 2014

Za Nicol...

OMG OMG OMG OMG!!!!!!
Dodałam kolejny rozdział za Nicol, tak , jak mnie prosiła.Niestety nie wszystko jest tak, jak mnie tego uczyła i nowy rozdział jest opublikowany pod datą z soboty, czyli pod rozdziałem 68. Wy sobie na pewno lepiej poradzicie ze znalezieniem tego rozdziału niż ja z przestawieniem go. Tak więc pozdrawiam i zachęcam do czytania - nie pożałujecie. Jest fantastyczny ;-)

poniedziałek, 17 lutego 2014

.„Rozśpiewana historia” Część 69

.„Rozśpiewana historia” Część 69

Pomocy!

****Leigh-Anne****
- Jest! - ucieszyłam się. W końcu udało mi się utworzyć blokadę. Ćwiczyłam całą noc, ale udało się. Teraz mogę być pewna, że moje myśli i plany będą bezpieczne. Liama można odhaczyć na mojej liście. Nie usłyszy już nic w mojej głowie. Wzięłam telefon do ręki i sprawdziłam godzinę. Zegarek wskazywał kilka minut po trzeciej w nocy. Wszystko się zgadza. Zeszłam z wygodnego łóżka i podeszłam do komody. Wybrałam szybko ciuchy, aby się przebrać i pędem pobiegłam do małej łazienki w mojej sypialni. Gdy byłam gotowa, opuściłam mój pokój, uprzednio sprawdzając czy korytarz jest pusty. Cicho zeszłam po schodach i wyjrzałam za róg ściany. O nie. Ktoś był w salonie, bo mogłam usłyszeć ciche nadawanie telewizora. Baaardzo powoli i ostrożnie wysunęłam głowę za drzwi i westchnęłam z ulgą. Zayn spał. Na palcach przeszłam przez pokój. Przy każdym skrzypnięciu podłogi wstrzymywałam oddech i zaciskałam powieki czekając na reakcję Mulata. Na szczęście Zayn ciągle spał. Kiedy już byłam przy końcu pomieszczenia, nagle rozdzwonił się telefon Mulata. Zastygłam w bezruchu i gorączkowo zastanawiałam się "i co teraz? I co teraz?" Złapałam za pilot i wyłączyłam szybko telewizor, aby się schować w ciemnościach. Zayn zerwał się z kanapy gwałtownie obudzony przez dzwonek.
- Umm... Halo? Nie, nie obudziłaś. No... może trochę... czekałem na twój telefon i przysnąłem. Ale cieszę się że w końcu dzwonisz - mówi sennie, a ja pochwaliłam się za wybór czarnych ciuchów, które dodatkowo mnie maskują. Chłopak wolnym krokiem opuścił salon, cały czas rozmawiając z, jak podejrzewam, Perrie. Powstrzymałam okrzyk radości i wyszłam do przedpokoju, a stamtąd na zewnątrz. Cicho zamknęłam drzwi i wybiegłam na ulicę z deskorolką, którą pożyczyłam od Louisa. Zamknęłam oczy i półgłosem zaczęłam nucić piosenkę porywistą i silną. Wiatr mnie wysłuchał i zerwał się na moje zawołanie. Stanęłam na desce i pokierowałam wiatrem. Dął z siłą w moje plecy, a ja czułam się świetnie, pomimo tego, co zamierzałam zrobić. Uśmiechnęłam się do siebie mknąc na deskorolce przed siebie. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Pierwszy etap planu wykonany.

****Jade****
- Co...? Eh, to telefon – mruknęłam sama do siebie. Kto normalny dzwoni o... czwartej nad ranem?! Co?! Może coś się stało? Leigh dzwoni. Boże, błagam, niech wszystko będzie w porządku...
- Halo? - zapytałam niepewnie.
- Jade? Musisz tu przyjść! - powiedziała szybko.
- Czekaj chwilę - szepnęłam. Wygrzebałam się z łóżka i po cichu wyszłam z naszego pokoju hotelowego na korytarz. Nie chciałam obudzić Perrie i Lou. – Słucham, co się dzieje? Gdzie jesteś? - byłam poważnie zaniepokojona.
- Na polanie w lesie, proszę, musisz tu przyjść! - mówiła wszystko tak szybko, że ledwo rozumiałam o co chodzi.
- Co? Leigh, co się dzieje? Na jakiej polanie? - teraz byłam już wystraszona nie na żarty.
- Na tej polanie, co wcześniej Avalon rzucała zaklęcie. Musisz tu przyjść, ale sama. Prędko - rozłączyła się. O nie... Coś jej się stało? Ktoś robi jej krzywdę? Biedna Leigh-Anne! Muszę jej pomóc!
Nie wiele myśląc wróciłam do pokoju, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy, ubrałam się i popędziłam na pomoc przyjaciółce.

****Harry****
- Co do...? - burknąłem na dzwoniący telefon. Leigh-Anne? Ale... Eh, po prostu odbiorę, ale jeśli to jakiś głupi żart, to nie ręczę za siebie...
- Harry? - zabrzmiał słaby głos dziewczyny w słuchawce.
- Tak? Coś się stało? - zapytałem zaspany, ale zmartwił mnie głos dziewczyny. Powieki same mi się zamykały, jednak nie uszedło mojej uwadze to, jaki był roztrzęsiony.
- Musisz mi pomóc! Chodzi o Jade – powiedziała.
- Co się dzieje? Gdzie jesteście? - zerwałem się z łóżka.
- Na polanie, na której wcześniej Avalon usiłowała zabić Jade. Musisz przyjść sam, pamiętaj. Pospiesz się! - krzyknęła i się rozłączyła.
- Halo?! Leigh-Anne? - próbowałem dowiedzieć się czegoś jeszcze, ale było za późno. Boże, co się stało? Co im grozi?
Pośpiesznie naciągnąłem na nogi spodnie, założyłem pierwszą lepszą koszulkę i w biegu buty. Wybiegłem z domu, nie wiele robiąc sobie z hałasu, który mógł kogoś obudzić. Musiałem im pomóc! Wsiadłem do auta i ruszyłem z piskiem opon.

****Niall****
- Co jest? - zapytałem Avalon, która nagle ucichła w połowie zdania. Siedzieliśmy tak chyba od 19 i po prostu rozmawialiśmy. No... może też trochę innych rzeczy miało miejsce. Ona jest taka słodka… Dosłownie. Ma takie delikatne i miękkie usta...
- Ciii - przyłożyła palec do ust i nasłuchiwała. W sąsiednim pokoju Harry z kimś rozmawiał. Był podenerwowany. Potem wybiegł z domu i z hukiem zatrzasnął drzwi. Pobiegliśmy za nim, ale on już był daleko, bo wziął samochód. Wróciliśmy do domu i wszczęliśmy alarm. Avalon słyszała dokładnie, co się stało. Ja, co prawda tylko część, ale już się bardzo niepokoję. Co grozi Jade i Leigh-Anne? Czemu Harry miał przyjść sam? Czuję, że niedługo poznamy odpowiedzi na te pytania.

***

****Jade****
- Leigh-Anne!!! - krzyczałam przerażona. Byłam zamknięta w ognistym kręgu. Nie takim jak wtedy, podczas tej strasznej nocy, w którą prawie zostałam pozbawiona życia. Wtedy były zupełnie niegroźnie wyglądające świece, a teraz? Trawa paliła się wokoło mnie zataczając idealne koło. Gdy tylko zbliżałam się do krawędzi płomienie buchały wściekle odpychając mnie żarem do środka. Obok mnie był drugi krąg, a w nim jakiś mężczyzna, którego pierwszy raz na oczy widziałam. Spojrzałam na niego i zauważyłam, że i on wlepił we mnie swoje czarne ślepia. Odpowiedź jasna: wampir. Wystraszona odwróciłam wzrok. Nagle bardzo się ucieszyłam, że otacza mnie ogień z wszystkich stron.
- Leigh, co się dzieje?! LEIGH-ANNE! Pomocy! - darłam się do przyjaciółki, ale na darmo. Nie widziałam jej, nie wiem nawet czy tu była, ale skoro kazała mi tu przyjechać pewnie gdzieś tu musi być. Czy z nią wszystko w porządku? Czy nic jej nie jest? Umierałam ze strachu.
- Jade! - usłyszałam czyjeś wołanie. Znam ten głos. Obróciłam się w stronę ściany lasu i zobaczyłam tam sylwetkę człowieka. Biegł w moim kierunku, a z każdą chwilą był coraz lepiej widoczny.
- Harry? - nie dowierzałam własnym oczom. Czy to moja wyobraźnia? Czy to może jakiś sen? A co jeśli nie? Ale jak? Gdzie bóle głowy? Gdzie to okropne uczucie miliona igieł przeszywające moje skronie? To nie może być prawda, a jednak go widzę…
- Jade, co się dzieje? Nic ci nie jest? Gdzie Leigh-Anne? - pytał podbiegając jeszcze bliżej.
- Nie wiem! Jak tu przyszłam, już jej nie było. Nagle wiatr mnie porwał na sam środek polany i trawa zaczęła się palić dookoła mnie... Ty nie wiesz co z nią?”- potok słów wypływał z moich ust. Mimo, że się śmiertelnie bałam, tak bardzo się cieszyłam, że go widzę... Ale musiałam się go o to zapytać, bo nie dawało mi to spokoju. - Nie boli cię głowa?
- Co? Um, rzeczywiście... Nic się nie dzieje. To dziwne - zamrugał zdezorientowany. Nic nie poradzę, uśmiech sam wkradł mi się na usta.
- Tęskniłam za tobą - wyznałam. Pomijając to, co się dzieje wokół nas, to była chwila, o której marzyłam. Mimo że strasznie cierpiałam myśląc o Harrym, nie mogłam się od niego oderwać.
- Ja za tobą bardziej - uśmiechnął się lekko, a zdenerwowanie na chwilę znikło z jego twarzy. Wpatrywaliśmy się sobie w oczy, póki nagle ogień znów zaczął się rozprzestrzeniać i zatoczył kolejny krąg. Tym razem wokół Harry'ego.
- Harry! - pisnęłam, ale było za późno. Koło zamknęło chłopaka w środku w kręgu naprzeciwko mojego. Próbował się wydostać, ale tak jak mnie odepchnął go żar.
- Nic ci nie jest? - zapytałam wystraszona i podeszłam najbliżej jak mogłam do ognistej granicy. Denerwowało mnie to strasznie, że nie mogę się do niego zbliżyć.
- Jest w porządku - zapewnił i przecierając poparzony łokieć. W moich oczach zaczęły się formować łzy. Chciałam go zobaczyć, ale nie w takich okolicznościach! –Co tu się do cholery dzieje?
- Jedno ci powiem - odezwał się mężczyzna po mojej lewej - Żywi z tego nie wyjdziemy.
- Kim jesteś? Co tu robisz? - wypytywał się Harry.
- Mam na imię Stefano. A co tu robię? Nie mam pojęcia. Byłem na przedmieściach w klubie, potem poczułem się sennie i ocknąłem się tu - wzruszył ramionami i popatrzył się na mnie pożądliwym wzrokiem. - Ładnie pachniesz, syrenko - uśmiechnął się przerażająco.
Instynktownie cofnęłam się do tyłu, ale poczułam gorąco ognia na plecach.
- Co syrena robi tak daleko od morza? - drążył temat ze złośliwym uśmieszkiem. Nic nie odpowiedziałam tylko spuściłam głowę speszona, nie wiedząc co robić. Jego przenikliwy wzrok przeszywał mnie na wylot i nie podobało mi się to uczucie.
- Patrz się gdzie indziej Stefano - warknął gniewnie Harry.
- Bo co mi zrobisz? I tak zaraz zginiemy! - zaśmiał się histerycznie jakby powiedział coś nadzwyczaj śmiesznego.
- Nie zginiemy. Zaraz przyjdzie Leigh-Anne i nas uwolni – uspokajał mnie Harry.
- Kto? Ta dziewczyna z krótkimi kręconymi włosami? - zapytał Stefano.
- Tak, to ona! Widziałeś ją? - ucieszyłam się.
- To raczej ona widzi nas - odparł wpatrując się w punkt za mną. Odwróciłam się i ujrzałam moją ukochaną przyjaciółkę.
- Leigh! - zawołałam.
- Nadszedł już czas - powiedziała tajemniczo.
- Co?
Spojrzałam zdezorientowana na Harry'ego, ale on był równie zdziwiony co ja.
- O czym ty mówisz Leigh-Anne? Pomóż nam! - dziwił się zachowaniem dziewczyny.

- Pomagam - uśmiechnęła się słabo. - Zamierzam wykonać rytuał.

C.d.n…

____________________________________________________

Hej, hej!

W końcu oczekiwany rytuał! No... może jego początek. Losy bohaterów się troszkę inaczej potoczyły. Mam nadzieję, że nikogo z Was nie zawiodłam :P

Ja nadal jestem na feriach, bez wi-fi (help!), bez komputera, w moich dłoniach spoczywa tylko i wyłącznie moja kochana komórka. Podziękujcie mojej mamie, że dodała dla Was rozdział :D

Tradycyjnie: Zachęcam do pytania bohaterów, odpowiedzą, jak tylko wrócę do domu^^

Kocham Was!

Nicol <3