czwartek, 9 lipca 2015

„Rozśpiewana Historia” Co by było, gdyby…?

„Rozśpiewana Historia”

Co by było, gdyby…?


- No już dzieci, bierzcie szybko po jednej rzeczy. Musimy się spieszyć, już jesteśmy spóźnieni do taty. – westchnęłam patrząc na zegarek – I przypominam: tylko JEDNA rzecz. Żadnych chipsów czy energetyków.
- Mamo, a mogę te kwaśne żelki? – Lili zrobiła dobrze znaną mi minę proszącego szczeniaczka.
- A chcesz znowu pójść do pani, która leczy ząbki? – zapytałam idąc przez sklep. Oczywiście, nie mogłam sobie przypomnieć jednej rzeczy, która wydawała się bardzo istotna. Wyciągnęłam z torebki listę i poszłam w kierunku regałów z makaronami.
- Nie… - jęknęła dziewczynka.
- To tym razem wybierz sobie coś innego, dobrze? – poprosiłam.
- Chodź, kochanie. Ciocia Perrie ci pomoże. – blondynka wzięła na ręce Lili i uśmiechnęła się szeroko.
- Ciocia jest mistrzem jeśli chodzi o słodycze. – zaśmiałam się, a przyjaciółka pokazała mi język i odeszła chichocząc z małą na ramionach. Oh, dzięki Bogu, że mam przyjaciółki. Nie wiem jak dałabym sobie radę bez nich. Najpierw ten rozwód, teraz sprawa o alimenty… Eh, od początku powinnam wiedzieć, że nic z tego nie będzie. Cóż, mam dwójkę dzieci, które kocham ponad wszystko i to dla nich to wszystko robię. Te maleństwa to jedyna pozytywna rzecz, która wyniknęła z tego małżeństwa.
- Mamo, tam są te lody, co pokazywali w telewizji i nie uwierzysz, bo… - nagle zza rogu wyskoczył Henry.
- Nie ma mowy. Jest jesień, zaraz byś się przeziębił. – ucięłam stanowczo.
- Ale mamo… - jęknął.
- Powiedziałam nie. Wybierz coś innego, zgoda? Przecież nie chcesz leżeć potem w łóżku przez tydzień. Pamiętasz jak było ostatnio?
- No dooobra, wezmę batona. – wywrócił oczami i włócząc nogami wrócił do przedziału ze słodyczami. Henry ma dziesięć lat, a Lili cztery. Chłopiec urodził się równo dziewięć miesięcy po ślubie. Przez pierwsze cztery lata w naszym małżeństwie działo się dobrze. Henry dorastał w pełnej, szczęśliwej rodzinie. Potem zaczęło się psuć. Kieran zaczął koncertować i bywało tak, że tygodniami nie było go w domu. Zostawałam sama z dzieckiem. Nie czułam się źle, bo zawsze widywałam się z przyjaciółkami, jednak gdy człowiek zostaje sam, to nachodzą go różne myśli. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie kocham Kierana tak, jak powinnam. Oglądając filmy, czytając książki zrozumiałam, że w naszej relacji nie ma nic romantycznego. Poczułam się z jakiegoś powodu winna… Chciałam to naprawić. Chciałam się czuć, jak te wszystkie dziewczyny, które się uśmiechają chodząc ze swoimi chłopakami za rękę. Gdy Kieran wrócił, bardzo się starałam poprawić naszą relację, ale ciągle coś było nie tak, ciągle coś nie pasowało. W którymś momencie okazało się, że będziemy mieć drugie dziecko. Zamiast się cieszyć, martwiłam się jak to wszystko się ułoży, co będzie dalej. Pomiędzy mną a Kieranem dochodziło do różnych spięć, kłótni. I podczas gdy on znowu wyjechał, zrozumiałam, że go nie kocham tak, jak żona męża, jak dziewczyna chłopaka. Nigdy nie kochałam go w ten sposób. Był moim przyjacielem, tak bliskim, że niemal kochałam go jak brata. Ale teraz już nawet nie mogłam go nazywać przyjacielem. Uznałam, że najlepiej będzie dla mnie i dla dzieci, jeżeli odejdziemy. Go i tak wiecznie nie było, Lili wychowywałaby się tak naprawdę bez ojca. Henry potrzebował autorytetu, a ja nie mogłam nim być, bo sama potrzebowałam oparcia, pomocy. Przeprowadziliśmy się do Eleanor i jej narzeczonego- Danny’ego. Mieszkaliśmy tam przez trzy tygodnie, póki nie wrócił Kieran. Ja w tym czasie zdecydowałam się ostatecznie na rozwód i złożyłam odpowiednie papiery w sądzie. Codziennie spotykałam się z resztą dziewczyn- z Perrie, Leigh-Anne, Jesy. One zawsze mi pomagały, wspierały, zajmowały się Henrym jak tylko była taka potrzeba. Mogłam na nie liczyć w każdej sytuacji, czego o Kieranie nie mogłam powiedzieć. Oficjalnie rozstaliśmy się rok później. Sprawa w sądzie została zamknięta, a ja byłam wolna.
- Żyjesz? – Perrie pomachała mi ręką przed oczami. Zamrugałam raptownie i się otrząsnęłam z zamyślenia.
- Tak, tak, przepraszam. Słucham?
- Lili koniecznie chce kwaśne żelki. Powiedziałam jej, że jeśli umyje potem zęby, to może wziąć paczkę. Może być?
- Niech będzie. Szczypała? – uśmiechnęłam się pod nosem i zerknęłam na listę. Jeszcze tylko jest potrzebna puszka pomidorów.
- Trochę. – blondynka pokazała mocno zaczerwienione ramię i się zaśmiała.
- Pójdziesz już z dzieciakami do kasy? Muszę iść jeszcze tylko po pomidory. – poprosiłam. Przyjaciółka pokiwała głową i ruszyła z Lili na rękach szukać Henry’ego. Ja natomiast skierowałam się do alei naprzeciwko mrożonek w poszukiwaniu pomidorów w puszce. Gdy je już znalazłam westchnęłam. Oczywiście, stały na najwyższej półce. A ja wzrostem nie grzeszę. Stanęłam na palcach i wyciągnęłam rękę tak wysoko, jak tylko potrafiłam.
- Pomóc? – czyjaś ręka chwyciła upatrzoną przeze mnie puszkę i podała mi ją. Uśmiechnęłam się wdzięczna na ten miły gest.
- Dziękuję bardzo.
- Nie ma za co. Spaghetti? – zielone tęczówki wpatrywały się w moje oczy. Mój umysł jakby rozpoznał tą żywą zieleń, ale nie miałam pojęcia skąd.
- Pizza. – uśmiechnęłam się. Zdałam sobie sprawę, że się gapię i musiało to wyglądać bardzo nie kulturalnie. Ale miałam wrażenie, że skądś znam tego mężczyznę…
- W takim razie życzę smacznego. – kiwnął głową i zaczął powoli odchodzić.
- Przepraszam, czy my się już kiedyś nie spotkaliśmy? – musiałam zapytać.
- Nie sądzę. Ale pewnie by było miło. – uśmiechnął się i zniknął za regałem. Hm, ten uśmiech… Zielone oczy… Kręcone, brązowe włosy. Albo już go kiedyś widziałam, albo kogoś bardzo podobnego. Ta z pozoru normalna, niewinna sytuacja wywarła na mnie dziwne wrażenie. Coś w moim brzuchu mówiło mi, że powinnam jakoś zareagować. Wzruszyłam ramionami i poszłam szybkim krokiem w kierunku kas. Perrie na mnie czekała podenerwowana, a kolejka wydawała się być jeszcze bardziej zirytowana.
- Przepraszam. – mruknęłam przeciskając się do sprzedawczyni i podałam jej ostatnią rzecz do skasowania. Zapłaciłam, zabrałam zakupy i trzymając Henry’ego za rękę opuściłyśmy sklep. Idąc przez parking ciągle dziwne uczucie na dawało mi spokoju.
- Kojarzysz może kogoś o zielonych oczach, kręconych włosach? – zapytałam Perrie.
- Coś mi to mówi.. Dołeczki w policzkach?
- Tak! – przytaknęłam energicznie. Schowałam zakupy do bagażnika, a potem zapięłam pas Henry’ego. Perrie usadowiła Lili w foteliku i również ją zapięła.
- A to nie jest czasem jeden z tych kretynów, przez których o mało nie straciłaś życia? Harry, prawda? Amor. El zaprosiła ich nawet na twój ślub, ale się nie pojawili.
- Rzeczywiście! – miałam mętlik w głowie.
- A czemu pytasz?
- Właśnie wpadłam na tego Amora. Pomógł mi ściągnąć coś z wysokiej półki.
- Cóż, szkoda że nie wpadł na twój ślub. Może ostrzegł by cię przed nieszczęśliwym związkiem z Kieranem? – zaśmiała się. Usiadłam za kierownicą i ruszyłam w kierunku mojego starego domu. W każdą sobotę dzieci miały o piętnastej czas na spotkanie z tatą. Tak postanowił sąd.
- Ciekawe co bym wtedy zrobiła. Wyobrażasz to sobie? Stoję przy ołtarzu, a ten nagle wybiega i krzyczy, że to się dobrze nie skończy? – nie wiedzieć czemu rozbawiła mnie taka myśl.
- Pewnie bym się mocno wkurzyła za rozwalanie twojego ślubu. – zachichotała.
- To na pewno. A pamiętasz tego Mulata? Zayn, prawda?
- O matko, ten to dopiero mnie denerwował! Nie wiem czy bym zniosła kolejne spotkanie z nim.
- Czemu? Moim zdaniem do siebie pasujecie. – spojrzałam na nią z rozbawieniem, gdy stanęłam na światłach.
- Jade, proszę! Nie prowokuj mnie! – wybuchnęliśmy śmiechem.
- Kto to Zayn? – zapytał Henry.
- Stary przyjaciel twojej cioci. – odpowiedziałam z uśmiechem igrającym na ustach.
- Nie prawda! Chyba wróg. – poprawiła Perrie.
- Mam w klasie koleżankę, Diana Malik się nazywa. Jej tata też ma na imię Zayn. – opowiedział Henry patrząc przez okno. Lili zdążyła już zasnąć z żelkami na brzuchu.
- Jaki ten świat mały, co nie, Perrie? – pokręciłam głową. W myślach znów przywołałam obraz pary zielonych oczu. Miałam dziwne wrażenie, że coś mnie ominęło…

__________________________________________

Cześć!

Długo mnie tu nie było... A raczej postu. Ja byłam cały czas. 
Nie wiem nawet za bardzo co powiedzieć... Wena na to opowiadanie znikła, a pojawiła się na nowe. Teraz moje myśli idą z nowymi bohaterami, nową historią i trudno mi się skupić na tym, co tutaj. Przepraszam :(
Próbowałam wieeele razy napisać kolejny rozdział, ale w ogóle mi to nie wychodziło. I podczas mojego "gdybania" co by tu zrobić, naszły mnie myśli typu "co by było, gdyby Harry nie pojawił się na ślubie Jade i Kierana?" Tak więc powstał taki oto... bonus? Nie jestem pewna jak to można nazwać. Kolejnym rozdziałem to NIE jest, to tylko taki jednopartowiec nawiązujący do opowiadania :)

Mimo, że to kolejnym rozdziałem nie jest, a wiem jak bardzo na niego czekacie, to mam nadzieję, że się podobało. W planach mam jeszcze jeden taki "Co by było, gdyby...?" dotyczący fałszywego rytuału Avalon, podczas którego omal nie zabiła Jade. A co by było, gdyby Angelica się nie pojawiła? O tym przeczytacie już nie długo :)
A teraz w ramach wynagrodzenia chciałabym Was prosić abyście napisali swoje własne propozycje do "Co by było, gdyby...?" Napiszcie w komentarzach o czym chcielibyście przeczytać, gdyby jakaś sytuacja nie miała miejsca, gdyby coś się nie wydarzyło. Lub odwrotnie: gdyby coś się jednak stało. 

Cóż, pewnie jesteście ciekawi dlaczego akurat dzisiaj dodaję tego jednopartowca. Otóż dzisiaj są... II urodziny bloga. Tak, już całe dwa lata minęły. Cholera, głupio mi, że ostatnio tak zaniedbałam tego bloga :/ Mam nadzieję, że mi wybaczycie... 
Możecie pomóc mi przywrócić wenę na to opowiadanie! Wszystko w WASZYCH rękach! Jeśli nadal chcecie je czytać, to czekam na Wasze pomysły, retrospekcje, pytania... Ostatnio pytania do bohaterów bardzo mi pomogły. Chciałabym Was jeszcze raz przeprosić i ogromnie podziękować tym, którzy tu jeszcze zostali. Jesteście najlepsi!

Przepraszam także tych, którzy mogli się poczuć przeze mnie zapomniani, ponieważ daaawno już mnie nie było na Waszych blogach. Przepraszam Was mocno, ale liceum to naprawdę nie przelewki i ogrom pracy. Mam nadzieję, że w wakacje uda mi się nadrobić, to co straciłam przez te 2 miesiące... Jak na razie od samego zakończenia roku jestem gdzieś na wyjazdach, to tu, to tam, i jeszcze nie miałam czasu. Ale trzymajcie za mnie kciuki :)

Jeśli macie jakieś propozycje z okazji II urodzin bloga, to śmiało, z przyjemnością przeczytam i pokombinuję, by wcielić je w życie :3

Ściskam i całuję,
Wasza Nicol <3