środa, 27 grudnia 2017

"Rozśpiewana Historia 2" Część 67


Nie trać czasu



***Angelica***
- Perrie mi napisała, że wszyscy są w szpitalu. Eleanor miała zapaść, ale już jest stabilna. Myślę, że powinniśmy do nich dołączyć – wymamrotałam, składając kartkę i chowając ją niedbale do kieszeni bluzy.

Ciążyła mi niczym worek cegieł.

- Naprawdę cię szukałem – wyszeptał. 

Kiedy na niego spojrzałam, doszło do mnie jak bardzo był przybity. Wiedziałam, że wolałby, abym się wypowiedziała na temat piosenki, ale nie byłam w stanie teraz o tym myśleć.

- Może weźmiemy z domu jedzenie i tam zjemy razem z nimi kolację? W końcu dzisiaj Wigilia, a oni muszą umierać z głodu – ciągnęłam, wzruszając ramionami. 

Ruszyłam przed siebie, byleby nie stać w miejscu.

- Angel. – Liam jeszcze raz próbował zwrócić na siebie moją uwagę, ale pokręciłam przecząco głową.

- Nie teraz.

***

- Dziękuję, Angel. Naprawdę nam dzisiaj pomogłaś. – Uśmiechnęła się do mnie Perrie, która pomagała mi zmywać naczynia w szpitalnej łazience. 

Lepszym pomysłem byłoby kupienie jednorazowych talerzy, ale wszystkie sklepy były już pozamykane.

- Pomyślałam, że pewnie byliście głodni. – Wzruszyłam ramionami. 

Nienawidziłam się za to, że moje policzki się lekko zarumieniły przez jej komplement. Nigdy, przenigdy, nie będę lubiła okazywania swoich słabości.

- Co tam masz? – spytała, wskazując łokciem zgnieciony papier, który wysunął mi się z bluzy. – Czy to nie ta kartka, z którą ostatnio nie rozstawał się Liam?

- Tak, dał mi ją – przyznałam niechętnie. 

Odłożyłam ostatni talerz na bok, ale zaraz zaczęłam go wycierać papierowym ręcznikiem. Mogłam zabrać z domu jakąś szmatkę, nie przewidziałam sterty mokrych jednorazowych ręczników.

- To piosenka, prawda? – dopytała po chwili nieprzyjemnej ciszy. 

Kiwnęłam głową, ale blondynka nie przestawała mi się przyglądać z zastanowieniem.

- Możesz przeczytać. – Wywróciłam w końcu oczami. 

Pezz się uśmiechnęła podekscytowana i wyjęła ostrożnie papier z mojej kieszeni. Nastała jeszcze bardziej krępująca cisza, podczas której zapoznawała się z jej treścią. Blondynka zacisnęła usta w wąską linię, poza tym, jej twarz była bez wyrazu. Poskładała kartkę i mi ją podała.

- To jest... dosadne – wymamrotała tylko. 

Zrozumiałam, że nie wiedziała, co powiedzieć.

- Co masz na myśli? – Uniosłam jedną brew, wpatrując się w nią.

- Cóż, uważam, że ta piosenka jest bardzo wymowna – stwierdziła po chwili namysłu. Gdy napotkała mój wyczekujący wzrok, odetchnęła ciężko. – Wyznał ci miłość.

- Nie sądzę – zaprzeczyłam od razu i zajęłam się wyrzucaniem zużytych ręczników papierowych.

- A co twoim zdaniem w takim razie oznacza „Mind is running in circles of you and me, anyone in between is the enemy"? – zapytała z sarkazmem. – Angel, jesteś z nas wszystkich najbystrzejsza, nie rób z siebie idiotki.

- Czemu on to napisał? – wyrwało mi się. 

Czułam się roztrzęsiona i mój umysł był niczym istny chaos. Nienawidziłam emocji.

- A jak myślisz? Mam zacytować? Proszę: "It took me some time but I figured out, how to fix up a heart that I let down" – podkreśliła niemal każde słowo. – On chce cię przeprosić. I odzyskać.

- Hej, dziewczyny. Potrzebujecie pomocy? – Ashton wszedł do małej łazienki i już miał wynieść talerze, gdy Perrie mało mu ich nie wyrwała z rąk.

- Tak! Angel potrzebuje pomocy. Najlepiej idźcie na spacer i to przegadajcie. – Uśmiechnęła się szeroko i wyszła szybko z łazienki. 

Spojrzałam z czystym przerażeniem na chłopaka, a on przybrał zdezorientowaną minę.

- O co chodzi? – spytał. 

Przysięgam, miałam do czynienia z wilkołakami, pradawnymi wampirami, wściekłymi chochlikami oraz śmiercionośnymi bestiami, ale nigdy nie bałam się tak, jak w tej właśnie chwili. A przede mną stał tylko (albo aż) Amor.

- O nic – odparłam odruchowo. 

Znowu czułam się jak ta stara, krucha, bezbronna dziewczyna. Perrie zdążyła się ulotnić, a ja zostałam sam na sam z osobą, na którą nie działała moja blokada. Czułam się niemal naga.

- Liam w końcu zaśpiewał ci piosenkę? - zgadywał Ashton.

- Nie. Ale dał mi tę przeklętą kartkę. - Skrzywiłam się, czując jak papier robił się coraz cięższy w kieszeni i wypalał mi dziurę w boku.

- Nie śpiewał? - zapytał zaskoczony, a następnie przytaknął sam sobie. - Rany, nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo go onieśmielasz.

- Onieśmielam? Czytałeś to w ogóle? - prychnęłam i wyciągnęłam kartkę, by odszukać odpowiedniego fragmentu. - "The taste of your lips on the tip of my tongue, is at the top of the list of the things I want". Moim zdaniem to jest bardzo śmiałe.

- Harry to napisał, stąd bezpośredniość. Ale możesz być pewna, że Liam w myślach podpisuje się pod każdym słowem w tej piosence. Tylko trudno mu się do tego przyznać - stwierdził Amor. 

Poczułam dziwne ukłucie na fakt, że to nie Li napisał tekst. Zdziwiło mnie to jeszcze bardziej, gdy tylko to sobie uświadomiłam.

- To co teraz? - spytał niezręcznie Ashton.

- A co ma być? - nie rozumiałam.

- Dasz mu drugą szansę? - sprecyzował. - Może tego nie widzisz, ale jemu naprawdę na tobie zależy.

- Ale mi na nim nie - odparłam z irytacją. 

Uciekałam w dawne, głupie nawyki. Zaprzeczenie, gra w chowanego z własnymi uczuciami, ranienie innych, by ich do siebie zniechęcić. Nawet nie wiedziałam, po co to robiłam, ani kogo próbowałam oszukać. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że ja i Liam mieliśmy coś do siebie i to od dawna.

- Angel, on cię nie skrzywdzi drugi raz. Nigdy nie chciał, możesz mi wierzyć. Nie bój się miłości... - mówił, ale w tym miejscu gwałtownie urwał, zauważając moje gniewne spojrzenie.

- Nie potrzebuję twoich tanich porad ani tej nic nie wartej motywującej gadki. Niczego się nie boję i jestem panią swojego losu. Decyduję o wszystkim, robię to, co chcę i uważam za słuszne - warknęłam, ruszając w jego stronę oraz zmuszając go do wycofania się.

- Zgoda, masz rację - oznajmił, ku mojemu zdziwieniu.

- Mam? - spytałam z niedowierzaniem.

- Oczywiście. Jesteś panią swojego losu. Tak samo jak El i Louis. Ile im dokładnie zajęło, aby w końcu wyznali sobie nawzajem uczucia? A co ważniejsze: ile czasu spędzili rzeczywiście razem, zanim spotkało ich to nieszczęście? - Ashton patrzył mi głęboko w oczy, kwestiounując wszystko, w co wierzyłam. - Możesz decydować o sobie, ale nie o wszystkim wokół. Nie popełniaj tego błędu, nie trać czasu. Nigdy nie wiadomo, ile ci go zostało lub osobie, którą kochasz.

***

***Jade***
- To są jakieś żarty, prawda? - zaśmiał się gorzko Harry, widząc kolejny bukiet oszołamiających kwiatów, które zostały wniesione do mojej komnaty przez Arię.

- Errdiel lubi wyzwania. Nie odpuści, póki nie zdobędzie twojej Przeznaczonej - westchnęła Nadie, przekładając bukiety do wazonów.

- Po prostu wyrzuć to wszystko. Jade ich nie potrzebuje - stwierdził Amor. Był cały czerwony na twarzy.

- Nie mogę, byłaby to obraza, a teraz potrzebujemy przychylności króla Wodników, pamiętasz? - przypomniała mu syrena.

- Nie obchodzi mnie to - warknął, kręcąc się z miejsca na miejsce. 

- Harry, niepotrzebnie tak się tym denerwujesz... - zaczęłam, ale gwałtownie odwrócił się w moją stronę z jeszcze większymi wypiekami.

- Niepotrzebnie? On chce mi ciebie odbić! Jak mam się nie denerwować? Nie po to biegałem i tropiłem Avalon, nie po to ryzykowałem, by...

- Hej! - przerwałam - Pozwól, że ci przypomnę, że nie ma takiej opcji, aby ktoś ci mnie odbił. Jestem twoją Przeznaczoną, racja? Harry, jesteś Amorem, do cholery, nie widzisz, co do ciebie czuję?

Miałam dość. Mi też nie podobał się taki obrót spraw, przecież nie trzepotałam rzęsami przed królem Wodników, a winą za ściągnięcie jego uwagi wszyscy obarczyli mnie. Nie prosiłam się o to, robiłam dokładnie to, co mi kazali. Miałam być dumna i wyniosła, ale się nie wywższać ponad króla. Miałam czarować syrenim wdziękiem, na który rzekomo Wodnicy byli odporni, a szczególnie ten ich władca. Anadyomene mówiła, że jeszcze nigdy Erddiel nie zachował się tak szarmancko wobec syreny. Zawsze traktował nas jak pasożyty, z którymi z czystego lenistwa nie warto było się zajmować, zwłaszcza, że potrafiłyśmy przynosić zyski. Nie zrobiłam nic, czym mogłabym sobie zasłużyć na większą przychylność króla.

- Widzę - odparł, nabierając głębokiego wdechu i wypuszczając powoli powietrze.

- To o co ci chodzi? Przecież wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie i nie chcę nikogo innego. Nawet jak przyśle mi dwadzieścia pięknych bukietów. - Podeszłam do niego, wpatrując mu się głęboko w oczy.

- Dwadzieścia sześć - wtrąciła się Nadie, ale zbyłam ją machnięciem ręki.

- Nie podoba mi się to, jak na ciebie patrzył. Jakbyś była jego następnym celem. - Wzdrygnął się.

- Bo jestem. Dlatego poradzimy sobie z tym tak, jak z każdym innym zagrożeniem. Razem. Jasne? - spytałam, kładąc ręce na jego piersi i nachylając się ku niemu. 

Wiedziałam, że nie mógł mi nie ulec. Na początku myślałam, że cały czas tylko ja się rozpływałam pod jego dotykiem i tańczyłam, jak mi grał. Zabawne, że musiałam się stać syreną, by zrozumieć, że on również ulegał moim wpływom.

- Jasne. - Zbliżył się, wplatając palce w moje włosy i przyciągając mnie do siebie.

- Mam wyjść? - zaproponowała Nadie, wstając niezręcznie z miejsca.

- Tak. 

- Nie - odpowiedzialiśmy w tym samym momencie.

Posłałam łagodne spojrzenie Harry'emu, dając mu znak, że później będzie czas dla nas obojga. Teraz musieliśmy się zająć obmyślaniem strategii i jak wykorzystać nagłą fascynację króla Wodników przeciwko jemu. 

- Kolejny bukiet, Jaśnie Pani. - Do pokoju weszła Aria, niosąc jeszcze większą wiązankę kwiatów od poprzednich. 

- Na tym jest wiadomość - zauważyła Nadie, odbierając od syreny kwiaty.

Aria dygnęła i opuściła komnatę.

- Nie wiem, czy chcę znać zawartość tej kartki - przyznałam niechętnie.

- Ja chcę - stwierdził Harry, zaciskając dłonie w pięści.

- Nadie, przeczytaj sama i daj mi znać, jeśli to coś ważnego. Jeśli nie, spal wiadomość - zadecydowałam. 

- Jasne - ucieszyła się. - Miałam nadzieję, że o to poprosisz. Jestem ogromnie ciekawa, co tam jest!

Siostra wyciągnęła ozdobny papier z eleganckiej koperty, która była przywiązana do najbardziej okazałej róży w bukiecie. Ostrożnie rozłożyła kartkę i zaczęła czytać zawartość. Pobladła, a jej uśmiech przygasł. Widząc jej minę, nie mogłam powiedzieć, że nie zjadała mnie ciekawość. 

- Nadie? - zapytał wyczekująco Harry, ale jego głos wyrażał obawę.

- To jest ważne. Ale raczej nie chcecie wiedzieć - oznajmiła Nadie, odkładając kartkę. 

Była wstrząśnięta, widziałam to po jej twarzy i rozkojarzonych ruchach.

- Powiedz - westchnęłam zrezygnowana.

Czułam się, jakbym oczekiwała na wyrok. Nadie otworzyła usta, ale zaraz potem je zamknęła. Wyglądała, jakby zastanawiała się jakich słów powinna użyć. W końcu pokręciła jedynie bezradnie głową i powiedziała:

- Król Errdiel prosi cię o rękę.

Nie byłam pewna, kim to bardziej wstrząsnęło: mną, czy Harrym.
______________________________________________________________

Hej! 
Mam nadzieję, że spodobał Wam się rozdział! Trochę dramatycznie się pod koniec zrobiło hehe :D Co myślicie o takim obrocie spraw? Co z Angel i Liamem? Piszcie!

Jak tam święta Wam minęły? Chcę Wam życzyć wspaniałego Nowego Roku, wielu sukcesów i spełnienia postanowień oraz marzeń ;)

Pragnę Wam również bardzo podziękować za 315 tyś wyświetleń! Wow, to dla mnie zawsze ogormna duma, dziękuję, że jesteście! 
N.x