poniedziałek, 19 grudnia 2016

„Rozśpiewana Historia 2” Część 65

„Rozśpiewana Historia 2” część 65

Wizyta króla

****Jesy****
- Jess. – Na dźwięk swojego imienia gwałtownie podniosłam głowę i zamrugałam parę razy. Chyba przysypiałam. Louis patrzył się na mnie zatroskany. – Idź do domu się przespać. Musisz trochę odpocząć. Ja z nią zostanę.
- Nie, nie. Zostaję. Nic mi nie jest. To tylko chwila słabości – zapewniłam i przeciągnęłam się na krześle. Słyszałam, jak kości przeskakiwały mi w ramionach i kręgosłupie. – Wiesz co, przejdę się na krótki spacer wokół budynku. Żeby rozprostować nogi. Zaraz wracam.
- Nie ma sprawy, nie śpiesz się – pokiwał głową ze zrozumieniem i przeniósł swój wzrok na śpiącą Eleanor.
- Potem się zmieniamy. Ty też potrzebujesz świeżego powietrza – popatrzyłam na niego surowo. Louis westchnął, ale przytaknął. Wyszłam z sali na korytarz i ruszyłam ku schodom. Parapety i okna były przyozdobione girlandami i świątecznymi lampkami. Tak samo poręczę schodów oplecione były zielonymi i czerwonymi łańcuchami. Na parterze, tuż przy recepcji, stała ogromna choinka, a obok przechadzał się ktoś przebrany za bałwana i rozdawał dzieciom cukierki. Z okazji świąt jutro będzie tutaj jakieś przedstawienie dla tych, którzy nie mogli wrócić do domu z powodu złego stanu zdrowia. Podeszłam do szklanej skrzyni, która znajdowała się wśród prezentów przy choince. Wyciągnęłam ostatni banknot z kieszeni i wrzuciłam go do środka. Nie byłam osobą wierzącą, ale nagle poczułam chęć odmówienia modlitwy za chłopca, którego zdjęcie wisiało na skrzyni, prosząc o datki na operację. Wstrzymałam oddech i zagryzłam wargę, czując, że zaraz się rozpłaczę. Wyszłam czym prędzej na zewnątrz, a zimne powietrze mnie trochę ocuciło. Skrzyżowałam ramiona by zachować odrobinę ciepła. To wszystko było przez zmęczenie, musiałam po prostu trochę odetchnąć. Czułam ogromny ciężar w piersi, który nie pozwalał mi się oczyścić z ponurych myśli. Skorzystałam z zejścia na plażę, które znajdowało się przy szpitalnym chodniku. Gdy zniknęły wszystkie drzewa, od razu zaatakował mnie silny wiatr. Z jednej strony przyniosło mi to ogromną ulgę, ale z drugiej zaczęłam się okropnie trząść. Nabrałam kilka głębszych wdechów i wróciłam czym prędzej do szpitala. Nie chciałam się dodatkowo przeziębić, jakbyśmy nie mieli poważniejszych problemów.
- Twoja kolej. Weź kurtkę, jest strasznie zimno – zasugerowałam Louisowi, pocierając ramiona na potwierdzenie swoich słów. Chłopak był jakoś dziwnie blady. – Louis?
- Poruszyła ręką. Ścisnęła moje palce – wydukał oszołomiony. Puls natychmiast mi przyspieszył i niemal podbiegłam do łóżka El. Złapałam ją za rękę i się przeraziłam. Była lodowata.
- Louis, co się stało? – czułam się tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody, a jednocześnie zrobiło mi się gorąco.
- Po tym, gdy mnie lekko ścisnęła, to się stało. Nagle zrobiła się bardziej blada i w jednej chwili tak oziębła. Nie wiem, ja… - mówił jak w amoku. Nie odrywał wzroku od El, nie poruszał się, jakby się bał, że może pogorszyć sytuację.
- Zawołam lekarza – oznajmiłam i skierowałam się szybko ku drzwiom. – Mów do niej, może w ten sposób się przebudzi.
Wychodząc na korytarz, jeszcze bardziej podniosło mi się ciśnienie. Nagle lampa nade mną zamrugała, wydała dziwny odgłos i poleciały z niej iskry. Zasłoniłam odruchowo głowę.
- Cholera jasna – mruknęłam, kiedy zrozumiałam, co się stało. Musiałam się uspokoić, inaczej stanowiłam zagrożenie dla każdego elektrycznego urządzenia w pobliżu. A szczególnie, że wielu pacjentów było podłączonych do aparatury, gdybym przez przypadek podniosła napięcie…
- Jesy, policz do dziesięciu. Wdech i wydech. Napij się wody – mama Eleanor postawiła plastikowy kubek z wodą na ziemi, po czym ostrożnie przesunęła go stopą w moim kierunku. Czułam, że brakuje mi powietrza. Próbowałam liczyć, ale moje myśli były chaotyczne, bałam się, że zrobię komuś krzywdę.
- Licz ze mną, jeden… - powiedziała głośno i surowo pani Kate. Zrobiła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze. - … dwa…
- Dwa – powtórzyłam słabo, bo kręciło mi się w głowie. Nabrałam głęboki wdech i wypuściłam powietrze przez usta. – Trzy…
Korytarz przestał się kręcić. Z zaskoczeniem zauważyłam, że znajduję się na podłodze na kolanach i przyciskam dłonie mocno do posadzki. Oderwałam je i zobaczyłam czarne, osmalone ślady moich rąk.
- Już dobrze, kochanie – pani Kate zbliżyła się ostrożnie, ale nadal uważała, by mnie nie dotknąć. – Oddychaj. Spokojnie. Nic się nie dzieje.
- Eleanor – wydukałam ze ściśniętym gardłem. Po moich policzkach pociekły łzy.
- Usiądź na tym krześle, dobrze? Wypij wodę. Albo idź do łazienki i przemyj twarz zimną wodą. Ja pójdę po lekarza – zapewniła i od razu poszła w stronę, z której przyszła.

****Jade****
Znajdowaliśmy się w sali narad Najwyższego Trybunału. Uważałam, że to pomieszczenie było najpiękniejsze i najbardziej majestatyczne spośród wszystkich w Karinie Fal. Przez to, nawet nie wzbudzało we mnie złych wspomnień z czasów, kiedy to Harry był tutaj sądzony. Nieliczne syreny zasiadły na trybunach po lewej stronie, ale zdecydowana większość znajdowała się na środku sali i gawędziła z Wodnikami. Stałam przy misternie wykonanym tronie, a za moimi plecami znajdowały się Anadyomene, Minister Sprawiedliwości, Aria i jeszcze dwie inne wysokie rangą syreny. Oczywiście, u mojego boku stał Harry, którego się kurczowo trzymałam. Co chwilę ktoś przychodził by się ukłonić, życzył mi miłego dnia i gratulował nowego tytułu Najpiękniejszej. Czułam się spięta i nie na miejscu. Dziękowałam, uśmiechałam się i wzdychałam ciężko po każdych tego typu słowach. Harry wtedy dyskretnie ściskał mocniej moją rękę i gładził uspokajająco kciukiem wierch mojej dłoni.
- Uwaga, uwaga! Jego Najjaśniejsza Wysokość Król Errdiel Alwin Dyffros Morlynn II – ogłosił jeden z Wodników stojących koło ogromnych drzwi. Uniósł do ust dostojną trąbkę i zadął w nią. W tej chwili wrota się otworzyły i do środka wszedł Wodnik w granatowej pelerynie i srebrnej koronie w otoczeniu czterech innych wyniośle wyglądających Wodników. Wszyscy w sali cofnęli się do tyłu i uformowali klarowne przejście prosto w naszą stronę. Poczułam się zupełnie odsłonięta, niczym w pierwszym szeregu na wojnie. Nogi mi się trzęsły, ale podbródek uniosłam wysoko i próbowałam wyglądać choć w połowie tak majestatycznie i okazale jak Król Wodników. Nie mogłam dać po sobie niczego poznać, jeśli nasz plan miał się udać.
- Co mam zrobić? – szepnęłam nagle spanikowana do Anadyomene, gdy jeszcze król był za daleko, by mnie usłyszeć.
- Kiedy się ukłoni, dygnij i zachowuj kamienną twarz. Przywitaj się, potakuj. Udawaj obojętną – odpowiedziała szybko, po czym się delikatnie cofnęła do tyłu. Król stanął przede mną i zmierzył mnie wzrokiem z dziwnym uśmieszkiem. Dopiero wtedy się ukłonił.
- Wasza Najpiękniejsza Mość – kiwnął dodatkowo głową. Był wysoki, miał kruczoczarne włosy i czysto niebieskie oczy. Jego skóra miała nieco niebieskawy odcień, a przynajmniej tak mi się wydawało. Był przystojny, nie mogłam zaprzeczyć, ale wydawał mi się sztuczny. Wszystko było w nim idealne, żadnej skazy- to budziło moją niechęć. Był nieludzki.
- Wasza Najjaśniejsza Wysokość – dygnęłam ostrożnie, ale tak jak mnie poinstruowała Aria, nie spuściłam głowy. Miałam pokazać królowi Wodników, że ani się go nie bałam, ani nie miał nade mną żadnej władzy. Razem ze mną ukłoniła się cała elita. Errdiel przekrzywił głowę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a potem wygiął usta i przytaknął sam sobie. Musiałam zacisnąć usta w wąską linię, by się nie roześmiać.
- Uwielbiam wizyty w Krainie Fal. Tutaj jest tak pięknie – stwierdził rozglądając się po sali.
- To zaszczyt gościć Waszą Najjaśniejszą Wysokość – odparłam. Wzrok króla przesunął się znowu po mnie, a gdy zauważył moje dłonie złączone z Harrym, przyjrzał mu się uważnie. – Wasza Królewska Mość, to jest Harry Edward Styles, mój… - urwałam, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, by brzmiało to dostojniej niż „chłopak”.
- Partner – wyręczył mnie Amor i posłał mi łagodny uśmiech. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, ale potem szybko przywdziałam kamienną maskę. Wystraszyłam się, że ta chwila nieuwagi mogła wszystko zniszczyć.
- Potomek Erosa zdobył serce najpiękniejszej spośród córek Afrodyty. Intrygujące – Errdielowi nie schodził pobłażliwy uśmieszek z twarzy. Nie wiedziałam, czy on tak już miał zawsze, czy może wróżyło to coś złego.
- Jaśnie Pani jest Przeznaczoną pana Stylesa – wyjaśniła Minister Sprawiedliwości. Errdiel uniósł brwi w zaskoczeniu.
- Nonsens. Syreny nie kochają – roześmiał się. Poczułam gniewny ścisk w brzuchu.
- Jestem bardziej niż pewny, że to nie prawda – odezwał się surowo Harry. Anadyomene dyskretnie pociągnęła mnie za sukienkę.
- Czyżby? – Errdiel popatrzył na Harry’ego, z wyższością unosząc jedną brew do góry. Mój ukochany już miał zamiar zrobić krok w jego stronę, ale mocniej ścisnęłam go za ramię.
- Chciałabym zaprosić Waszą Najjaśniejszą Wysokość na moją koronację – wypaliłam. W końcu król Wodników zwrócił na mnie uwagę. – Odbędzie się w przyszłym tygodniu. Jestem pewna, że pańska obecność w tak ważnym dla nas dniu wynagrodziłaby ostatnie nieporozumienie – dodałam już spokojniejszym, czarującym tonem.
- Cóż, trudno mi odmówić. Koronacja Najpiękniejszej jest niezwykłą uroczystością zaiste – skłonił się, ale nie za nisko.
- Ogromnie mnie to cieszy. Chciałabym, aby moja koronacja była okazała, więc postanowiłyśmy ją urządzić w Kotlinie Wichrów. Liczę, że będzie jeszcze bardziej niesamowicie, jak w Sali Balowej – opowiedziałam. Errdiel zamyślił się przez chwilę, ale przytaknął.
- To będzie zaszczyt – wyciągnął w moją stronę rękę, patrząc mi prosto w oczy. Przełknęłam nerwowo ślinę, ale miałam nadzieję, że tego nie zauważył. Czy to była pułapka?
- Dla mnie również Pańska obecność będzie nieoceniona. – Odważyłam się i podałam mu dłoń, którą powoli uniósł do ust i nie przerywając ze mną kontaktu wzrokowego szarmancko ją ucałował. Poczułam, jak Harry się cały napina. Errdiel ponownie się ukłonił i kiwnął głową z triumfującym uśmiechem do Harry’ego.
- Do zobaczenia, Jaśnie Pani. Już się nie mogę doczekać, aż ujrzę najpiękniejszą z najpiękniejszych ponownie. Waszej Najpiękniejszej Mości uroda oraz blask wypełniają całe pomieszczenie. Do widzenia, moja pani – mówiąc to jakże długie pożegnanie, ciągle utrzymywał ze mną kontakt wzrokowy. Słyszałam, jak za mną Anadyomene z sykiem wciąga powietrze. Król Errdiel cały czas przodem do mnie wycofał się i opuścił salę Najwyższego Trybunału. Zaraz za nim do wyjścia ruszyły wszystkie inne Wodniki, a w pomieszczeniu rozległ się szum rozmów. Odwróciłam się do Anadyomene, Minister Sprawiedliwości i Arii.
- Jak wypadłam? Powiedziałam wszystko dobrze? – zapytałam spanikowana. Syreny wydawały się być nieco osłupiałe, a Anadyomene niemal pobladła.
- Aż za dobrze. Myślę, że mu się spodobałaś.
______________________________________________

Witam po długiej przerwie :)
Chciałabym Wam życzyć wesołych świąt, szczęśliwego Nowego Roku, spełnienia marzeń i spokojnych oraz radosnych chwil spędzonych z bliskimi ♥
Dziękuję wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają, mimo że od lipca nie pojawił się nowy post. Jestem wdzięczna za Wasze poświęcenie oraz fakt, że tak bardzo przywiązaliście się do moje historii :) Prawda jest taka, że wcale sobie jej nie odpuściłam. O nie, zdecydowanie nie. Po prostu wróciłam do początku i pracuję nad poprawnością pierwszej części RH na Wattpadzie. Publikuję już pierwsze rozdziały RH2, ale te również zasługują na trochę więcej korekty. Mam nadzieję, że kiedy będę w mniej więcej zbliżonych miejscach i czasie wydarzeń będzie mi łatwiej napisać coś nowego :)
Także przepraszam, ale część 66 będzie prawdopodobnie opublikowana nie wiadomo kiedy, ale szybko to nie będzie niestety. Dziękuję za Wasze wsparcie jeszcze raz. To już prawie 300 tyś wyświetleń! Wow!


Do kiedyś!
Wasza Nicol <3

PS: Co myślicie o Errdielu? Będzie drama? :p

sobota, 9 lipca 2016

„Rozśpiewana Historia 2” Część 64

„Rozśpiewana Historia 2” Część 64

Przygotowania

****Jade****
- Jade, ktoś puka do drzwi – usłyszałam cichy głos Harry’ego.
- Ja nie chcę do szkoły… - mruknęłam chowając głowę pod poduszkę i wtulając się w ciepłe ciało chłopaka.
- Nie musisz – zaśmiał się i objął mnie mocniej. – Ale niestety, chyba czeka nas coś gorszego – mruknął i wtedy poranna sielanka została przerwana.
- Wejść – powiedziałam na tyle głośno, by gość poza pokojem mógł mnie usłyszeć, ale jednocześnie na tyle cicho, by nie podrażnić gardła. Byłam zmęczona całonocną naradą i obmyślaniem planu. Jestem pewna, że nie przespałam nawet trzech godzin.
- Jaśnie Pani, panie Styles. – Jakaś młoda dziewczyna weszła ostrożnie do komnaty i dygnęła nie podnosząc głowy. Usłyszałam cichutkie parsknięcie Harry’ego. Cóż, ja też uważałam to za śmieszne, że wcześniej syreny gotowe były rozerwać go na strzępy, a teraz muszą okazywać mu szacunek, tak samo jak i mnie. Naprawdę drażnią mnie te tytuły oraz cała ta etykieta, ale nikt mnie nie słucha, kiedy proszę, aby zwracano się do mnie po imieniu.
- Coś się stało? – spytałam niechętnie odrywając się od Harry’ego. Sięgnęłam po szlafrok, który musiał zostać specjalnie dla mnie przygotowany przez kogoś wcześniej. W duchu podziękowałam samej sobie, że zanim położyłam się spać, zasunęłam z Harrym łóżko otaczającą je moskitierą. Ubrałam się i wyszłam zza zasłony czując na sobie uważne spojrzenie Amora, co wcale mi nie przeszkadzało. 

- Mam na imię Aria i jestem do Jaśnie Pani usług. Pani Minister kazała również przekazać, że król Errdiel powinien się pojawić za około półtorej godziny – dziewczyna ponownie dygnęła.
- D-do moich usług? – powtórzyłam zdezorientowana, gdyż potrafiłam przetworzyć tylko jedną informację na raz po tak krótkim wypoczynku.
- Specjalizuję się jako stylistka, ale znam się również na prawie, jestem lojalna, mogę być doskonałą powierniczką. Pomogę Jaśnie Pani we wszystkim, jeśli tylko mnie Najpiękniejsza o to poprosi – Aria mówiła łagodnie ciągle nie podnosząc głowy.
- Um, ale ja… - wydukałam zaskoczona. Nie wiedziałam co myśleć, a tym bardziej co miałabym powiedzieć.
- Jestem odpowiedzialna za wygląd Jaśnie Pani i żeby stawiła się pani na czas w sali narad Najwyższego Trybunału. Proszę się nie denerwować, pomogę pani ze wszystkim. Myślałam nad kreacją Najpiękniejszej na dzisiejszą okazję i myślę, że mam coś odpowiedniego dla Jaśnie Pani – Aria w końcu podniosła głowę i spojrzała na mnie z nieśmiałym uśmiechem, po czym mnie wyminęła i udała się do drzwi po drugiej stronie pomieszczenia – Pozwoli Najpiękniejsza za mną.
Posłałam spanikowane spojrzenie Harry’emu i posłusznie, aczkolwiek nieufnie, podążyłam za Arią. Chłopak tylko wzruszył ramionami i wstał z łóżka. Zmusiłam się do patrzenia przed siebie, gdy się potknęłam oglądając Harry’ego wkładającego koszulkę. Usłyszałam cichy chichot Amora zanim zawstydzona przekroczyłam próg. 
- Co Jaśnie Pani myśli? Uważam, że będzie pani wyglądać fantastycznie. Podczas gdy wszyscy będą ubrani w biel, Najpiękniejsza będzie się wyróżniać bielą wpadającą delikatnie w kolor miętowy. Do tego oczywiście złote dodatki – Aria krzątała się po mniejszym pokoiku, ale jakże przestronnym, z gracją wyciągając różne rzeczy. Nie miałam pojęcia, że jest tutaj jeszcze garderoba. Byłam przekonana, że ta komoda w pokoju jest największą szafą, jaką w życiu widziałam, ale się najwidoczniej myliłam,
- Wow - wydukałam rozglądając się po wieszakach zapchanymi balowymi sukniami, po podświetlanych półkach z butami, po wystawie biżuterii. Pokój był jasny, dzięki ciepłemu światłu sprawiało wrażenie przytulnego. Mięciutki dywan, który również znajdował się w całej komnacie, wydawał się być tutaj jeszcze przyjemniejszy.
- Nie była tu jeszcze pani? – zaśmiała się Aria.
- Nawet nie wiedziałam o istnieniu tych drzwi – westchnęłam w końcu zauważając sukienkę w rękach dziewczyny.
- Cieszę się, że się Jaśnie Pani podoba. Może zacznijmy od kąpieli, by odżywić ciało. Pomyślałam też, że może chcieć pani się pozbyć tych niebieskich włosów. Znacznie lepiej będzie wtedy pasować sukienka – Aria mówiła bardzo szybko zabierając potrzebne jej rzeczy i każąc iść za sobą. Zaklaskała w dłonie, a do komnaty weszły jeszcze dwie inne dziewczyny, które najpierw dygając delikatnie, udały się do trzecich drzwi w komnacie Najpiękniejszej. 
Nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy zostałam poproszona do środka i popędzona przez Arię. Było to kolejne jasne pomieszczenie wysadzane piaskowymi, kamiennymi kafelkami ze złotymi wykończeniami. Głównym elementem była ogromna wanna, którą równie dobrze można by nazwać małym basenem lub większym jacuzzi. Nie miałam czasu na zawstydzenie – Aria od razu zdjęła ze mnie szlafrok, a inna dziewczyna z pośpiechem pomogła mi wejść do wanny. Woda była przyjemnie ciepła i niemal od razu poczułam zastrzyk energii, kiedy zanurzyłam się cała, włącznie z głową. W tym czasie do wody zostawały dodawane różne olejki, kwiaty i sole mineralne. Nie pozwoliłam się umyć, nie wyobrażam sobie, aby ktoś miał to robić za mnie. Ciągle lekko skrępowana chwyciłam za mydło, które podała mi blond włosa dziewczyna i dokładnie się nim namydliłam. Zapach był cudowny i podejrzewałam, że nie pozbędę się go za szybko. Został mi podany nowy szlafrok na czas, gdy Aria będzie zajmowała się moimi włosami. W pół godziny sprawiła, że  ciemnoniebieskie pukle zmieniły się w naturalnie brązowe włosy rozświetlone złocistymi pasmami – takie jakie miałam wcześniej, przed przemianą. Nałożyła mi także odrobinę tuszu na rzęsy i delikatną pomadką podkreśliła usta. Nie potrzebowałam dużo makijażu- syreny mają świetną cerę, co do tej pory ciągle oglądam z zachwytem zerkając w lustro. Przebrałam się w suknię. Miała odkryte niemal całe plecy, głęboki dekolt, ale jednocześnie nie była wyzywająca. Była wręcz stworzona idealnie pod mój gust, dokładnie tak wyobrażałam sobie sukienkę idealną. Była długa do kostek, ale fałdy tak się na siebie nakładały, że gdy szłam z przodu lekko się rozchylały, co nie dość, że dawało boski efekt, to jeszcze dodatkowo ułatwiało poruszanie się w niej.
- Najpiękniejsza wygląda zgodnie z tytułem – powiedziała Aria dumnie patrząc już na gotową całość – Moje zadanie wykonane.
- Ojej, dziękuję – zarumieniłam się. Czułam się naprawdę zjawiskowo. – To wszystko dzięki tobie, ogromnie ci dziękuję.
- Ależ nie ma sprawy, to była dla mnie przyjemność. Jaśnie Pani ma teraz dziesięć minut na śniadanie, które już na panią czeka w pokoju, a ja się teraz zajmę pani ukochanym, by jego ubiór pasował do pani – mówiąc to lekko popchnęła mnie w stronę drzwi – Czuję się taka podekscytowana! Pierwszy raz nasza królowa ma ukochanego. I to ja mogę go ubrać!
- Um, mam nadzieję, że masz na myśli tylko pod względem wyboru ciuchów – zaśmiałam się, choć gdzieś głęboko czułam delikatne ukłucie złości na tę myśl.
- Ależ oczywiście, Jaśnie Pani – Aria zachichotała, a mnie przyszło do głowy, że bardziej mi przypomina wróżkę niż syrenę. Ponownie zostałam ponaglona, więc wyszłam z łazienki, czy też równie dobrze pokoju do robienia cudów. Harry’ego już nie było komnacie, więc zajęłam się śniadaniem ułożonym elegancko na stoliku. Porcelanowe talerze ze złotymi sztućcami? Na początku wszystko robiło na mnie ogromne wrażenie, ale teraz zaczynało to być przytłaczające. Czy tak miało od teraz wyglądać moje życie? Ukłony, sukienki, bale, drogocenne wazy i antyki na każdym moim kroku?
- Nie smakuje? Nie spróbowała Jaśnie Pani nawet kawioru – westchnęła smutno Aria, która wyszła z garderoby ze skórzanymi, wiązanymi sandałami w ręku.
- Nie do końca wiem jak to się je - wyznałam, czując chęć by się schować. To wszystko zaczynało mnie przerastać. Nie chciałam być ani królową, ani Najpiękniejszą. Zobaczyłam, że Aria już się przymierza do tego, aby mi wszystko wyjaśnić, więc szybko ją uprzedziłam. – Nie jestem też za bardzo głodna, denerwuję się tym spotkaniem z królem Wodników. Czy nie powinniśmy już wychodzić?
- Tak, możemy już iść – kiwnęła głową Aria. Chciała mi założyć buty, ale nie pozwoliłam na to. Uśmiechając się odebrałam je od niej i sama się z nimi uporałam. Lubiłam przestrzeń prywatną, a ostatnimi czasy straciłam ją w niemalże dziewięćdziesięciu procentach.
- Czy dobrze to ubrałem? – Harry wyszedł z łazienki lekko zarumieniony. Miał na sobie czarną, prześwitującą koszulę ze wzorami w kwiaty rozpiętą do połowy oraz swoje własne, nieco sfatygowane spodnie. Na ten widok Aria skrzywiła się znacząco.
- Podałam panu nowe spodnie… - zaczęła, ale Harry pokręcił głową.
- Wolę swoje, naprawdę – zapewnił, ciągnąc za nitkę w miejscu, gdzie zaczęła się robić dziura i popatrzył na mnie błagalnie.
- Wyglądasz bosko – uśmiechnęłam się, przypominając sobie co to są słowa. Dobra, szczerze? Nigdy, przenigdy, bym nie pomyślała, że mężczyzna może wyglądać seksownie w koszuli w kwiaty. Ale, cholera jasna, Harry zaskakiwał mnie coraz bardziej oraz coraz częściej.
- Czyli będę tam jedyny ubrany na czarno – zaśmiał się spoglądając na nasze sukienki.
- Jako jedyny nie będziesz tam syreną – parsknęłam śmiechem, na co Aria uśmiechnęła się z rozbawieniem, ale odwróciła głowę, by nie było tego widać. Było mi coraz gorzej ze świadomością, że od teraz tak już będzie codziennie. Wszyscy w mojej obecności będą spięci, nienaganni i eleganccy.
- Czy możemy już iść, Jaśnie Pani? – zwróciła się do mnie Aria. Westchnęłam i kiwnęłam głową. Harry wyciągnął do mnie rękę, którą ujęłam i ruszyliśmy za przewodzącą nam syreną. Jednak zanim przeszliśmy przez próg, Harry mnie zatrzymał, odczekał chwilę, aż Aria zniknie za ścianą i pocałował mnie namiętnie.
- Naprawdę jesteś najpiękniejsza – powiedział, zakładając mi kosmyk włosów za ucho. – Skop im tyłki na tym bankiecie.
Zaśmiałam się nerwowo, nie wiedząc, co mogłabym odpowiedzieć. Jego pocałunek dosyć skutecznie zamienił mój mózg w papkę i jedyne o czym byłam w stanie teraz pomyśleć, było pragnienie ponownego spotkania naszych ust. Wiedziałam, że Harry to zauważył i znów mnie pocałował według mego życzenia, ale tym razem słodko, uspokajająco. Co miałam powiedzieć królowi Wodników? Zaprzyjaźnić się z nim, by uniknąć wojny? Przekupić go?
- Nie odstępuj mnie na krok, dobrze? – poprosiłam, wtulając się w jego klatkę piersiową. Przytulił mnie mocniej i pocieszająco potarł moje plecy.

- Obiecuję.

___________________________________________________

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!
Dzisiaj są trzecie urodziny bloga :) Nie mogłam przegapić takiej okazji i coś nabazgrałam. Co prawda, są to takie małe przygotowania do wielkiego wydarzenia, które nadejdzie, dlatego nie gniewajcie się, że taki nudny i nic się tu nie dzieje :D Mam nadzieję, że może chociaż w jakimś małym stopniu Wam się podobało  ♥

Pochwalę się teraz tym, że RH ma #6 miejsce w rankingu fantasy na Wattpadzie! Yay! Bardzo się cieszę z tego powodu, tak jak z tego, że już powoli zbliżamy się do 300 tyś wyświetleń tutaj! Wow, tyle osiągnięć... Kiedy pisałam pierwsze rozdziały nigdy nie spodziewałam się tak pozytywnego odzewu. Dlatego w tym miejscu chcę Ci podziękować, drogi czytelniku, za każdy komentarz, za każde wyświetlenie, za każdą myśl poświęconą RH i bohaterom opowiadania. To dla mnie wiele znaczy i nigdy nie będę w stanie podziękować Wam wszystkim wystarczająco. Zmieniliście moje życie. *ociera łezkę wzruszenia*

Kocham Was,
Nicol <3

czwartek, 9 czerwca 2016

„Rozśpiewana Historia 2” Część 63

„Rozśpiewana Historia” Część 63

Ulubiona herbata i ulubione żelki


***Perrie***
- Jesteś sama? Gdzie jest Angel i Liam? – Zayn pojawił się w pokoju z trzema pełnymi torbami zakupów. Sięgnęłam po pilota i ściszyłam głos wydobywający się z telewizora.
- Angel wyszła na łowy, a Liam pobiegł za nią. – wzruszyłam ramionami. Włożyłam do ust pikantnego chipsa, których całe opakowanie znalazła Angel w byłym pokoju chłopaków. Cóż, nie narzekałam.
- I zostawili cię samą? – nie dowierzał Zayn. Odłożył reklamówki na blat w kuchni.
- Angel się wymknęła, a jak Liam się zorientował to chciał iść, ale nie chciał też mnie zostawiać. Kazałam mu iść za nią. Jestem daleko od Lerrodiela, nic mi się nie stanie. – ponownie wzruszyłam ramionami zjadając kolejnego chipsa. Zayn pokręcił głową zdenerwowany.
- Chcesz jeszcze herbaty? Kupiłem więcej imbiru i twoją ulubioną herbatę Yorkshire. Mam też parę innych jakbyś chciała… - Zayn zaczął wyciągać różne przekąski z torby. Przez chwilę czułam się mocno wstrząśnięta. Kupił moją ulubioną herbatę. Ulubione chipsy. Ulubione żelki. Ulubione lody. A nawet dwie czekolady z orzechami laskowymi, bez rodzynek.
- Skąd… - wymknęło mi się zanim zdążyłam przemyśleć pytanie.
- Coś nie tak? To te żelki, prawda? Wiem, że wolisz Haribo, ale ich akurat nie było, więc starałem się znaleźć podobne. Iść do innego sklepu? Może Tesco jeszcze będzie otwarte – mówił wszystko bardzo szybko, a gdy skończył to już chwycił klucze i skierował się do przedpokoju.
- Co? Zayn, przestań. Po prostu byłam zaskoczona, że pamiętasz – zatrzymałam go. Spojrzał na mnie bez przekonania. Nagle do mnie doszło, że nawet z opatrunkiem na twarzy i ogromnym siniakiem rozlewającym się nawet pod jego prawym okiem, ciągle był przystojny. Nie wiem jak to możliwe, wyglądał jak siedem nieszczęść, ale choćby jak nieprzychylnie na niego nie spojrzeć, nie można było powiedzieć, że nie ma w sobie uroku.
- Zrobisz mi proszę herbaty? – zapytałam nieśmiało. Dzięki Bogu, że tu nie ma Liama i nie może odczytać moich myśli. Zayn uśmiechnął się lekko i pokiwał głową. Wrócił do kuchni i zaczął przygotowywać dwa ciepłe napoje. Po dziesięciu minutach podał mi kubek i usiadł obok mnie. Na początku ciążyła nam niekomfortowa cisza, ale w końcu udało nam się nawiązać luźny kontakt. Tęskniłam za tym.
- Kasjerka w supermarkecie skrzywiła się, jak mnie pierwszy raz zobaczyła – zaśmiał się ukazując minę sprzedawczyni, na co i ja wybuchnęłam śmiechem.
- Sam się prosiłeś, mogłeś mnie powstrzymać – zakryłam dłonią usta, bo nie mogłam się przestać śmiać wspominając tą sytuację.
- Zagapiłem się. A poza tym chyba mi się należało. – wzruszył ramionami i uniósł kubek z herbatą do ust.
- Zayn… - westchnęłam przeczuwając do czego zmierza.
- Nie, prawdopodobnie nie będzie lepszego momentu do spokojnej rozmowy. Perrie, chcę powiedzieć, że jest mi naprawdę bardzo, bardzo przykro. To wszystko co ci powiedziałem w hotelu… - odetchnął ciężko – Cóż, to wszystko jest świetnym przykładem, że jestem największym idiotą na świecie. Powiedziałem to, bo chciałem cię zranić. Wiem, jestem okropny. Po prostu… nie wiem... Chciałem, żebyś się poczuła tak, jak ja się czułem, kiedy rozmawiałaś w taki sposób z Lukiem – urwał na chwilę przyglądając się mojej reakcji – Nigdy, nawet przez chwilę, nie myślałem o tobie źle. Jesteś odpowiedzialna, inteligentna, bystra, troskliwa i piękna.
- Um, ja… To była moja wina… Robiłam to specjalnie… - wyjąkałam. Komplement sprawił, że zrobiło mi się gorąco. Nie byłam w stanie teraz spojrzeć Zaynowi w oczy. Zapadła jednak tak długa cisza, że musiałam na niego zerknąć, by zobaczyć wyraz jego twarzy. Przypatrywał mi się, jego brązowe oczy spojrzały prosto w moje. Nagle się nachylił, gwałtownie sięgając do moich ust. Ledwo zdążyłam poczuć jego dotyk, gdy gorąco rozlało się po moim brzuchu oraz udach. Pisnęłam wystraszona.
- Ojej, bardzo przepraszam, ja… - Zayn odstawił swój kubek oraz mój na ławę i szybko chwycił za chusteczki, które mi podał – Jeju, naprawdę przepraszam, poparzyłaś się?
- Nie, nie jest źle – pokręciłam głową i nawet nie wiem czemu, ale zaczęłam się śmiać – To nawet nie było aż takie gorące.
- Przynieść ci jakiś ręcznik, czy coś? Chyba, że wolisz… - spanikował, ale przerwałam jego słowotok kładąc dłoń na jego ręce.
- Jest w porządku. Nic się nie stało – zapewniłam go patrząc mu w oczy. Nagle cała moja pewność siebie wróciła. Zginęła na kilka dni, a teraz wróciła jak gdyby nigdy nic.
- Chciałem tylko… - wydukał przenosząc wzrok na moje usta, a potem szybko wracając do moich oczu. Przełknął nerwowo ślinę.
- Co chciałeś? – uśmiechnęłam się przekrzywiając głowę na bok. Zrozumiał, że się z nim drażnię. Wywrócił oczami i prychnął.
- Dlaczego ty mi to robisz, huh? – spytał na wpół się uśmiechając – Ja tu się stresuję, a ty mnie wyśmiewasz?
- Nie śmieję się z ciebie. Śmieję się z sytuacji. – nie mogłam nic poradzić na to, że zachichotałam. Zawsze miałam pecha. Nic dziwnego, że przy tak ważnym momencie, musiałam się oblać herbatą.
- Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać, wiesz? – Zayn znów przybliżył się do mnie. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- I vice versa. – oplotłam rękami jego kark. Kiedy w końcu mnie pocałował, pierwszy raz nie było mi zimno od momentu ataku Lerrodiela. Wszystkie problemy zniknęły. Był tylko Zayn.

*****

***Leigh-Anne***
- To co trzeba kupić? – spytał Niall zaglądając mi przez ramię w karteczkę ze składnikami do eliksiru.
- Arbuza, miód i zieloną herbatę. Resztę składników dała nam Abigail – powiedziałam zastanawiając się, czy potrzeba nam jeszcze czegoś.
- Ja skoczę jeszcze po jakiegoś energetyka – mruknął Ashton i wyprzedził nas znikając za jakimś regałem. Chwyciłam koszyk do ręki, po czym ruszyłam przed siebie w poszukiwaniu składników.
- Przepraszam, za chwilę zamykamy – ostrzegł nas ochroniarz.
- My tylko na sekundkę. Leigh, idź po resztę, ja znajdę arbuza. Spotkamy się przy kasie – Niall uśmiechnął się przepraszająco do ochroniarza, na co ten tylko wywrócił oczami i burknął coś w stylu „byle szybko”. Znalazłam odpowiedni dział z herbatami i wybrałam jak najbardziej naturalną zieloną herbatę, bez żadnych ulepszaczy. Potem szybko ruszyłam do alejki z dżemami, bo wydawało mi się, że widziałam tam miód. Nie pomyliłam się, rzeczywiście na najwyższej półce stało parę ostatnich słoiczków. Sięgnęłam ręką, ale w kozakach na obcasie i tak nie mogłam nawet dotknąć palcem produktu. Już zaczęłam kombinować jak się tam wspiąć, gdy nagle ktoś ściągnął słoik, o który mi chodziło.
- Nie ma za co. – Ashton podał mi miód. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i odebrałam od niego słoiczek. Przez przypadek nasze palce zetknęły się na sekundę i w tym samym momencie zakręciło mi się w głowie, a serce zaczęło bić jak szalone. Westchnęłam ciężko.
- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? – wystraszył się Ash.
- Zrobiło mi się słabo przez moment… Ale już jest dobrze. Jej, to było dziwne. – potrząsnęłam głową, by odegnać to uczucie. – Chodźmy, bo Niall będzie się denerwować.
- Tak, właśnie… - tym razem westchnął Ashton.
- Wszystko ok? – zaśmiałam się słysząc jego zrezygnowany ton.
- Tak, po prostu jestem trochę zmęczony – uśmiechnął się niepewnie unosząc do góry puszkę Red Bulla.
- No jesteście, już się bałem, że mnie tu zostawiliście. – Niall podszedł do nas z ogromnym arbuzem w rękach. Skasowaliśmy nasze zakupy, życzyliśmy wszystkim wesołych świąt i czym prędzej udaliśmy się do auta. Jak wracaliśmy do domu El ulice były niemal puste, a na blokach i wystawach sklepowych żarzyły się świąteczne lampki i ozdoby. Było mi przykro, że nie spędzimy tych świąt tak, jak zawsze. Niall zaparkował samochód na podjeździe, zabraliśmy nasze rzeczy i wysiedliśmy. Blondyn włączył alarm i ruszyliśmy ku drzwiom. Nie były zamknięte, więc spokojnie weszliśmy do środka. Gdy nie zastałam Pezz w salonie, ani nikogo w kuchni zaczęłam się denerwować. Zostawiłam zakupy na blacie i zaczęłam szukać przyjaciółki.
- Pezz? Angel! Liam! Już jesteśmy! – zawołałam. Usłyszałam dziwne szmery w naszym tymczasowym pokoju. Niewiele myśląc chwyciłam jakiś posążek z przedpokoju i udałam się w tym kierunku.
- Leigh, hej! Kiedy wróciliście? – do moich uszu doszedł głos Perrie. Odetchnęłam z ulgą i opuściłam rękę z posążkiem, którym spokojnie mogłabym kogoś ogłuszyć.
- Pezz, wszystko gra? Gdzie są wszyscy? – spytałam chwytając za klamkę do pokoju, ale nagle dziewczyna krzyknęła, więc ją puściłam.
- Nie wchodź! Um, przebieram się, oblałam się herbatą… - głos Perrie był nieco piskliwy. Uniosłam jedną brew.
- Gdzie są wszyscy? – ponowiłam pytanie posłusznie pozostając w korytarzu.
- Louis jest ciągle w szpitalu z mamą El, a Angel i Li są na polowaniu czy coś. – mówiła z pośpiechem i niewyraźnie. Nagle drzwi się uchyliły i ostrożnie wyszła zza nich Perrie w podkoszulce i dresach. Ale chyba raczej nie swoich. Zamknęła zaraz za sobą drzwi, skrzyżowała ramiona na piersi i uśmiechnęła się szeroko.
- Na polowaniu? – powtórzyłam zdezorientowana.
- To znaczy tylko Angel, Liam poszedł jej szukać. – poprawiła się blondynka ciągle się szczerząc.
- Um, mogę przejść? Chciałabym się przebrać w coś wygodniejszego. – wyjaśniłam próbując przejść obok niej, ale zagrodziła mi drogę. Przestała się uśmiechać.
- Nie możesz tam wejść – pobladła – Tam jest… pająk. Ogromny, mówię ci. Straszne.
- Perrie, to co robisz jest śmieszne. Masz mnie za głupią? Po pierwsze: nie powiedziałaś, gdzie jest Zayn, czyli musi być tam. Po drugie: ciągle się szczerzysz. Po trzecie: Masz na sobie spodnie Zayna. Po czwarte: masz fobię na punkcie pająków, nie wyszłabyś z pokoju, w którym widziałaś pająka, taka uśmiechnięta. Po piąte: masz malinkę na szyi. – wyliczyłam wszystko spokojnie na palcach.
- To ja może powiem Zaynowi, żeby nie wychodził przez okno… - Perrie wybuchnęłam śmiechem.
- Nie mam jak, zabrałaś moje spodnie! – odezwał się chłopak zza drzwi.
- Śpieszyłam się! – usprawiedliła się Pezz i znowu zaczęła się śmiać.
- Nie wierzę, zostawiliśmy was na parę godzin skłóconych na śmierć i życie, a teraz wracam i przyłapuję was na… - Perrie nie pozwoliła mi dokończyć, bo zasłoniła mi ręką usta.
- Ciii – Perrie nie mogła przestać się uśmiechać. Dawno nie widziałam u niej tego błysku w oczach. – Idź do salonu, dobrze? Zaraz do was z Zaynem dołączymy.
- Chcę za to kolację – zastrzegłam, ale moja groźba nie wyszła, bo sama zaczęłam się szczerzyć.
- Zgoda. – Perrie objęła mnie szybko i posłała wdzięczny uśmiech – Tylko się pozbieram i już idę. Trzymaj ciekawskich panów z daleka.

- Ma się rozumieć – posłałam ostatni uśmiech Perrie i ruszyłam do kuchni – Ej, chłopaki! Chcecie mi pomóc w robieniu eliksiru? 
_________________________________________________

Hej, przepraszam za małe zamieszanie... Poprawiałam rozdział 65 i nagle 63 z drugiej części RH mi się usunął i w jego miejsce wskoczył kolejny 65...
Usunęły się gify uhhhh... Zaraz coś mnie trafi. Chyba nie powinno się walczyć z blospotem, kiedy ma się zły humor :))
Przepraszam jeszcze raz za zamieszanie. 
Dodatkowo: przepraszam za to, że znowu nowy rozdział się nie pojawia i nie pojawia :( Mam nadzieję, że w wakacje w końcu jak uda mi się trochę odetchnąć to znajdę motywację by dokończyć rozdział 64 lub napisać go od nowa... Bo napisać, napisany jest. Tylko jakoś go nie czuję :/ Wybaczcie.

Wasza Nicol x

sobota, 12 marca 2016

Ogłoszenie + "Wybrana"

Hej hej!

Chciałabym Was poinformować, że nie wiem, kiedy pojawi się nowy rozdział. Przepraszam, zdaję sobie z tego sprawę, że czekacie (jeśli ktoś tu jeszcze jest) na niego od dawna, ale prawda jest taka, że naprawdę trudno mi się pisze RH. Od dawna weny brak, pomysły są dosyć kiepskie, a nie chcę niczego dodawać, byle tylko było, bo nie będzie to dobre. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie i nie macie mi tego za złe.
Opowiadania, broń Boże, nie zawieszam! Po prostu... Cóż, jak napiszę rozdział, to go dodam. Ostatnio naszła mnie wena na poprawianie RH od samego początku. Są szanse (o ile będę miała więcej wolnego czasu), że poprawiając kolejne pierwsze rozdziały wpadnę na pomysł jak napisać nowy :) Uprzedzając pytania dlaczego poprawiam RH- jest tam masa błędów zaczynając od składni, interpunkcji, możliwe że też ortografii (o zgrozo), ale także to opowiadanie zaczęłam pisać już, no, prawie 3 lata temu! Wow, kupa czasu temu. Wychodzę z przekonania, że teraz wiem nieco więcej na temat pisania i mam nadzieję, że lepiej mi to wychodzi :D Tak więc poprawiam od początku wszystko, bo jak patrzę na pierwsze rozdziały to aż oczy mnie bolą jak czytam swoje własne głupoty xD Plusem jest to, że zauważam wiele rozpoczętych, a później nietkniętych przeze mnie wątków. Może któryś się nada do wykorzystania w nowym rozdziale? Kto wie? 
Tak więc tyle z ogłoszeń. Dziękuję za uwagę, za to, że ktoś tu jeszcze zagląda. "Rozśpiewana Historia" to opowiadanie, które zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, bo Śpiewacy to postacie stworzone od początku do końca przeze mnie i szczerze mówiąc bardzo, BARDZO się cieszę, że postanowiłam spisać ich historię. Nie martwcie się- skończę ją. Kiedyś. Jeszcze nie wiem w jaki sposób, ale to zrobię :)


A tymczasem, skoro brak rozdziałów na RH, mogę Was jedynie zaprosić na "Wybraną" :D To również historia o Śpiewakach. Nieco inna, oczywiście, ale tam też występują te "stworzenia" (mogę tak to nazwać?) + inna odmiana Śpiewaków- Muzycy. Jesteście ciekawi o co chodzi? Zapraszam na opowiadanie pt. "Wybrana" :) 





Jakbyście mieli jakieś pytania, bądź sugestie, proszę, śmiało piszcie. Ja wcale nie zapomniałam o tym blogu, codziennie sprawdzam, czy ktoś zostawił może jakiś komentarz :) Bo jakby nie było- komentarzy zawsze wyczekiwałam z utęsknieniem i wyczekiwać będę. To dzięki Wam nie przestałam pisać i jeśli tylko będziecie chcieli, nie przestanę.

Dziękuję Wam za wszytko. Jesteście wspaniali ♥


Wasza Nicol x

czwartek, 24 grudnia 2015

„Rozśpiewana Historia 2” Część 62

„Rozśpiewana Historia 2” Część 62

Zioła, herbata i trochę magii

****Angelica****

- Mamy jeszcze jakiś koc? – spytała Perrie cicho szczękając zębami. Może inni nie słyszeli tego, jak dzwoniły jej zęby, ale mnie zaczęło to już poważnie irytować.
- Niech ktoś jej zrobi herbaty, czy czegoś. Najlepiej jej dać imbir lub coś ostrego do zjedzenia. – mruknęłam nie podnosząc głowy znad książki.
- Czemu coś ostrego? – zdziwił się Niall. Westchnęłam ciężko.
- Krew szybciej krąży i rozgrzewa organizm. 
- To nie lepiej jej dać czegoś "mocnego" do wypicia? – zaśmiał się Ashton, który również przebywał w pokoju.
- Żadnego alkoholu! Gadam bzdury jak jestem pijana. – jęknęła Perrie. Leigh-Anne zaśmiała się pod nosem. Prawdopodobnie przypomniała sobie coś z przeszłości, ale teraz nie skupiałam się na tym. Prawie już to mam… Chwila, chwila… Tak!
- Jest! – ucieszyłam się – Leigh-Anne, możesz pozwolić?
- Co jest? – spytała podchodząc. Wskazałam palcem na pożółkłą stronę starej książki i na zapisany na niej ręcznie tekst.
- Chyba wiem, jak możemy wyleczyć Perrie. – powiedziałam zadowolona z siebie. Perrie chrząknęła znacząco.
- Nie jestem chora. – powiedziała przez zaciśnięte zęby wywracając oczami.
- Oj, wiesz o co mi chodzi. W tej księdze jest napisane, że kiedy Wodnik zabiera duszę, wpuszcza do ciała ofiary coś typu żywego ognia, który się go słucha. Kiedy kontakt cielesny Wodnika z ofiarą zostaje nagle zerwany, ogień zostaje w ciele poszkodowanego. Trzeba go wyciągnąć. – wyjaśniłam. Wszyscy zamyślili się nad moimi słowami.
- Czyli teraz mam w sobie jakiś ogień, który przypomina żywego pasożyta? Świetnie. – skwitowała śmiejąc się gorzko.
- Jak to zrobić? – spytał Zayn patrząc na mnie wyczekująco.
- Hm, z tego co tu pisze to trzeba przyrządzić eliksir i wypędzić żywy ogień. Z tego co rozumiem, to ten ogień to część Lerrodiela, dlatego słyszałaś jego głos w głowie. Im dalej jesteś od niego, tym lepiej, ponieważ kontakt jest słabszy. – mówiła Leigh czytając z księgi.
- Skąd wytrzasnęłyście tą książkę? – zdziwił się Ash.
- Kiedy koszmary nękały Jade, starałyśmy się dowiedzieć czegoś o syrenach, ale jest naprawdę nie wiele o nich gdziekolwiek napisane. To jedna z bardzo starych ksiąg o potworach morskich, ale praktycznie nie było tam nic o syrenach. Była ciekawa, więc zostawiłam ją sobie do czytania do poduszki. – wzruszyłam ramionami – Ale teraz, gdy już wiemy znacznie więcej o syrenach, okazuje się, że w tej książce było najtrafniej o nich napisane. Sprawdziłam Wodników, których tutaj nazywają również Akwarusami. Jest to słowo pochodzące z łaciny- Aquarius. Przypomniałam sobie, że w jednej z ksiąg Avalon widziałam już to słowo. I stąd mamy przepis na zaklęcie i eliksir. – podsumowałam pokazując, że na kolanach nie leży tylko jedna księga, a dwie.
- Wow, twoja pamięć jest niesamowita. – Ashton pochwalił mnie, a ja poczułam się doceniona. 
- Zalety wampiryzmu. – machnęłam niedbale ręką – A propos, jestem głodna.
- Składniki potrzebne do eliksiru są bardzo rzadkie. – Leigh westchnęła ciągle czytając księgę zaklęć i porównując ją z jakąś inną, znacznie nowszą. Podejrzewam, że mogły być to zapiski Avalon, bądź jej własne.
- Może jest tu w okolicy jakiś sklep magiczny? Wiesz, taki jak w Stockporcie, pojechaliśmy tam kiedyś. – przypomniał Niall. Usłyszałam, jak serce Leigh-Anne przyspiesza, a krew szybciej przepływa w jej żyłach. Wywnioskowałam dwie rzeczy: Leigh-Anne musi coś mieć do Nialla i naprawdę powinnam coś zjeść. Mój umysł zamąciło jeszcze jedne szybsze pulsowanie w piersi kogoś po drugiej stronie pokoju. Nie byłam pewna czy to Zayn, Ashton czy Liam i jakoś wyjątkowo nie chciało mi się tego bardziej analizować.
- W takim razie ja zrobię coś ostrego i ciepłego na obiad dla Perrie i dla nas. Wy jedźcie poszukać tego sklepu. – zaproponował Liam.
- Umiesz gotować? – prychnęłam.
- No dobra, w takim razie ja i Angelica zrobimy obiad. – poprawił się uśmiechając złośliwie.
- Ej, mnie w to nie mieszaj!
- Dobrze, czyli tak: Leigh, Niall i Ash jadą na poszukiwania składników do eliksiru, Angel i Liam robią obiad, a ja zajrzę do szpitala na chwilę. Potem przydałoby się zrobić jakieś większe zakupy. – zarządził Zayn.
- Cz-czemu? – zadygotała Pezz.
- Jutro i pojutrze będą zamknięte wszystkie sklepy, a przynajmniej większość. Musimy coś jeść. – wyjaśnił Mulat. Przekrzywiłam głowę w zastanowieniu dlaczego jutro mają być zamknięte sklepy. Chyba nie tylko ja nie mogłam tego zrozumieć, ponieważ miny wszystkich wyrażały zagubienie. Zayn westchnął i z politowaniem pokręcił głową.
- Jutro jest Wigilia, a potem święta. Wiem, że teraz mamy trochę na głowie, ale żeby nie wiedzieć, którego dzisiaj mamy?
- Rzeczywiście! – pacnęłam się w czoło.
- To będą smutne święta. – powiedziała cicho Leigh-Anne.
- Miejmy nadzieję na jakiś cud bożonarodzeniowy. Bardzo by się nam przydał. – głos Perrie słychać było zza sterty swetrów i koców.

*****
*****Leigh-Anne*****

- Jesteś pewna, że to tutaj? – spytał Ashton przyglądając się okolicy. 
- Tak, tam jest ten sklep. – wskazałam palcem na starą kamienicę, w której mieściły się malutkie sklepiki na parterze. Swoją uwagę w całości poświeciłam temu, z napisem „Zioła, herbaty i trochę magii”. Zaśmiałam się cicho sama do siebie. Zazwyczaj czarownice nazywały swoje usługi handlowe „zielarskimi”, ponieważ w istocie, można było tam znaleźć najróżniejsze rośliny, ale to był pierwszy sklep, który otwarcie przyznawał się do usług magicznych. Zapewne to tylko chwyt marketingowy oraz troszeczkę poczucia humoru właścicieli.
- Wygląda na zamknięty. – powiedział Niall, który jako pierwszy ruszył do przodu. Okna były zabrudzone i zakurzone, ale i tak nie można było zobaczyć tego, co jest w środku, ponieważ zasłaniały je pęki uschłych ziół oraz regał.
- To jedyny taki sklep w okolicy, musi być otwarty. – westchnęłam modląc się w duchu, byśmy nie zostali odesłani do domu z niczym. Zaczęłam już tracić nadzieję sięgając do klamki, ale gdy ją nacisnęłam, ta ustąpiła. Drzwi zaskrzypiały, a do moich nozdrzy doszedł mocny zapach ziół i kadzideł. Zachęciłam chłopaków, by weszli za mną do środka. Gdy przekroczyłam próg pomieszczenia zadzwonił mały dzwoneczek zawieszony przy drzwiach. Było tutaj znacznie cieplej niż na dworze i z przyjemnością rozpięłam zamek swojej kurtki. Rozejrzałam się ciekawie po półkach, regałach i innych starych meblach. Drewniana podłoga skrzypiała mi pod nogami, a lekko zatęchłe powietrze poruszyło drobiny kurzu w górę wraz z zamknięciem drzwi przez Ashtona. 
- Um, halo? – zapytałam minimalnie podnosząc głos. Za ladą znajdowała się ogromna szafa z mnóstwem półek, na których stały różnej wielkości słoiczki, butelki, torebki z sypką zawartością. Dostrzegłam także różne wiązanki dzikich roślin, zagadkowe pudełeczka i dziwne przedmioty.
- Jest tu kto? – tym razem Niall odezwał się znacznie głośniej. Rozwinęłam karteczkę, którą nerwowo ściskałam w ręku. Zapisałam na niej składniki, których będziemy potrzebować do przyrządzenia eliksiru.
- Zaraz zamykamy. – nagle zza regału wyszła starsza kobieta. Podskoczyłam zaskoczona, ale powstrzymałam pisk, który chciał mi się wyrwać z ust. Ashton chwycił się za serce i głęboko odetchnął. Nie wiem czemu, ale na ten widok chciałam się zaśmiać, mimo że sama również się mocno wystraszyłam.
- My tylko na chwilkę. Chciałabym zapytać, czy można tu kupić parę rzeczy… - zwróciłam się do kobiety, która pojawiła się znikąd obok mnie. Przeszywała mnie spojrzeniem.
- Nazwisko. – zażądała podejrzliwie. Była mojego wzrostu, miała ciemną karnację i czarne włosy związane w gruby kok. Miała „trochę więcej” ciała, ale wydawała się być dostojna, mimo koszulki w panterkę i dużych, okrągłych kolczyków.
- Pinnock, ale pochodzę z rodu Bennett. – uniosłam dumnie głowę i popatrzyłam odważnie kobiecie prosto w oczy. Jej wzrok złagodniał, a postawa rozluźniła się nieco.
- Bennett, powiadasz? – powtórzyła.
- Tak. – przytaknęłam, ale teraz już niepewnie.
- Jak masz na imię, dziecko? Nie znam żadnej Pinnock z rodu Bennett. – pokręciła bezradnie głową.
- Mam na imię Leigh-Anne, to jest Niall, a to Ashton. – wskazałam na chłopaków za sobą, gdyż poczułam się nieco niekomfortowo wypytywana o swoje dane. Gdy tylko wzrok kobiety dotarł do Ashtona, ta ponownie się cała napięła.
- Ty. Wynocha. – syknęła wskazując palcem drzwi i cofając się w stronę lady.
- Co? Ale… - Ashton uniósł ręce w obronnym geście, a na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie.
- JUŻ. – warknęła groźnie szukając czegoś pod ladą.
- Spokojnie, on jest ze mną, my tylko… - zaczęłam, ale urwałam, gdy kobieta wycelowała w naszą stronę jakiś talizman. Ashton natychmiast wycofał się o kilka kroków.
- To on, prawda? To ten Amor, przez którego zginęła Avalon? – cedziła przez zaciśnięte zęby. Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. 
- Znała pani Avalon? – wydukał Niall. 
- Wynoście się albo was przeklnę!
- To nie on, to nie on! – stanęłam na samym środku zakrywając sobą chłopków – To ja.
- Leigh! – skarcił mnie blondyn, ale zignorowałam to.
- Ty? – zaśmiała się czarownica tak, jakbym powiedziała jakiś żart.
- To długa historia, której pani nie usłyszy, jeżeli będzie się pani tak zachowywać. – powiedziałam stanowczo patrząc jej w oczy. Ponownie się zaśmiała.
- No, teraz widać, że jesteś Bennett. – zlustrowała mnie wzrokiem, ale teraz z zaciekawieniem, a nie z odrazą – W porządku, pozwolę wam opowiedzieć waszą wersję wydarzeń.

*****
- A więc dlatego tyle Amorów się zjechało? Wiedziałam, że to musiało być coś wielkiego. – Abigail zacmokała teatralnie, gdy skończyłam swoją opowieść. Jak się okazało, jest starą przyjaciółką mamy Avalon. Prowadzi sklep sama od śmierci męża.
- Tak, a tak jak już mówiłam, musimy pomóc naszej koleżance. Tutaj jest lista składników, które potrzebuję do przyrządzenia eliksiru. – podałam jej kartkę. Przygryzła długi paznokieć podczas przeglądania mojego spisu.
- Bardzo stary przepis. Bardzo, bardzo stary. Myślę, że lepiej zamiast wywaru z pestek arbuza będzie dolać pół szklanki świeżego soku. – powiedziała i zaczęła przeglądać półki w sklepie. Wystawiła na blat parę pakunków oraz buteleczkę i dwa pęki dwóch różnych ziół. – Arbuza kupcie w supermarkecie, mogę dać wam ususzone kwiaty ogórka, nie mam świeżych. To jest, to mam… Hm, chyba wszystko. Tylko upewnij się, że będziesz robiła wszystko dokładnie według przepisu. Możesz dodać trochę więcej miodu, to powinno poprawić nieco smak.
- Dziękuję bardzo! – uśmiechnęłam się do kobiety z wdzięcznością. Machnęła tylko ręką i dalej szukała jeszcze paru rzeczy. Zapakowała wszystko w torbę, po czym mi ją podała.
- Mam nadzieję, że się uda. Trzymam za was kciuki, dzieciaki. Jakbyś czegoś jeszcze potrzebowała to śmiało, wiesz gdzie mnie szukać. I jeszcze jedno: następnym razem w jakimkolwiek sklepie przedstawiaj się pospolitym nazwiskiem, na przykład Ravenclaw, broń Boże, Bennett. Możesz sobie napytać biedy, jesteś potomkinią Virginii. – przestrzegła mnie.
- Bardzo dziękuję. Zapamiętam. – uśmiechnęłam się i na pożegnanie przytuliłam kobietę. Okazała się być znacznie bardziej sympatyczna, niż by się mogło wydawać. Wraz z chłopakami opuściliśmy sklep zielarski i udaliśmy się do samochodu.
_______________________________________________

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

Dużo zdrowia, wspaniałych chwil z rodziną, miłej i smacznej kolacji, żeby wszystko się układało, pomyślności, samych dobrych ludzi na Waszej drodze życia, jeszcze lepszego nowego roku niż ten ostatni, dobrych ocen w szkole i błogosławieństwa Bożego :)

Taki mały prezencik ode mnie pod choinkę w postaci rozdziału :D Mam nadzieję, że się podobało ♥ PS: Mały prezencik znajdziecie także na moim drugim blogu "Wybrana" :) KLIK

Ja już muszę biec lepić pierogi, zapewne Wy też macie ręce pełne roboty haha. No nic, jeszcze raz wesołych świąt i trzymajcie się ciepło! 
Od razu składam życzenia na Nowy Rok, bo nie wiem, kiedy uda mi się napisać nowy rozdział :c Powiecie pewnie: No ale jak to? Przecież teraz będzie tyyyle wolnego!
A ja na to: Taaak, tyyyle wolnego, by przeczytać dwie lektury :( I to całkiem spore eh.
Mam nadzieję, że Wy lepiej spędzicie ten czas wolny ode mnie :)

Kocham Was mocno i bardzo dziękuję za Wasze komentarze i za to, że ciągle tu jesteście!
N.x

sobota, 28 listopada 2015

„Rozśpiewana Historia 2” Część 61

„Rozśpiewana Historia 2” Część 61

Obrady

****Jade****

- Dokładnie wiedział co robi. Specjalnie zaatakował pannę Edwards, ponieważ była blisko z Najpiękniejszą. To zerwanie traktatu pokoju. – upierała się Minister.
- Uważam, że możemy im dać naganę i zakaz wstępu do Krainy Fal na następne pół roku. Każde inne ostrzejsze postępowanie może doprowadzić do wojny. – stwierdziła doradczyni, której imienia nie pamiętam. Głowa mnie już bolała od tych podniesionych głosów.
- Jeżeli ułaskawimy Lerrodiela Wodnicy wykorzystają nas, zaczną atakować, a my będziemy nieprzygotowane. – kręciła głową Anadyomene.
- Ale jeżeli ukażemy Lerrodiela Wodnicy będą chcieli wojny. – zauważyła kobieta o kruczoczarnych włosach sięgających za pas. Oh, czyli naprawdę nie ma wyjścia z tej sytuacji? I tak źle, i tak niedobrze…
- A jakie jest zdanie Waszej Wysokości? – zapytała Minister Sprawiedliwości.
- Ja… nie wiem. Pierwszy raz w życiu słyszę o kimś takim jak Wodnicy… - mruknęłam – Jak liczną mamy armię? Mamy jakieś szanse? 
- Musiałybyśmy mieć naprawdę dobrą strategię. Wodników jest setka więcej. – pokręciła smutno głową Anadyomene.
- Mamy z kimś jeszcze sojusz? Może mogłybyśmy prosić o pomoc? – oh, kompletnie nic nie wiedziałam o taktyce wojennej. Nie miałam nawet zielonego pojęcia o rządzeniu, a co dopiero o prowadzeniu wojny!
- Z kim? Z rekinami, żółwiami, czy jakimiś rybami? – prychnęła doradczyni – Nikt nie wie o naszym istnieniu, a jeśli wiedzą to się ukrywamy. Jak mamy mieć z kimkolwiek sojusz?
- Chyba potrzebuję przerwy. – powiedziałam czując, że ból głowy narasta.
- Z całym szacunkiem, Wasza Wysokość, ale nie mamy czasu… Co jutro powiemy Wodnikom?
Uh, z tej sytuacji nie ma wyjścia! Może po prostu uciekniemy, znikniemy, jak to syreny robią od setek lat? Dlaczego nie? Ja mam powód- przyjaciół- ale one nie.
- Muszę to wszystko przemyśleć. Zalecam, aby wszyscy zrobili to samo, może ktoś wpadnie na jakiś pomysł. Za pół godziny znów się tu spotkajmy. – powiedziałam i nie czekając na aprobatę wyszłam z sali. Potrzebowałam powietrza, teraz.
- I jak? Co zamierzasz zrobić? – Nadie podbiegła do mnie, jak tylko zobaczyła mnie na korytarzu.
- Nie wiem, nie mam pojęcia. Cokolwiek nie zrobimy będzie miało złe skutki. Nadie, nie pisałam się na to. – mimo starań, mój głos załamał się na końcu. Czułam łzy gromadzące się w kącikach oczu. Co ja teraz zrobię? Nic nie wiem o byciu Najpiękniejszą.
- Jade, spokojnie, coś wymyślimy… - próbowała mnie pocieszyć. Pokręciłam głową.
- Gdzie jest Harry? Muszę z nim porozmawiać.
- W twoim pokoju.

******

- Nie wiem co mam robić. Chyba nie wypada mi uciec, prawda? – zaśmiałam się gorzko.
- Już to rozważałem, uwierz mi. Chyba by nam to na dobre nie wyszło. – uśmiechnął się ponuro. Podczas gdy ja leżałam na plecach na miękkim łóżku i gapiłam się w sufit, on leżał na boku i bawił się moimi włosami. Rozpaczliwie próbowałam coś wymyślić, ale wszystko wydawało się być ślepą uliczką.
- Co jeśli nie unikniemy wojny? – zapytałam patrząc się mu w oczy – Musisz mi wtedy obiecać jedno. 
- Co takiego? – spytał niepewnie domyślając się o co mi chodzi.
- Ty i cała reszta zostaniecie od tego z dala. Nie chcę was w to mieszać. Wyjedziecie z powrotem do Manchesteru.
- Nie ma mowy. – odpowiedział od razu. Westchnęłam.
- Harry, proszę. To was nie dotyczy, ostatnie czego bym chciała, to żeby któremuś z was stała się krzywda.
- Jade, nie zostawię cię. Nigdy. – uparł się.
- A ja nigdy nie dopuszczę do tego, aby stała ci się krzywda wiedząc, że mogę temu zapobiec. – odparłam stanowczo i podniosłam się do pozycji siedzącej. Harry również usiadł.
- Jak by wyglądała taka wojna? – spytał unikając drążenia tematu.
- Nie mam zielonego pojęcia. Nie mamy żadnego wsparcia, a nas jest za mało, byśmy miały jakieś szanse. – wzruszyłam bezradnie ramionami.
- A może nawiążcie nowy sojusz? – zaproponował.
- Ale z kim? – zastanawiałam się.
- Wampiry- odpadają. Śpiewacy?
- Utopią ich. – pokręciłam głową – Utopią wszystkich, którzy nie potrafią oddychać pod wodą.
- A jeśli zrobimy dla nas bransoletki?
- Pozrywają je wam z rąk. Harry, to sytuacja bez wyjścia! – schowałam twarz w dłoniach. Najgorszym uczuciem na świecie jest bezsilność- brak możliwości zrobienia czegokolwiek.
- To może zasadzka? – odezwał się po długiej, ciążącej ciszy. Wyprostowałam się.
- Co masz na myśli? – spytałam powoli, ale trybiki w mojej głowie zaczęły się odblokowywać.
- Szczerze nie wiem, ale widzę, że ty chyba już coś masz. – uśmiechnął się widząc ożywienie na mojej twarzy. Odwzajemniłam uśmiech.
- Nie mam, ale właśnie pokazałeś mi jakąkolwiek drogę wyjścia. Ktoś na pewno wpadnie na jakiś pomysł i… O matko, mówiłam ci już jak bardzo cię kocham? – zaczęłam gadać jak najęta. Ułożyłam dłonie na policzkach Harry’ego wpatrując się radośnie w jego oczy.
- Tylko parę razy. – wzruszył ramionami i złączył nasze usta w pocałunku. Byłam taka zadowolona! Szczęśliwa! Mamy jeszcze szanse. Co prawda, pewnie będziemy musiały zagrać nie fair, ale mamy wyjście z tej okropnej sytuacji. Zawsze to lepsze, niż podać się Wodnikom na talerzu.
- Hej, hej, nie rozpędzaj się tak. Masz zebranie. – Harry zaśmiał się, gdy nasz pocałunek się trochę (trochę bardzo) pogłębił. Skradłam mu jeszcze jednego, długiego całusa i uśmiechnęłam się szeroko. Co to za uczucie? Nadzieja.
- Poczekaj, aż wrócę. – zachichotałam schodząc z jego klatki piersiowej, na której się położyłam obsypując go wcześniej pocałunkami.
- Uwierz mi, będę czekał. – westchnął posyłając mi znaczące spojrzenie. Wygładziłam sukienkę i szybko sprawdziłam stan włosów w lustrze przy drzwiach. Miałam nieco zaczerwienione policzki i pozytywny błysk w oku. Odetchnęłam pełną piersią.
- Powodzenia. – usłyszałam jeszcze głos Harry’ego nim zamknęłam za sobą drzwi. Biała sukienka, w którą byłam ubrana, składała się z wielu koślawo i nierówno pociętych kawałków delikatnego materiału. Niektóre były niczym siateczka, inne nieco mniej prześwitujące. Sięgały mi do samych palców u stóp, a z tyłu ciągnęły się za mną o wiele dłuższe płaty materiału, ale mimo wszystko kreacja nie wydawała się być ciężka, wręcz przeciwnie- kiedy biegłam powiewała i falowała lekko. Zazwyczaj nie chodziłam w sukienkach, a tutaj moja szafa składała tylko z tego rodzaju ubrania. Będę musiała się do tego przyzwyczajać i to długo. Teraz już lekko podirytowana chwyciłam przód sukienki w dłonie, bo ciągle się o nią potykałam w truchcie. Gdy trafiłam pod salę, w której wcześniej było zebranie, nabrałam głębszego oddechu i weszłam do środka.
- Wasza Wysokość. – wszyscy wstali jak na zawołanie. Wywróciłam oczami i zajęłam swoje miejsce.
- Cóż, pomyślałam, że można by wysłać… - zaczęła jedna z doradczyń, ale nie mogłam wytrzymać z podekscytowania.
- Mam pomysł. – wypaliłam, a na sali zapadła cisza – To znaczy, nie ja, w zasadzie to Harry to wymyślił, ale jeżeli to jest nasze jedyne wyjście, to…
- Wasza Wysokość, troszeczkę jaśniej. – Minister położyła mi dłoń na ramieniu. Znów wzięłam wdech.
- Przygotujemy na nich zasadzkę. – powiedziałam. Cóż, nie liczyłam, że zaczną wiwatować, ale takich przerażonych min się nie spodziewałam.
- Pułapkę? Jak to tak? – doradczyni w kruczoczarnych włosach położyła teatralnie dłoń na sercu. 
- Jaśnie Pani, to nie jest godne zachowanie, należy oficjalnie wydać akt zerwania paktu pokojowego. – pokręciła głową Anadyomene.
- Ale jakie mamy wtedy szanse? Same mówiłyście, że nasza armia to nic w porównaniu do Wodników. Są od nas silniejsi, jest ich więcej, są nieśmiertelni. Zasadzka to jedyne co możemy zrobić, by przeżyć. – upierałam się przy swoim. W sali zapanował chaos, wszyscy wymieniali się swoimi opiniami.
- W zasadzie, to Najpiękniejsza ma rację…
- Nie możemy tak po prostu ich zaskoczyć, to złe!
- Nie mamy innego wyjścia.
- Czego byśmy nie zrobiły, jesteśmy w potrzasku. Element zaskoczenia, to jest to.
- Cisza! Ciszę proszę. – Minister zaklaskała w dłonie – Ponieważ są różne stanowiska, zarządzam głosowanie. Kto jest za tym, by wykorzystać pomysł Najpiękniejszej, niech podniesie rękę teraz.
- Mogę głosować? – szepnęłam ukradkiem do Anadyomene, która uśmiechnęła się i pokiwała głową rozbawiona.
- Oczywiście. Waszej Wysokości głos się liczy jak dwa. – opowiedziała cicho, więc natychmiast podniosłam rękę. Ku mojemu zdziwieniu, ostatecznie i tak większość zgromadzonych podniosła rękę. Z posępnymi minami, ale jednak. Cóż, chodziło o przetrwanie.
- Dobrze, a więc zarządzam obrady dotyczące strategii. Czy Wasza Wysokość ma jakiś konkretny plan?
- Jest tu jakieś miejsce, gdzie można by ich zamknąć? – spytałam po chwili zastanowienia. Prawie wszyscy pokręcili głowami.
- Chyba… Chyba jest takie jedno miejsce. – Anadyomene wyglądała na zamyśloną – Z dala od Krainy Fal, tak, żeby nas już nie męczyli.
- Świetnie! Gdzie to jest? – ucieszyłam się, ale gdy zobaczyłam jej smutny wzrok mój zapał ochłonął – Co jest z nim nie tak?
- Cóż, jako, że już nie jestem Najpiękniejszą, mogę wyjawić ten sekret. Poprzednia Najpiękniejsza mi go zdradziła. W starej kotlinie znajduje się portal, który wysyła każdego, kto przez niego przejdzie, daleko, daleko stąd. Najpiękniejsza mówiła, że może on prowadzić do zupełnie innego miejsca na Ziemi, ale nie wiemy gdzie.
- Co w tym złego? To świetny pomysł. – nie rozumiałam.
- Portal był niebezpieczny. Najpiękniejsza musiała go ugasić. Żeby go obudzić potrzeba potężnej czarownicy. Ale nie o to chodzi. Kiedyś nasze wody nawiedzała straszliwa bestia. Syrenom udało się jej pozbyć wpychając w portal. Jeżeli go otworzymy, potwór może wrócić.
- No i tutaj mamy problem… - westchnęłam na nowo czując nieprzyjemny ciężar na piersi.

_______________________________________________________

Witam po dłuuuugiej nieobecności!

Tak, wiem, to tylko i wyłącznie moja wina, no ale cóż... Muszę przyznać, że byłam naprawdę zdziwiona, kiedy pytaliście się, kiedy kolejny rozdział, czy jeszcze coś dodam, kiedy skończę opowiadanie. Macie rację, okropne z mojej strony byłoby to tak zostawić bez zakończenia, w stanie zawieszenia. 
Pragnę podziękować Monika__ za jej komentarz, ponieważ w jakiś sposób zadziałał i udało mi się skończyć rozdział. Natrudziłam się, ale mam nadzieję, że teraz pójdzie z górki :D Zwłaszcza, że czas i pora roku w opowiadaniu jest bardzo podobna do tej, którą mamy teraz, co na pewno pomoże :3

Bardzo przepraszam, za wszystkie zaległości, nieobecności, jeszcze raz. Mam nadzieję, że nie jesteście obrażeni, za brak motywacji z mojej strony. 

Wow, już 250 tyś wyświetleń... Jak to szybko idzie... Jestem pod wrażeniem, naprawdę, bardzo Wam dziękuję i ogromnie się cieszę, że tak to opowiadanie Was wciągnęło! To dla mnie najważniejsze osiągnięcie. 

Dziękuję również za tysiąc wyświetleń na moim drugim blogu! Jesteście niesamowici :) Tutaj link jakby ktoś jeszcze nie wpadł na niego wcześniej, serdecznie zapraszam >>>> PS: jest nowy rozdział :)

Jeśli macie jakieś pomysły, sugestie, jestem na nie otwarta, Wasza opinia jest dla mnie najważniejsza. Proszę, powiedzcie co myślicie o tym rozdziale. Bo jeśli się wypaliłam, to nie ma sensu tego ciągnąć, mogłabym tylko popsuć to, co do tej pory powstało. 

Kocham Was bardzo mocno, dziękuję za Wasze wsparcie ♥
N.x