środa, 27 grudnia 2017

"Rozśpiewana Historia 2" Część 67


Nie trać czasu



***Angelica***
- Perrie mi napisała, że wszyscy są w szpitalu. Eleanor miała zapaść, ale już jest stabilna. Myślę, że powinniśmy do nich dołączyć – wymamrotałam, składając kartkę i chowając ją niedbale do kieszeni bluzy.

Ciążyła mi niczym worek cegieł.

- Naprawdę cię szukałem – wyszeptał. 

Kiedy na niego spojrzałam, doszło do mnie jak bardzo był przybity. Wiedziałam, że wolałby, abym się wypowiedziała na temat piosenki, ale nie byłam w stanie teraz o tym myśleć.

- Może weźmiemy z domu jedzenie i tam zjemy razem z nimi kolację? W końcu dzisiaj Wigilia, a oni muszą umierać z głodu – ciągnęłam, wzruszając ramionami. 

Ruszyłam przed siebie, byleby nie stać w miejscu.

- Angel. – Liam jeszcze raz próbował zwrócić na siebie moją uwagę, ale pokręciłam przecząco głową.

- Nie teraz.

***

- Dziękuję, Angel. Naprawdę nam dzisiaj pomogłaś. – Uśmiechnęła się do mnie Perrie, która pomagała mi zmywać naczynia w szpitalnej łazience. 

Lepszym pomysłem byłoby kupienie jednorazowych talerzy, ale wszystkie sklepy były już pozamykane.

- Pomyślałam, że pewnie byliście głodni. – Wzruszyłam ramionami. 

Nienawidziłam się za to, że moje policzki się lekko zarumieniły przez jej komplement. Nigdy, przenigdy, nie będę lubiła okazywania swoich słabości.

- Co tam masz? – spytała, wskazując łokciem zgnieciony papier, który wysunął mi się z bluzy. – Czy to nie ta kartka, z którą ostatnio nie rozstawał się Liam?

- Tak, dał mi ją – przyznałam niechętnie. 

Odłożyłam ostatni talerz na bok, ale zaraz zaczęłam go wycierać papierowym ręcznikiem. Mogłam zabrać z domu jakąś szmatkę, nie przewidziałam sterty mokrych jednorazowych ręczników.

- To piosenka, prawda? – dopytała po chwili nieprzyjemnej ciszy. 

Kiwnęłam głową, ale blondynka nie przestawała mi się przyglądać z zastanowieniem.

- Możesz przeczytać. – Wywróciłam w końcu oczami. 

Pezz się uśmiechnęła podekscytowana i wyjęła ostrożnie papier z mojej kieszeni. Nastała jeszcze bardziej krępująca cisza, podczas której zapoznawała się z jej treścią. Blondynka zacisnęła usta w wąską linię, poza tym, jej twarz była bez wyrazu. Poskładała kartkę i mi ją podała.

- To jest... dosadne – wymamrotała tylko. 

Zrozumiałam, że nie wiedziała, co powiedzieć.

- Co masz na myśli? – Uniosłam jedną brew, wpatrując się w nią.

- Cóż, uważam, że ta piosenka jest bardzo wymowna – stwierdziła po chwili namysłu. Gdy napotkała mój wyczekujący wzrok, odetchnęła ciężko. – Wyznał ci miłość.

- Nie sądzę – zaprzeczyłam od razu i zajęłam się wyrzucaniem zużytych ręczników papierowych.

- A co twoim zdaniem w takim razie oznacza „Mind is running in circles of you and me, anyone in between is the enemy"? – zapytała z sarkazmem. – Angel, jesteś z nas wszystkich najbystrzejsza, nie rób z siebie idiotki.

- Czemu on to napisał? – wyrwało mi się. 

Czułam się roztrzęsiona i mój umysł był niczym istny chaos. Nienawidziłam emocji.

- A jak myślisz? Mam zacytować? Proszę: "It took me some time but I figured out, how to fix up a heart that I let down" – podkreśliła niemal każde słowo. – On chce cię przeprosić. I odzyskać.

- Hej, dziewczyny. Potrzebujecie pomocy? – Ashton wszedł do małej łazienki i już miał wynieść talerze, gdy Perrie mało mu ich nie wyrwała z rąk.

- Tak! Angel potrzebuje pomocy. Najlepiej idźcie na spacer i to przegadajcie. – Uśmiechnęła się szeroko i wyszła szybko z łazienki. 

Spojrzałam z czystym przerażeniem na chłopaka, a on przybrał zdezorientowaną minę.

- O co chodzi? – spytał. 

Przysięgam, miałam do czynienia z wilkołakami, pradawnymi wampirami, wściekłymi chochlikami oraz śmiercionośnymi bestiami, ale nigdy nie bałam się tak, jak w tej właśnie chwili. A przede mną stał tylko (albo aż) Amor.

- O nic – odparłam odruchowo. 

Znowu czułam się jak ta stara, krucha, bezbronna dziewczyna. Perrie zdążyła się ulotnić, a ja zostałam sam na sam z osobą, na którą nie działała moja blokada. Czułam się niemal naga.

- Liam w końcu zaśpiewał ci piosenkę? - zgadywał Ashton.

- Nie. Ale dał mi tę przeklętą kartkę. - Skrzywiłam się, czując jak papier robił się coraz cięższy w kieszeni i wypalał mi dziurę w boku.

- Nie śpiewał? - zapytał zaskoczony, a następnie przytaknął sam sobie. - Rany, nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo go onieśmielasz.

- Onieśmielam? Czytałeś to w ogóle? - prychnęłam i wyciągnęłam kartkę, by odszukać odpowiedniego fragmentu. - "The taste of your lips on the tip of my tongue, is at the top of the list of the things I want". Moim zdaniem to jest bardzo śmiałe.

- Harry to napisał, stąd bezpośredniość. Ale możesz być pewna, że Liam w myślach podpisuje się pod każdym słowem w tej piosence. Tylko trudno mu się do tego przyznać - stwierdził Amor. 

Poczułam dziwne ukłucie na fakt, że to nie Li napisał tekst. Zdziwiło mnie to jeszcze bardziej, gdy tylko to sobie uświadomiłam.

- To co teraz? - spytał niezręcznie Ashton.

- A co ma być? - nie rozumiałam.

- Dasz mu drugą szansę? - sprecyzował. - Może tego nie widzisz, ale jemu naprawdę na tobie zależy.

- Ale mi na nim nie - odparłam z irytacją. 

Uciekałam w dawne, głupie nawyki. Zaprzeczenie, gra w chowanego z własnymi uczuciami, ranienie innych, by ich do siebie zniechęcić. Nawet nie wiedziałam, po co to robiłam, ani kogo próbowałam oszukać. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że ja i Liam mieliśmy coś do siebie i to od dawna.

- Angel, on cię nie skrzywdzi drugi raz. Nigdy nie chciał, możesz mi wierzyć. Nie bój się miłości... - mówił, ale w tym miejscu gwałtownie urwał, zauważając moje gniewne spojrzenie.

- Nie potrzebuję twoich tanich porad ani tej nic nie wartej motywującej gadki. Niczego się nie boję i jestem panią swojego losu. Decyduję o wszystkim, robię to, co chcę i uważam za słuszne - warknęłam, ruszając w jego stronę oraz zmuszając go do wycofania się.

- Zgoda, masz rację - oznajmił, ku mojemu zdziwieniu.

- Mam? - spytałam z niedowierzaniem.

- Oczywiście. Jesteś panią swojego losu. Tak samo jak El i Louis. Ile im dokładnie zajęło, aby w końcu wyznali sobie nawzajem uczucia? A co ważniejsze: ile czasu spędzili rzeczywiście razem, zanim spotkało ich to nieszczęście? - Ashton patrzył mi głęboko w oczy, kwestiounując wszystko, w co wierzyłam. - Możesz decydować o sobie, ale nie o wszystkim wokół. Nie popełniaj tego błędu, nie trać czasu. Nigdy nie wiadomo, ile ci go zostało lub osobie, którą kochasz.

***

***Jade***
- To są jakieś żarty, prawda? - zaśmiał się gorzko Harry, widząc kolejny bukiet oszołamiających kwiatów, które zostały wniesione do mojej komnaty przez Arię.

- Errdiel lubi wyzwania. Nie odpuści, póki nie zdobędzie twojej Przeznaczonej - westchnęła Nadie, przekładając bukiety do wazonów.

- Po prostu wyrzuć to wszystko. Jade ich nie potrzebuje - stwierdził Amor. Był cały czerwony na twarzy.

- Nie mogę, byłaby to obraza, a teraz potrzebujemy przychylności króla Wodników, pamiętasz? - przypomniała mu syrena.

- Nie obchodzi mnie to - warknął, kręcąc się z miejsca na miejsce. 

- Harry, niepotrzebnie tak się tym denerwujesz... - zaczęłam, ale gwałtownie odwrócił się w moją stronę z jeszcze większymi wypiekami.

- Niepotrzebnie? On chce mi ciebie odbić! Jak mam się nie denerwować? Nie po to biegałem i tropiłem Avalon, nie po to ryzykowałem, by...

- Hej! - przerwałam - Pozwól, że ci przypomnę, że nie ma takiej opcji, aby ktoś ci mnie odbił. Jestem twoją Przeznaczoną, racja? Harry, jesteś Amorem, do cholery, nie widzisz, co do ciebie czuję?

Miałam dość. Mi też nie podobał się taki obrót spraw, przecież nie trzepotałam rzęsami przed królem Wodników, a winą za ściągnięcie jego uwagi wszyscy obarczyli mnie. Nie prosiłam się o to, robiłam dokładnie to, co mi kazali. Miałam być dumna i wyniosła, ale się nie wywższać ponad króla. Miałam czarować syrenim wdziękiem, na który rzekomo Wodnicy byli odporni, a szczególnie ten ich władca. Anadyomene mówiła, że jeszcze nigdy Erddiel nie zachował się tak szarmancko wobec syreny. Zawsze traktował nas jak pasożyty, z którymi z czystego lenistwa nie warto było się zajmować, zwłaszcza, że potrafiłyśmy przynosić zyski. Nie zrobiłam nic, czym mogłabym sobie zasłużyć na większą przychylność króla.

- Widzę - odparł, nabierając głębokiego wdechu i wypuszczając powoli powietrze.

- To o co ci chodzi? Przecież wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie i nie chcę nikogo innego. Nawet jak przyśle mi dwadzieścia pięknych bukietów. - Podeszłam do niego, wpatrując mu się głęboko w oczy.

- Dwadzieścia sześć - wtrąciła się Nadie, ale zbyłam ją machnięciem ręki.

- Nie podoba mi się to, jak na ciebie patrzył. Jakbyś była jego następnym celem. - Wzdrygnął się.

- Bo jestem. Dlatego poradzimy sobie z tym tak, jak z każdym innym zagrożeniem. Razem. Jasne? - spytałam, kładąc ręce na jego piersi i nachylając się ku niemu. 

Wiedziałam, że nie mógł mi nie ulec. Na początku myślałam, że cały czas tylko ja się rozpływałam pod jego dotykiem i tańczyłam, jak mi grał. Zabawne, że musiałam się stać syreną, by zrozumieć, że on również ulegał moim wpływom.

- Jasne. - Zbliżył się, wplatając palce w moje włosy i przyciągając mnie do siebie.

- Mam wyjść? - zaproponowała Nadie, wstając niezręcznie z miejsca.

- Tak. 

- Nie - odpowiedzialiśmy w tym samym momencie.

Posłałam łagodne spojrzenie Harry'emu, dając mu znak, że później będzie czas dla nas obojga. Teraz musieliśmy się zająć obmyślaniem strategii i jak wykorzystać nagłą fascynację króla Wodników przeciwko jemu. 

- Kolejny bukiet, Jaśnie Pani. - Do pokoju weszła Aria, niosąc jeszcze większą wiązankę kwiatów od poprzednich. 

- Na tym jest wiadomość - zauważyła Nadie, odbierając od syreny kwiaty.

Aria dygnęła i opuściła komnatę.

- Nie wiem, czy chcę znać zawartość tej kartki - przyznałam niechętnie.

- Ja chcę - stwierdził Harry, zaciskając dłonie w pięści.

- Nadie, przeczytaj sama i daj mi znać, jeśli to coś ważnego. Jeśli nie, spal wiadomość - zadecydowałam. 

- Jasne - ucieszyła się. - Miałam nadzieję, że o to poprosisz. Jestem ogromnie ciekawa, co tam jest!

Siostra wyciągnęła ozdobny papier z eleganckiej koperty, która była przywiązana do najbardziej okazałej róży w bukiecie. Ostrożnie rozłożyła kartkę i zaczęła czytać zawartość. Pobladła, a jej uśmiech przygasł. Widząc jej minę, nie mogłam powiedzieć, że nie zjadała mnie ciekawość. 

- Nadie? - zapytał wyczekująco Harry, ale jego głos wyrażał obawę.

- To jest ważne. Ale raczej nie chcecie wiedzieć - oznajmiła Nadie, odkładając kartkę. 

Była wstrząśnięta, widziałam to po jej twarzy i rozkojarzonych ruchach.

- Powiedz - westchnęłam zrezygnowana.

Czułam się, jakbym oczekiwała na wyrok. Nadie otworzyła usta, ale zaraz potem je zamknęła. Wyglądała, jakby zastanawiała się jakich słów powinna użyć. W końcu pokręciła jedynie bezradnie głową i powiedziała:

- Król Errdiel prosi cię o rękę.

Nie byłam pewna, kim to bardziej wstrząsnęło: mną, czy Harrym.
______________________________________________________________

Hej! 
Mam nadzieję, że spodobał Wam się rozdział! Trochę dramatycznie się pod koniec zrobiło hehe :D Co myślicie o takim obrocie spraw? Co z Angel i Liamem? Piszcie!

Jak tam święta Wam minęły? Chcę Wam życzyć wspaniałego Nowego Roku, wielu sukcesów i spełnienia postanowień oraz marzeń ;)

Pragnę Wam również bardzo podziękować za 315 tyś wyświetleń! Wow, to dla mnie zawsze ogormna duma, dziękuję, że jesteście! 
N.x

piątek, 1 września 2017

„Rozśpiewana Historia 2” Część 66


Jesteśmy przyjaciółmi na całe życie


***Perrie***
- Chce ktoś kawy? – zapytał Zayn, zbierając ze stołu nasze talerze po śniadaniu. 

Niall wyciągnął rękę w górę, zaraz potem zgłosiła chęć również Leigh-Anne, a także Ashton.

- Ja też poproszę. – Posłałam w stronę Malika czarujący uśmiech. 

Kiwnął głową i również się do mnie uśmiechnął. Nie mogłam oderwać od niego oczu.

- Ziemia do Perrie! – Leigh szturchnęła mnie w ramię.

- Co? – Przeniosłam na nią swój nieprzytomny wzrok.

- Pytałam, jak się czujesz? – powtórzyła, wywracając oczami.

- Wyśmienicie – westchnęłam, podpierając brodę na ręce.

- Nie o to pytałam – mruknęła zirytowana. 

Dopiero jej ton mnie nieco ocucił.

- A o co? – Starałam się jej pokazać, że poświęciłam jej już większą uwagę. 

Lee Lee odetchnęła i jeszcze raz powtórzyła:

- Czy nadal jest ci zimno? Czy ciągle czujesz w sobie coś palącego? Czy słyszysz Lerrodiela?

- Nie, nie, już wszystko w porządku. Naprawdę. Twój eliksir zadziałał – przytaknęłam, uśmiechając się lekko. 

Czułam się wolna, a przez chwilę nawet beztroska, dopóki nie przypomniałam sobie o Jade, która utknęła pod wodą oraz o nieprzytomnej Eleanor w szpitalu. Dopadły mnie okropne wyrzuty sumienia. Jak mogłam się tak zachowywać?

 – Przepraszam, że byłam dzisiaj taka roztrzęsiona. Trochę mi... odbiło.

- Odbiło? – powtórzył z rozbawieniem Ashton, który o mało nie zakrztusił się sokiem. Popatrzyłam na niego pytająco. – Cóż, ja bym to po prostu inaczej określił.

- Niby jak?

- Jest takie słowo na „z". - Wywrócił oczami i urwał tak, jakby liczył na to, że się domyślę, o co mu chodziło i nie będzie musiał tego mówić na głos.

- Zayn? – wypaliłam, na co ryknął śmiechem.

- Miałem na myśli „zakochanie", ale „Zayn" też pasuje – stwierdził, nie przestając się śmiać. 

Leigh również się zaczęła śmiać, a moje policzki nabrały rumieńców. 

- Czy ktoś mnie wołał? – Malik wyjrzał z kuchni z dzbankiem do ekspresu w ręce. 

Schowałam twarz w dłoniach, bo byłam cała czerwona ze wstydu, a także rozbawienia.

- Louis dzwoni, bądźcie cicho przez chwilę – rozkazał Niall i odebrał telefon. Zasłoniłam ręką usta, bo ciągle nie mogłam się uspokoić. – Hej, Lou, co tam? Co? Poczekaj, spokojnie...

- Co się stało? – Nagle całe rozbawienie mnie opuściło. 

Poczułam się, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody.

- Zaraz tam będziemy – powiedział do telefonu Niall i od razu się rozłączył. 

Wszyscy patrzyliśmy się na niego z przerażeniem, oczekując złych wieści.

- Czy... - wyjąkała Leigh, ale nie dokończyła.

Mój umysł zasypały wszystkie możliwe czarne scenariusze. Boże, błagam, tylko nie to...

- Eleanor się pogorszyło – oznajmił nam cichym głosem.

***

- Panna Calder jest już stabilna, na razie tylko tyle możemy zrobić – westchnął ciężko lekarz. 

Miał ogromne wory pod oczami i domyślałam się, że musiał mieć nocną zmianę i do tej pory był jeszcze w pracy. Pokiwałam głową ze zrozumieniem i podziękowałam.

- Czy możemy do niej wejść? – spytałam z nadzieją.

- Tak, proszę. Tylko nie wszyscy na raz. Jak już wcześniej mówiłem, rozmowy z pacjentką są najlepszym sposobem na jej szybszy powrót do zdrowia – oświadczył, po czym mnie przeprosił i udał się do innego chorego.

- Co powiedział lekarz? – Leigh doskoczyła do mnie, kiedy tylko znalazłam się w zasięgu jej wzroku.

- Jest stabilna – powtórzyłam słowa lekarza. 

Brzmiały jakoś tak pusto w moich ustach.

- Nie wiem, co się stało, mówiłem do niej jak zawsze – westchnął smutno Louis. 

Nie opuszczał Eleanor na krok. 
Jak mogłam być tak samolubna? To ja powinnam była tutaj przy niej siedzieć i jej pilnować. Powinnam była czekać, aż się obudzi i jako pierwsza ją uściskać. Byłam fatalną przyjaciółką. Czy w ogóle mogłam nazywać się jeszcze jej przyjaciółką?

- To nie twoja wina, Louisie. Eleanor zadecydowała o uratowaniu twojego życia, to cud, że udało się nam ją zatrzymać – powiedziała tonem bez wyrazu pani Kate. 

Dopadły mnie kolejne wyrzuty sumienia.

- Wyjdzie z tego? – spytałam tak cicho, że myślałam, iż nikt tego nie usłyszy. 

Miałam ściśnięte gardło i nie mogłam się tak odezwać, by nie wybuchnąć płaczem.

- Nie mam pojęcia. A nawet jeśli, Eleanor nie będzie już tą samą osobą – stwierdziła kobieta i spuściła głowę.

- Powinniśmy jej zaśpiewać – odezwała się Jesy nagle i stanowczo. 

Zapadła dziwna, krępująca cisza. Wiedziałam, że każdy miał gulę w gardle, co uniemożliwiało czyste śpiewanie. Jednak ktoś zebrał w sobie odwagę i w końcu ta okropna cisza została przerwana.

- We are friends for life
Hold that deep inside
Let this be your drive
To survive. – Leigh-Anne trząsł się głos, ale brzmiała pięknie. 

Słychać było szczerość płynącą prosto z serca. Następna powinna zaśpiewać Jade, ale jej brak znowu oddziałał na nas ponuro. Przeszłyśmy więc od razu do refrenu.

- We'll always be together,
Don't you worry.
I'll always be by your side,
Don't you worry.
The circle will never end,
Just know that we'll meet again
And we'll always be together forever always.
I am here. – Mój głos mnie zawodził, a cała się trzęsłam. 

Ta piosenka tak wiele dla nas znaczyła. Napisałyśmy ją dawno temu, gdy w którąś rocznicę śmierci rodziców Jade, ta nie miała już sił. Dodatkowo, Jesy miała wtedy problemy z kolanem, a ja byłam świeżo po operacji strun głosowych. Ta piosenka była naszą przysięgą, że choćbyśmy nie wiadomo w jakiej sytuacji się znalazły, zawsze będziemy razem.

- Find me in the sky
Dancing with the moon at night
Your heartbeat is disguised as my lullaby. – Gdy Jesy śpiewała, po jej policzkach spływały łzy. 

Pisząc o niebie, nie miałyśmy TEGO na myśli.

- Be happy and know that I'm
Watching you travel far and wide
Waiting for us to meet again. – Ja również nie mogłam dłużej powstrzymać łez. 

Zayn dyskretnie złapał mnie za rękę i ścisnął ją pocieszająco. To było jego zapewnienie, że nie byłam sama, że mogłam na niego liczyć. Miałam wrażenie, że El odeszła po prostu za daleko i teraz nie mogła znaleźć drogi powrotnej. Może śpiewając, naprowadzimy ją na właściwy kierunek?

- If you need me, yeah,
I'm in the wind, look for me friend.
I'm in the stars. – Wiedziałam, że Lee Lee wpadła dokładnie na ten sam pomysł, gdy zaśpiewała te wersy. 

Złapaliśmy się wszyscy razem za ręce i powtórzyliśmy refren, a potem jeszcze raz. Dołączyła się do nas nawet pani Kate, choć gardło miała zdarte od ciągłego leczącego śpiewu dla El. Utworzyliśmy krąg. Louis trzymał El za prawą rękę, a jej mama za lewą. Niall położył swoją dłoń na ramieniu pani Kate, a drugą ściskał Jesy. Potem kolejno była Leigh, ja, Zayn, Ashton, kończąc na Louisie. Parę pielęgniarek oraz pacjentów zebrało się za szybą na korytarzu i patrzyło na nas z smutnymi półuśmiechami. To była magiczna chwila.

- Kochamy cię, El. Czekamy na ciebie – powiedział szeptem Louis.

***

***Angelica***
- Skończyłeś już? – Wywróciłam oczami, gdy Liam musiał urwać swój wykład na temat mojej nieodpowiedzialności, by wziąć wdech.

- Angel, do ciebie nic nie dociera – stwierdził z rozżaleniem. 

Widziałam, że był zdenerwowany i najwidoczniej chyba już miał mnie dosyć. Postanowiłam zakończyć to raz na zawsze i sprawić, żeby w końcu coś w nim pękło. Żeby nie chciał mnie więcej widzieć.

- Nie, Liam. To do ciebie nic nie dociera! Jestem wampirem, cholera jasna! Będę gryzła ludzi, bo taka już moja natura! – niemal wykrzyczałam, zirytowana jego zachowaniem. Jakaś para popatrzyła na mnie, marszcząc brwi. – Nie, nie przesłyszeliście się. Będziecie następni! – krzyknęłam do nich, a natychmiast przyspieszyli kroku i się oddalili. 

Pewnie mieli mnie za wariatkę, ale mnie to po prostu bawiło.

- Angel – skarcił mnie Liam i posłał mi gniewne spojrzenie.

- Liam – sparodiowałam go, na co zaczęła mu pulsować żyłka na szyi. 

Słyszałam szybsze bicie jego serca. Wziął głębszy oddech na uspokojenie, zamknął oczy, po czym spojrzał na mnie łagodnie.

- Nie mam do ciebie wyrzutów o to, że gryziesz ludzi – odpowiedział spokojnie. 

I to zupełnie zbiło mnie z tropu.

- Nie? – zapytałam zdziwiona. 

Liam wydawał się być jeszcze bardziej zaskoczony moją reakcją.

- Oczywiście, że nie. A co myślałaś? – zamrugał zmieszany. 

Przez chwilę musiałam się zastanowić, o czym my w ogóle rozmawialiśmy, bo nie miałam pojęcia, co się właściwie stało.

- Ja... Nic nie... myślałam... - zaplątał mi się język. 

Wyprostowałam się jak struna, pierwszy raz w życiu czując się po prostu ogłupiała. Zawsze byłam panią sytuacji, wszystko kontrolowałam i wyprzedzałam wszystkich w rozumowaniu oraz wyciąganiu wniosków. A teraz?

- Nic nie myślałaś? – zaśmiał się Liam. – Ty?

Nic nie odpowiedziałam, czując się zażenowana. Chłopak przekrzywił głowę i posłał mi pobłażliwe spojrzenie.

- Angel, czy właśnie to cię niepokoiło? Że mamy cię za zabójcę? – Zbliżył się do mnie o krok, ale natychmiast się cofnęłam, by wydłużyć dystans między nami. 

Automatycznie pokręciłam głową, mimo że nawet nie wiedziałam, czy kłamałam, czy też nie.

Co chwilę otwierałam usta, by coś powiedzieć, uzasadnić swoje dziwne zachowanie, ale słowa za każdym razem zanikały nim zdążyłam ułożyć je w zdanie. Stałam więc w miejscu, jak ta idiotka, dopóki nie zauważyłam, że Liam zawstydził się. Wymamrotał coś tak cicho, że nawet mój wampirzy słuch ledwo rozróżnił jego słowa od szmeru.

- It took me some time but I figured out,
How to fix up a heart that I let down.*

- Co takiego? – Popatrzyłam na niego, jeszcze bardziej ogłupiała. 

Liam odetchnął ciężko i przełknął nerwowo ślinę, ale nie urwał ze mną kontaktu wzrokowego.

- Chyba już wiem, gdzie chodzą złamane serca – oznajmił cicho i widząc moją zdumioną minę, wyciągnął z tylnej kieszeni jeansów kartkę papieru poskładaną nierówno i nieschludnie. Przez chwilę miętosił ją w dłoniach, ale ostatecznie rozłożył ją, po czym wyciągnął ją w moją stronę. – To dla ciebie.

Na górze kartki wielkimi literami zapisany był tytuł piosenki „Where Do Broken Hearts Go?".
________________________________________________________________

*It took me some time but I figured out,
How to fix up a heart that I let down. - Zajęło mi to trochę czasu, ale zrozumiałem jak naprawić serce, które zawiodłem.
________________________________________________________________

No, kochani. Nie będę udawać, że nie płakałam, jak to pisałam. Ryczałam jak bóbr :')


Dzięki, że tyle czekaliście na nowy rozdział!

Dobre wieści: RH już całe pięknie poprawione i jestem dumna z rezultatu ♥ Nad RH2 jeszcze pracuję, chyba poprawiłam zaledwie 6 pierwszych rozdziałów i obawiam się, że w najbliższym czasie nie uda mi się dopieścić RH2, ale postaram się chociażby zaaktualizować ostatnią pisaną wersję z Wattpada. Dziękuję za Waszą cierpliwość :)

No i cóż, muszę się Wam pochwalić, że dokładnie za tydzień o tej porze będę już w Anglii czekać na rozpoczęcie roku uniwersyteckiego! Tak, dostałam się na studia w University of Derby na kierunek Journalism and Creative & Professional Writing (Dziennikarstwo i Kreatywne & Profesjonale Pisanie). Mam duże plany co do RH, tak w skrócie xD 
Studia są tak naprawdę powodem mojej kolejnej prawdopodobnej nieobecności, jednak postaram się zakończyć opowiadanie jak najszybciej, by i Was nie męczyć, i siebie. Trzeba w końcu wpaść na pomysł na coś nowego, nieprawdaż? ;)

Wasza Nicol (tak, ciągle żyję) <3

piątek, 12 maja 2017

Ogłoszenie


Z przyjemnością ogłaszam, że w przyszłym tygodniu  (a może i dłużej) będę poprawiała rozdziały RH, co się wiąże z tym, że trochę się zmieni ich treść. Nie jakoś drastycznie, wszystkie najważniejsze wątki pozostaną bez zmian, fabuła również będzie taka sama. Najważniejsze to wyłapać i poprawić tyle błędów, ile się tylko da, bo jak zerkam na pierwsze rozdziały to aż się załamać można. Dopracuję też nieco postacie, pozmieniam to, co z biegiem czasu mi się już nie podoba. 
Blog będzie aktywny w tym czasie, także ostrzegam, że poprawiać będę stopniowo, etapami. Mam nadzieję, że dzięki temu RH zyska jeszcze paru czytelników, a także może ktoś będzie skłonny oraz chętny odświeżyć sobie tę opowieść :)


Ah, nie mogę w to uwierzyć. Ten blog ma tyle lat, założyłam go na początku drugiej klasy gimnazjum. A teraz skończyłam szkołę, wybieram się na studia... Ten czas tak szybko leci! Trzeba poprawić dzieło mojego życia, aby dało się to czytać :D 

Ponieważ mam teraz trochę więcej czasu oraz chcę udoskonalić tego bloga jak tylko się da, chciałabym Was prosić o jakieś sugestie co chętnie byście tutaj przeczytali, bądź chcieli zobaczyć. Niech będzie to mniej lub bardziej związane z RH, co tylko chcecie :)

Po "remoncie" również możecie się spodziewać nowych, świeżuteńkich rozdziałów RH2 ♥

Nicol x

poniedziałek, 19 grudnia 2016

„Rozśpiewana Historia 2” Część 65

„Rozśpiewana Historia 2” część 65

Wizyta króla

****Jesy****
- Jess. – Na dźwięk swojego imienia gwałtownie podniosłam głowę i zamrugałam parę razy. Chyba przysypiałam. Louis patrzył się na mnie zatroskany. – Idź do domu się przespać. Musisz trochę odpocząć. Ja z nią zostanę.
- Nie, nie. Zostaję. Nic mi nie jest. To tylko chwila słabości – zapewniłam i przeciągnęłam się na krześle. Słyszałam, jak kości przeskakiwały mi w ramionach i kręgosłupie. – Wiesz co, przejdę się na krótki spacer wokół budynku. Żeby rozprostować nogi. Zaraz wracam.
- Nie ma sprawy, nie śpiesz się – pokiwał głową ze zrozumieniem i przeniósł swój wzrok na śpiącą Eleanor.
- Potem się zmieniamy. Ty też potrzebujesz świeżego powietrza – popatrzyłam na niego surowo. Louis westchnął, ale przytaknął. Wyszłam z sali na korytarz i ruszyłam ku schodom. Parapety i okna były przyozdobione girlandami i świątecznymi lampkami. Tak samo poręczę schodów oplecione były zielonymi i czerwonymi łańcuchami. Na parterze, tuż przy recepcji, stała ogromna choinka, a obok przechadzał się ktoś przebrany za bałwana i rozdawał dzieciom cukierki. Z okazji świąt jutro będzie tutaj jakieś przedstawienie dla tych, którzy nie mogli wrócić do domu z powodu złego stanu zdrowia. Podeszłam do szklanej skrzyni, która znajdowała się wśród prezentów przy choince. Wyciągnęłam ostatni banknot z kieszeni i wrzuciłam go do środka. Nie byłam osobą wierzącą, ale nagle poczułam chęć odmówienia modlitwy za chłopca, którego zdjęcie wisiało na skrzyni, prosząc o datki na operację. Wstrzymałam oddech i zagryzłam wargę, czując, że zaraz się rozpłaczę. Wyszłam czym prędzej na zewnątrz, a zimne powietrze mnie trochę ocuciło. Skrzyżowałam ramiona by zachować odrobinę ciepła. To wszystko było przez zmęczenie, musiałam po prostu trochę odetchnąć. Czułam ogromny ciężar w piersi, który nie pozwalał mi się oczyścić z ponurych myśli. Skorzystałam z zejścia na plażę, które znajdowało się przy szpitalnym chodniku. Gdy zniknęły wszystkie drzewa, od razu zaatakował mnie silny wiatr. Z jednej strony przyniosło mi to ogromną ulgę, ale z drugiej zaczęłam się okropnie trząść. Nabrałam kilka głębszych wdechów i wróciłam czym prędzej do szpitala. Nie chciałam się dodatkowo przeziębić, jakbyśmy nie mieli poważniejszych problemów.
- Twoja kolej. Weź kurtkę, jest strasznie zimno – zasugerowałam Louisowi, pocierając ramiona na potwierdzenie swoich słów. Chłopak był jakoś dziwnie blady. – Louis?
- Poruszyła ręką. Ścisnęła moje palce – wydukał oszołomiony. Puls natychmiast mi przyspieszył i niemal podbiegłam do łóżka El. Złapałam ją za rękę i się przeraziłam. Była lodowata.
- Louis, co się stało? – czułam się tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody, a jednocześnie zrobiło mi się gorąco.
- Po tym, gdy mnie lekko ścisnęła, to się stało. Nagle zrobiła się bardziej blada i w jednej chwili tak oziębła. Nie wiem, ja… - mówił jak w amoku. Nie odrywał wzroku od El, nie poruszał się, jakby się bał, że może pogorszyć sytuację.
- Zawołam lekarza – oznajmiłam i skierowałam się szybko ku drzwiom. – Mów do niej, może w ten sposób się przebudzi.
Wychodząc na korytarz, jeszcze bardziej podniosło mi się ciśnienie. Nagle lampa nade mną zamrugała, wydała dziwny odgłos i poleciały z niej iskry. Zasłoniłam odruchowo głowę.
- Cholera jasna – mruknęłam, kiedy zrozumiałam, co się stało. Musiałam się uspokoić, inaczej stanowiłam zagrożenie dla każdego elektrycznego urządzenia w pobliżu. A szczególnie, że wielu pacjentów było podłączonych do aparatury, gdybym przez przypadek podniosła napięcie…
- Jesy, policz do dziesięciu. Wdech i wydech. Napij się wody – mama Eleanor postawiła plastikowy kubek z wodą na ziemi, po czym ostrożnie przesunęła go stopą w moim kierunku. Czułam, że brakuje mi powietrza. Próbowałam liczyć, ale moje myśli były chaotyczne, bałam się, że zrobię komuś krzywdę.
- Licz ze mną, jeden… - powiedziała głośno i surowo pani Kate. Zrobiła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze. - … dwa…
- Dwa – powtórzyłam słabo, bo kręciło mi się w głowie. Nabrałam głęboki wdech i wypuściłam powietrze przez usta. – Trzy…
Korytarz przestał się kręcić. Z zaskoczeniem zauważyłam, że znajduję się na podłodze na kolanach i przyciskam dłonie mocno do posadzki. Oderwałam je i zobaczyłam czarne, osmalone ślady moich rąk.
- Już dobrze, kochanie – pani Kate zbliżyła się ostrożnie, ale nadal uważała, by mnie nie dotknąć. – Oddychaj. Spokojnie. Nic się nie dzieje.
- Eleanor – wydukałam ze ściśniętym gardłem. Po moich policzkach pociekły łzy.
- Usiądź na tym krześle, dobrze? Wypij wodę. Albo idź do łazienki i przemyj twarz zimną wodą. Ja pójdę po lekarza – zapewniła i od razu poszła w stronę, z której przyszła.

****Jade****
Znajdowaliśmy się w sali narad Najwyższego Trybunału. Uważałam, że to pomieszczenie było najpiękniejsze i najbardziej majestatyczne spośród wszystkich w Karinie Fal. Przez to, nawet nie wzbudzało we mnie złych wspomnień z czasów, kiedy to Harry był tutaj sądzony. Nieliczne syreny zasiadły na trybunach po lewej stronie, ale zdecydowana większość znajdowała się na środku sali i gawędziła z Wodnikami. Stałam przy misternie wykonanym tronie, a za moimi plecami znajdowały się Anadyomene, Minister Sprawiedliwości, Aria i jeszcze dwie inne wysokie rangą syreny. Oczywiście, u mojego boku stał Harry, którego się kurczowo trzymałam. Co chwilę ktoś przychodził by się ukłonić, życzył mi miłego dnia i gratulował nowego tytułu Najpiękniejszej. Czułam się spięta i nie na miejscu. Dziękowałam, uśmiechałam się i wzdychałam ciężko po każdych tego typu słowach. Harry wtedy dyskretnie ściskał mocniej moją rękę i gładził uspokajająco kciukiem wierch mojej dłoni.
- Uwaga, uwaga! Jego Najjaśniejsza Wysokość Król Errdiel Alwin Dyffros Morlynn II – ogłosił jeden z Wodników stojących koło ogromnych drzwi. Uniósł do ust dostojną trąbkę i zadął w nią. W tej chwili wrota się otworzyły i do środka wszedł Wodnik w granatowej pelerynie i srebrnej koronie w otoczeniu czterech innych wyniośle wyglądających Wodników. Wszyscy w sali cofnęli się do tyłu i uformowali klarowne przejście prosto w naszą stronę. Poczułam się zupełnie odsłonięta, niczym w pierwszym szeregu na wojnie. Nogi mi się trzęsły, ale podbródek uniosłam wysoko i próbowałam wyglądać choć w połowie tak majestatycznie i okazale jak Król Wodników. Nie mogłam dać po sobie niczego poznać, jeśli nasz plan miał się udać.
- Co mam zrobić? – szepnęłam nagle spanikowana do Anadyomene, gdy jeszcze król był za daleko, by mnie usłyszeć.
- Kiedy się ukłoni, dygnij i zachowuj kamienną twarz. Przywitaj się, potakuj. Udawaj obojętną – odpowiedziała szybko, po czym się delikatnie cofnęła do tyłu. Król stanął przede mną i zmierzył mnie wzrokiem z dziwnym uśmieszkiem. Dopiero wtedy się ukłonił.
- Wasza Najpiękniejsza Mość – kiwnął dodatkowo głową. Był wysoki, miał kruczoczarne włosy i czysto niebieskie oczy. Jego skóra miała nieco niebieskawy odcień, a przynajmniej tak mi się wydawało. Był przystojny, nie mogłam zaprzeczyć, ale wydawał mi się sztuczny. Wszystko było w nim idealne, żadnej skazy- to budziło moją niechęć. Był nieludzki.
- Wasza Najjaśniejsza Wysokość – dygnęłam ostrożnie, ale tak jak mnie poinstruowała Aria, nie spuściłam głowy. Miałam pokazać królowi Wodników, że ani się go nie bałam, ani nie miał nade mną żadnej władzy. Razem ze mną ukłoniła się cała elita. Errdiel przekrzywił głowę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a potem wygiął usta i przytaknął sam sobie. Musiałam zacisnąć usta w wąską linię, by się nie roześmiać.
- Uwielbiam wizyty w Krainie Fal. Tutaj jest tak pięknie – stwierdził rozglądając się po sali.
- To zaszczyt gościć Waszą Najjaśniejszą Wysokość – odparłam. Wzrok króla przesunął się znowu po mnie, a gdy zauważył moje dłonie złączone z Harrym, przyjrzał mu się uważnie. – Wasza Królewska Mość, to jest Harry Edward Styles, mój… - urwałam, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, by brzmiało to dostojniej niż „chłopak”.
- Partner – wyręczył mnie Amor i posłał mi łagodny uśmiech. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, ale potem szybko przywdziałam kamienną maskę. Wystraszyłam się, że ta chwila nieuwagi mogła wszystko zniszczyć.
- Potomek Erosa zdobył serce najpiękniejszej spośród córek Afrodyty. Intrygujące – Errdielowi nie schodził pobłażliwy uśmieszek z twarzy. Nie wiedziałam, czy on tak już miał zawsze, czy może wróżyło to coś złego.
- Jaśnie Pani jest Przeznaczoną pana Stylesa – wyjaśniła Minister Sprawiedliwości. Errdiel uniósł brwi w zaskoczeniu.
- Nonsens. Syreny nie kochają – roześmiał się. Poczułam gniewny ścisk w brzuchu.
- Jestem bardziej niż pewny, że to nie prawda – odezwał się surowo Harry. Anadyomene dyskretnie pociągnęła mnie za sukienkę.
- Czyżby? – Errdiel popatrzył na Harry’ego, z wyższością unosząc jedną brew do góry. Mój ukochany już miał zamiar zrobić krok w jego stronę, ale mocniej ścisnęłam go za ramię.
- Chciałabym zaprosić Waszą Najjaśniejszą Wysokość na moją koronację – wypaliłam. W końcu król Wodników zwrócił na mnie uwagę. – Odbędzie się w przyszłym tygodniu. Jestem pewna, że pańska obecność w tak ważnym dla nas dniu wynagrodziłaby ostatnie nieporozumienie – dodałam już spokojniejszym, czarującym tonem.
- Cóż, trudno mi odmówić. Koronacja Najpiękniejszej jest niezwykłą uroczystością zaiste – skłonił się, ale nie za nisko.
- Ogromnie mnie to cieszy. Chciałabym, aby moja koronacja była okazała, więc postanowiłyśmy ją urządzić w Kotlinie Wichrów. Liczę, że będzie jeszcze bardziej niesamowicie, jak w Sali Balowej – opowiedziałam. Errdiel zamyślił się przez chwilę, ale przytaknął.
- To będzie zaszczyt – wyciągnął w moją stronę rękę, patrząc mi prosto w oczy. Przełknęłam nerwowo ślinę, ale miałam nadzieję, że tego nie zauważył. Czy to była pułapka?
- Dla mnie również Pańska obecność będzie nieoceniona. – Odważyłam się i podałam mu dłoń, którą powoli uniósł do ust i nie przerywając ze mną kontaktu wzrokowego szarmancko ją ucałował. Poczułam, jak Harry się cały napina. Errdiel ponownie się ukłonił i kiwnął głową z triumfującym uśmiechem do Harry’ego.
- Do zobaczenia, Jaśnie Pani. Już się nie mogę doczekać, aż ujrzę najpiękniejszą z najpiękniejszych ponownie. Waszej Najpiękniejszej Mości uroda oraz blask wypełniają całe pomieszczenie. Do widzenia, moja pani – mówiąc to jakże długie pożegnanie, ciągle utrzymywał ze mną kontakt wzrokowy. Słyszałam, jak za mną Anadyomene z sykiem wciąga powietrze. Król Errdiel cały czas przodem do mnie wycofał się i opuścił salę Najwyższego Trybunału. Zaraz za nim do wyjścia ruszyły wszystkie inne Wodniki, a w pomieszczeniu rozległ się szum rozmów. Odwróciłam się do Anadyomene, Minister Sprawiedliwości i Arii.
- Jak wypadłam? Powiedziałam wszystko dobrze? – zapytałam spanikowana. Syreny wydawały się być nieco osłupiałe, a Anadyomene niemal pobladła.
- Aż za dobrze. Myślę, że mu się spodobałaś.
______________________________________________

Witam po długiej przerwie :)
Chciałabym Wam życzyć wesołych świąt, szczęśliwego Nowego Roku, spełnienia marzeń i spokojnych oraz radosnych chwil spędzonych z bliskimi ♥
Dziękuję wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają, mimo że od lipca nie pojawił się nowy post. Jestem wdzięczna za Wasze poświęcenie oraz fakt, że tak bardzo przywiązaliście się do moje historii :) Prawda jest taka, że wcale sobie jej nie odpuściłam. O nie, zdecydowanie nie. Po prostu wróciłam do początku i pracuję nad poprawnością pierwszej części RH na Wattpadzie. Publikuję już pierwsze rozdziały RH2, ale te również zasługują na trochę więcej korekty. Mam nadzieję, że kiedy będę w mniej więcej zbliżonych miejscach i czasie wydarzeń będzie mi łatwiej napisać coś nowego :)
Także przepraszam, ale część 66 będzie prawdopodobnie opublikowana nie wiadomo kiedy, ale szybko to nie będzie niestety. Dziękuję za Wasze wsparcie jeszcze raz. To już prawie 300 tyś wyświetleń! Wow!


Do kiedyś!
Wasza Nicol <3

PS: Co myślicie o Errdielu? Będzie drama? :p

sobota, 9 lipca 2016

„Rozśpiewana Historia 2” Część 64

„Rozśpiewana Historia 2” Część 64

Przygotowania

****Jade****
- Jade, ktoś puka do drzwi – usłyszałam cichy głos Harry’ego.
- Ja nie chcę do szkoły… - mruknęłam chowając głowę pod poduszkę i wtulając się w ciepłe ciało chłopaka.
- Nie musisz – zaśmiał się i objął mnie mocniej. – Ale niestety, chyba czeka nas coś gorszego – mruknął i wtedy poranna sielanka została przerwana.
- Wejść – powiedziałam na tyle głośno, by gość poza pokojem mógł mnie usłyszeć, ale jednocześnie na tyle cicho, by nie podrażnić gardła. Byłam zmęczona całonocną naradą i obmyślaniem planu. Jestem pewna, że nie przespałam nawet trzech godzin.
- Jaśnie Pani, panie Styles. – Jakaś młoda dziewczyna weszła ostrożnie do komnaty i dygnęła nie podnosząc głowy. Usłyszałam cichutkie parsknięcie Harry’ego. Cóż, ja też uważałam to za śmieszne, że wcześniej syreny gotowe były rozerwać go na strzępy, a teraz muszą okazywać mu szacunek, tak samo jak i mnie. Naprawdę drażnią mnie te tytuły oraz cała ta etykieta, ale nikt mnie nie słucha, kiedy proszę, aby zwracano się do mnie po imieniu.
- Coś się stało? – spytałam niechętnie odrywając się od Harry’ego. Sięgnęłam po szlafrok, który musiał zostać specjalnie dla mnie przygotowany przez kogoś wcześniej. W duchu podziękowałam samej sobie, że zanim położyłam się spać, zasunęłam z Harrym łóżko otaczającą je moskitierą. Ubrałam się i wyszłam zza zasłony czując na sobie uważne spojrzenie Amora, co wcale mi nie przeszkadzało. 

- Mam na imię Aria i jestem do Jaśnie Pani usług. Pani Minister kazała również przekazać, że król Errdiel powinien się pojawić za około półtorej godziny – dziewczyna ponownie dygnęła.
- D-do moich usług? – powtórzyłam zdezorientowana, gdyż potrafiłam przetworzyć tylko jedną informację na raz po tak krótkim wypoczynku.
- Specjalizuję się jako stylistka, ale znam się również na prawie, jestem lojalna, mogę być doskonałą powierniczką. Pomogę Jaśnie Pani we wszystkim, jeśli tylko mnie Najpiękniejsza o to poprosi – Aria mówiła łagodnie ciągle nie podnosząc głowy.
- Um, ale ja… - wydukałam zaskoczona. Nie wiedziałam co myśleć, a tym bardziej co miałabym powiedzieć.
- Jestem odpowiedzialna za wygląd Jaśnie Pani i żeby stawiła się pani na czas w sali narad Najwyższego Trybunału. Proszę się nie denerwować, pomogę pani ze wszystkim. Myślałam nad kreacją Najpiękniejszej na dzisiejszą okazję i myślę, że mam coś odpowiedniego dla Jaśnie Pani – Aria w końcu podniosła głowę i spojrzała na mnie z nieśmiałym uśmiechem, po czym mnie wyminęła i udała się do drzwi po drugiej stronie pomieszczenia – Pozwoli Najpiękniejsza za mną.
Posłałam spanikowane spojrzenie Harry’emu i posłusznie, aczkolwiek nieufnie, podążyłam za Arią. Chłopak tylko wzruszył ramionami i wstał z łóżka. Zmusiłam się do patrzenia przed siebie, gdy się potknęłam oglądając Harry’ego wkładającego koszulkę. Usłyszałam cichy chichot Amora zanim zawstydzona przekroczyłam próg. 
- Co Jaśnie Pani myśli? Uważam, że będzie pani wyglądać fantastycznie. Podczas gdy wszyscy będą ubrani w biel, Najpiękniejsza będzie się wyróżniać bielą wpadającą delikatnie w kolor miętowy. Do tego oczywiście złote dodatki – Aria krzątała się po mniejszym pokoiku, ale jakże przestronnym, z gracją wyciągając różne rzeczy. Nie miałam pojęcia, że jest tutaj jeszcze garderoba. Byłam przekonana, że ta komoda w pokoju jest największą szafą, jaką w życiu widziałam, ale się najwidoczniej myliłam,
- Wow - wydukałam rozglądając się po wieszakach zapchanymi balowymi sukniami, po podświetlanych półkach z butami, po wystawie biżuterii. Pokój był jasny, dzięki ciepłemu światłu sprawiało wrażenie przytulnego. Mięciutki dywan, który również znajdował się w całej komnacie, wydawał się być tutaj jeszcze przyjemniejszy.
- Nie była tu jeszcze pani? – zaśmiała się Aria.
- Nawet nie wiedziałam o istnieniu tych drzwi – westchnęłam w końcu zauważając sukienkę w rękach dziewczyny.
- Cieszę się, że się Jaśnie Pani podoba. Może zacznijmy od kąpieli, by odżywić ciało. Pomyślałam też, że może chcieć pani się pozbyć tych niebieskich włosów. Znacznie lepiej będzie wtedy pasować sukienka – Aria mówiła bardzo szybko zabierając potrzebne jej rzeczy i każąc iść za sobą. Zaklaskała w dłonie, a do komnaty weszły jeszcze dwie inne dziewczyny, które najpierw dygając delikatnie, udały się do trzecich drzwi w komnacie Najpiękniejszej. 
Nawet nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy zostałam poproszona do środka i popędzona przez Arię. Było to kolejne jasne pomieszczenie wysadzane piaskowymi, kamiennymi kafelkami ze złotymi wykończeniami. Głównym elementem była ogromna wanna, którą równie dobrze można by nazwać małym basenem lub większym jacuzzi. Nie miałam czasu na zawstydzenie – Aria od razu zdjęła ze mnie szlafrok, a inna dziewczyna z pośpiechem pomogła mi wejść do wanny. Woda była przyjemnie ciepła i niemal od razu poczułam zastrzyk energii, kiedy zanurzyłam się cała, włącznie z głową. W tym czasie do wody zostawały dodawane różne olejki, kwiaty i sole mineralne. Nie pozwoliłam się umyć, nie wyobrażam sobie, aby ktoś miał to robić za mnie. Ciągle lekko skrępowana chwyciłam za mydło, które podała mi blond włosa dziewczyna i dokładnie się nim namydliłam. Zapach był cudowny i podejrzewałam, że nie pozbędę się go za szybko. Został mi podany nowy szlafrok na czas, gdy Aria będzie zajmowała się moimi włosami. W pół godziny sprawiła, że  ciemnoniebieskie pukle zmieniły się w naturalnie brązowe włosy rozświetlone złocistymi pasmami – takie jakie miałam wcześniej, przed przemianą. Nałożyła mi także odrobinę tuszu na rzęsy i delikatną pomadką podkreśliła usta. Nie potrzebowałam dużo makijażu- syreny mają świetną cerę, co do tej pory ciągle oglądam z zachwytem zerkając w lustro. Przebrałam się w suknię. Miała odkryte niemal całe plecy, głęboki dekolt, ale jednocześnie nie była wyzywająca. Była wręcz stworzona idealnie pod mój gust, dokładnie tak wyobrażałam sobie sukienkę idealną. Była długa do kostek, ale fałdy tak się na siebie nakładały, że gdy szłam z przodu lekko się rozchylały, co nie dość, że dawało boski efekt, to jeszcze dodatkowo ułatwiało poruszanie się w niej.
- Najpiękniejsza wygląda zgodnie z tytułem – powiedziała Aria dumnie patrząc już na gotową całość – Moje zadanie wykonane.
- Ojej, dziękuję – zarumieniłam się. Czułam się naprawdę zjawiskowo. – To wszystko dzięki tobie, ogromnie ci dziękuję.
- Ależ nie ma sprawy, to była dla mnie przyjemność. Jaśnie Pani ma teraz dziesięć minut na śniadanie, które już na panią czeka w pokoju, a ja się teraz zajmę pani ukochanym, by jego ubiór pasował do pani – mówiąc to lekko popchnęła mnie w stronę drzwi – Czuję się taka podekscytowana! Pierwszy raz nasza królowa ma ukochanego. I to ja mogę go ubrać!
- Um, mam nadzieję, że masz na myśli tylko pod względem wyboru ciuchów – zaśmiałam się, choć gdzieś głęboko czułam delikatne ukłucie złości na tę myśl.
- Ależ oczywiście, Jaśnie Pani – Aria zachichotała, a mnie przyszło do głowy, że bardziej mi przypomina wróżkę niż syrenę. Ponownie zostałam ponaglona, więc wyszłam z łazienki, czy też równie dobrze pokoju do robienia cudów. Harry’ego już nie było komnacie, więc zajęłam się śniadaniem ułożonym elegancko na stoliku. Porcelanowe talerze ze złotymi sztućcami? Na początku wszystko robiło na mnie ogromne wrażenie, ale teraz zaczynało to być przytłaczające. Czy tak miało od teraz wyglądać moje życie? Ukłony, sukienki, bale, drogocenne wazy i antyki na każdym moim kroku?
- Nie smakuje? Nie spróbowała Jaśnie Pani nawet kawioru – westchnęła smutno Aria, która wyszła z garderoby ze skórzanymi, wiązanymi sandałami w ręku.
- Nie do końca wiem jak to się je - wyznałam, czując chęć by się schować. To wszystko zaczynało mnie przerastać. Nie chciałam być ani królową, ani Najpiękniejszą. Zobaczyłam, że Aria już się przymierza do tego, aby mi wszystko wyjaśnić, więc szybko ją uprzedziłam. – Nie jestem też za bardzo głodna, denerwuję się tym spotkaniem z królem Wodników. Czy nie powinniśmy już wychodzić?
- Tak, możemy już iść – kiwnęła głową Aria. Chciała mi założyć buty, ale nie pozwoliłam na to. Uśmiechając się odebrałam je od niej i sama się z nimi uporałam. Lubiłam przestrzeń prywatną, a ostatnimi czasy straciłam ją w niemalże dziewięćdziesięciu procentach.
- Czy dobrze to ubrałem? – Harry wyszedł z łazienki lekko zarumieniony. Miał na sobie czarną, prześwitującą koszulę ze wzorami w kwiaty rozpiętą do połowy oraz swoje własne, nieco sfatygowane spodnie. Na ten widok Aria skrzywiła się znacząco.
- Podałam panu nowe spodnie… - zaczęła, ale Harry pokręcił głową.
- Wolę swoje, naprawdę – zapewnił, ciągnąc za nitkę w miejscu, gdzie zaczęła się robić dziura i popatrzył na mnie błagalnie.
- Wyglądasz bosko – uśmiechnęłam się, przypominając sobie co to są słowa. Dobra, szczerze? Nigdy, przenigdy, bym nie pomyślała, że mężczyzna może wyglądać seksownie w koszuli w kwiaty. Ale, cholera jasna, Harry zaskakiwał mnie coraz bardziej oraz coraz częściej.
- Czyli będę tam jedyny ubrany na czarno – zaśmiał się spoglądając na nasze sukienki.
- Jako jedyny nie będziesz tam syreną – parsknęłam śmiechem, na co Aria uśmiechnęła się z rozbawieniem, ale odwróciła głowę, by nie było tego widać. Było mi coraz gorzej ze świadomością, że od teraz tak już będzie codziennie. Wszyscy w mojej obecności będą spięci, nienaganni i eleganccy.
- Czy możemy już iść, Jaśnie Pani? – zwróciła się do mnie Aria. Westchnęłam i kiwnęłam głową. Harry wyciągnął do mnie rękę, którą ujęłam i ruszyliśmy za przewodzącą nam syreną. Jednak zanim przeszliśmy przez próg, Harry mnie zatrzymał, odczekał chwilę, aż Aria zniknie za ścianą i pocałował mnie namiętnie.
- Naprawdę jesteś najpiękniejsza – powiedział, zakładając mi kosmyk włosów za ucho. – Skop im tyłki na tym bankiecie.
Zaśmiałam się nerwowo, nie wiedząc, co mogłabym odpowiedzieć. Jego pocałunek dosyć skutecznie zamienił mój mózg w papkę i jedyne o czym byłam w stanie teraz pomyśleć, było pragnienie ponownego spotkania naszych ust. Wiedziałam, że Harry to zauważył i znów mnie pocałował według mego życzenia, ale tym razem słodko, uspokajająco. Co miałam powiedzieć królowi Wodników? Zaprzyjaźnić się z nim, by uniknąć wojny? Przekupić go?
- Nie odstępuj mnie na krok, dobrze? – poprosiłam, wtulając się w jego klatkę piersiową. Przytulił mnie mocniej i pocieszająco potarł moje plecy.

- Obiecuję.

___________________________________________________

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!
Dzisiaj są trzecie urodziny bloga :) Nie mogłam przegapić takiej okazji i coś nabazgrałam. Co prawda, są to takie małe przygotowania do wielkiego wydarzenia, które nadejdzie, dlatego nie gniewajcie się, że taki nudny i nic się tu nie dzieje :D Mam nadzieję, że może chociaż w jakimś małym stopniu Wam się podobało  ♥

Pochwalę się teraz tym, że RH ma #6 miejsce w rankingu fantasy na Wattpadzie! Yay! Bardzo się cieszę z tego powodu, tak jak z tego, że już powoli zbliżamy się do 300 tyś wyświetleń tutaj! Wow, tyle osiągnięć... Kiedy pisałam pierwsze rozdziały nigdy nie spodziewałam się tak pozytywnego odzewu. Dlatego w tym miejscu chcę Ci podziękować, drogi czytelniku, za każdy komentarz, za każde wyświetlenie, za każdą myśl poświęconą RH i bohaterom opowiadania. To dla mnie wiele znaczy i nigdy nie będę w stanie podziękować Wam wszystkim wystarczająco. Zmieniliście moje życie. *ociera łezkę wzruszenia*

Kocham Was,
Nicol <3