poniedziałek, 10 marca 2014

„Rozśpiewana historia 2” Część 2

„Rozśpiewana historia 2” Część 2

Nowy dom


- Wow… - nie mogłam się powstrzymać. Gdy tylko Leigh-Anne zaparkowała na podjeździe po prostu przykleiłam się do szyby samochodu. To nie jest dom, tylko jakaś willa! Jest dwa razy większa niż nasz stary dom! Do tego ogród (też dwa razy większy niż nasz stary) i jeszcze basen, no i taras!
- O matko… - wydukała Jesy i wysiadła z samochodu. Poszłam w jej ślady. Tu jest pięknie! Tak zielono, kolorowo, nowocześnie i… kurcze, aż sama nie wiem. Ale… ile to musiało kosztować. Nie wiedziałam, że mamy aż tyle pieniędzy. No, one mają aż tyle pieniędzy. Znowu to okropne ukłucie w klatce piersiowej. Kolejny raz nie mogę się dołożyć do naszych wydatków. Jade- biedna sierota, bez grosza przy duszy. Ugh.
Z ciężarówki wyskoczyła Perrie, a zaraz za nią Zayn. Pezz nie wyglądała na zadowoloną… Rozglądała się dookoła z szeroko otwartymi oczami.
- Co to, do jasnej cholery, ma być?! - wkurzyła się.
- Myślałam, że to ty wybierałaś ten dom wraz z Zaynem… - zdziwiła się Leigh. Teraz podjechał kolejny samochód i wysiedli z niego Niall, Louis, Eleanor i Liam.
- Ojejku… - westchnęła El i wpatrywała się w wieli dom przed nią.
- Owszem, wybierałam dom, ale nie ten! Zayn! Co to ma być?! - denerwowała się.
- Zaszła mała zmiana… - wyszczerzył się.
- Jeżeli to dla ciebie jest mała zmiana, to przy dużej zamieszkamy w pałacu Buckingham?!
- Nie, to znaczy uznaliśmy, że chcemy się wam odwdzięczyć za to, że mogliśmy mieszkać w waszym domu i przygotowaliśmy dla was niespodziankę.- wyjaśnił Mulat.
- Czyli wy sami za to zapłaciliście? - oczy Perrie były szeroko otwarte, ale jej wzrok mógłby zabijać.
- Tak.
- A co z naszą składką? - dopytywała się.
- Przelałem z powrotem na wasze konto.
- Czyli mamy tu teraz mieszkać na wasz koszt?! - była coraz bardziej zdenerwowana.
- Jak bardzo chcecie możecie zapłacić za jedzenie. Oczywiście, przez pierwszy miesiąc.
- JEDEN MIESIĄC?! - wybuchła, a żyłka na jej szyi zaczęła pulsować. Poczułam pieczenie w brzuchu. Od tak dawna go nie czułam… Będzie już z trzy lata. Perrie zaczęła używać głosu?
- No tak. W końcu to podarunek od nas.
- Ale umawialiśmy się!
- Ale plany się zmieniły! Nie dyskutuj, ja tu teraz dowodzę. - skrzyżował ręce na piersi. No to super… Widziałam jak twarz Pezz czerwienieje ze złości. Jej klatka piersiowa szybko się unosiła i opadała.
- NIKT NIE BĘDZIE MI MÓWIŁ CO MAM ROBIĆ! WCALE NIE DOWODZISZ! - krzyknęła, a fala jej głosu rozeszła się po najbliższej okolicy. Jęknęłam i złapałam się za brzuch. Opadłam na kolana. Już zapomniałam jak niska jest moja obrona. Praktycznie rzecz biorąc, gdyby Perrie krzyknęła jeszcze z dwa, trzy razy, ja już leżałabym martwa. Niemal natychmiast Harry podskoczył do mnie i osłonił swoim własnym ciałem. Widziałam jak unosi swoją tarczę tak, aby się i mnie obronić.
- Perrie! - upomniała ją Eleanor. Pewnie ją też zabolało... Zayn był najbliżej blondynki i teoretycznie to on powinien najmocniej ucierpieć. Widać było wstrząśnięcie na jego twarzy, ale starał się to ukryć. Pezz dyszała nadal wkurzona, ale już opanowana. Wystraszyła się siebie.
- O mój Boże… Jade, przepraszam! To było niechcący! - jęknęła i podbiegła w moim kierunku. Harry nie ruszył się. Nadal osłaniał mnie. Perrie patrzyła na niego wyczekująco. Loczek wydawał się być zły.
- Mogłaś jej zrobić poważną krzywdę. - warknął.
- Wiem, przepraszam, nie wiem co się stało. Jade, naprawdę bardzo mi przykro… W porządku? - zapytała próbując wyjrzeć do mnie zza Harry’ego.
- Tak, nic się nie stało. - powiedziałam. Chciałam ukryć ból w moim głosie, może nawet mi się to udało, ale nie w pełni. Nie chcę, aby moja przyjaciółka czuła się winna. Bo to nie jej wina. Po prostu zdenerwowała się, nie używała swojej mocy od dawna i to była reakcja automatyczna.
- Jade, musisz odpocząć. - stwierdziła Eleanor głosem nieznoszącym sprzeciwu. Harry przepuścił brunetkę, a ona złapała mnie pod ramię. Podtrzymała mnie, bo ciężko mi było się wyprostować i poczłapałyśmy do tego domu przed nami.
- Pomogę wam. - zaproponował Liam i pobiegł otworzyć nam drzwi. Z tyłu słyszałam tylko stłumione głosy Perrie, Zayna, Harry’ego, Nialla i Jesy z Leigh-Anne. 
Jak tylko weszłyśmy do środka, to aż oniemiałam. Byłam pewna, że będą tu nasze stare meble i rzeczy, a tymczasem są tu zupełnie nowe urządzenia. Lepiej, żeby Pezz tu nie wchodziła, bo znowu się zacznie kłótnia. Jest tu pięknie, nowocześnie. Aż się nie mogę doczekać, aby zobaczyć sypialnie! Zgadzam się z przyjaciółką w kwestii płatności, oni nie powinni zrobić AŻ takiej niespodzianki. Wydali fortunę! Ale tak tutaj ładnie… Brzuch cały czas piekł, ale już lżej. Czułam, jak El w miejscu, w którym mnie dotyka, przesyła impulsy lecznicze. Cały czas jestem pod wrażeniem jej umiejętności. Usadowili mnie na białej, skórzanej i wyjątkowo wygodnej kanapie.
- Co cię boli? Tylko brzuch? - zapytała się Eleanor bacznie mnie obserwując. Przytaknęłam. Liam usiadł obok mnie i ujął moją dłoń we współczującym geście. Brunetka zaczęła cicho śpiewać, a fala ciepła rozlała się po moim ciele.
- Ile wytrzymuje twoja obrona gdy jesteś sama? - zaciekawił się.- To znaczy, jeśli wolno zapytać. Nie chcę być wścibski… - uśmiechnął się przepraszająco.
- Okey, nic się nie stało. Powiedzmy, że gdyby Perrie krzyknęła jeszcze dwa razy z taką samą siłą, ja bym już tego nie przeżyła. - odpowiedziałam na jego pytanie.
- Dziewczyny cię ochraniają, prawda?
- Mhm. One tworzą tarczę, a ja atakuję. - uśmiechnęłam się.
- A tobie ile czasu zajmuje, aby się kogoś…eee… pozbyć?
- Nie wiem… Z reguły atakuję powoli, z ukrycia i osłabiam. Przeciwnik nie może się dowiedzieć kto jest źródłem jego bólu. Wtedy skoncentruje się na mnie i ja odpadnę. A tak to ja powoli osłabiam i na koniec wszystkie razem załatwiamy sprawę do końca. - wytłumaczyłam.
- Oh... Dobre. Wydaje mi się, czy taką samą taktykę zastosowałyście na nas, kiedy się pierwszy raz spotkaliśmy? - zaśmiał się.
- To wy zaczęliście! - zachichotałam.
- Gotowe. - powiedziała El i uśmiechnęła się szeroko.
- No wiem, czuję. Dziękuję. - przytuliłam się do niej.
- I jak? Już lepiej? - do salonu wszedł Harry, a za nim reszta. Teraz rzadko przebywaliśmy z dala od siebie. Przez te trzy dni nie byliśmy od siebie dalej niż na dziesięć metrów.
- Tak, zdecydowanie. Perrie? Już w porządku? - martwiłam się o przyjaciółkę.
- Miałam zadać ci to samo pytanie. Tak, jest ok. Bardzo cię przepraszam, nie panowałam nad sobą. - kucnęła naprzeciwko mnie, przy kanapie.
- W porządku. - uścisnęłam jej rękę, aby ją trochę uspokoić. Przecież nic się nie stało. Wymieniłyśmy się uśmiechami.
- Dziewczyny nie sądzicie, że najwyższy czas już potrenować nad głosami? Odpuściłyśmy sobie przez jakiś czas, długi czas, ale teraz gdyby ktoś nas zaatakował? Nie dałybyśmy rady! - powiedziała Leigh-Anne. Ma rację.
- Przecież my was obronimy. - zadeklarował się Louis.
-Tak, nie zostawimy was. - dodał Niall.
- Ale tu nie o to chodzi. My same musimy umieć się chronić. Jakby nie było, przypominam, że jednak dzielimy się na mniejsze drużyny. I nie macie nad nami władzy. - Perrie spojrzała ostrzegawczo na Zayna.- Musimy być samowystarczalne w obliczu zagrożenia.
- Tak, to prawda. - przytaknęłam.
- To, że pozwoliłyśmy żebyś był w RAZIE POTRZEBY głównym przywódcą, nie oznacza, że teraz możesz już nami dyrygować. Jesteśmy odrębnymi grupami, wspierającymi się wzajemnie, jasne? - zapytała.
- Tak, tak. Przepraszam. Może mnie też trochę poniosło… - wywrócił oczami mulat. Perrie to wystarczyło. Od razu poprawił się jej humor.
- Ale możemy zostać tutaj? Żeby było po równo, wy możecie płacić za jedzenie.- zaproponował Liam.
- To będzie po równo? Ten dom musiał kosztować masę pieniędzy!
- No halo! Będziecie musiały wykarmić Nialla… - przypomniał Lou.
- Ej! - oburzył się blondyn. Wymiana szybkich spojrzeń między mną, Perrie, Leigh-Anne, El i Jesy.
- Okey, stoi. - wyciągnęła rękę Pezz. Zaśmiałyśmy się.
- EJ! - jeszcze bardziej obraził się Niall. Popatrzyliśmy na niego spode łba. - No dobra, może jem troszkę więcej, ale…
- Troszkę więcej?!
- Eee… Z resztą nie ważne. Stoi. - machnął ręką. Zayn i Perrie podali sobie dłonie na znak zgody i zapanował pokój.
- Musicie zobaczyć sypialnie! Są boskie! - zawołał podekscytowany Louis.
- O matko! Ja pierwsza wybieram! - przejęła pałeczkę El i pobiegła schodami do góry. Zaśmiałyśmy się i pobiegłyśmy za nią, po drodze krzycząc, która będzie miała prawo jako druga wybierać pokój.



C.d.n…


________________________________________________________________

Hejka moje skarby!

A więc (tak wiem, nie zaczyna się zdania od "a więc"...) już ustalone! Nowe rozdziały będą się ukazywać w soboty! Yaaay :)  Myślę, że tak będzie najlepiej^^

Chcę Wam bardzo podziękować za 48 tys wyświetleń :) Jejku! Już nie długo dobijecie mi do 50 tys! :O 

Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał. Na razie jest troszkę nudno, ale potem akcja znowu nabierze tempa :)
Mogłabym liczyc na Wasze komentarze? Dla Was to chwilka, a dla mnie motywacja :) Dziękuję!

Na dzisiaj to tyle, kolejny rozdział już w sobotę!

Nicol <3

P.S. Popytajcie bohaterów! Oni się nudzą! Już tak dawno nikt nie zajrzał do tej zakładki xd Serio, zapraszam do pytania bohaterów :)

8 komentarzy:

  1. Suuuuuuuper!
    Ja chce już sobote XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy Avalon mogłaby powstać z martwych ?? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć xd
      Teoretycznie by mogła, prawda?
      Jednak nigdy nic nie wiadomo :P

      Usuń
  3. AAAAAAAAAAAAA ! *O*O*O*O*O* ...Uuuuuuu widzę, że Harry naprawdę zakochany ;* Awwwwwwwwwww <3 Nie mogę się doczekać nexta <3 KC :***

    OdpowiedzUsuń
  4. No nareszcie! Trochę się Pezz za bardzo wkurzyła ;D Rozdział świetny ;) Weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  5. BOSKIEEEEE !!! CZEKAAAM NA NEXT!! ♥♬♪

    OdpowiedzUsuń
  6. Exxxxtrrraaa!!! Coś czuję, że to będzie kolejna wspaniała opowieść :) Przepraszam, że tak późno dodaję komentarz :( szkoła to ZŁO!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Boooooożeeeeee to gennielne! JAk zawsze!
    HAhaha Naill mnie jak zawsze skarbeczek rozwala<3
    Lece dalej ;D
    Buziaczki;**
    A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥