poniedziałek, 10 marca 2014

„Rozśpiewana historia 2” Część 2


Nowy dom


***Jade***
- O jejku - westchnęłam. 

Gdy tylko Leigh-Anne zaparkowała na podjeździe, niemal przykleiłam się do szyby samochodu, podziwiając widok. Nasz nowy dom był dwa razy większy od naszego poprzedniego. Z jednej strony to zrozumiałe, było nam naprawdę ciasno i zawsze parę osób musiało nocować w salonie na kanapie lub na podłodze. Ogród był odrobinkę większy od poprzedniego i był tutaj również taras z tyłu domu. Na podjeździe mogły się zmieścić spokojnie dwa samochody, a dwa mogły się schować w garażu.

- O słodka truskwako - wydukała Jesy i czym prędzej wysiadła z samochodu. 

Poszłam w jej ślady. Tu było tak pięknie! Tak zielono, kolorowo, nowocześnie!
Ale... 
Ile to musiało kosztować? Nie wiedziałam, że miałyśmy aż tyle pieniędzy. Byłam świadoma naszego zarobku sprzed paru lat, kiedy to jak prawie każdy Śpiewak, koncertowałyśmy w wielu klubach co noc, zgarniając za to naprawdę spore pieniądze. Jednak trzeba było przyznać, że od tego czasu już trochę minęło, a więc nasze konto musiało się już w znacznej ilości opróżnić. Nawet po sprzedaży naszego domu, nie byłoby nas stać na takie luksusy.

Z ciężarówki wyskoczyła Perrie, a zaraz za nią Zayn. Pezz nie wyglądała na zadowoloną, mało tego, żyła na jej szyi drgała ze zdenerwowania. Dziewczyna rozglądała się dookoła z szeroko otwartymi oczami.

- Co to, do jasnej cholery, ma być?! - krzyczała.

- Myślałam, że to ty wybrałaś ten dom wraz z Zaynem - zdziwiła się Leigh. 

Podjechał drugi samochód i wysiedli z niego Niall, Louis, Eleanor i Liam.

- Jasna morelka - westchnęła El, podziwiając budynek przed sobą.

Na jej twarzy pojawiła się ekscytacja, ale gdy tylko spojrzała na nasze twarze od razu zmarkotniała. Już wiedziała, że coś było nie tak.

- Owszem, wybierałam dom, ale nie ten. Zayn, co to ma być?! - denerwowała się.

- Zaszła mała zmiana. – Wzruszył ramionami i uśmiechnął się tajemniczo.

- Jeżeli to dla ciebie jest mała zmiana, to przy dużej zamieszkamy w pałacu Buckingham?! – Pezz spojrzała na Malika, a gdyby tylko wzrok mógł zabijać, chłopak leżałby już nieżywy.

- Uznaliśmy, że chcemy wam się odwdzięczyć za to, że mogliśmy mieszkać w waszym domu i przygotowaliśmy dla was niespodziankę - wyjaśnił spokojnie Malik.

- Czyli wy sami za to zapłaciliście? – Perrie wstrzymała oddech i zacisnęła usta w cienką linię, próbując odzyskać kontrolę nad sobą. 

Znałam ten wyraz twarzy i nic dobrego to nie wróżyło.

- Oczywiście.

- A co z naszą składką? – Perrie zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że zbielały jej kostki.

Zayn po tym czasie już powinienen wiedzieć, jak obchodzić się z Perrie. To był idealny przykład, czego NIE wolno było robić. Nie w ten sposób.

- Przelałem z powrotem na wasze konto.

- Czyli mamy tu teraz mieszkać na wasz koszt? – Dziewczyna robiła się coraz bardziej czerwona ze złości. – Ustaliliśmy, że będziemy się składać na rachunki po równo!

- Jeśli dzięki temu ci ulży, to możecie płacić za zakupy przez pierwszy miesiąc. – Zayn wywrócił oczami.

- Jeden miesiąc?! - wybuchła, a żyłka na jej szyi zaczęła tak pulsować, jakby miała zaraz eksplodować. 

Poczułam pieczenie w górnej części brzucha, które rozlało się po wszystkich mięśniach. Czy Perrie użyła głosu?

- Nie możesz po prostu przyjąć tego do wiadomości? To prezent od nas, mogłabyś być trochę bardziej wdzięczna! – Zayn również zaczął krzyczeć. Jego mięśnie szczęki się napięły, a wzrok ciskał błyskawice. - Za poprzedni dom wy zapłaciłyście, rachunki też płaciłyście same, co niby miałem zrobić?!

- Ale umawialiśmy się! – Nie poddawała się blondynka.

- Ale plany się zmieniły! – przerwał jej. - Nie dyskutuj, ja tu dowodzę. - Skrzyżował ręce na piersi i nachylił się w stronę Perrie w dominującym geście. 

Twarz dziewczyny stężała i zaczerwieniła ze złości, przybierając kolor dojrzałego jabłka.

- NIE MASZ PRAWA NAMI DOWODZIĆ! – krzyknęła z taką siłą, że fala jej głosu rozeszła się po najbliższej okolicy z echem. 

Jęknęłam i mimo woli złapałam się za brzuch, kuląc. Ból przeszedł przez wszystkie mięśnie, drażniąc każdy po kolei. Drgawki wstrząsnęły moim ciałem, czego skutkiem opadłam na kolana. Już zapomniałam jak niska była moja obrona. Od dawna nie brałyśmy udziału w pojedynkach na głosy, nie miałyśmy też okazji do śpiewania przez ostatnie wydarzenia. Gdyby Perrie krzyknęła jeszcze z dwa lub trzy razy z taką samą siłą, ja leżałabym już martwa. 

Harry natychmiast podskoczył do mnie i osłonił własnym ciałem. Widziałam jak rozciągnął swoją tarczę niczym balon wokół naszej dwójki, aby mnie chronić.

- Perrie. – Eleanor skarciła blondynkę, posyłając jej pełne wyrzutu spojrzenie. 

Również trzymała rękę na nadbrzuszu, więc oczywistym było, że też musiała to odczuć, mimo jej wysokiej obrony. Zayn był najbliżej blondynki i to właśnie on powinien najmocniej ucierpieć. Widać było wstrząśnięcie i szok na jego twarzy, ale starał się to ukryć. Zacisnął zęby oraz pięści. Pezz dyszała ciężko, ale furia zniknęła już z twarzy. Powoli dochodziło do niej, co właśnie zrobiła i zakryła dłonią usta przestraszona. Jej wzrok padł na mnie i widziałam w jej oczach prawdziwy lęk.

- O mój Boże, Jade, przepraszam. To było niechcący, nie planowałam tego - jęknęła i chciała do mnie podejść, ale Harry zagrodził jej drogę. 

Nadal mnie osłaniał, jakby myślał, że coś mi jeszcze groziło ze strony przyjaciółki. Perrie popatrzyła na niego urażonym wzrokiem.

- Jak mogłaś jej to zrobić? – zapytał z wyrzutem.

- To był wypadek, naprawdę nie chciałam tego zrobić. Jade, jak się czujesz? Trzęsiesz się, o Boże, co ja narobiłam... - pisnęła i opadła na kolana tuż obok mnie, chwytając mnie za rękę.

Posłałam jej uspokajające spojrzenie, ale musiałam zaciskać mocno zęby z bólu. 

- Nic się nie stało. – Starałam się brzmieć spokojnie, ale głos mi się trząsł od wysiłku jaki wkładałam w to, by pozbyć się drgawek, które falami rozchodziły się raz po raz po moim ciele. 

Nie chciałam, aby moja przyjaciółka czuła się winna. Wiedziałam całą sobą, że był to nieszczęśliwy wypadek. Po prostu się zdenerwowała, nie używała swojej mocy od dawna i była to reakcja automatyczna.

- Powinniśmy ją gdzieś położyć – oznajmiła Eleanor stanowczo. 

Podeszła i chciała mi pomóc wstać, ale nogi się pode mną ugięły, nie miałam na to wpływu. Liam od razu zareagował, wziął mnie na ręce, a El, nie puszczając mnie ani na chwilę, nuciła cicho pod nosem. Przestałam się już tak trząść i mój oddech się unormował. Oboje zabrali mnie do nowego domu. Słyszałam za nami stłumione głosy Perrie, Zayna, Harry'ego, Nialla i Jesy z Leigh-Anne.

Jak tylko weszłyśmy do środka nie mogłam przestać się rozglądać po wnętrzu. Dzięki leczniczemu głosu El, ból zrobił się bardziej znośny i zaczynał powoli wyparowywać. Myślałam, że w nowym domu będą nasze stare meble i rzeczy, a tymczasem były tu zupełnie nowe urządzenia. Perrie znów wpadnie w szał, kiedy to wszystko zobaczy. Było tu pięknie, nowocześnie, a także schludnie i bez przepychu. Aż się nie mogłam doczekać, aby zobaczyć pokoje na piętrze. Zgadzałam się z przyjaciółką w kwestii płatności, oni nie powinni zrobić nam aż takiej „niespodzianki". Musieli wydać fortunę. Skąd mieli na to wszystko pieniądze?

Brzuch cały czas piekł, ale robiło się już coraz lżej. Czułam, jak w miejscu, w którym dotykała mnie El, przesyłane były impulsy lecznicze. Powodowało to uczucie delikatnego, znajomego mrowienia. Za każdym razem byłam pod wrażeniem jej umiejętności, a coraz szybciej się uczyła nowych sztuczek i tym częściej nas zaskakiwała. 

Liam położył mnie ostrożnie na ogromnej, czarnej, skórzanej kanapie.

Podłogę pokrywały białe panele, w takim samym kolorze były ściany oraz sufit. Beżowe proste firanki przepuszczały sporo dziennego światła do środka przez duże okna, które rozciągały się od samej ziemi do góry. Stoliczek do kawy oraz lampy były w podobnym odcieniu, co zasłony, a wielki obraz z zielonymi refleksami dodawał nieco koloru do całości. Cały dom musiał być już wyposażony, kiedy chłopcy go kupili, bo nie podejrzewałam żadnego z nich o taki talent do wystrajania wnętrz.

- Czujesz się już trochę lepiej? – zapytała Eleanor, bacznie mnie obserwując. 

Przytaknęłam ostrożnie, bo każdy ruch powodował nieprzyjemne pieczenie w mięśniach niczym zakwasy. Liam usiadł obok i pocierał moją dłoń we współczującym geście. Widziałam, że nad czymś się zastanawiał. Dziewczyna zaczęła trochę głośniej śpiewać, a fala ciepła rozlała się po całym moim ciele.

- Ile wytrzymuje twoja obrona, gdy jesteś sama? – spytał w końcu Liam, przegrywając z ciekawością wypisaną na jego twarzy. - To znaczy, jeśli wolno zapytać. Nie chcę być wścibski, po prostu trochę mnie to nurtuje. - Uśmiechnął się przepraszająco.

- Nie ma sprawy. Myślę, że gdyby Perrie krzyknęła jeszcze dwa razy z taką samą siłą, tyle by wystarczyło - odpowiedziałam na jego pytanie, po krótkim zastanowieniu.

- Dziewczyny cię ochraniają, prawda?

- Tak, one tworzą tarczę, a ja atakuję. - Uśmiechnęłam się.

- A tobie ile czasu zajmuje, aby z kimś wygrać? – dopytywał się.

- Nie wiem. Z reguły atakuję powoli i z ukrycia, przez co osłabiam przeciwnika. Napastnik nie może się dowiedzieć, kto jest źródłem jego bólu, bo wtedy mógłby się skoncentrować tylko na mnie, a odpadłabym bardzo szybko. Zazwyczaj po prostu powoli osłabiam i na koniec wszystkie razem załatwiamy sprawę do końca - wytłumaczyłam.

- Wspaniała taktyka, dobrze przemyślana – przyznał. - Wydaje mi się, czy w taki sam sposób walczyłyście z nami, kiedy się pierwszy raz spotkaliśmy? - zaśmiał się.

- To wy zaczęliście. – Wzruszyłam ramionami z rozbawieniem, a wtedy El przestała śpiewać, słysząc czyjeś kroki.

- Jak się czujesz? - Do salonu wszedł Harry, a za nim cała reszta. 

Rzadko przebywaliśmy z dala od siebie. Przez te ostatnie trzy dni nie byliśmy od siebie dalej niż na dziesięć metrów. Na razie mi to nie przeszkadzało, ale musiałam przyznać, że czułam się odrobinę przytłoczona. Cieszyłam się z obecności Harry'ego, tego, że się tak o mnie martwił i troszczył, ale... 
Bałam się, że może nie będę mogła obdarzyć go tak samo silnym uczuciem, jakim on darzył mnie.

- Zdecydowanie lepiej. – Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się, by uwierzył mi, że naprawdę było już dobrze.

Miałam świadomość, że chciał dla mnie jak najlepiej i długo walczył, aby złamać klątwę, więc nic dziwnego, że dbał o mnie jak o swoje oczko w głowie. Denerwowało mnie jednak, że zazwyczaj mi nie wierzył, kiedy mu mówiłam, że było wszystko w porządku. 
Przeniosłam spojrzenie na Perrie i zauważyłam u niej zaczerwienione oczy. Musiała płakać.

- Tak bardzo cię przepraszam... - Blondynka podeszła, po czym kucnęła naprzeciwko mnie przy kanapie, nie unosząc głowy w moją stronę.

- Nic się nie stało, to był przecież wypadek. Ej, słyszysz? To nie twoja wina. – Sięgnęłam po jej rękę i uścisnęłam, aby ją trochę uspokoić. 

Wymieniłyśmy się bladymi uśmiechami i Perrie objęła mnie mocno.

- Dziewczyny nie sądzicie, że najwyższy czas już potrenować nad naszymi głosami? Odpuściłyśmy sobie przez jakiś czas, bardzo długi czas. Co jeśli ktoś by nas zaatakował? Nie dałybyśmy rady - stwierdziła Leigh-Anne i miała absolutną rację.

- Przecież my wam zawsze pomożemy - oznajmił Louis.

- Oczywiście, nie zostawimy was - dodał Niall.

- Ale tu nie o to chodzi. My same musimy umieć się chronić. Jakby nie było, przypominam, że jednak dzielimy się na drużyny. I nie macie nad nami żadnej władzy. - Perrie spojrzała ostrzegawczo na Zayna, który uniósł obie ręce w obronnym geście. - Musimy być samowystarczalne w obliczu zagrożenia.

- Tak, to prawda - przytaknęłam.

- Fakt, że wyraziłyśmy zgodę, żebyś był w RAZIE ABSOLUTNEJ POTRZEBY głównym przywódcą, nie oznacza, że teraz możesz już nami dyrygować. Jesteśmy odrębnymi grupami, wspierającymi się wzajemnie, jasne? – Głos Perrie był stanowczy i wyczekujący.

- Tak, tak. Przepraszam. Możliwe, że mnie trochę poniosło. - Zayn wywrócił oczami. 

Perrie to wystarczyło i od razu poprawił jej się humor.

- Możemy zostać w tym domu? Proszę, naprawdę chcielibyśmy się wam odwdzięczyć. Poza tym, jest dla nas idealny. Żeby było po równo, tak jak uzgadnialiśmy, wy możecie płacić za jedzenie i wszystkie rachunki - zaproponował Liam.

- To będzie po równo? Ten dom musiał kosztować masę pieniędzy – stwierdziła Jesy.

- Pamiętajcie, że będziecie musiały wykarmić Nialla - przypomniał Louis.

- Ej! - oburzył się blondyn. 

Wymiana szybkich spojrzeń między mną, Perrie, Leigh-Anne, El i Jesy wystarczyła, żebyśmy podjęły decyzję.

- Zgoda. – Pezz wyciągnęła rękę w stronę Zayna. 

Zaśmiałyśmy się włącznie z chłopakami.

- EJ! – Niall wyrzucił ręce w górę w wyraźnym oburzeniu. Popatrzyliśmy na niego wszyscy naraz z uniesioną brwią, co musiało wyglądać naprawdę komicznie. - No dobra, może jem troszkę więcej, ale...

- Troszkę więcej? – przerwała mu Leigh-Anne z rozbawieniem.

- Z resztą nie ważne, uściśnijcie sobie te dłonie, jestem głodny. – Niall machnął ręką. 

Zayn i Perrie podali sobie ręce na znak zgody, śmiejąc się donośnie.

- Musicie zobaczyć sypialnie! Każda ma własną łazienkę. – Louis wyglądał na naprawdę zadowolonego z tego powodu. 

Ja również odetchnęłam z ulgą. W poprzednim domu zawsze zajmowało wieki czekanie na swoją kolej do prysznica. 
Eleanor pisnęła szczęśliwa i pobiegła po schodach na górę. Zaśmiałyśmy się i podążyłyśmy za nią, po drodze krzycząc, która będzie miała prawo jako pierwsza wybrać pokój.

Jak stanęłyśmy w długim korytarzu, okazało się, że nasza kłótnia była niepotrzebna, bo nasze imiona były powypisywane na drzwiach. 
_____________________________________________________

Hejka moje skarby!

A więc (tak wiem, nie zaczyna się zdania od "a więc"...) już ustalone! Nowe rozdziały będą się ukazywać w soboty! Yaaay :)  Myślę, że tak będzie najlepiej^^

Chcę Wam bardzo podziękować za 48 tys wyświetleń :) Jejku! Już nie długo dobijecie mi do 50 tyś! :O 

Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał. Na razie jest troszkę nudno, ale potem akcja znowu nabierze tempa :)
Mogłabym liczyć na Wasze komentarze? Dla Was to chwilka, a dla mnie motywacja :) Dziękuję!

Na dzisiaj to tyle, kolejny rozdział już w sobotę!
Nicol <3

P.S. Popytajcie bohaterów! Oni się nudzą! Już tak dawno nikt nie zajrzał do tej zakładki xd Serio, zapraszam do pytania bohaterów :)

8 komentarzy:

  1. Suuuuuuuper!
    Ja chce już sobote XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy Avalon mogłaby powstać z martwych ?? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć xd
      Teoretycznie by mogła, prawda?
      Jednak nigdy nic nie wiadomo :P

      Usuń
  3. AAAAAAAAAAAAA ! *O*O*O*O*O* ...Uuuuuuu widzę, że Harry naprawdę zakochany ;* Awwwwwwwwwww <3 Nie mogę się doczekać nexta <3 KC :***

    OdpowiedzUsuń
  4. No nareszcie! Trochę się Pezz za bardzo wkurzyła ;D Rozdział świetny ;) Weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  5. BOSKIEEEEE !!! CZEKAAAM NA NEXT!! ♥♬♪

    OdpowiedzUsuń
  6. Exxxxtrrraaa!!! Coś czuję, że to będzie kolejna wspaniała opowieść :) Przepraszam, że tak późno dodaję komentarz :( szkoła to ZŁO!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Boooooożeeeeee to gennielne! JAk zawsze!
    HAhaha Naill mnie jak zawsze skarbeczek rozwala<3
    Lece dalej ;D
    Buziaczki;**
    A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥