sobota, 29 marca 2014

„Rozśpiewana historia 2” Część 5

„Rozśpiewana historia 2” Część 5

China Town

- Jade! Jade! Obudź się! – ktoś potrząsł moimi ramionami. Od razu otworzyłam oczy. Już rano?
- Jade, wszystko w porządku? Dlaczego krzyczałaś? – wypytywała mnie Perrie. Była zaspana, jakby dopiero co wstała z łóżka, ale mimo to widocznie zaniepokojona.
- Ja nie krzyczałam… - zdziwiłam się.
- Jak to? Przecież dokładnie przed chwilą krzyczałaś. Byłem tu. – zmarszczył czoło Harry.
- Może jakiś zły sen? – myślała na głos Eleanor.
- Zły sen? Ale… mnie się śniło… piasek. Tak, śnił mi się piasek. – przypomniałam sobie.
- Piasek? Ale jak to piasek? Taki z piaskownicy? – dziwiła się Perrie.
- Może była tam jakiś potwór piaskowy, czy coś? – zastanawiał się loczek.
- Nie… Trochę inny. Jakby znad morza… Z resztą nieważne. Przepraszam, że was obudziłam, ale nawet nie wiedziałam, że krzyczę. – przeprosiłam.
- Okey, nic się nie stało. I tak pora już wstawać, dochodzi dziewiąta. – wzruszyła ramionami Eleanor.
- Idę na śniadanie, na co macie ochotę? – zapytała wesoło blondynka.
- Ohh, ja bym chciała omlet! – przytaknęła El i wyszła razem z Pezz z mojego pokoju.
- Na pewno wszystko dobrze? – złapał moją dłoń Harry i przyglądał mi się uważnie.
- Tak, tak, wszystko w porządku. – zapewniłam go i się uśmiechnęłam. – Obudziłam was?
- Nie, coś ty… Wcale… Może trochę. – zachichotał. Rozejrzałam się po mojej sypialnie. Hej, a właściwie jak się tu znalazłam? Moje zakłopotanie chyba musiał zauważyć, bo zaraz powiedział:
- Zasnęłaś wczoraj podczas filmu i przeniosłem cię tutaj.
- Oh, dziękuję.
- Nie ma za co. W zasadzie, chciałem cię zanieść do siebie, ale Perrie mi nie pozwoliła… - skrzywił się. Dałam mu sójkę w bok, po czym się zaśmialiśmy.
- Chodźmy na to śniadanie. – pokręciłam głową z rozbawieniem. Wygramoliłam się z łóżka, zarzuciłam na siebie szlafrok i razem z Harrym udaliśmy się do kuchni. Tam Pezz i El zajęły się już posiłkiem, a zaraz dołączyli Niall i Louis.
- Omlet! Yeah! – ucieszył się blondyn i zaczął jeść. – Jejku, pyszne! Kto to zrobił?
- Ja i dziękuję. – uśmiechnęła się brunetka.
- Louis. Dbaj o nią. – powiedział śmiertelnie poważnie Niall, a zaraz potem zaczął się śmiać z wyrazu twarzy Lou. El z resztą też nie lepsza! Jej policzki wyglądały jak dwa rozżarzone węgielki!
- W sensie? – wydukała nieśmiało.
- Oj, daj spokój. Wszyscy to widzą. – wzruszył ramionami blondyn i nałożył sobie jeszcze jedną porcję omletu. Jeżeli reszta szybko tutaj nie przyjdzie to będą musieli sobie sami robić śniadanie…
- Znaczy co? Nie wiem o czym ty mówisz… - burknął Louis. Pierwszy raz widziałam jak się rumieni! W sumie, wygląda wtedy jak taki słodki dzieciak. Niall wywrócił oczami.
- Wmawiaj sobie.
- Pezz, powiedz mu coś. – jęknęła brunetka.
- Ale co? Przecież nie będę kłamać… - zachichotała.
- Ha! Piąteczka! – zaśmiał się chłopak i przybili sobie dłonie.
- Jade… - El spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
- Oh, dajcie już im teraz spokój. – powiedziałam stanowczo.
- Dziękuję. – westchnęła brunetka.
- Wypytujcie się ich przy Liamie, a potem zapytajcie o ich myśli. – dokończyłam i się zaśmiałam, a wraz ze mną reszta. Oczywiście, oprócz naszej słodkiej pary.
- Zdrajca. – fuknęła, wstała i opuściła pomieszczenie.
- Długo się będzie gniewać? – zapytał Harry, po naszym małym napadzie śmiechu.
- Nie, jak tylko Louis do niej pójdzie zapomni o bożym świecie. – zachichotała znowu Perrie.
- Ja tu nadal jestem. – odchrząknął Lou.
- Ups. Wtopa. – zasłoniła teatralnie ręką usta i się zaśmiała. Brunet tylko wywrócił oczami. Odstawił brudny talerz do zmywarki i wyszedł z kuchni. Odprowadziliśmy go wzrokiem.
- Zakład o dychę, że poszedł do El. – ogłosił Harry.
- Stoi. – uścisnął jego rękę Niall.
- To co dzisiaj robimy? – zmieniłam temat.
- Ja się chciałam trochę rozejrzeć po okolicy, a wy macie jakieś plany? – Pezz wzięła łyk soku ze szklanki. Aż mi się zachciało pić. Podniosłam do ust swoja szklankę z sokiem pomarańczowym.
- Nic konkretnego. Miałem trochę poszperać w księgach Avalon wraz z Leigh-Anne. – powiedział obojętnie blondyn.
- Co? – zadławiłam się napojem. Musiałam zakasłać.
- Czemu? Po co? – dopytywała się równie zaskoczona Perrie.
- Leigh-Anne szuka sposobu, aby się z nią skontaktować… - westchnął Niall.
- To niebezpieczne. Leigh nie powinna tego robić. – pokręcił głową Harry.
- Zgadzam się. – przytaknęła blondynka.
- Leigh-Anne czuje się winna. Nie spocznie póki nie znajdzie sposobu, by się porozumieć z Av. – stwierdził.
- Co nie zmienia faktu, że nie jest na to gotowa. – kontynuował loczek.
- Ale ona nie chce czarować, chce po prostu poczytać i być może znaleźć jakieś informacje na ten temat. – wyjaśnił Niall.
- A ty tam po co? Proszę cię, wiem, że Avalon jest dla ciebie bardzo ważna, ale nie naciskaj na Leigh-Anne… - popatrzyła na blondyna Perrie.
- Ale ja jej do tego nie namawiałem! Ona sama to wszystko wymyśliła, jak jej powiedziałem o drugiej stronie. – bronił się.
- To po co jej mówiłeś?! – ta konwersacja zaczęła się robić coraz cięższa…
- Przepraszam, nie wiedziałem, że nie można! – wywrócił oczami.
- Ej, spokojnie! Nic się przecież nie stało! – postanowiłam opanować sytuację.
- To niech ona na mnie nie naskakuje! – Niall wskazał na dziewczynę.
- To ty zacząłeś! – drążyła Perrie.
- Ej… - dalej próbowałam im przerwać.
- Ja nic nie zrobiłem!
- Nic, wcale, tylko dałeś fałszywą nadzieję Leigh-Anne na rozmowę z Avalon!
- Ja tylko wspomniałem o drugiej stronie! Sama by się w końcu dowiedziała z ksiąg!
- Halo… - chyba w ogóle nie zdawali sobie sprawy z tego, ze tu jestem.
- Teraz ona będzie sobie na tym niszczyła zdrowie! Kto wie jaka magia potrafi być niebezpieczna?! Nigdy nie miałyśmy z nią do czynienia na dłuższą metę! – drążyła Perrie.
- A ja skąd mam to wiedzieć?! I ja jej do niczego nie namawiałem! To ty masz obsesję nad kontrolowaniem czyjegoś życia!
- Nie prawda! A ty wcale nie chciałeś porozmawiać z Avalon!
- DOŚĆ! – wrzasnęłam dźwięcznie. Perrie, Niall i Harry skrzywili się i zasłonili dłońmi uszy. Wszystkie szkło- talerze, szklanki, dzban i kubki- popękało w jednej chwili. Poszła w mak nawet jedna szafka z szklanymi drzwiczkami. Dobrze chociaż, że okna wytrzymały… Perrie tak się wystraszyła, że aż spadła z krzesła. Zamrugałam oczyma, by się pozbyć żółtego koloru tęczówek i przywrócić nie zagrażającą nikomu barwę głosu. – Już? Dotarło? - zapytałam patrząc wyczekująco na przyjaciół.
- Taaa… - jęknął Niall. Pomogłam przyjaciółce się pozbierać z podłogi.
- Nie chcę więcej kłótni. Jasne? Musimy żyć w zgodzie. Perrie- on nic nie zrobił, Leigh-Anne sama na to wpadła. Pamiętaj, że on teraz też przeżywa ciężkie chwile, ale na pewno nie kazałby Leigh zrobić coś co mogłoby jej zagrażać.  Niall- ona po prostu się martwi o Leigh, nie chce, aby stała jej się krzywda. Harry- przepraszam, byłeś w zasięgu mojego głosu… - mówiłam do każdego po kolei. – A teraz czy chcecie sobie coś powiedzieć? – wywróciłam oczami. Czułam się jak przedszkolanka.
- Przepraszam… - westchnęła blondynka.
- Wybacz… - spuścił głowę Niall.
- Yyy… Chyba trzeba kupić nowy zestaw talerzy i szklanek… - odezwał się Harry. Wszyscy razem zachichotaliśmy.
- Zajmę się tym. – obiecałam. – Ale teraz za karę ktoś tu posprząta i to będzie Pezz i Niallerek.
- No chyba nie! – wyśmiał mnie Niall, chwycił kawałek chleba i cały czas się śmiejąc opuścił kuchnię.
- Kto nabrudził ten posprząta! – Perrie uciekła z pomieszczenia szczerząc się jak głupi do sera.
- No ale… Ej! Wracać mi tu! – krzyczałam za nimi.
- No kotek… Powiedz jak skończysz. – Harry prześlizgnął się obok mnie.
- Nie pomożesz mi?! – patrzyłam jak chłopak ucieka po schodach na górę. A to zdrajca! – Harry!
Cisza.
Pff. No jasne.
Westchnęłam ciężko i zabrałam się za sprzątanie kawałków szkła ze stołu. Dzbanek z sokiem pękł i praktycznie wszędzie był sok pomarańczowy.
- Żartowałem. – usłyszałam za sobą roześmiany głos chłopaka.
- To lepiej dla ciebie. Nie odezwałabym się do ciebie przez cały dzień! – odwróciłam się do niego.
- Potrafiłabyś? – zaśmiał się i zaczął zamiatać podłogę. Oczywiście, że nie. Ale on ma myśleć, że tak.
- Uhh, nie wiedziałam, że potrafię zbić szkło… - zmieniłam szybko temat.
- Pewnie zazwyczaj używałaś tego głosu na zewnątrz, gdzie było mniej naczyń. – stwierdził. On ma coś dzisiaj dobry humor!
- Czemu ci dzisiaj tak odbija? – zaśmiałam się wyrzucając dosłownie połowę talerza do kosza.
- A czemu nie? Jest grudzień, do tego całkiem ładna pogoda… Tylko się cieszyć. – uśmiechnął się promiennie. Kocham ten uśmiech. Mogłabym się godzinami gapić jak się tak szczerzy… Po prostu nie sposób oderwać oczu! – Ziemia do Jade! Halo? Słyszysz mnie?
- Oh, tak, słucham? Zamyśliłam się… - oprzytomniałam.
- Um, zapytałem się czy pojedziemy na małą wycieczkę do Liverpoolu? Nie mamy planów na dzisiaj, a myślę, że taki wypad zrobiłby nam dobrze. – zaproponował.
- To jest świetny pomysł. – zgodziłam się z nim. – Będę mogła odkupić talerze…
- Tak, będziesz mogła. – zarechotał loczek.
- Uważaj, Styles. – zagroziłam mu, ale nie wyszło i oboje parsknęliśmy śmiechem.

*****

- Do C&A!!! Nie, nie! Do H&M!!! – mówiła podekscytowana Eleanor. Już jej zupełnie przeszło. Dobrze…
- Ej, a może do kina? Jest na ostatnim piętrze, a akurat grają film z Seleną Gomez. – spojrzał na nas Zayn.
- Selena Gomez? To nie jest czasem śpiewak w świecie ludzi? – przypomniała sobie Jesy.
- Tak, ma świetny głos, a ludzie uwielbiają ją słuchać. Nic dziwnego, że zrobiła karierę w ludzkim świecie. – wzruszył ramionami mulat.
- Jest silna. Ponoć używa swojej mocy na koncertach. Żaden śpiewak nie może w ten sposób iść jej posłuchać. – dodałam.
- Tak, w sumie to niebezpieczne. Nie powinna tego robić. – pokręciła głową Perrie.
- Ale tak osiągnęła respekt. Jest znana i w świecie ludzkim, i świecie magii. Szczerze mówiąc, niewiele osób by się odważyło z nią rywalizować. – ciągnął temat Liam. – Wie dziewczyna co robi.
- Ale ponoć jest też dobrą aktorką. Chodźmy na ten film. – uśmiechnęła się Leigh-Anne.
- No nie wiem… „Spring Breakers”? Nie jestem przekonana… - wydęła usta El.
- Ja też nie mam ochoty na coś takiego. – przytaknął Lou.
- Ja ogółem nie chcę siedzieć w miejscu. Może gdzieś pójdziemy? – zapytałam.
- Ale gdzie? – zastanawiał się Niall.
- Może do China Town? Ponoć jest tam ładnie i jest dobre jedzenie. – zaproponował Harry.
- China Town? A co to takiego? – zdziwiła się Jesy.
- To taka chińska dzielnica. Jest tam kolorowo, wszystko w chińskim stylu. Są fajne sklepy z drobiazgami i nawet ciekawe restauracje. – wyjaśniła Leigh-Anne.
- Dokładnie. – potwierdził Niall – Byłem tam kiedyś. Pilnujcie dobrze torebek, dziewczyny.
- Hę? – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- A więc postanowione! Pakujemy się do samochodów i jedziemy. – zarządził Zayn. Wróciliśmy na parking i wsiedliśmy do pojazdów. Jest nas dziesiątka, czyli po pięć osób w każdym aucie. Pierwsze prowadzi Louis, a wraz z nim jest Liam, Leigh-Anne, Jesy i Niall. U nas kieruje Perrie (po długiej kłótni z Zaynem o kierownicę…), Eleanor, Harry i ja. Po godzinnej jeździe, przez te męczące korki dotarliśmy na miejsce. Zaczęło się już ściemniać. Latarnie się zapaliły, a na ulicy zapanowała przyjemna atmosfera. Dzieci biegały z patyczkami w rękach, z których leciały iskry. O ile pamiętam to się chyba nazywała zimne ognie, prawda? Ślicznie to wygląda.
- Jestem głodna, a wy? Może chodźmy na jakieś sushi, albo coś? – spytała Leigh-Anne.
- Okey, ja też już zgłodniałem. Idziemy? – machnął na nas ręką Niall. Zaśmialiśmy się tylko i ruszyliśmy za nim. Pozwoliliśmy mu wybrać restaurację. Już po chwili siedzieliśmy na wygodnych kanapach przy stole w całkiem przytulnej knajpce. Jedzenie było wspaniałe! Zamówiłam sobie ryż z warzywami i z kurczakiem. Rewelacja! Będziemy musieli tu częściej przychodzić.
- Ale się obżarłam… - sapnęła Jesy. Ona miała makaron z… pędami bambusa? Coś takiego, ten kelner to jakoś dziwnie nazywał.
- Ja też… Ale to jest takie dobre… - westchnął Liam i włożył do ust jeszcze jeden kawałek sushi.
- To jest w ogóle jadalne? – skrzywiłam się. Nigdy nie jadłam sushi i nawet nie zamierzam. Nie lubię ryb. A co dopiero surowych!
- Jasne, to jest pyszne! – oburzył się Zayn i od razu włożył do buzi rybę. Pokręciłam tylko głową i wzięłam swoja filiżankę do ręki. Chińska herbata. Ciekawe, prawda? Ja sądziłam, że tylko i wyłącznie angielska herbata może być dobra, ale myliłam się. Ta też bardzo dobrze smakowała.
- Chodźmy się jeszcze trochę przejść. Zaraz będziemy musieli wracać, a nie chcę jechać taki obżarty… - oparł głowę o zagłówek Louis. Wszyscy mu przytaknęliśmy. Nie mam ochoty jeszcze wracać, ale jestem już troszkę zmęczona. Zapłaciliśmy i opuściliśmy lokal. Na dworze się już zupełnie ściemniło, a chińskie lampiony oświetlały ulicę czerwonym światłem. Tutaj jest naprawdę pięknie.
- To co kolejne? Londyn? Może Glasgow? Birmingham? – zaśmiała się Leigh-Anne.
- Ja bym chciał znów odwiedzić Londyn… Dawno tam nie byłem. – rozmarzył się Harry.
- My też. Na początku tam mieszkałyśmy, ale to tylko przez pół roku. Było tam strasznie tłoczno i stwierdziłyśmy, że lepiej będzie nam gdzie indziej. Przeprowadziłyśmy się do Birmingham, ale szału nie było… Kolejne pół roku spędziłyśmy tam, aż w końcu znalazłyśmy się w Manchesterze. – przypominałam sobie naszą wędrówkę po Anglii.
- A jak się poznałyście? – zapytał Niall.
- Cóż, poznałyśmy się w szkole. Jade, Eleanor i Perrie są z South Shields. Leigh jest z High Wycombe, a ja z Londynu. Razem z Leigh-Anne I Perrie chodziłyśmy do szkoły w Londynie, a potem pojawiły się dwie nowe dziewczyny. Jak się okazało były to Eleanor i Jade. Na początku Perrie chciała, aby się trzymały z nami, ze względu na to, że też były śpiewakami i na moce Jade, ale szybko się zaprzyjaźniłyśmy. – wyjaśniła Jesy.
- Znałyście się wcześniej? – zaciekawił się loczek.
- Jade i ja tak. Byłyśmy razem od dziecka. Pezz, Jesy i Leigh poznałyśmy w Londynie. – odpowiedziała El.
- Musiałyśmy opuścić South Shields ze względu na mnie. Nie mogłam sobie poradzić ze śmiercią rodziców i wtedy mama Eleanor zdecydowała, że najlepiej będzie jak zmienimy otoczenie. – dodałam.
- Ej, słyszycie to? – powiedział nagle Louis.
- Co? – zapytała Leigh, ale Lou uciszył ją gestem ręki. Cicho, na palcach podszedł do bocznej uliczki pomiędzy dwoma blokami.
- Coś jakby warczenie… – zatrzymał się i nasłuchiwał - Tędy. – stwierdził i ruszył przed siebie.
- Louis, czekaj! – Eleanor i Liam pobiegli za nim. Uczyniłam to samo. Pomiędzy blokami było przejście, a dalej coś jakby mały park. To miejsce było akurat z dala od latarni, więc było ciemniej niż na ulicy. Jednak z łatwością rozpoznałam twarz dziewczyny stojącej kilka metrów od nas.
- Nie. To wasz problem – powiedziała groźnie do faceta przed nią. Syknęła i ukazała swoje kły.




Angelica.


C.d.n…



________________________________________________________________

Heeeeeeej! :)

Angelica! Angelica! Tak  bardzo ją polubiliście, że absolutnie nie mogła zniknąć i się już nie pojawić :D Z resztą, nigdy nie myślałam, aby już się nie pojawiła. Też ją polubiłam ;) 
W pytaniach do bohaterów ktoś się zapytał Angelici czy wróci, a ona odpowiedziała, ze absolutnie nie. Nie kłamała. Ona nie wróciła, nie chciała, przecież to jej nie na rękę, prawda? Tytle, że ona nie ma tu nic do gadania! To ja tutaj decyduję kto zostaje, kto odchodzi hyhyhy :D
Tak więc fanfary... Angelica! Yaaaay :)

Cóż, mam nadzieję, że rozdział się wam podobał^^ Jeśli możecie to bardzo proszę o komentarze, zgoda? Z rozdziału na rozdział jest ich coraz mniej, a to bardzo pomaga w pisaniu. Możecie to dla mnie zrobić? :)

Szczerze mówiąc mam teraz wenę i napisałam wczoraj już 9 część RH2, ale niestety i tak czy siak będziecie musieli poczekać do kolejnej soboty... (A wiedzieliście, że zły humor pomaga pisać? Normalnie aż sama sie zdziwiłam! ) Piszę trochę naprzód, w razie gdybym miała tak zawalony tydzień i nie mogła napisać nic w trakcie. Zwłaszcza, że teraz nadchodzą egzaminy (3 TYGODNIE! OMMMGGG!). Jak będzie już trochę luźniej to myślę, że powrócę do dwóch rozdziałów w tygodniu, co Wy na to? ;)

Troszkę się rozpisałam, ha! Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca :)

Miłego weekendu! (Mnie czeka sprzątanie...)

Nicol <3

P.S. Zachęcam do pytania bohaterów!

czwartek, 27 marca 2014

Krótkie imaginy z gifami 22

Hej, hej!
Dzisiaj mam dla Was trochę imaginów z gifami :) 
Mam nadzieję, że poprawią Wam troszkę humor!
(Przypominam, że nie są mojego autorstwa, biorę je z różnych stronek na Fb i TT :P )
Miłego czytania!





******

Z serii najprzystojniejsze modelki świata:



******


Liam: Niall, (T/I) idzie!

Niall: Czas na podryw!






******

Ty: Niall umiesz tak ? : 



Niall : jasne 






******

*Harry zgubił wasze dziecko i teraz go szuka....*
Styles: O japierdziele (T.I) mnie zabije






******

Przebierasz się nie wiedząc że Liam i Zayn cię podglądają.
Liam : A nie mówiłem że ideał ...






******

Harry: widzisz ?
Ty: takk ?
Harry: *pokazuje Jego lalkę* On naprawdę chce Cię pocałować, ale boi się, że go odrzucisz






******

Niall: Chcesz spędzić dzisiejszy czas ze mną ?
Ty: *oniemiałaś*
Niall: Więc jak ?
Ty: TAK ! 





******

*Harry jest bardziej nieśmiały gdy ktoś podczas wywiadu powie Twoje imię.*






******

Harry coś często pokazuje środkowy palec...
1.


2.


3.


4.


5.


6.


7.







******

*Ty i Twój mąż idziecie razem na obiad.*
Ty: Jestem gotow.. *Wtedy widzisz, że Harry czyta waszej córce Darcy książkę.*





******

*Niall uczy Waszego synka tańczyć.*





******


Niall: [T.I] ZGODZIŁA SIĘ BIERZEMY ŚLUB !
Zayn: I JA JESTEM JEGO DRUŻBĄ !



******


PRZEDSTAWIAM WAM DZIECKO SPECJALNEJ TROSKI (CZYT. NIALL HORAN)






******
SŁAWA ZMIENIŁA NIALL'A
.
.
.
.
.


******

Mam nadzieję, że się podobało :)

Nicol <3

P.S. Zapraszam do pytania bohaterów RH w zakładce u góry! :)

sobota, 22 marca 2014

„Rozśpiewana historia 2” Część 4

„Rozśpiewana historia 2” Część 4

Love drunk


Szłam wydeptaną ścieżką poprzez las. Wydawało się robić coraz ciemniej, może tutaj są gęstsze zarośla? A może już się po prostu ściemnia? Nie wiem, ale muszę się pośpieszyć. Nadal czułam się taka jakby nabuzowana. Postanowiłam, że jeśli się przemienię, to będzie mi jeszcze łatwiej trochę z siebie tego wszystkiego spuścić. Zamknęłam oczy i nabrałam głębokiego oddechu. W jednej chwili każdy dźwięk, który był wokół mnie teraz był bardziej wyraźny. Mogłabym usłyszeć nawet coś co jest jakieś pięćset metrów dalej. Każdy szelest. Każdy szept. Każdy krok. Otworzyłam oczy i znowu było to samo- widziałam o wiele lepiej. Mogłam zarejestrować każdego owada, a jest ich teraz naprawdę nie wiele, w końcu już początek grudnia, a dokładnie pierwszy dzień miesiąca. Przez chwilę napawałam się ostrością obrazu i dźwięku wokół mnie, ale trzeba się streszczać. Nie chcę tu być po zmroku. Co by tu zaśpiewać? Czuję się dobrze mimo tego bagażu doświadczeń. Liam mi ostatnio powiedział, że nie mogę być smutna. Ja na to: Dlaczego? A on, że bycie smutną jest jak danie Avalon w twarz. Nie po to oddawała życie, abym była teraz nieszczęśliwa. Ma stu procentową rację. Jejku, właśnie zdałam sobie sprawę, że pierwszy raz od trzech dni jestem tak daleko od Harry’ego. Moje myśli krążą tylko wokół jego osoby. Jestem w końcu wolna od bólu, a moje uczucia są odblokowane przez co jestem jeszcze bardziej radosna. Mogę spokojnie o nim myśleć.
Bum!
No dobrze… Trochę mniej myśleć… Głupie drzewo… Tak, wymyślmy piosenkę. Trzeba się na czymś skupić. Na przykład na zielonych oczach… Brązowych loczkach… Tych słodkich zagłębieniach kiedy się uśmiecha… I jeszcze o…
BUM!
- Auć… - syknęłam. – No tak… Jak nie wlazłam w drzewo to upadłam… Muszę jednak ograniczyć moje myśli.
Lekkie wrażenie zrobił na mnie mój prawdziwy głos. Tak dawno go nie używałam… Jest taki mocny, a zarazem lekki i bardzo dźwięczny. Podniosłam się i otrzepałam dłonie z ściółki leśnej. Super. Skaleczyłam się w kolano. Ehh… Przypomina mi się trochę piosenka, którą… No tak!
- Can't breathe, can't sleep, crazy what you do to me
Head is smokin', feeling my heart is open
So hazy but it's alright, you take me to the dark side
Dangerous, but I'm fearless, ohhh…

Zaśpiewałam. Niesamowite uczucie! Ten balon, co gdzieś tam we mnie siedział i miałam wrażenie, że wybuchnie, teraz jakby powoli spuszcza się z niego powietrze. Trochę mi ulżyło.

- I'm a little bit love drunk
Ever get the feeling where you're miles away
Everybody's looking at me walking, stumbling
Hardly talking, mumbling, going red in the face
Promise I've been drinkin' only lemonade, it's all I take
My heart's just on one about someone
And I'm a little bit love drunk.

Śpiewałam dalej. Ta piosenka idealnie opisuje to, co właśnie czuję! Mało tego, to, co właśnie zrobiłam… No proszę. Naprawdę się trochę upiłam miłością. Uczucie balona już zupełnie znikło i mogę wracać do domu. Nadal śpiewając wróciłam na granicę lasu, potem ruszyłam ścieżką przez pole, a w końcu do ulicy. Kurcze, strasznie daleko poszłam… Nogi mnie już bolą. Nucąc sobie pod nosem dreptałam teraz już chodnikiem. Obok mnie nagle pojawił się jakiś chłopczyk. Uśmiechnęłam się do niego, a ten nadal miał szeroko otwarte oczy. O co chodzi?
- Dlaczego masz żółte oczy? – zapytał. O mój Boże! Oczy… Ugh, co teraz?
- Umm… Noszę… takie… specjalne soczewki kontaktowe. – wybełkotałam. Tak! Idealne wybrnięcie z sytuacji! Uwaga, uwaga, wielkie brawa dla Jade!
- Serio? – nie dowierzał.
- Jasne. – wzruszyłam ramionami i się lekko uśmiechnęłam. Chłopczyk odwzajemnił mój uśmiech.
- Fajne takie żółte oczy. Też takie chcę…
- Haha, dziękuję. – zachichotałam.
- Jimmy! Chodź tutaj, kolacja gotowa! – usłyszałam czyjeś wołanie. To była pewnie jego mama.
- Może chodź do mojego domu na kolację? Chcę cię pokazać mamie. – Jimmy zrobił wielkie oczy.
- Przykro mi, ale naprawdę nie mogę. – zaśmiałam się – Może się jeszcze kiedyś zobaczymy.
- I wtedy powiesz mi gdzie kupić takie oczy?
- Tak, wtedy powiem. – przysięgłam. Uradowany chłopczyk pomachał mi i pobiegł do domu. Jak tylko zniknął mi z pola widzenia wybuchłam śmiechem. Po drugiej stronie ulicy przechodziła jakaś starsza pani i popatrzyła się na mnie jak na kosmitkę. Ups. Znowu wtopa.  Zamrugałam oczami tak, aby kolor moich tęczówek wrócił „do normy” i udawałam, że to ta pani ma jakieś przewidzenia. Kobieta o mało co nie upuściła reklamówki z zakupami, a ja ledwo powstrzymywałam się od śmiechu. Poszłam szybko przed siebie, aby zniknąć jej z oczu. Nareszcie! W końcu dotarłam do naszego domu. Nogi mi odpadają… Na dworze słońce już zachodziło.
- Jestem! – krzyknęłam.
- Uff, Harry, słyszałeś?! – zawołał Louis. Przywitał mnie uśmiechem – On już na policję chciał dzwonić. – wywrócił oczami.
- Jade! – po schodach zbiegł loczek i szybko zamknął mnie w mocnym uścisku.
- D…d…d…usisz… mn…- wydukałam.
- Oh, wybacz. – odsunął się trochę, a ja zaczerpnęłam powietrza. Wybuchliśmy śmiechem.
- Co ci się stało w kolano? – zapytała Eleanor z przejęciem.
- Nic, upadłam. Jest ok.- machnęłam ręką.
- Widzę, że już ci lepiej. – uśmiechnął się promiennie Liam.
- Zdecydowanie. – przytaknęłam.
- Harry już nie mógł bez ciebie wytrzymać. – parsknął Lou.
- Zamknij się. – warknął loczek, a reszta się zaśmiała, włącznie ze mną.
- To może obejrzymy jakiś film? – zaproponowała Perrie.
- Tak! Mogę ja wybrać? – zapytała Jesy.
- Niech będzie, ale najlepiej jakąś komedię. – zastrzegł Zayn.
- Ok… - burknęła Jesy i oddaliła się do salonu.
- Gdzie Niall? – rozejrzałam się, bo kogoś mi brakowało – I jeszcze Leigh-Anne?
- Niall jest u siebie, Leigh też. – odpowiedziała Eleanor.
- To ja zaraz przyjdę, ale najpierw zajrzę do nich, ok.?
- Spoko.- kiwnęła głową Pezz - Jesy! Nie! Wszystko, tylko nie Igrzyska śmierci! – krzyknęła słysząc początek filmu.
- No ale dlaczego?! - zajęczała Jess.
- Bo nie! Tam jest ta głupia małpa! – krzyczała dalej blondynka i skierowała się w stronę salonu.
- To, że ty się jej boisz, to twój problem! – odpyskowała.
- Ja się jej wcale nie boję! – zaprzeczyła Perrie, mimo że wszyscy dobrze wiemy, iż prawdą jest coś innego. Parsknęłam śmiechem.
- To nie jest śmieszne Jade! – upomniała mnie.
- Przepraszam, przepraszam! – uniosłam ręce do góry na znak poddania się. Teraz to już wszyscy się zaśmialiśmy. – Idę do Nialla i Leigh. – westchnęłam po tym krótkim napadzie śmiechu.
Schodami na górę, a teraz… Ups… Tu się zgubić można… Teoretycznie to nie, bo jest jeden wielki hol i od niego drzwi do każdej sypialni, ale… która jest Nialla? Która jest Leigh-Anne? Po serii pukania i otwierania nie tych drzwi co trzeba udało mi się zapukać i ktoś mi odpowiedział.
- Tak?
- Cześć. Co tam? – wychyliłam głowę zza drzwi.
- Oh, hej Jade. Już wróciłaś? – nie odpowiedział na moje pytanie Niall.
- Tak, kilka minut temu. Na dole oglądają film, nie chcesz się przyłączyć? – zaproponowałam.
- Nie, dzięki. Posiedzę tutaj. – spojrzał mi w oczy. 
Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na dywanie, naprzeciwko niego.
- Wszystko ok.? – zapytałam niepewnie.
- A jak myślisz? – wywrócił oczami. Czułam jakby promieniował smutkiem… To przeze mnie.
- Przepraszam, Niall.- spuściłam głowę.
- Um, nie, źle mnie zrozumiałaś. Nie jestem na ciebie zły. – uśmiechnął się słabo.
- Nie? Ale to ze względu na mnie Avalon…
- Tak, ale to był jej wybór, który szanuję, a poza tym, cieszę się, że możesz być z Harrym. Avalon była bardzo dzielna no i chciała wam pomóc.- przerwał mi.
- Tak, ale w ten sposób zraniliśmy ciebie. – spojrzałam mu w oczy. Przez chwilę utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, ale spuścił głowę. – Niall, jest mi strasznie, strasznie przykro. Nawet nie wiesz jak źle się z tym czuję, że tak bardzo na tym ucierpiałeś. Jeżeli miałabym wybór: moje szczęście, kontra twoje, to na pewno wybrałabym twoje…
- Wiem. – znowu mi przerwał w połowie zdania.
- Wiesz?
- Czuję, jak się obarczasz winą. Szczerze mówiąc, to trochę to z ciebie ściągam… Nie chcę byś się obwiniała. Jest mi ciężko, ale dam radę. – zapewnił.
- Niall?
- Hm?
- Wybaczysz mi? Proszę… - nie wiedziałam co zrobić.
- Nie mam co. – zmarszczył czoło.
- Masz. Wiem, że to dużo prosić cię o wybaczenie, za to, że jestem powodem, dla którego twoja dziewczyna nie… - urwałam, bo poczułam wielką gulę w gardle. – Przepraszam.
Niall objął mnie, a ja jeszcze mocniej wtuliłam się w niego. Chciałabym mu pokazać, jak bardzo jest mi przykro z tego powodu…
- Okej, wybaczam ci.
- Naprawdę? – nie dowierzałam.
- Tak naprawdę to nie, bo nigdy nie byłam na ciebie obrażony, ale jeśli te słowa ci pomogą to mogę to powtórzyć: wybaczam ci. – zaśmiał się cicho.
- Dziękuję. – otarłam łzę, która spłynęła mi po policzku. – A mogę ja coś zrobić, aby ci pomóc?
- Nie wiem czy jest coś takiego, ale dzięki za troskę. – posłał mi ciepły uśmiech.
- Jak tylko będzie coś takiego, to proszę, daj mi znać. Zrobię wszystko. – zapewniłam patrząc mu prosto w oczy. Przytaknął mi lekko. – A teraz wstawaj.
- Po co?
- Idziemy na film.
- Nieee… Ja tu raczej…
- Idziemy. na. film.- spojrzałam na niego groźnie.
- Okej, okej!
- Super. – zaśmiałam się, a blondyn razem ze mną. Wstaliśmy i skierowaliśmy się na korytarz.
- Uh, czekaj, miałam iść jeszcze do Leigh-Anne. – pacnęłam się w czoło.
- Spoko, pójdę z tobą. – zaoferował się i razem szukaliśmy sypialni Leigh. W końcu znaleźliśmy.
- Hej, możemy wejść? – zapukałam.
- Mhm. – mruknęła dziewczyna. Tak jak wcześniej Niall, siedziała na dywanie i opierała się o ścianę.
- Czemu siedzisz tu sama? – zapytał blondyn.
- Umm… Tak po prostu. Muszę troszkę pomyśleć… - spuściła głowę. Niall pewnie już wyczuł, że Leigh jest smutna, ale ja nie potrzebowałam specjalnych zdolności. Usiadłam obok niej.
- Co się stało? – położyłam rękę na jej ramieniu.
- Nic. – zbyła mnie.
- Ty mówisz nic, ja czuję coś innego. – zauważył chłopak. Leigh- Anne zmroziła go wzrokiem.
- Słuchamy. – podparłam ręką brodę i patrzyłam wyczekująco na przyjaciółkę. Dziewczyna wypuściła powoli powietrze z ust i wywróciła oczami.
- Chodzi o Avalon. To ja miałam umrzeć, nie ona. - spuściła głowę.
- Oh, tak, zapomniałam ci dać porządnego ochrzanu za to co chciałaś zrobić. – zmrużyłam oczy.
- Chciałam ci pomóc. Tobie i Harry’emu.
- Leigh… Ja nie mogłabym bez ciebie żyć… - czułam, że znowu będę płakać.
- Poradziłabyś sobie. A tak to przeze mnie zginęła Avalon.
- Nawet tak nie mów! – skarciłam przyjaciółkę. – Jak możesz tak myśleć? A poza tym Avalon sama oddała życie…
- Ratując mnie. – przerwała mi. No co jest? Wszyscy mi dzisiaj przerywają.
- Widocznie taka była jej wola. – odezwał się Niall. – Leigh, nie ma co roztrząsać tego co się stało. Musimy iść naprzód. Bardzo mi brakuje Av, nam wszystkim, ale na pewno nie chciałaby abyśmy teraz rozdrapywali te jeszcze świeże rany.
- Avalon jest z nami. W naszych sercach. – dodałam. Nagle dziewczyna podskoczyła jak oparzona.
- Avalon jest z nami!
- No właśnie to powiedziałam… - nie rozumiałam o co jej chodzi.
- Nie, ona naprawdę może być tu teraz z nami! Jest po drugiej stronie! Może uda mi się z nią porozmawiać? – mówiła szybko.
- Co? Leigh-Anne, nie możesz! Jeszcze nie odpoczęłaś po rytuale. A poza tym to zaklęcie co używała Avalon była bardzo ciężkie, nawet dla niej, nie dasz rady… - westchnął.
- Dam radę. Będę ćwiczyć. W końcu się uda. – powiedziała stanowczo.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł… - skrzywiłam się.
- Jak dla mnie jest idealny. Muszę tylko jeszcze trochę odpocząć, a potem wezmę się do pracy. Dobrze, że mam te wszystkie księgi Avalon! Może tam coś będzie o tym napisane. Tak, tak, tak! – cieszyła się.
- Pamiętasz, że tym zaklęciem igrasz ze śmiercią? Av jest po drugiej stronie… To niebezpieczne. - Niall był wystraszony.
- Podejmę to ryzyko. Ona uratowała mnie, może mnie uda się jej jakoś pomóc? Ale teraz muszę jeszcze odpocząć. Co robimy?
- Umm… Na dole oglądają film… Możemy Am pójść… - wybełkotałam nadal oszołomiona jej wcześniejszymi słowami.
- Super! Idziemy! – pognała na dół. Spojrzałam na Nialla.
- No cóż… - wydukał. Był tak samo przerażony jak ja.
- To ten… - powtórzyłam.
- Ehh, idziemy na ten film? Muszę oderwać myśli. – pokręcił głową z rezygnacją.
- Tak, zdecydowanie. Ja też. – przytaknęłam. Pomógł mi wstać i dołączyliśmy do przyjaciół w salonie. Oglądaliśmy Igrzyska śmierci 2. Jesy wygrała.




C.d.n…



________________________________________________________________

Cześć!

Jakaż piękna sobota, nieprawdaż? :)

Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał ;) Z przyjemnością poczytam co o nim sądzicie w komentarzach! Proszę? :D

Jak Wam minął dzień wagarowicza? Ja byłam w pizzerii z klasą (no... jakąś 1/4 klasy... Było 8 osób. xd) A potem razem z Marie i Katie zrobiłyśmy mały napad na lodziarnię ;D Ale wczoraj było gorąco!


CHCIAŁABYM WAM BAAAAAAAARDZO PODZIĘKOWAĆ ZA PONAD 
50 000 WYŚWIETLEŃ! WOW! JESTEŚCIE NIESAMOWICI! KOCHAM WAS BARDZO BARDZO BARDZO MOCNO^^

Czasem kiedy czytam Wasze komentarze jest mi naprawdę trudno nie zdradzić się co będzie dalej, zwłaszcza gdy ktoś dokładnie zgadł co może się zdarzyć! Jesteście jasnowidzami, czy może czarownicami jak nasza Leigh lub Avalon? Przyznać się! A może preferujecie wampiry? Wilkołaki? Śpiewaki? Syreny? Elfy, wróżki, gobliny, co tam jeszcze jest xd Wymysliłam małą zabawę. Napiszcie w komentarzach co i kto jest Waszą ulubioną postacią w RH oraz dlaczego. Zgoda? Czas, start!

Wasza Nicol <3

P.S. Zapraszam do pytania bohaterów, którzy odpowiedzą Wam na nurtujące Was pytania ;) Mogą to też być pytania zupełnie od czapy np. Czy ktoś chce batona? Na pewno odpowie Wam Niall, ale zawsze warto spróbować :D