wtorek, 4 lutego 2014

„Rozśpiewana historia” Część 64

„Rozśpiewana historia” Część 64

Pierwsze zaklęcie

****Leigh-Anne****
- Nie! To się nie uda! - zdenerwowałam się jeszcze bardziej.
- Spokojnie, uda się, ale musisz się skupić i uwierzyć w siebie - odpowiedziała wzdychając Avalon. Wywróciłam oczami. Od pół godziny trzymam ręce nad tą cholerną, wyschniętą rośliną i nic. Miałam wrażenie, że tylko bardziej wysycha. Zabrałam ręce i jęknęłam zdenerwowana. Avalon westchnęła i rozejrzała się po naszym ogródku. Podeszła do zwiędłej lilii i uniosła nad nią dłonie. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się lekko wdychając głęboko powietrze. Lilia uniosła się do góry i na nowo rozkwitła zieleniejąc radośnie, a jej płatki przybrały zdrowy, piękny, fioletowy kolor.
Cóż, powinnam już zacząć zbierać swoją szczękę z ziemi, żeby się wyrobić przed zmrokiem...
- Widzisz? To nie trudne. Jako czarownice mamy tę cudowną więź z roślinnością. Wykorzystaj to - powiedziała.
- Ja chyba tego nie mam - stwierdziłam, a Avalon wybuchła śmiechem.
- Jasne, że masz.
- A może jestem odmieńcem? – westchnęłam załamując ręce.
- Nie ma takiej opcji. Chociaż...
- Wielkie dzięki! – oburzyłam się.
- Nie, nie o mi chodziło – zachichotała. - Jesteś Śpiewakiem. Spróbuj poprzez śpiew nawiązać więź z kwiatem.
Hm, pomysł nie wydawał się zbytnio przekonujący, ale co miałam do stracenia? Przymknęłam oczy i zaczęłam cicho nucić pod nosem. Z czasem coraz głośniej i pewniej. Uwielbiałam śpiewać i zatracać się w muzyce.
- Yyy... Leigh-Anne... - usłyszałam spanikowany głos Avalon, a już po chwili poczułam wielkie krople deszczu na ciele. Przeklęłam pod nosem i zerwałam się na równe nogi. Razem z Av z piskiem pobiegłyśmy do domu poprzez ogromną ulewę. Rozpadało się strasznie i nie wyglądało na to, aby szybko przestało. Zamknęłam drzwi od balkonu i popatrzyłam na siebie, a potem na ciemnowłosą. Nasze miny były zupełnie skwaszone, ale kiedy popatrzyłyśmy na siebie nawzajem wybuchłyśmy śmiechem. Do nas dołączyli się wszyscy inni, którzy przyglądali się naszym poczynaniom już od początku.
- No, prawie ci się udało Leigh - zażartował Zayn.
- Musisz jeszcze trochę poćwiczyć - zaśmiała się Jesy.
- Nowa zasada: nie śpiewamy - zachichotała Avalon. - Będziesz musiała tradycyjnie praktykować.
- Ale mi nie wychodzi - jęknęłam.
- Jutro spróbujemy ponownie - wzruszyła ramionami. - A teraz spróbujemy z świeczkami.
- Co? - mruknęłam niezadowolona.
- No już - zaklaskała w dłonie. Poczłapałam za nią do kuchni i usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Po środku stołu stała świeczką, którą wcześniej ułożyła tam Avalon. Sięgnęłam do ozdobnej serwetki i zabrałam ją ze stołu tak na wszelki wypadek. Perrie by mnie zabiła, gdybym zrobiła coś jej ukochanym ozdobom, a ta serwetka do nich należała.
- Spróbuj ją zapalić – Avalon uśmiechnęła się do mnie ciepło wskazując na świeczkę.
Dobra. To nie było takie trudne, wtedy w salonie. Zamknęłam oczy i pomyślałam o płonącym knocie, którego płomienie są wysokie i jasne.
- Ugh, nie udało się - zdenerwowałam się otwierając oczy i spoglądając na stół.
- No nie byłabym tego taka pewna - odparła Avalon uśmiechając się. Spojrzałam na nią jak na wariatkę, ale odwróciłam się, bo dziewczyna wpatrywała się intensywnie w coś, za moimi plecami. Na lodówce, na której stał stary świecznik, wszystkie knoty były zapalone. Ku mojemu zdziwieniu rozległy się brawa.
- Super Leigh-Anne! - pochwaliła mnie Eleanor.
- Dobra robota - przytaknął Niall z szerokim uśmiechem.
- Już nie długo będziesz świetną czarodziejką! - zaklaskał w dłonie Zayn.
- Ojej - zakryłam dłonią usta. Ja to zrobiłam! Może jednak będę jeszcze dobrą czarownicą?
- Jasne, że będziesz! Musisz tylko trochę poćwiczyć - odpowiedział na moje pytanie w myślach Liam.
- Naucz mnie czegoś jeszcze! - poprosiłam podekscytowana Avalon.
- Ale czego? Hm, może coś z samoobrony? Już wiem. Zayn, pomożesz? - Av popatrzyła na Mulata.
- Um, ja? W samoobronie? - Zayn zrobił nie pewny krok do tyłu, jakby robił sobie drogę do ucieczki. Chciało mi się śmiać. Nagle nasz dzielny, nieustraszony przywódca łapie cykora przed uczącą się czarownicą?
- Tak, tak - przytaknęła Avalon z uśmiechem.
- Ale ja nie… O! Proszę, Liam, chyba bardzo by chciał pomóc! – Zayn wypchnął nieco Liama do przodu.
- Co? Nie! Zayn był pierwszy! - zaprotestował Liam.
- Potrzebujemy Zayna, on ma blokadę - uzasadniła swój wybór ciemnowłosa.
- Oh... - westchnął Zayn i byłam prawie pewna, że w myślach przeklinał swoją zdolność.
- Usiądźmy na dywanie w salonie - zaproponowała Av, więc udaliśmy się do pokoju dziennego. Usiedliśmy po środku, wraz z Zaynem i Avalon, a reszta ciekawskich na kanapie. Mulat był na przeciwko mnie, a czarownica po mojej prawej stronie.
- Ok. To bardzo proste, ale też wyjątkowo skuteczne. Oczywiście, działa gdy tylko ktoś nie ma blokady. Pokażę ci. Zayn, mógłbyś na chwilę ściągnąć blokadę? - zwróciła się do niego. Chłopak skrzywił się, ale pokiwał głową. - Jak będzie boleć to po prostu się obroń.
Avalon zmrużyła oczy i skupiła się na Mulacie. Na jego twarzy pojawił się grymas i zacisnął szczękę. Złapał się za głowę i stęknął cicho.
- Widzisz? - uśmiechnęła się w moją stronę ciemnowłosa.
- Jak to zrobiłaś? - zapytałam zafascynowana.
- Lata praktyki - wzruszyła ramionami. - Ty najpierw będziesz musiała wymawiać zaklęcie, ale potem będzie zbyteczne. Gotowa?
- Jasne, co mam robić? - spytałam.
- Musisz się skupić na danej osobie. Zayn, musisz wyłączyć blokadę - upomniała go.
- Ale to strasznie boli... - zajęczał.
- Proszę! Potem to nam się bardzo przyda w walce! Ale jak aż tak bardzo cierpisz… Później poproszę Perrie o pomoc – wyciągnęłam asa z rękawa. Zayn bardzo się ożywił i szybko pokręcił głową.
- Dam radę, jestem bardziej wytrzymały – stwierdził dumnie. Zaśmiałam się z dziewczynami, ale gdy Malik posłał mi ostrzegawcze spojrzenie stłumiłam kolejną falę śmiechu.
- Dobra, Leigh-Anne gotowa? Powtarzaj za mną: dolor caput infirmitate.
- Dolor caput infirmitate…? - powtórzyłam niepewnie. Rany, czy to normalne, że poczułam takie dziwne coś w środku? Jakby zapalił się we mnie dawno wygasły płomyk.
- Czujesz? Takie jakby mrowienie? – Avalon popatrzyła na mnie uśmiechając się nieśmiało. Rzeczywiście! Tak, to właśnie czułam, nie wiem jak to opisać, ale „mrowienie” to chyba najbardziej trafne słowo. – To oznacza że dobrze wypowiadasz zaklęcie. To bardzo przydatne. A teraz powtórz zaklęcie z jakieś 10 razy.
- Co? Czemu?
- Żeby nabrać pewności. Musisz być stanowcza wypowiadając zaklęcie.
- Oh, rozumiem. Hm... Jak to szło? Dolor caput infirmitate, dolor caput infirmitate, dolor caput infirmitate... - powtarzałam, a za każdym razem to dziwne uczucie się nasilało. Ciągle nie wiem jak to opisać... Nie jest ono przyjemne,  ale też nie odczuwam dyskomfortu. Jest jakby neutralne.
- Dobrze, a teraz powiedz to samo, ale tym razem staraj się już skupić na Zaynie.
- Dolor caput infirmitate - powiedziałam twardo. Skoncentrowałam się na Mulacie, który jest moim celem. Skupiłam się na jego źrenicach, bo wszystko inne mnie rozpraszało. Już po chwili Zayn zacisnął zęby i zasyczał z bólu. Udało się? Udało się! O mój Boże, udało się! Zapiszczałam uradowana i rzuciłam się na Mulata. Objęłam go mocno, tak mocno jak tylko mogłam.
- Bo mnie udusisz! - wydyszał Zayn, a ja poluźniłam uścisk i uśmiechnęłam się przepraszająco. - Brawo Leigh - pochwalił mnie.
- D-dzięki. - wydukałam. Matko, nie mogę uwierzyć, że się udało! Moje pierwsze zaklęcie. Takie prawdziwe zaklęcie... Dopiero w tamtej chwili poczułam się zadowolona z tego, że jestem czarownicą. Wcześniej jakoś mi to nie leżało, nie pasowało do mnie. Do czasu, gdy udało mi się poprawnie wykonać zaklęcie.
- Dziękuję Avalon! - przytuliłam się teraz do dziewczyny na co ona się zaśmiała, ale odwzajemniła uścisk.
- Super, to teraz możesz się bronić już na dwa sposoby. Głosem i magią - również pochwalił mnie Liam.
- To było niesamowite! Ja też tak chcę... - wyjęczał Niall, a ja się zaśmiałam.
- Idzie ci naprawdę bardzo dobrze, może teraz nam wyczarujesz obiad? Niall byłby wniebowzięty – zawtórował mi Harry.
- Ja jestem za! - przytaknęła rozbawiona Jesy i wszyscy razem wybuchliśmy śmiechem. Ach, jestem taka szczęśliwa! W końcu coś mi się udało.

- To może hokus pokus pizzus zamawialos?”- parsknęłam i już po chwili trzymałam telefon w ręce wykręcając numer naszej ulubionej pizzerii.



C.d.n…



_________________________________________________________

Hej hej! 

I oto kolejny rozdział^^ Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu :)

Jeszcze raz bardzo chciałabym podziękować Nataszy za to, że dała mi znać o tym drugim blogu. Okazało się, że ktoś skopiował mój pomysł... No cóż, co mogę powiedzieć? Tylko tyle, że czuję się zraniona? Ehh... Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Kolejny rozdział planuję dodać w piątek, co Wy na to? :)

Kocham Was ;*
Wasza Nicol <3

P.S. (To zaczyna już być tradycją xd) Zachęcam do pytania bohaterów! :3 
No i miło by było wiedzieć, co sądzicie o tej części, więc jak możecie, to proszę, zostawcie po sobie komentarz. Dla Was to chwila, a ja wiem, że dobrze zrobiłam to co zrobiłam :) Oczywiście jak macie skargi to też chętnie wysłucham ;*

21 komentarzy:

  1. Pierwsza <3 Kocham <3 Jak najszybciej next <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Dajesz dalej!!!<3 chcę wiedzieć co dalej bd robić Leigh i gdzie jest Pezz i co się dzieje z Jade...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pezz, Lou i Jade są w hotelu na drugim końcu miasta. Jade nie może być bliżej Harry'ego, bo znów dopadną ich te okropne bóle głowy :P

      Usuń
  3. Super! Ale kiedy dodasz gify

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umm.. szczerze mówiąc nie wiem... Nie mam nic w wersjach roboczych, a teraz jest też sporo nauki w szkole, więc możliwe, ze nie za szybko :(

      Usuń
  4. Suuuuuuuuper!
    Kiedy będzie Jade i Pezz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh... ich nie zobaczycie za szybko, teraz dzieje się dużo w domu dziewczyn gdzie przebywa Avalon i to tam skupiłam akcję.

      Usuń
  5. Kocham Kocham Kocham Kocham Kocham Kocham xD

    OdpowiedzUsuń
  6. <3 <3 <3 Kurde świetne <3 <3 <3 Rozpisałabym się, ale nie mam czasu bo piszę nowy rozdział <3 Ale kurde mole ten rozdział był super *O*

    OdpowiedzUsuń
  7. Super! Super! Super! Super!...*pół godziny później* Super! Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyyyyślij mi proszę link do Dzieci Lilith, bo nie mogę sama go znaleźć :(

      Usuń
  8. Hej, hej, skomentuje w wolnej chwili, ale teraz wpadłam tylko zaprosić do mnie na VII, a oto zachęta:
    " - Um… - zająknęłam się – przepraszam – powiedziałam ze skruchą, a Esmeralda uśmiechnęła się uprzejmie – za to, że nie masz normalnego życia, a twoi rodzice to skończeni idioci, zapatrzeni w pieniądze, przepraszam, że skończysz podobnie – dodałam z wyższością"
    http://all-times-enclosed-inthis-one.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow !! To było extra !! ;D
    baaardzo lubie Avalone, mimo wszystko ;D. Jest ona miła i kochana no i pomogła Leigh-Anne. W końcu jej coś wyszło !! ;D i to jak !
    Hahhaha kocham Ciebie i twoje pomysły ! ;** i nie rozumiem jak ktoś mógł wykorzystać je w swoim blogu, bez sensu takie kopiowanie czyjegoś prawieże bloga <333

    OdpowiedzUsuń
  10. Super!
    Avalone jest super!
    Hahaha Niall, naucz się.
    Leigh-Annie udało się :D super :*
    czekamy na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  11. hahaha
    Dobrze że Av w końcu jest taka przyjazna i jest już ok.
    Te zaklęcia mnie rozwaliły :)
    HAHa To jest po prostu boskie :*'
    Buziaki;*
    A

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże czemu ty kopiujesz mojego bloga to moje opowiadanie. Boże co za debil ka -_-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam bardzo mogę wiedzieć jakiego masz bloga? Dlaczego komentujesz z anonima?
      I nie obrażaj mnie, bo na 100% nic nie skopiowałam, piszę to opowiadanie już od roku...

      Usuń
  13. Ty wiesz, kogo opowiadanie czytasz, a my cię nie znamy. Może chciałabyś się przedstawić? Będzie nam milo Cię poznać i Twoje opowiadania również.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥