czwartek, 20 lutego 2014

„Rozśpiewana historia” Część 70

„Rozśpiewana historia” Część 70

Rytuał

****Jade****
- Zamierzam wykonać rytuał - powiedziała stanowczo Leigh-Anne. 
- Co?! NIE! Zginiesz! - krzyknęłam przerażona. No tak, wszystko się zgadza: ja- przeznaczona, Harry- Amor, wampir- ofiara… Boże, dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?! Pamiętam jak dwa dni temu rozmawiałam z Eleanor przez telefon i opowiadała mi ten zabawny zbieg okoliczności. Leigh i Avalon są rodziną. Mało tego! Leigh też się wywodzi od Virgini, co oznacza, że może równie dobrze wykonać rytuał jak Avalon. Dlaczego wcześniej nie skojarzyłam tych faktów?!
- Leigh, nie rób tego, zabijesz się! - zaoponował Harry. Był równie wystraszony co ja. Owszem, oboje chcemy, aby tej klątwy już nie było, ale nie takim kosztem!
- Ja już zaczęłam. Niby dlaczego nie macie bólów głowy? Czemu możecie przebywać w swojej obecności? Wykonałam już tą najmniejszą część. Teraz przejdziemy już do samego rytuału. Cieszę się, że w końcu będziecie razem - uśmiechnęła się.
- Leigh, błagam, nie rób tego! Znajdziemy inny sposób, ale proszę, nie rób tego! - darłam się. Nie mogę pozwolić jej zginąć przeze mnie! Nie przeżyję, jeśli ją stracę!
- Jade ma rację, to szaleństwo! Leigh-Anne, proszę przestań! - dodał Harry.
- Taa… Mnie też się ten cały rytuał nie uśmiecha… - mruknął Stefano.
- W końcu zrobię coś dobrego. Chcę abyście byli szczęśliwi, nie mogę patrzeć jak cierpisz, Jade. Ja i tak nikogo nie mam, przynajmniej ty będziesz szczęśliwa - nie przestawała się uśmiechać do mnie. Nie mogłam powstrzymać łez. Ona naprawdę chce to zrobić. Dla mnie. Nie wiem, co jest gorsze- to, że stracę tak wspaniałą przyjaciółkę, czy to, że to będzie wszystko moja wina.
Leigh-Anne stanęła naprzeciwko kręgu Harry’ego i zaczęła wymawiać jakieś słowa. Nie znałam ich, przypuszczam, że to łacina, bo parę z nich było podobnych do naszych.
- Rituali initium*
- LEIGH-ANNE, NIE! Przestań! - krzyczałam na zmianę z Harrym, ale ona zdawała się tego nie słyszeć.
- Maledictionem perdere** - mówiła dalej. Miała zamknięte oczy, płomienie naszych kręgów dawały jasną poświatę i oświetlały polanę. Stefano zaczął coś mruczeć pod nosem, potem zaczął stękać i jęczeć. Leigh otworzyła oczy i swój wzrok wlepiła w wampira. On pod jej spojrzeniem zaczął się uginać, a w końcu opadł na kolana.
- Leigh-Anne, proszę… - szlochałam zrozpaczona. Harry podjął kolejną próbę wydostania się z okręgu, ale skończyła się tak samo jak poprzednimi razami: odepchnięty żarem buchającym od ognia upadł na ziemię. Zaklął pod nosem. Zakryłam dłońmi oczy. Nie chcę tego widzieć. Nie wiem co mam robić. Co powiedzieć?
- Leigh, błagam. Nie rób tego - załkałam jeszcze raz. Stefano zaczął się dusić. Leigh-Anne patrzyła na niego tak, jakby wzrokiem mogła go zabić. Boję się wampirów, nie lubię jak na mnie patrzą, ale mimo wszystko bardzo mi go było szkoda. Dlaczego i on ma zginąć z naszego powodu?
- Lamia occidere, victim complexus*** - powiedziała Leigh, a Stefano stracił przytomność. Ciałem mojej przyjaciółki wstrząsnął dreszcz. Syknęła z bólu, ale kontynuowała dalej.
- Leigh-Anne… Zginiesz - szepnęłam zrozpaczona nie mając już sił, by krzyczeć. Przeszedł ją kolejny dreszcz, tym razem jęknęła z bólu.
- Industria, vis, potestatem, rituali perseverant****… - dukała, a jej twarz wykrzywił grymas.  Wokół nas zerwał się straszliwy wiatr, może nawet huragan. Czułam się jakbym była w środku trąby powietrznej…
- LEIGH-ANNE, PRZESTAŃ! - usłyszałam czyjś krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam Avalon.
- Leigh, masz natychmiast przestać! - wrzeszczała, ale nic to nie dawało. Leigh-Anne cały czas klepała formułki, jakieś zaklęcia. Z jej rąk trysnęły iskry, ciałem wstrząsnął dreszcz, a ona sama krzyknęła z bólu.
- Leigh! - wystraszyłam się. Nie chce jej stracić! Nie mogę! Jest dla mnie jak siostra!
- Rituali prohibere!***** - wydarła się Avalon poprzez ten wiatr, wyciągnęła rękę i zaczęła iść w naszą stronę.
- Desine magus nunc!****** - wydarła się Avalon, a Leigh opadła bezwładnie na ziemię. Pośród tego huraganu zauważyłam po drugiej stronie polany przyjaciół, którzy właśnie tu biegli. Krzyczeli coś, ale nie potrafiłam niczego zrozumieć, było za głośno.
- Designatur release!******* - mówiła dalej Avalon, a ja poczułam jak mi się robi słabo.
- Amor release!********- krzyknęła, a Harry upadł na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje, po prostu krzyczałam ze strachu, obawy i smutku. Złapałam się za głowę. Te okropne bóle powróciły, zaczęło mi się kręcić w głowie, świat się rozmywał. Zmusiłam się, aby ustać na własnych nogach. Nie mogę stracić przytomności. Nie wolno mi. Co jeśli zasnę i się już nie obudzę? Muszę wytrwać.
- Tempus ut veniat!******** - podniosła rękę wyżej po czym jęknęła z bólu. Tak jak Leigh-Anne przedtem, jej ciałem wstrząsnął potężny dreszcz. Z jej nosa pociekła krew. Ogień buchnął żarem, odepchnął mnie od krawędzi. Czułam jak ciężkie robią się moje powieki, ale postanowiłam, że to przezwyciężę. Wszędzie pojawiły się iskry, a Avalon zaciskała mocno powieki. Chwila… ona… ona chyba…
Stefano po mojej lewej stronie się obudził i oddychał ciężko. Próbował wstać. 

- Avalon! - krzyknął Niall. Ciemnowłosa otworzyła szeroko oczy i spojrzała na blondyna. Uśmiechnęła się do niego z bólem, po czym się odwróciła i wydarła się na całe gardło:
- PERFICERE RITUAL!*********
Ogień wybuchł parząc mnie dookoła. Stefano krzyknął z bólu po czym ponownie opadł na ziemię. Tym razem jego klatka piersiowa się już nie unosiła… Nie ruszał się.
Avalon zadrżała, usłyszałam chrupnięcie kości- dźwięk, którego się nie zapomina… Ciemnowłosa opadła bezwładnie na ziemię, a ja dosłownie sekundę po niej.

****Perrie****
Wiatr ustał, ogień zgasł.  Nastała głucha cisza, nikt nie ważył się kiwnąć palcem, czy choćby nabrać powietrza. Nasi przyjaciele leżeli nie ruchomo na trawie.
- No co jest, pomóżmy im! - Jako pierwszy odezwał się Zayn. wraz z Louisem podbiegli do Harry’ego, ja z Eleanor do Jade, Niall do Avalon, Jesy do Leigh-Anne, a Liam do tego wampira, a raczej do tego, co z niego zostało.
- Zamienił się w proch – oświadczył smutno Liam.
- Leigh-Anne oddycha - załkała szczęśliwa Jesy.
- Harry też - odetchnęli z ulgą Zayn i Lou. Eleanor ułożyła sobie na kolanach głowę Jade i sprawdziła jej puls, bo moje ręce za bardzo się trzęsły.
- Jest dobrze. Serce bije rytmicznie - uśmiechnęła się słabo. Odetchnęłam. Popatrzyłam na wszystkich. Była jakaś dziwna cisza… Czemu? Prawie każdy patrzył się z przerażeniem na Nialla. I ja skierowałam na niego swój wzrok i wtedy pojęłam. O nie…
Blondyn wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w Avalon. Po jego polikach spływały ogromne łzy, a broda zaczęła się trząść. Podbiegłam do Avalon, złapałam za nadgarstek, ale nic nie wyczułam pod palcami. Przyłożyłam ucho do jej piersi. Serce nie biło.
- Nie, nie… - wydukałam odmierzając 30 uciśnięć na klatce piersiowej ciemnowłosej, dwa wdechy, kolejne 30 uciśnięć…
- Perrie… - złapał mnie za ramiona Zayn.
- Nie, Zayn! To nie może się tak dla niej skończyć! - krzyknęłam zdesperowana. Złapał mnie mocniej i odciągnął. Nie mogłam przestać płakać ani się uspokoić. To koniec.
***
Zabraliśmy Jade, Harry’ego, Leigh-Anne, ciało Avalon. Niall nie odstępował jej na krok. Był taki załamany…
Gdy dotarliśmy do domu, ułożyliśmy nieprzytomnych na łóżkach. Zayn od razu dzwonił do zakładu pogrzebowego, ja nie potrafiłabym. Klątwy nie ma, ale jakim kosztem? Każde ludzkie życie jest tak samo ważne… Siedziałam przy łóżku Jade i czekałam, aż się obudzi. Obok mnie była Eleanor. Nie odzywałyśmy się. Byłyśmy pogrążone w zupełnej ciszy odkąd przyjechaliśmy z polany, a było to parę godzin temu. Nikt też nie rozmawiał, chyba że naprawdę musiał. To była straszna noc.
Jade nagle się zerwała i wrzasnęła. Złapałam ja za rękę i uspokajająco przyciągnęłam ją do swojej piersi. Przytuliła mnie mocniej po czym się odsunęła.
- Co się stało? - zapytała.
- Avalon zlikwidowała klątwę. Jesteś wolna - uśmiechnęłam się słabo.
- Naprawdę? - niedowierzała. Przytaknęłam. Jej oczy zaszkliły się, a na twarzy pojawił się uśmiech. Popatrzyła na Eleanor radośnie, ale widząc jej nie okazującą emocji minę spytała:
- Czemu jesteście takie przybite? - zapytała radośnie Jade nie rozumiejąc.
- Po prostu się bardzo o ciebie martwiłyśmy - odpowiedziała szybko Eleanor zanim zdążyłam powiedzieć o Avalon. El spojrzała na mnie ostrzegawczo i ledwo zauważalnie pokręciła głową. Zrozumiałam.
- Jest w porządku! Dawno nie czułam się tak dobrze – zapewniła. - A z Leigh jest dobrze? O mój Boże, czy ona…
- Jest tylko bardzo wyczerpana - wymusiłam słaby uśmiech.
- Oh, dzięki Bogu – odetchnęła z ulgą. O nie… Co jeśli sama się zaraz domyśli, że Avalon tego nie przeżyła? Rozległo się pukanie i do pokoju wszedł Liam. Uff…
- Jade! Jak się czujesz? Wszystko dobrze? - zapytał zamykając dziewczynę w mocnym uścisku.
- Dziękuję, tak – odpowiedziała i oplotła ciało chłopaka rękami.
- Baliśmy się o ciebie - odsunął się od niej i spojrzał na nią ostrożnie.
- Już wszystko będzie dobrze. Umm... A jak Harry? Gdzie on jest? - dopytywała się.
Liam się zaśmiał, a policzki Jade oblał nieśmiały rumieniec.
- Hazz? – zawołał go cicho Liam.
Drzwi do pokoju uchyliły się lekko, a zza nich niepewnie wyjrzał Harry. Oczy Jade z każdą chwilą robiły się coraz większe i większe, a uśmiech rósł na jej twarzy. Chłopak przekroczył próg pokoju i uśmiechnął się lekko. Jego oczy były zaszklone, policzki zarumienione.
Jade zerwała się z łóżka i potykając się wpadła w ramiona Harry'ego. Na jego twarzy było widać ulgę. Przylgnęli do siebie mocno, tak mocno, jakby już nigdy mieli się nie puścić. Oboje mieli mocno zaciśnięte powieki i chyba również wstrzymywali oddech.
Kiedy usłyszałam cichy szloch dziewczyny wystraszyłam się, że może on ją udusi, ale jej śliczny uśmiech mnie uspokoił. To jest najpiękniejszy widok jaki widziałam, oni byli tacy szczęśliwi…
- Jade... - westchnął Amor kładąc głowę na jej ramię. - Nawet nie wiesz ile na to czekałem.
- Nie puszczaj mnie jeszcze - zaniepokoiła się brunetka i jeszcze mocniej (o ile to możliwe) zacisnęła swoje drobne ramiona wokół niego.
- Nie zamierzałem – zaśmiał się cicho gładząc ręką jej plecy.
Zauważyłam zaczerwienione oczy u Liama. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że po moich policzkach spływają łzy. Pociągnęłam Eleanor do siebie i przytuliłam się do niej. To takie piękne! Ja też tak chcę, pragnę, aby kiedyś ktoś tak o mnie walczył, jak Harry o Jade.
- A więc to już koniec - westchnęła El.
- Nie. To dopiero początek - stwierdziłam z uśmiechem. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo słuszne były moje słowa. I po co wykrakałam?

 -KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ-




* Rituali initium – rozpoczęcie rytuału
** Maledictionem perdere – niszczyć klątwę
*** Lamia occidere, victim complexus – śmierć wampira, ofiara złożona
****Industria, vis, potestatem, rituali perseverant – energia, siła, moc, rytuał trwa
*****Rituali prohibere – zatrzymać rytuał
*****Desine magus nunc –zatrzymać natychmiast czarodziejkę
******Designatur release – uwolnić Przeznaczoną
*******Amor release – uwolnić Amora
******** tempus ut veniat  – czas nadszedł
*********perficere ritual – zakończyć rytuał

 _____________________________________________________________
Koniec części pierwszej... TADAAAAAAA!

Co do drugiej mam tysiące pomysłów, ale zero spójności... Muszę to jeszcze przemyśleć jak złożyć to wszystko w logiczną całość.

Zawiodłam kogoś tym rozdziałem? Przepraszam, ale dla mnie jest to jeden z najlepszych jakie napisałam. Jestem z niego bardzo dumna. Klątwy już nie ma! Yay! :D

A teraz kolejna smutna wiadomość, a mianowicie biorę urlop. Nie, inaczej, urlop bierze się od ciężkiej pracy... A ja kocham pisać.  Po prostu odstawiam na chwilkę bloga, bo muszę wymyślić drugą część Rozśpiewanej historii :P Coś tam już mam, ale muszę to sobie ułożyć. Na wyjeździe pewnie coś wpadnie mi do głowy. 


Niespodzianka! Będzie zwiastun zapowiadający część drugą! Kto się cieszy? Ja na pewno! Albo postaram się go zrobić sama, albo go gdzieś zamówię xd Jakieś propozycje? :D 


Bardzo, ale to bardzo chciałabym Wam podziękować za tą pierwszą część RH. Byliście tu ze mną, komentowaliście, pisaliście, że się Wam podoba... Dziękuję. To właśnie dla Was tworzę część drugą, mimo że jestem cholernie wkurzona, że nie potrafię jak na razie nic wymyślić (Weno! Przyjdź! Ale mam już główny wątek tylko teraz muszę do niego dołączyć te dziwne pomysły, które mi wpadły do głowy. Nie mam tylko pojęcia jak. Coś się wymyśli :P) Kocham Was z całego serduszka. To dzięki RH ten blog tak bardzo się ożywił. No halo! Mam już 21 obserwatorów i 43 tys. wejść! :) Baaaaaaaaaardzo Wam dziękuję!!!! OMG nadal nie mogę w to uwierzyć! Jesteście wspaniali!


Tak więc oto kończę, nie mogę się już doczekać jak wrócę z ferii aby przeczytać Wasze opinie :)  Serdecznie zapraszam do komentowania!


Mimo, ze część się skończyła, nadal możecie pytać bohaterów! Chyba fajnie, prawda? :)


Wasza (przeszczęśliwa) Nicol <3

13 komentarzy:

  1. Rany dziewczyno, ja ryczę tylko na filmach, tu łzy nie pozwalały mi dalej czytać. Skąd ten talent?! Ale lepiej niech ci ta wena szybko wróci, bo chcę czytać dalej. Uwielbiam to jak zaskakujesz i to że wydaje mi się, że już wiem, co będzie dalej. A tu niespodzianka -układasz to inaczej i znowu napięcie,CO TERAZ!!!????
    Ucz się pilnie,żeby mieć czas na RH

    OdpowiedzUsuń
  2. Więc tak... przy następnym spotkaniu ze mną masz 5 sekund na ucieczkę, uprzedzam, żeby nie było. I już dobrze wiesz dlaczego... Kochani czytelnicy 2 część pojawi się jak moja "kochana przyjaciółka" wstanie z martwych:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Suuuuuuuuuuuuuuuuper!
    Nie wiem co powiedzieć
    Po prostu boskie!
    Czekam na następną część
    Mam nadzieje ,że wena wruci XD

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG OMG OMG OMG OMG OMG OMG OMG OMG OMG (100 lat później) OMG OMG OMG <3333 *O*O*O*O*O*O*O*O*O*O*O*O* AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Najlepszy rozdział !!!! Tyle się w nim dzieje, tyle emocji <3 *_________________* Ale szkoda mi Niall'a :'( Pokochał kogoś, a tutaj osoba na której mu zależało poświęciła się dla innych... :'( Ale pewnie ty wpadniesz na kolejny z twoich genialnych pomysłów i zrobisz jakieś czary mary bum i ona ożyje :D Dobra czekam na drógą część życzę weny i czego tam jeszcze chcesz ! ^___^

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaa matko kochana to jest prze prze cudowne !!! Czytam twój blog od początku i go kocham . Czekam na części 2 i weny życzę ;*;* Nata

    OdpowiedzUsuń
  6. To było najlepsze opowiadanie jakie w życiu czytałam! JEstem taka ciekawa co będzie dalej! Zyczę ci dużo weny i żebyś drugą częścia przewyższyła pierwszą ( o ile się da, bo ta była idealna, ale twój geniusz połączony z weną może czynić cuda) dziękuję ci bardzo za to co dla nas robisz <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Łoooooo ja pierdziele!
    Kopara opaaaada niziutko O.O
    Ale akcja! N.i.e.s.a.m.o.w.i.t.e <3 <3 <3
    Ten rytuał OMFG!
    O nieeeeee to już koniec pierwszej części!!
    Mam nadzieję że tw wena "powróci" chociaż ja uważam, że nadal masz JĄ :-)
    Czekam ze zniecierpliwieniem na 2 część!
    To =} dopiero początek =}
    Awwww cant wait <3 <3 <3

    Zapraszam do sb
    najlepszepolskieimaginyonedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. CUDO!



    Ona... ona... ona nie żyje!?
    (Załamałam się)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niech Avalon cudem się obuddzi ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. OMG OMG OMG !!! TO JESTE JEST JEST BOSKIE BOSKIE!!! NIEE.. TO ZA MALO POWIEDZIANE! POPROSTU BRAK SLOW!!! WRACAJ SZYBKO I PISZ DALEEEJ!!! IIIII AVALON MUSI ZYC!!!!! AVALON+NIALL *---* JADE+HARRY *---* kocham !!!! Pisz dalej prosze prosze!! WENE PRZESYLAM CI TRALALALA BUM CYK CYK XD JUZ MASZ I PISZ :D
    JUZ DUZO NAPISALAM XD WYSTARCZY XD ..
    POZDRAWIAM I CZEKAM ; ***** ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem cala mokra od łez proszę niech Avalon jakimś magicznym cudem ozyje !!! ;-;

    OdpowiedzUsuń
  12. Płacze! jAK Ty to robisz! Jak tu najzwyczajniej w świecie płacze! I ze szczęścia i ze smutku.
    Dlaczego Av... dlaczego!
    Ale coś czuję, że znajdzie się luka i ona ożyje. Jak zawsze optymistycznie dla innych.
    A więc podsumowuję tą cześć jednym słowem
    ZAJEBIŚCIEWSPANIAŁA.
    KOCHAM CIĘ NICOL NAWET NIE WIESZ JAK BARDZO CIĘ KOCHAM. (huk, że nie zobaczysz mojego wyznania, ale musiałam to napisać)
    Buziaki ;*
    A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥