sobota, 12 lipca 2014

„Rozśpiewana historia 2” Część 21

„Rozśpiewana historia 2” Część 21

Mała epidemia


Gwałtownie usiadłam i nabrałam powietrza. Włosy przykleiły mi się do spoconego karku, materiał przemoczonej bluzki sprawiał niekomfortowe uczucie. Moja klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała, a jednak jakby nadal brakowało mi powietrza. Ramię dodatkowo bolało od szybkiego zerwania się z łóżka.
- To tylko sen. – wyszeptałam i przetarłam dłonią mokrą od potu twarz. Tym razem to nie był tylko piasek. Na początku tak. Ale w pewnym momencie zaczęły na niego spadać czerwone, duże krople. Były jak deszcz, tylko gęstsze… Dopiero po chwili sobie uświadomiłam, że to krew. Wystraszona, od razu wyrwałam się ze snu, naprawdę, nie mam pojęcia jak.
Zerknęłam na zegarek, który pokazywał godzinę siódmą trzydzieści sześć. I tak już nie zasnę, nie po tym co się stało. Wstałam z łóżka i od razu udałam się pod prysznic, aby się odświeżyć po tym okropnym śnie i rozluźnić napięte mięśnie. Woda ukoiła moje nerwy. Przebrałam się w ciuchy ostrożnie, uważając na chorą rękę. Nie wiem co ostatnio mam z tymi bajkami Disney’a, ale dzisiaj wybrałam top przedstawiający Ariel. Do tego rurki i moje ukochane Conversy. Zeszłam na dół po schodach, ale na dole nie zastałam nikogo. Zajrzałam do kuchni, do lodówki. No, ona była pełna, ale jakieś pieczywo byłoby mile widziane. Westchnęłam i chwyciłam torbę oraz kurtkę.
Na dworze było zimno, a do tego chłodne powiewy wiatru sprawiały, że po moich plecach przechodziły dreszcze. Otuliłam się ciepłym materiałem kurtki i ruszyłam do pobliskiego sklepu. Pokonałam szybkim krokiem drogę do budynku znajdującego się na samym końcu sąsiadującej ulicy. Gdy przechodziłam przez próg zabrzmiały dzwoneczki oznajmujące przybycie nowego klienta.
- Dzień dobry. – powiedziałam grzecznie uśmiechając się do pani za ladą. Odwzajemniła mój gest i kiwnęła mi głową. Przeszłam do działu z pieczywem i wybrałam dwa bochenki chleba oraz sześć bułek różnego rodzaju. Jedne ciemne, drugie zwykłe, trzecie ze słonecznikiem i inne. Kiedy przechodziłam obok regału ze słodyczami nie mogłam się powstrzymać, by nie wziąć słodkiego rogalika „7 Days”. Położyłam wszystko na ladzie, a gdy sprzedawczyni kasowała moje zakupy dołożyłam jeszcze paczkę ulubionych M&M’sów.
- One są bez orzeszków. – zwróciła mi uwagę kobieta.
- Tak, wiem, wolę te z samą czekoladą. – zaśmiałam się.
- Naprawdę? Oh, przepraszam. – również zaczęła się śmiać. Zapłaciłam za zakupy i chwyciłam reklamówkę.
- Do widzenia! – zawołałam jeszcze zanim wyszłam ze sklepu i ruszyłam w drogę powrotną. Kiedy byłam jakieś trzy minuty od domu, mój telefon zaczął brzęczeć. Wyłowiłam go z torby i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Jade? Gdzie jesteś? – to była Leigh-Anne.
- W drodze ze sklepu do domu. Będę za chwilkę.
- Oh, a mogłabyś jeszcze kupić coś na gardło?
- Na gardło? Boli cię? – zdziwiłam się.
- Nie mnie. Z resztą, jak przyjdziesz to zrozumiesz. Pośpiesz się, ok.? – rzuciła tylko i się rozłączyła. Westchnęłam i zawróciłam.

*****
- Mam tylko pastylki do ssania, niczego innego nie było… - powiedziałam jak tylko weszłam do kuchni, gdzie siedziała Leigh-Anne.
- Okey, może być. – wzięła je ode mnie i wstała.
- Powiesz mi co się dzieje? – zapytałam ściągając kurtkę i stawiając zakupy na blacie.
- Chodź. – machnęła ręką. Poszłam za nią po schodach na górę, a potem do pokoju… Eleanor?
- El? Mamy dla ciebie tabletki. - Leigh podeszła do łóżka brunetki i usiadła na boku podając dziewczynie opakowanie.
- Oh, wiedziałam! Mówiłam, żebyś nie śpiewała! – również zbliżyłam się do leżącej. Eleanor była blada jak ściana, a pod jej oczami ukazywały się ciemnofioletowe cienie. Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami na moją skargę.
- Nie możesz mówić? – zapytałam nie dowierzając. Pokiwała głową i spuściła wzrok. – Oh, El… - westchnęłam smutno i przytuliłam ją do siebie.
Ani razu, odkąd skończyłyśmy dwanaście lat, nie widziałam jej chorej. Jak już, to źle się poczuła czy coś, ale w takim stanie jeszcze nie była. Zawsze szybko dochodziła do siebie, czasami nawet po dwóch czy trzech godzinach.
- Chyba mam coś co może ci się przydać! Zaraz wracam. – oznajmiła Leigh i wybiegła z pokoju. Po chwili wróciła z notatnikiem i długopisem w ręce. – Tak będziesz mogła się z nami porozumieć.
El wzięła kartki od przyjaciółki i od razu napisała coś na pierwszej stronie. Pokazała nam.
-„To przez to, co się działo wczoraj. Za bardzo nadwyrężyłam głos.”
- Cały czas śpiewałaś. I mi, i Angel, i Liamowi… - przypominałam sobie.
- No i kiedy osłabiłaś tych z The Wanted. Wow, przeszłaś samą siebie! Takiej fali uderzeniowej jeszcze nie widziałam! – pochwaliła Leigh-Anne, a El tylko westchnęła ciężko.
-„Dlatego nie mogę mówić. Nie byłam przygotowana na taki atak i teraz są tego skutki.” – napisała.
- Nie masz się czym martwić. Będziesz miała opiekę dwadzieścia cztery godziny na dobę! I do tego w pełnej gotowości. – zapewniłam ją.
-„ Potwornie się czuję… Może mi ktoś przynieść chusteczki? I herbatę…”- ponownie pokazała nam notatnik.
- Się robi! – zasalutowałyśmy wraz z Leigh-Anne.
- Odpoczywaj, zaraz do ciebie wrócimy. – uśmiechnęłam się łagodnie i razem z Leigh opuściłyśmy jej pokój.
- Pójdę zrobić jej herbatę. Ty idź po chusteczki. No i sprawdź co z dziewczynami… Coś długo śpią. – powiedziała czarnowłosa, gdy znalazłyśmy się na korytarzu.
- Okey. – przytaknęłam i poszłam do swojego pokoju. Wydaje mi się, że mam tam całe pudełko chusteczek. Nie myliłam się. Chwyciłam je i wróciłam do pokoju chorej. Eleanor już zdążyła zasnąć. Oh, musi się naprawdę źle czuć. Położyłam chusteczki na stoliku nocnym i po cichutku wyszłam z sypialni El. Kiedy przechodziłam korytarzem obok pokoju Nialla, do moich uszu doszedł okropny kaszel. Cofnęłam się i zapukałam do jego drzwi.
- Niall? Wszystko w porządku?
- Wejdź. – słaby i ochrypły głos chłopaka był ledwo słyszalny przez drewnianą powłokę. Weszłam do pokoju.
- Oh, wyglądasz okropnie! – szybko podeszłam do chłopaka leżącego na łóżku. Był blady, ale policzki miał mocno zarumienione. Miał nieco opuchnięty i zaczerwieniony nos.
- Dzięki. – wychrypiał opatulając się mocniej kołdrą.
- Przepraszam, nie o to mi chodziło. – popatrzyłam na niego z współczuciem i przystawiłam rękę do jego czoła – O matko, parzysz! Nigdzie się nie ruszaj, zaraz przyniosę termometr. I herbatę. Zimno ci?
- Trochę. – przyznał.
- To przyniosę ci jeszcze jakiś koc. O matko, mam nadzieję, że szybko wam przejdzie.
- Wam? – zmarszczył brwi.
- Eleanor też się rozchorowała. Za dużo wczoraj używała głosu. - Niall tylko przytaknął lekko głową – Zaraz wrócę z rzeczami dla ciebie.
Opuściłam jego pokój i ruszyłam do kolejnego. Oh, jeżeli się dzieje to co myślę, że się dzieje, to jesteśmy w bardzo kiepskiej sytuacji.
- Zayn? – zapukałam. Cisza.  Zapukałam więc jeszcze raz, tylko głośniej. Po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich zasapany chłopak.


(Musiałam xd)

- Coś się stało? Która godzina? – przetarł leniwie oczy.
- Dochodzi dziewiąta. Jak się czujesz? Boli cię coś? Masz gorączkę? – zasypałam go pytaniami i przystawiłam dłoń do jego czoła.
- Co? Nie, jest ok. – zdziwił się. Czoło miał ciepłe, ale nie gorące. Nie wyglądał też blado.
- Super. – powiedziałam tylko i ruszyłam do kolejnego pokoju.
- Jade, czekaj! Co się dzieje? – zatrzymał mnie.
- El i Niall się pochorowali. Sprawdzam co u pozostałych. – wyjaśniłam i zapukałam do następnych drzwi.
- Jesy! – zawołałam i uchyliłam drzwi. W pokoju było ciemno, zasłony chroniły przed jasnością poranka. Jesy leżała na łóżku okryta szczelnie kołdrą i bełkocząca coś pod nosem. Podeszłam do niej.
- Jesy?
- Ciszej… Łeb mi pęka… - wychrypiała. A więc kolejna.
- Zaraz do ciebie wrócę z herbatą i termometrem, dobrze? – zapytałam, ale nie oczekiwałam na odpowiedź tylko szybko ruszyłam do następnych drzwi. To pokój Perrie.
- Pezz, śpisz? – podeszłam do niej i lekko trąciłam ją w ramię. Odepchnęła moją rękę.
- Nie, nie mogłam spać przez całą noc. – powiedziała i zakaszlała. Ohh, super. Po prostu pięknie. Wszyscy się pochorowali! Podeszłam bliżej i przyjrzałam się blondynce. Duże cienie pod oczami, zaczerwieniony i opuchnięty nos. Leżała na łóżku, a wokół niej wszędzie były porozrzucane poduszki i kołdra. Przyłożyłam rękę do jej czoła.
- Gorąco mi. – jęknęła i odepchnęła moją dłoń – Otworzysz mi okno?
- Nie ma mowy! Jeszcze się wyziębisz. Zaraz wracam z termometrem. Nie ruszaj się stąd. – zarządziłam i szybko wyszłam z pokoju, zanim ta zdążyła zaprotestować.
- Pomóc ci? – Zayn już się przebrał. Jego włosy nadal były w nieładzie po spaniu, ale dodawało mu to uroku.
- Tak, jeśli możesz to idź do Leigh-Anne i pomóż jej przygotować herbaty, ale dla wszystkich. Coś czuję, ze mamy tu małą epidemię. – poprosiłam. Chłopak przytaknął i szybko pobiegł po schodach do kuchni. Kolejny pokój należał do Harry’ego. Zapukałam i od razu weszłam do jego sypialni mrucząc pod nosem: „Proszę, proszę, proszę, proszę”. Powitało mnie głośne kichnięcie. A więc moje modlitwy nie zostały wysłuchane.
- Jak się czujesz? – spytałam patrząc na chłopaka. Leżał wśród poduszek zawinięty w białą pościel jak to on lubi najbardziej- bez koszulki.
- Dobrze. – jego głos był o wiele bardziej zachrypnięty niż zwykle. Schował twarz w poduszce.
- A odwrócisz się do mnie? – uniosłam jedną brew wiedząc, że kłamie.
- Nie trzeba… - głos miał stłumiony przez materiał przy twarzy.
- Ależ trzeba. – podeszłam bliżej i oparłam ręce na biodrach. Harry wymamrotał coś pod nosem i ponownie kichnął. Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się cicho.
- O co ci chodzi? – zdziwił się i odwrócił w końcu w moją stronę.
- Fajnie kichasz. – zachichotałam i usiadłam na brzegu łóżka. Harry uśmiechnął się, ale po chwili skrzywił i… znowu kichnął. Tym razem wybuchłam śmiechem.
- Kicham jak każdy normalny człowiek! Czego ty chcesz ode mnie? – śmiał się razem ze mną. Przypomniałam sobie po co tu jestem. Położyłam dłoń na jego czole.
- Gorący jesteś. – pokręciłam głową.
- No wiem. – uśmiechnął się szeroko i poruszył brwiami w górę i w dół.
- Nie w tym sensie, debilu! – zaśmiałam się i cofnęłam rękę – Zaraz wrócę z termometrem.
- Ale musisz przyznać, że w tym drugim sensie też! – zawołał za mną, a ja się już tylko zaśmiałam i udałam do kolejnego pokoju.
- Louis? – zapukałam.
- Tak? – usłyszałam głos chłopaka, więc weszłam. Łóżko było już pościelone, zasłony odsłonięte. Lou stał już ubrany w drzwiach łazienki i suszył mokre włosy ręcznikiem.
- Jak się czujesz? Boli cię coś?
- Yyy… dobrze? O co chodzi? – zapytał zdziwiony.
- Wszyscy się pochorowali. Tylko Leigh-Anne, Zayn, ja i teraz jeszcze ty jakoś się trzymamy.
- A Eleanor? – zauważyłam błysk w jego oczach.
- Też się przeziębiła. To przez to, że wczoraj nadużyła swojej mocy. – westchnęłam smutno.
- I wszyscy inni są chorzy? – dopytywał się niedowierzając.
- Nie sprawdzałam jeszcze co u Liama i Angelici… Ale wszyscy inni z łóżka ruszyć się nie mogą. – pokręciłam głową – Gdybyś mógł pomóc czy coś…
- Tak, jasne, nie ma sprawy. – nie musiałam nawet kończyć zdania. Uśmiechnęłam się.
- Dzięki. Trzeba każdemu dać zapas chusteczek, zmierzyć temperaturę i niektórym dać koce. No i jeszcze herbata, ale tym się zajmuje Zayn i Leigh. Chodźmy najpierw do Liama, a później porozmawiajmy z naszą „zdrową ekipą” co dalej.
- „Zdrowa ekipa”? – powtórzył po mnie i szeroko się uśmiechnął - Podoba mi się.
Zaśmiałam się i poszłam szybko do pokoju Liama. Zapukałam, a gdy usłyszałam „otwarte” weszłam do środka.
- Cześć. Jak się macie? – zapytałam od razu.
- No on, nie najlepiej. Chyba się przeziębił. – zza drzwi łazienki dobiegł głos Angel. Popatrzyłam na Liama, który leżał na materacu na podłodze owinięty kołdrą.
- Czemu tu śpisz?
- To jest wygodniejsze niż kanapa w salonie… - wzruszył ramionami. Oczy miał podkrążone, nos opuchnięty. Głos trochę zachrypły. Przetarł delikatnie oczy ręką.
- Mogę? – spytałam przykładając mu rękę do czoła, gdy pokiwał głową. Chyba ma gorączkę.
- Angel, pozwolisz, że teraz Liam położy się na łóżku? – popatrzyłam na dziewczynę, która właśnie wyszła z łazienki. Włosy miała mokre, musiała dopiero wyjść spod prysznica.
- Jasne. W końcu to jego pokój. – uniosła lekko kąciki ust, ale szybko odwróciła się w inną stronę – Jade, idź do reszty, ja się nim zajmę.
- Na pewno? – nie dowierzałam. Chciała pomóc?
- Tak, słyszałam wszystko kiedy rozmawiałaś z Louisem. Myślę, że wiem co robić. – uspokoiła mnie. Podziękowałam jej i poszłam schodami na dół. Zapowiadał się dłuuuugi dzień.

C.d.n…

_________________________________________________________________________________

Hej!

Dzisiaj sobota! Yay! A, nie, czekaj teraz codziennie jest sobota xd

Dzisiejszy rozdział jest... hmm... nudny. Nie lubię go, nie podoba mi się, ale jest wstępem do czegoś co myślę, że się Wam spodoba, wiec tak już musi być :( 
Mam problem, ponieważ mam ostatnio małą blokadę w pisaniu i kompletnie nic mi się nie chce. Kolejnym problemem będzie wyjazd do Anglii, bo raczej nie będę mogła tam pisać. Co w takim układzie zrobić? Ktoś mi pomoże? Bo nie chcę Was zostawiać... Ale chyba nie mam wyboru :/ Przemyślę to jeszcze, może uda mi się coś szybciej napisać, ale nic nie obiecuję. 
Jednakże proszę mnie ochrzanić w komentarzach za taki nudny rozdział, zgoda? :)

Co tam u Was? Jak mijają wakacje? Albo gdzie jedziecie lub jesteście? Hm? 
Pomyślałam, ze mogłabym wstawić parę fotek z Londynu, jak już tam będę. Dajcie znać jak byście chcieli :)

Chcę znowu podziękować za pobicie rekordu w środę :) To było takie fajne! Wspaniałe Birthday Party! Dziękuję! Kocham Was ♥

Miłego dnia!
Nicol <3

15 komentarzy:

  1. rozdział nie jest nudny, kobieto! tym bardziej, jeśli jest wstępem do czegoś, co na pewno mi się spodoba. :D
    kocham Harry'ego. nawet jak jest chory, to jest uroczy. :3
    chcę kurtkę Jade. :( Piękna jest. :(
    TAAAAAAAAAAK! ZDJĘCIA Z LONDYNU JAK ZAWSZE MILE WIDZIANE<3
    kocham,
    Mercy z http://dna-ff.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, świetny rozdział!
    I do tego nie jest nudny :)
    Przesyłaj nam zdjęcia z Londynu, o tak!!!
    Szkoda, że nie ma tam teraz naszych chłopaków... może przez przypadek (albo przeznaczenie) wpadłabyś na nich w Nando's :)
    Believe. xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Supcio! Życzę zdrowia bohaterom! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana to Liebster Award
    Więcej informacji na hate-or-love-cath-story.blogsot.com
    Gratulacje!
    Lady K.

    OdpowiedzUsuń
  5. Łoooooooooo wszyscy chorzy *o*
    Już sie nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ? Ano i zdjęć z Londynu :D
    A co do wakacji to mam dla Ciebie niespodziankę z Turcji.....ale dopiero jak wrócisz :*
    Udanego wyjazdu~
    Mei-chan~

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział który nie jest wogóle nudny ,przesyłaj zdjęcia z Londynu ;€

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha, jaki przypadek !
    Harry <3 Uuufff <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ty chyba żartujesz! Rozdział wcale nie jest nudny! Jest wspaniały! Jaka epidemia. I tak Hazzuś jesteś gorący w tym drugim sensie :3 haha
    Czekam na njstępny. I spokojnie kochana poczekamy na Ciebie chodzby do końca świata ;D I będzemy z Tb zawsze:*
    Buziaczki:*
    Adzia

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego nas okłamujesz? :c
    Rozdział wcale nie jest nudny! ;D
    Mnie tam się strasznie podobał :)
    Łooooo już się nie mogę doczekać następnego rozdziału! :)

    I taaak daj potem zdjęcia z Londynu ! :D (zazdroszczę :c )

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty nie wiesz, co znaczy nudny!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział wcale nie jest nudny!Mnie się bardzo podobał!
    Ja w sobotę jadę nad morze i raczej nie będę dodawać rozdziałów :/
    Taaak proszę wstaw zdjęcia z Londynu!!!
    Miłego wyjazdu xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Boskie :D Zapraszam do mnie ! http://zayn-and-diana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. zostałaś nominowana do Liebster Awards :D

    więcej na; http://imagine-life-with-1d.blogspot.com/ ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem dlaczego ale bardzo mnie rozbawił ten rozdział, mimo, że w sumie nie jest śmieszny. Wszyscy są chorzy i źle się czują, a ja się śmieję :P ale to chyba przez gorącego Hazzę :D
    Miło, że Angel zaopiekuje się Liamem. Może się przez to do siebie zbliżą?
    Super rozdział!
    dobra, lecę komentować kolejny, bo już nie dużo zostało do odrobienia się,a wszystko już dawno przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥