poniedziałek, 21 października 2013

„Rozśpiewana historia” Część 16

Cześć, cześć, cześć :3 Miałam ten rozdział dodać jutro, ale uświadomiłam sobie jak bardzo jesteście do tyłu z akcją xd Przez te parę kolejnych rozdziałów wiele się wydarzyło :D No nie, ten rozdział także zdradza całkiem sporo... No, ja już nie przedłużam. Miłego czytania <3
_____________________________


„Rozśpiewana historia” Część 16

Kto się czubi, ten się lubi


Szlochałam, płakałam, pojękiwałam cicho. Tego wszystkiego jest dla mnie za dużo. Za dużo. Nie wiem co mam teraz robić. Jak się zachować? Przeprosić? A może lepiej uciec i już nigdy nie wrócić? A może po prostu tu zamarznąć na śmierć? Trzęsłam się już cała z zimna… Jeśli przeżyję to na pewno wyjdzie z tego nie małe przeziębienie (w najlepszym przypadku). Zaczęło się już ściemniać. Gdyby nie chmury, pewnie widać by było piękny zachód słońca, ale w zaistniałej sytuacji po prostu z każdą chwilą robiło się coraz ciemniej i ciemniej. Lodowata woda znowu mnie podmyła, już i tak moją przemoczoną, sukienkę.
Poczułam jak ktoś oplata mnie rękoma i przytula się do moich pleców. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, ta osoba przemówiła.
- Nigdy. Nigdy więcej nie uciekaj.
Znałam doskonale ten aksamitny, niski, lekko ochrypły głos. Dziś rano ten sam głos doprowadził mnie do tych skrajnych emocji.
Chłopak zacieśnił uścisk.
- Proszę…
Co mam odpowiedzieć? Przeprosić?
Harry wstał i podniósł także mnie. Zdjął z siebie marynarkę i zarzucił mi ją na nagie, przemarznięte ramiona. Było mi tak zimno… Wziął mnie na ręce i zaczął nieść. Położyłam tylko głowę na jego torsie i cicho pochlipywałam. Byłam taka wyczerpana… I emocjami i biegiem. Chłopak starał się mi dodać otuchy. Cały czas mówił do mnie i głaskał. Ani się obejrzałam a zasnęłam. Obudziłam się dopiero gdy dotarliśmy do reszty. Słowo „obudziłam” to może za dużo… Kontaktowałam, ale słabo. Harry położył mnie w jakimś pokoju, a tam zaczęła się już akcja ratunkowa. Ponoć byłam tak wyziębiona, że to cud, że jeszcze żyję. Co było dalej już nie pamiętam... Miałam wrażenie, że pochłania mnie czarna otchłań...

****Perrie****

- Koce, koce, koce! Więcej koców! - powtarzałam jak mantrę. Tak bardzo się bałam… Bałam się, że ją stracimy. To miał być jej dzień. Jej piękny, szczęśliwy dzień, a co z tego wyszło? Prawie zamarzła na śmierć! Uciekła sprzed ołtarza!
- Będzie dobrze, spokojnie. Trzeba wierzyć w to, że będzie dobrze. - uspokajał Liam.
- Co ona teraz myśli? - zapytałam niepewnie.
- Jest przerażona sytuacją. Boi się spotkania z Kieranem. No i coś o otchłani, ale nie za bardzo rozumiem... - odpowiedział.
- Ale… Eh… - Kieran westchnął. Schował twarz w dłoniach i oddychał głęboko. Niedawno wrócił z poszukiwań Jade. Wszyscy jej szukali. Tylko Eleanor i Zayn zostali tutaj na wypadek gdyby wróciła. Byłam w rozsypce. Co mogę zrobić, żeby jej pomóc? Na policzkach poczułam mokrą ciecz.
- Będzie dobrze. - Mulat usiadł obok mnie i objął ramieniem. Pocieszająco tarł moje plecy. Nie powiem, zdziwiłam się. Uniosłam lekko głowę i nie pewnie spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia spotkały się.
Bum bum. Bum bum. BUM BUM. BUM BUM!


****Liam****

- To twoja sprawka. - szepnąłem do Harry’ego wskazując na parę siedzącą na kanapie.
- Od zawsze między nimi iskrzyło, tylko to ignorowali. - wzruszył ramionami, ale nie spuszczał wzroku z Perrie i Zayna. Uśmiechnął się lekko.
- Dużo radości ci to daje. - stwierdziłem.
- W końcu… To moja praca, nie? - udał zobojętnienie.
- Ale ją lubisz.
- Muszę.
- Możesz przestać mnie okłamywać? Przecież dobrze wiesz, że znam prawdę. - wywróciłem oczami. To żałosne.
- W takim razie po co mnie pytasz o takie rzeczy skoro znasz odpowiedź? - fuknął.
- Hazz. Musimy pogadać. - spojrzałem na niego wyczekująco. Nadal uporczywie przyglądał się Mulatowi i blon… no teraz fioletowo-włosej. Hmm… Ładnie jej nawet. Nie sądziłem, że w takim kolorze może być komukolwiek ładnie, ale zostałem mile zaskoczony.
Westchnąłem i chwyciłem Harry’ego za ramię. Pociągnąłem go w stronę przedpokoju.
- Co się dzieje?
- Miałem się ciebie zapytać o to samo. - stwierdziłem.
- U mnie? Nic. Możemy się spodziewać tylko kolejnego ślubu. - wzruszył ramionami ponownie. Ciarki mnie przeszły na myśl o ślubie Perrie i Zayna… Będę się musiał do tego długo przyzwyczajać.  Przecież jeszcze nie dawno byli w stanie się pozabijać! Ale jak to mówią… Kto się czubi, ten się lubi.
- Oby nie takiego jak dzisiaj. - burknąłem.
- Zapewniam cię, że nie. - zdenerwował się.
- Oh, nie o to mi chodziło.
- Dlatego nie mogę przychodzić na śluby. - wybuchł- Jeżeli się nie kochają to po co się pobierać? Gdzie w tym logika? Ślub to coś poważnego, to dowód miłości. Nie powinno się tym bawić.
- Uuuu…
- No co? - zdenerwował się jeszcze bardziej widząc, jak zaczynam się szczerzyć.
- Dobrze wiesz co. - uśmiech nie schodził mi z twarzy. W końcu rozumiem!
- Daj spokój. Serio. Nie wiem.
- Już wiem dlaczego tak bardzo zależy ci na Jade. Zakochałeś się. - położyłem rękę na jego ramieniu.
- CZY CIĘ POGIĘŁO?! - krzyknął na cały dom. No przyznam, że tak wybuchowej reakcji się nie spodziewałem. Wystraszyłem się nawet.
- Co się dzieje? - przybiegła Leigh-Anne i Jesy. Wpatrywały się w nas ze zdziwieniem.
- Nic, nic. Taka tam wymiana zdań. Możecie iść. - uśmiechnąłem się sympatycznie i gestem dłoni popędziłem je.
- Ok… - zmarszczyła czoło Jesy i pociągnęła przyjaciółkę za sobą do środka.
- Czy ty jesteś chory?! Ja. Nie. Jestem. Zakochany.  - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Może i nie czuję emocji tak jak Niall, ale nie jestem głupi. Świetnie to ukrywałeś, brawo. Niestety znamy już prawdę. - zaśmiałem się.
- Co do cholery?! Ja nic nie ukrywałem! Nie wiem w ogóle o co ci chodzi! Po pierwsze: Jesteś głupi, wiesz, ze to niemożliwe. Po drugie: ja nie mogę się zakochać! Mam być sam do końca życia, tak jak chciała ta debilna czarownica, jasne?! - warknął i wyszedł. No to ładnie się popisałem…
- Hazz... - pobiegłem za nim, ale na marne.

C.d.n…

Nicol <3

Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was z dalszym losem bohaterów? Jak tak, to bardzo przepraszam X_X

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Haha czyli nie lepiej, nie gorzej? :D

      Usuń
    2. Ty zawsze jesteś świetna. A że Ci idzie coraz lepiej to chyba oczywiste :)

      Usuń
  2. Albo dasz mi jutro nexta, albo Cię zaciupie <33 cudo *-*

    Directionerka69

    W wolnych chwilach zapraszam do mnie :*

    http://directionerka-69.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie podoba mi się ten rozdział *.* ...to jeden z moich ulubionych <3

    OdpowiedzUsuń
  4. TO JEST BOSKIE.!! NORMALNIE BRAK SŁÓW. <3
    Jestem mega ciekawa co będzie teraz z Jade.
    Jak zawsze robisz wszytko żeby było ciekawie. super.
    Nie mogę się doczekać nexta ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne *.* ale zapraszam też do mnie ;) http://myfanfictionliveonedirection.blogspot.com/2013/10/pocztki.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Bosz Nicol ty musisz dać szybciej te rozdziały, bo jak ja mam się skupić na szkole jak po głowie mi chodzą pytania typu 'Czy Hazza będzie z Jade?' nosz kurde... Jak nie zobaczę jutro nexta to normalnie w środę załaskoczę cię na śmierć i założę się, że Gandzia i Gandzia Junior mi pomogą xd Ale... Nie w piąatek, bo w czwartek gotujemy to... Masz czas do piątku xd a serio to było cudowne i nie wiem jeszcze jakie, bo tego nie da się opisać słowami. Wogóle czytam sobie i nagle mam w głowie śpiew księdza na religii-,- przy tym się czytać nie da xd Kiss you;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeejj moja siostra nie zasługuje na miano Gandzi Juniora tylko czarownicy no...
      A rozdział boski *^* next please xD

      Usuń
  7. nie no teraz to dałaś do pieca
    Hazz idioto wracaj!
    lece dalej ;*
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥