czwartek, 5 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 1

Heeeeeejka :) TRTUTUTUTUUUUUUUUUUU!!!! UWAGA UWAGA...  Oto pierwszy rozdział "Rozśpiewanej Historii"!!!! Mam nadzieję, że sie Wam spodoba :) To opowiadanie jest w całości wymyślone przeze mnie, dzięki mojej bujnej wyobraźni xd Życzę miłego czytania i baaaaaaardzo proszę o komentarze! Chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie :3


„Rozśpiewana historia” Część 1

Przeprowadzka


- I jak tam? - zapytała swoim słodkim głosem Eleanor.
- To już ostatnie pudło. - odetchnęłam z ulgą. Postawiłam zdjęcia wyciągnięte z kartonu na komodzie obok toaletki z lustrem. Różnego rodzaju błyskotki, figurki i buteleczki z perfumami porozrzucałam po całym blacie w artystycznym nie ładzie. Większą uwagę skupiłam na pozytywce i delikatnie położyłam ją na samym środku. Wszystkie kosmetyki zostały uporządkowane i włożone do koszyczka, które stało na mojej nowej toaletce. W kuferku znajdywała się cała biżuteria, którą posiadałam, a tak uwielbiałam. Mam słabość do błyskotek.
- No. W końcu skończone. - uśmiechnęłam się i spojrzałam z dumą na swój nowy pokój. Ściany były koloru szarego, a gdzie niegdzie znajdywały się narysowane przeze mnie różowe i białe zawijasy i małe kwiatki. Zasłony na oknach były koloru malinowego, takiego samego koloru była pościel na łóżku. Naprzeciwko okna znajdywała się biała szafa, komoda, toaletka i drzwi do łazienki. Na środku pokoju leżał dywanik, po którym chodzenie sprawiało wielką przyjemność.
- Super. Pięknie, aż nie mogę uwierzyć, że sama to wszystko wymyśliłaś! - objęła mnie ramieniem brunetka.
- W każdym nowym domu, mówisz dokładnie to samo. - zaśmiałam się.
- Bo cały czas mnie zaskakujesz, Jade! - popatrzyła na mnie swoimi błyszczącymi oczyma.
- Wow! Świetne kolory. Podoba mi się. - weszła do pokoju Perrie.- To co? Idziemy na miasto? Musimy się rozejrzeć po okolicy…
- Ugh, Perrie! Ty tylko o jednym! Ciągle tylko patrol i patrol… - wywróciłam oczami.
- Dbam o bezpieczeństwo. Musimy się rozejrzeć, poznać okolicę, sąsiadów i sprawdzić czy są tu tacy jak my. - powiedziała stanowczo.- A potem możemy skoczyć na zakupy, ale skoro nie chcesz…
- Już dobra, dobra! Idziemy, tylko muszę się przebrać! - zawołałam i pognałam do łazienki. Przebrałam się z ciuchów roboczych, na bardziej wyjściowe, ale na luzie. Chwyciłam torebkę i popędziłam na dół po schodach. Leigh- Anne i Jesy były już na dole i czekały na nas w salonie. Mieszkałyśmy w domu, ale od domów naszych sąsiadów dzieliły nas schody pożarowe, które były zaraz za moim oknem.
- Let’s go! - popędziła nas Jesy.- Muszę kupić sobie jeansy.
Wyszłyśmy z domu na zewnątrz. Szłyśmy wzdłuż chodnika, nie specjalnie patrząc gdzie idziemy. Po prostu nasłuchiwałyśmy. Perrie była najbardziej z nas wszystkich skupiona. Ona i ten jej instynkt przywódczy. Czasem jest to denerwujące, ale w pełni zrozumiałe. Ona po prostu o nas dba i jestem- ja i dziewczyny- jej za to wdzięczna.
- Słyszycie coś? - zapytała badawczo Leigh.
- Nie… - wymamrotała w skupieniu Eleanor. Wędrowałyśmy jeszcze przez około 15 minut w ciszy, ale potem się rozluźniłyśmy. Zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. To zaskakujące, że po pięciu latach, przez które nie odstępowałyśmy od siebie dalej niż na kilometr, nadal mamy o czym gadać. Ustaliłyśmy, ze każda będzie miała własny, osobisty pokój, ponieważ każdy potrzebuje mimo wszystko odrobinę prywatności. Swoje głosy spokojnie wyłapujemy z odległości 300 metrów.
- Ej… - wyrwało mi się. Poczułam lekkie pieczenie w górnej części brzucha. Wyłapałam czyjeś słowa:

Let’s go crazy, crazy, crazy
Till we see the sun
I know we only met
But let’s pretend it’s love
And never never never stop for anyone
Tonight let’s get some
And live while we’re young

Każde zaśpiewane słowo, delikatnie, ale odczuwalnie dawało o sobie znać. Zarejestrowałam, że śpiewają mężczyźni, a raczej młodzi mężczyźni. Było ich… czterech? Nie, pięciu. Ich atak nie był wymierzony w nas, więc nie bolało tak bardzo jakby pewnie mogło.
Perrie niemal natychmiast rozciągnęła nad nami ledwo widzialny klosz- tarczę. Ludzie go nie widzą, ale Śpiewacy- tak. Dziewczyny wzmocniły tarczę, ja też do nich dołączyłam. Niestety, jestem słabym ogniwem w naszej piątce, ale za to mam najlepszy atak. Moja obrona w porównaniu do moich przyjaciółek wynosi niemalże zero…
Napięłam wszystkie mięśnie w oczekiwaniu na to okropne piekące uczucie.
- Nie. To my zaatakujemy. - powiedziała w zamyśleniu Perrie i spojrzała po chwili na mnie- Dzięki Jade, mamy przewagę w ataku. Eleanor, ty nie śpiewasz- mogłoby to za dobrze wpłynąć na wroga.
- Ok. Będę podbudowywać waszą tarczę jak będzie taka potrzeba. - zgodziła się Eleanor.
- Jade, pamiętaj, że najlepszy atak masz w krótkich sylabach, takich jak: „oh”, „ah” czy…
- Wiem. Osłaniajcie mnie. - poprosiłam, chociaż wiedziałam, że nie zostawiłyby mnie samej.


C.d.n…


Nicol <3

6 komentarzy:

  1. Super !!!!!!!!!!!!!!! dalej !!!!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie!!! Ja chce next!!! Twój blog jest super!!! Pisz, pisz!!! Czekam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne<3 lecę dalej<3
    phoebe, http://dangerousfeelings-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. aww coraz ciekawsze. :D
    po prostu cem czytać więcej i więcej
    Ten rozdział dobrze się zapowiada i już nie mogę się doczekać aby pójść dalej więc lecę :)
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥