środa, 18 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 5

Hej, hej, hej!!!!! Oto kolejny rozdział :) Przepraszam, że tyle czekaliście X_X SZKOŁA TO ZŁO!!!

„Rozśpiewana historia” Część 5

Porwanie


- Wypuśćcie nas! - uderzałam w szybę z tylnego siedzenia w samochodzie.
- To koniec. Zabiją nas. Zabiją nas. - powtarzała jak mantrę Eleanor.
- UGH! Opanuj się! - potrząsnęłam dziewczyną. Wyjrzałam przez okno. Nasi porywacze rozmawiali przez telefon. Chyba nawet się kłócili.
- Zayn?! Zayn?! Rozłączył się, idiota! - syknął pod nosem ten w kapturze.
- Czyli mamy z nimi tak jeździć bez celu? - zapytał się bezradnie Loczek.
- Najwyraźniej tak. - załamał ręce kapturek.
- Skoro macie z nami jeździć tak bez celu, to może nas po prostu wypuśćcie?! - warknęłam. Możliwe, że mnie usłyszeli. Na twarzy loczka pojawił się cień uśmiechu. Wymienili jeszcze parę zdań i wsiedli do samochodu. Kapturowiec prowadził i nie byłam tym faktem zachwycona. Ruszył z piskiem opon, a z moich ust wydobyło się ciche jęknięcie z powodu paniki.
- Co ty wyprawiasz, Lou? - zdziwił się Loczek.
- Oj, no chciałem je trochę postraszyć… - zaśmiał się i odwrócił w naszą stronę-  Udało się.
- Strasznie śmieszne. - powiedziała (już bardziej opanowana) Eleanor.
- Harry, masz jakiś pomysł? Nie wiem gdzie mam jechać… - stwierdził Louis wpatrując się w drogę.
- Ja mam pomysł! - weszłam mu w słowo.
- Twoje pomysły się nie liczą. - skarcił mnie.
- Jedź… eee… prosto. - zrobił śmieszną minę Harry, chyba Harry.
- Serio? No co ty?! - wywrócił oczami kierowca. Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu. Po jakiś 20 minutach brunetka trąciła mnie w ramię.
- Jade, zrób coś. - szepnęła El.
- Niby co? - odpowiedziałam.
- Ogłusz ich, czy jakoś tak. 
- Nie mogę, przecież prowadzą samochód. Zginiemy razem z nimi… Ty ich osłab czy coś. 
- Skutek będzie taki sam. 
- Co wy tam tak szepczecie? - zaśmiał się Louis.
- Obmyślamy jak uciec, a co myślałeś? - spytała ironicznie Eleanor.
- A no tak… 
- Mogę się was o coś zapytać? - przypomniałam coś sobie.
- Ok… Ale pytanie za pytanie. - ożywił się loczek.
- Skąd mieliście mój numer telefonu, na który wysłaliście sms'a? - zapytałam.
- Wysłałem sms'a od ciebie, do siebie. - wzruszył ramionami Harry.
- Co?! Jak? Kiedy? - zdziwiłam się.
-„Wczoraj wieczorem. Widzieliśmy jak wracacie do domu, a że schody pożarowe były obok okna do twojego pokoju, to weszłam przez nie i szukałem telefonu. Tylko że, ty nagle przyszłaś więc musiałem się zmywać i nie zdążyłem wysłać sms'a. Jak gdzieś wyszłaś, wszedłem z powrotem i tym razem mi się udało. - wyjaśnił.
- To dlatego było otwarte okno… - zamyśliłam się.
- To teraz moja kolej. - oznajmił Loczek.
- Nie mam zamiaru bawić się w tą durną grę. - przerwałam mu, zanim zdążył zadać to swoje głupie pytanie.
-  Ej! To nie fair! Ja na twoje odpowiedziałem. Nie powiesz mi chociaż jak masz na imię? - zrobił minę smutnego pieska. Jego oczy… Było w nich coś niebezpiecznego. Instynktownie czułam, że nie wolno mi w nie patrzeć.
- Jade. - powiedziała Eleanor.
- Ej! - szturchnęłam ją w ramię.- Czemu to zrobiłaś?
- Hmm… Jade. Ładne imię. Bardzo ładne. A twoja koleżanka?
- Mam na imię Eleanor. 
- Mogę ci mówić Eli? - wtrącił się kapturek.
- Możesz mówić El. - uśmiechnęła się brunetka.
- Ja jestem Louis, a to jest Hazz. - wskazał ręką na Loczka, a ten spiorunował go wzrokiem. - Harry. - poprawił się.
Co się stało z Eleanor? Jeszcze chwilę temu panikowała, że nas zabiją, a teraz się do nich uśmiecha?
- Dobra. Wysiadamy. Jestem cholernie głodny. - Louis ściągnął kaptur i zaciągnął hamulec ręczny.
- C-c-co? Ale… - wymamrotałam oszołomiona. Staliśmy przed jakimś centrum handlowym, ale nie było to już w Manchesterze.
- Oj, no przecież nie będziemy was głodzić. Mieliśmy wywieźć was z miasta. - wzruszył ramionami i otworzył drzwi od strony El. Brunetka popatrzyła na niego podejrzliwie.
- Po co? 
- Hmm… Mówiłyście, że nie bawicie się w tą durną grę. - zaśmiał się w odpowiedzi.- No chodź. - wyciągnął do niej rękę. Eleanor wysiadła z auta, ale zignorowała jego gest. Po chwili drzwi od mojej strony też się otworzyły.
- Wysiadasz? - zapytał niskim, troszkę ochrypłym głosem Harry.
- Nie. - skrzyżowałam ręce na piersi i wbiłam wzrok w fotel przede mną.
- Jak chcesz.
I tak po raz drugi w tym nieszczęsnym dniu zostałam przerzucona przez ramię i siłą wyciągnięta na zewnątrz. Zadziwiła mnie jego siła. Podniósł mnie od tak jakbym ważyła tyle co piórko.
- Możesz mnie już postawić? - zapytałam z sarkazmem kiedy uznałam, że uderzanie pięściami w jego plecy, nie robi na nim żadnego wrażenia.
- A będziesz grzeczna? - zaśmiał się.
- Nie?
- To nie.
Fuknęłam pod nosem i nagle do głowy przyszedł mi wspaniały pomysł.
- Dooo, reeee, miiii - zaśpiewałam. Chłopak zaskoczony nagłym bólem głowy ugiął nogi w kolanach tak, że teraz moje stopy dotykały ziemi i mój niski wzrost już mi nie przeszkadzał. Z łatwością wygramoliłam się z jego uścisku i z gracją odwróciłam się w stronę Eleanor. Podbiegłam do nich.
- Gdzie… Harry? - przekrzywił głowę Louis widząc swojego przyjaciela klęczącego na ziemi, po czym wybuchnął śmiechem. Nie wydaje się być taki zły jak na początku. W sumie jest bardzo sympatyczny.
- Co ona ci zrobiła? - zapytał, a pomiędzy pojedynczymi wyrazami krztusił się ze śmiechu.
- Mnie też to bardzo ciekawi… - powiedział lekko naburmuszony i masował skronie dwoma palcami.- Jak ty to zrobiłaś?
- Taka tam sztuczka.- skłamałam.
- To fajne… Nauczysz mnie tego kiedyś? - spojrzał na mnie Louis.
- Obawiam się, że to nie możliwe. - zaśmiała się El.
- Czemu? 
- Tajemnica. - uśmiechnęła się zadziornie brunetka, chwyciła mnie pod ramię i ruszyłyśmy przed siebie do drzwi wejściowych.
- Wolicie pizzę czy KFC? - zapytał obojętnie Louis, gdy już nas dogonił wraz z Harrym.
- Pizza. - powiedziałyśmy chórem i parsknęłyśmy śmiechem.
- Często się wam to zdarza? - zapytał rozbawiony Harry.
- Dosyć często. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam, a w myślach skarciłam się za swoje zachowanie. Dlaczego jestem dla nich miła? W końcu nas porwali!
- Możemy… zagrać w tą grę? - zapytałam wywracając oczyma.
-„Ooo… Hmm… No dobra. Ale ja pierwszy.”- uśmiechnął się łobuzersko Hazz.-  Ulubiona pizza?
- Margharita. - odpowiedziałam szybko- Po co nas porwaliście?
W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech. Jego i Louisa.
- Zayn chciał się zemścić na tej waszej koleżance… No tej blondynce. Wie, że jest waszą liderką, więc uznał, że jak znikniecie na jeden dzień to ta się nie źle wścieknie. Tym bardziej jeśli Zayn ją trochę podpuści. - wyjaśnił Louis, jak się już trochę uspokoił.
- I to wszystko? Nie chcieliście nas…
- Nie… My nie z tych. Chociaż przyznaję, że wtedy jak nas zaatakowałyście to miałem na to ochotę. - uśmiechnął się zawadiacko Harry.
- To wy zaczęliście. - burknęła El.
- Dobra, dobra. Teraz moja kolej. A więc skoro pytamy o takie poważniejsze rzeczy to… El, masz jakiś talent? - zapytał Louis z błyskiem w oku. Nie dobrze. Nawet źle. Bardzo źle.
Eleanor spojrzała na mnie lekko przerażona.
- Haha, a więc jednak. - zaśmiał się Lou.- Spokojnie. Nie będę pytał dalej. To idziemy na tą pizzę? 
Cały dzień spędziliśmy na tej zabawie. Pytaliśmy się o takie najdrobniejsze rzeczy jak ulubiony kolor, czy coś czego nie lubimy. Około godziny dziewiętnastej zaczęłam się robić strasznie senna… W końcu spałam tylko godzinę. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam, a obudziłam się w samochodzie, na ramieniu Harry’ego. Podskoczyłam jak oparzona.
- O, śpiąca królewna już wstała. - uśmiechnął się Harry. Przetarłam oczy. Eleanor siedziała na przednim siedzeniu i rozmawiała z Louisem.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam ziewając.
- Już w Manchesterze. Zaraz będziecie w domu. - odpowiedział spokojnie Louis.
- Oh. Perrie pewnie dostaje szału. - westchnęłam i oparłam głowę o szybę. Coś przemknęło mi przed oczami. Podskoczyłam na siedzeniu.
- Co się stało? - zdziwił się Harry.
- N-n-nie wiem… Wydaje mi się, że ktoś tam jest… - wskazałam na szybę. Na dworze było już ciemno i nie wiele było widać, ale przysięgam, że coś tam widziałam. Harry pochylił się lekko w stronę okna i wpatrywał się w przestrzeń za nim.
- O rany! Louis, gaz do dechy! - zawołał.
- Co się stało?! - wystraszyła się Eleanor.
- Wampir- tropiciel. Biegnie za nami. - odpowiedział Harry, a w tym samym momencie Louis przyspieszył. Wampiry uwielbiają krew Śpiewaków, ponieważ jest ona słodsza niż ludzka. Dlatego musimy tak bardzo uważać, w świecie czyha tyle niebezpieczeństw…
Po chwili już byliśmy pod naszym domem.


****Harry****

- Zaczekaj. Nie wysiadaj jeszcze. Co jeśli ON tam jest? - zatrzymałem Jade, która już chwytała za klamkę od drzwi.
- I dlatego wolę już być w domu. - powiedziała, a głos lekko się jej załamał. Udałem, że tego nie słyszałem.
- Poczekaj, jak jest to zaraz się pewnie pokarze… - próbowałem ją uspokoić, ale bezskutecznie. Eleanor patrzyła na nią bezradnie, a w jej oczach wyczytałem przerażenie. Nie bała się o siebie, ale o przyjaciółkę. Odnotowałem to w pamięci.
- Nie widać go. Ja wysiadam. - powiedziała szybko i wysiadła z samochodu, zanim zdążyłem ją powstrzymać. Zatrzasnęła drzwiczki z głośnym hukiem i przebiegła przez ulicę. Chwyciłem za klamkę, bo chciałem pobiec za nią.
- Zacięły się!  - warknąłem dosyć głośno siłując się z klamką.
- Poczekaj, spróbuj tak. - Eleanor sięgnęła z tylnego siedzenia do moich drzwiczek i próbowała je otworzyć. Nic.
Do naszych uszu dobiegł warkot, a potem wrzask Jade. Eleanor otworzyła szeroko oczy i powiedziała coś pod nosem w osłupieniu. Ja za to nie traciłem czasu i kopnąłem drzwi z całej siły i w końcu się ruszyły. Wybiegłem na jezdnię.

C.d.n…


Nicol <3

P.S. Liczę na komentarze :3

6 komentarzy:

  1. *O* dalej! zapiera dech w piersiach! nie mogę się doczekać dalszych części!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę tak sądzisz? Bardzo mi miło ;)

      Usuń
  2. Dawaj nexta, bo nie wytrzymam! Wogóle miałam Cię zabić, więc czemu Ty nadal.. Ehhh nieważne xd Kocham Cię ;* pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. O fuck! On do niej pobiegnie i ją uratuje. So romantic <33 awww
    A więc rozdział przezarąbisty cem więcej!!!
    Dzień Lou-El-Jade-Hazza boski po prostu :)
    Lece dalej ;*
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥