środa, 11 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 3


Babski wieczór



- Nic ci nie jest? - zapytała Leigh, zaraz po tym jak nasi napastnicy zniknęli.

- N-nie wiem - wymamrotałam. Jeszcze przez chwilę nie mogłam oderwać wzroku od miejsca, w którym zniknęli. Czułam, jak krew zaczynała się we mnie gotować. Jak? Co? Co się właściwie wydarzyło? Ja już się pogodziłam z tym, że za chwilę zginę, a on tak sobie odchodził?! Nie chciałam umierać, rzecz jasna. Po prostu to niepodobne do Śpiewaków, aby nie zakończyć sprawy przy pierwszej możliwości. To wbrew regułom, jakimi rządziły się nasze pojedynki. 

- Nic jej nie jest, jest tylko trochę oszołomiona - odpowiedziała za mnie Eleanor. Pewnie już sprawdziła każdą część mojego ciała w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby wyleczyć. Znałam ją już na tyle dobrze, że mogłam niemal wyczuć jej lecznicze impulsy przeskakujące po moim ciele. Przeniosłam przyćmiony wzrok na Jesy.

- Czemu uderzyłaś Leigh?

- To nie ja! Przysięgam! Nie wiem, jak to się stało - pokręciła głową bezradnie. Szukała w naszych oczach zrozumienia, ale sama była nie pewna tego, co się stało.

- Już dobrze, wierzę ci. Nie zrobiłabyś czegoś takiego. Tylko... jak to się stało? - myślała na głos Leigh- Anne. Mogłam się założyć, że właśnie przeszukiwała myślami poznane nam już moce innych Śpiewaków. Jednak to było niepodobne do niczego, z czym miałyśmy do czynienia.

- Moja ręka sama się uniosła i... Nie wiem. Ale to na pewno ich sprawka - zdenerwowała się Jess i przez chwilę wydawało mi się, że mogłam dostrzec jaśniejącą obwódkę wokół jej źrenic.

- Chodźmy stąd. Nie byłybyśmy gotowe na następny ewentualny atak. Do domu. Już - rozkazała Perrie, a żadna z nas nie ważyła się sprzeciwić. Wróciłyśmy tą samą drogą i już po chwili siedziałyśmy wszystkie razem w salonie, popijając zieloną herbatę. Słuchałyśmy śpiewu Eleanor. Jej leczniczy głos wprowadzał nas w lepszy nastrój i powoli likwidował ból, który się zdążył już zadomowić w naszych mięśniach. Pod wpływem zdolności El, która była Uzdrowicielką, napięcie mnie opuszczało i nie byłam już kłębkiem nerwów. 

- Zjecie coś? Może zamówimy pizzę? - zaproponowałam, chociaż tak naprawdę mogłabym od razu pójść po telefon i złożyć zamówienie. 

- Jasne! - zawołały chórem z radością, a potem wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.

- Trzeba ochrzcić nowy dom, prawda? Co powiecie na babski wieczór? Jade, dzwoń po pizzę, Eleanor i Jesy sprawdźcie, czy mamy coś odpowiedniego w barku, Leigh, znajdź fajny film, a ja zajmę się deserem - wygłosiła Perrie z uśmiechem i zeszła z kanapy. Każda posłusznie poszła w wyznaczone miejsca, by wypełnić  swoje zadanie. Pobiegłam do góry, do swojego pokoju. Zrobiło się już ciemno, więc po omacku znalazłam włącznik światła. Gdy mój pokój został już należycie oświetlony, zaczęłam szukać swojego telefonu. Hm... Znalazłam go na swoim łóżku, choć byłam pewna, że zostawiałam go na komodzie. No cóż, może mi się pomyliło? Wybrałam numer i czekałam na to, aż ktoś odbierze. Poczułam, jak ciarki przeszły mi po plecach. Odwróciłam się w stronę okna, które ku mojemu zdziwieniu było otwarte. Zasłony poruszały się delikatnie pod wpływem chłodnego powiewu wiatru. Zamyśliłam się wpatrując w okno i nawet nie zareagowałam, gdy ktoś odezwał się po drugiej stronie słuchawki: „Pizzeria Valentino, w czym mogę pomóc? Halo? Jest tam kto?".

- Oh, przepraszam. Mogłabym zamówić z dowozem dużą Margaritę i średnią Amerykańską? Do tego jeszcze pieczywo czosnkowe i pięć razy sałatka grecka - złożyłam zamówienie.

- Dobrze coś jeszcze? Jakieś napoje? Proszę podać adres.

- To wszystko. Agnes Street 14.

- Dziękujemy. Jeśli zamówienie nie przyjedzie w ciągu pół godziny, nie musi pani płacić za jedzenie - powiedział ze znużeniem mężczyzna w słuchawce i rozłączył się. Nacisnęłam czerwony przycisk na ekranie i odłożyłam telefon. Podeszłam do okna i zamknęłam je. Odwróciłam się w stronę lustra i spojrzałam na siebie. Przejechałam dłonią po włosach. Westchnęłam cicho i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej piżamę i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i się przebrałam. Znowu uderzył we mnie powiew wiatru. Ze zdziwieniem spojrzałam w stronę okna. Było otwarte.

- Co jest? - mruknęłam sama do siebie. Wystawiłam lekko głowę za framugę. Był chłodny, jesienny wieczór. Latarnie na ulicy były już zapalone, a wiatr wzbijał pożółkłe liście to do góry, to pozwalał im opadać. Schowałam się do środka i przyjrzałam się uważnie zamkowi okna. Zawiasy były już trochę stare, może tu był problem. Albo go nie domknęłam i wiatr zrobił swoje. Zamknęłam je na powrót i wyszłam z pokoju. Dziewczyny na dole już były gotowe, brakowało jeszcze tylko Perrie, która pewnie była w kuchni.

- To zaczynamy piżama party! - zaśmiała się Jesy.

- NIE! Czekajcie, jeszcze nie! Zapomniałam poduszki! - zawołała Eleanor i popędziła po schodach, śmiesznie podskakując. Wybuchłyśmy śmiechem. Po chwili szatynka pojawiła się w salonie, mocno przyciskając różową, puchatą poduszkę do piersi. Perrie, Leigh- Anne i Jesy założyły swoje ukochane onesie, w których wyglądały przeuroczo. Ja natomiast miałam na sobie swoją ulubioną piżamę z jelonkiem Bambie, którą dostałam od nich pod choinkę. El nienawidziła piżam z nieznanego powodu, dlatego ubrała jedną, ze swoich ulubionych koszuli nocnych.

I tak po chwili wszystkie razem siedziałyśmy na dywanie, wcinając lody, przegryzając je pizzą i malując paznokcie w akompaniamencie kieliszka wina, w ogóle nie zwracając uwagi na film. Tak zawsze kończyły się nasze wieczory- nie miałyśmy pojęcia nawet jaki był tytuł filmu.

- Niebieski czy ciemny fiolet? - zapytała się mnie Leigh, pokazując dwa kolory lakieru do paznokci.

- Żaden, weź ten seledynowy - wskazałam na wybrany przez siebie lakier. Przytaknęła z uśmiechem i wzięła ten, który jej zaproponowałam. Miałyśmy imponującą kolekcję lakierów. Byłam pewna, że miałyśmy co najmniej po dwie buteleczki każdego istniejącego koloru.

- Koniecznie weź ten jasny niebieski! Pomóc ci? - popatrzyła przyjaźnie Jesy na Eleanor. Dziewczyna pokiwała z entuzjazmem głową i podała jej swoją dłoń. 

- Ugh, nadal jestem nabuzowana po tym starciu. - El westchnęła ciężko, przyglądając się wprawionej ręce Jesy, której chyba najlepiej z nas wychodziło malowanie  paznokci. Natomiast, gdyby wskazać tę, której nigdy nie dałabym swojej ręki do pomalowania, bez dwóch zdań byłaby to nasza kochana Uzdrowicielka. Nie umiała narysować nawet prostego kwiatka kredką na kartce papieru.

- Jade, a ty który bierzesz? - spytała Perrie, podziwiając swoje fioletowe, lśniące pazurki.

- Nie wiem. Może ten granatowy? - rzuciłam obojętnie. - Mam nadzieje, że już ich nigdy nie spotkamy - dodałam, powracając myślami do dzisiejszego pojedynku.

- Nie, nie granatowy. Ten bordowy znacznie bardziej ci pasuje - powiedziała do mnie Leigh.

- Mhm, dobry pomysł - uśmiechnęłam się i chwyciłam za lakier, chociaż moją głowę zaprzątało teraz coś zupełnie innego.

- Jestem tylko ciekawa, dlaczego ten dziwak  nic nie zrobił Jade. Przecież miał świetną okazję! To nie naturalne. Oczywiście, cieszę się, że nic ci nie jest, ale po prostu wydaje mi się to podejrzane  - stwierdziła Pezz.

- Ładnie, Jess! Dziękuję - uśmiechnęła się El do przyjaciółki.

- On ogółem był taki... inny? Zbyt perfekcyjny. Wysoki, smukły, miał piękne zielone oczy... - rozmarzyła się Jesy. Rzuciłam w nią poduszką z rozgoryczeniem.

- Jess! Jak możesz, on...

- ...był mega seksowny - przerwała mi i dziewczyny zaczęły się śmiać. Nie wiedzieć czemu, moje policzki się zaczerwieniły.

- Nie o to mi chodziło - wywróciłam oczami, by ukryć zażenowanie.

- Ale nie możesz powiedzieć, że ci się nie podobał.

- Dobra, zmieńmy temat, bo znowu zaczynam się denerwować.  Jesy, podasz mi brokat? - zapytałam, a dziewczyna podała mi buteleczkę, o którą prosiłam. Posłała mi przy tym wymowny uśmiech, poruszając brwiami, co ponownie rozbawiło dziewczyny. I tak przez resztę naszego wieczoru, a raczej nocy, nie mówiłyśmy już nic o piątce tajemniczych Śpiewaków. Nawet nie zauważyłyśmy, kiedy zasnęłyśmy na podłodze opatulone kocami i z popcornem we włosach, który nawet nie wiedziałam kiedy, pojawił się w pokoju.



_________________________________________________

Cześć, cześć, cześć! Przepraszam, przepraszam, przepraszam! To dziwne, dziwne, dziwne... Już przestaję, przestaję, przestaję xd A tak na poważnie: Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Mam matematykę z dyrektorką (diabeł wcielony! ) no i ona sobie wymyśliła, że nie dość  że mamy 8 lekcji to ona nam jeszcze na 9 zrobi dodatkową matematykę, na którą każdy musi chodzić OBOWIĄZKOWO -,-"

Ehhh, mniejsza o to. Oto kolejny rozdział (na który tak długo czekaliście... Przepraszam :c ) "Rozśpiewanej Historii". Mam nadzieję, że się Wam spodobał ^^
Wasza Nicol <3

6 komentarzy:

  1. Wiesz, że najlepsze w tym poście było to z siłą nieczystą i naszą kochaną panią dyrektor? Xd A teraz do rzeczy.... Imagin jest C-U-D-O-W-N-Y, genialny, boski, fantastyczny, świetny, interesujący (skończę ci wymieniać jutro na technicznych xd). I nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że piszesz strasznie skoro to jest suuuuuuuuuuuuper ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam bardzo bujną wyobraźnię, ale chyba z twoją nie może się równać ;O na razie przeczytałam tylko te 3 ostatnie imaginy i muszę poweidzieć, że są MEEEEEGA! chodź muszę przyznać, że nie jestem fanką aż takiej fantasy, ale chcąc nie chcąc muszę powiedzieć że to bardzo mi się podobało :) jeżeli znajdę czas to spróbuję przeczytać porpzednie imaginy, które na pewno są świetne ;3
    podoba mi się to w jaki sposób opisujesz daną sytuację, co wyróżnia cię od innych blogów które czytam ;] na prawdę, świetna robota i nie mogę się doczekać następnych części! ;>
    pozdrawiam i całuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam przeczytanie tamtych imaginów bo naprawdę są ŚWIETNE!!!!!!!

      Usuń
    2. O Jezzu... Nie wiem, co powiedzieć... Po prostu bardzo dziękuję. Jest mi niezmiernie miło. (Wcale nie płaczę. Co to, to nie...) Na prawdę, wzruszyłam się. Dziękuję z całego serca. To takie miłe... Awww <3 Tak bardzo się cieszę!

      Usuń
  3. Jezusie. Czy to któryś z chłopaków otwierał jej te ono. To mega dziwne. Do telefonu pewnie wpisał swój numer albo zabrał jej. Ale nie wiem.. Hmm podejrzane.
    Więc lece dalej czytać bo jestem strasznie ciekawa co dalej ;D
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥