środa, 11 września 2013

„Rozśpiewana historia” Część 3

Cześć, cześć, cześć! Przepraszam, przepraszam, przepraszam! To dziwne, dziwne, dziwne... Już przestaję, przestaję, przestaję xd A tak na poważnie: Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Mam matematykę z dyrektorką (diabeł wcielony! :D ) no i ona sobie wymyśliła, że nie dość  że mamy 8 lekcji to ona nam jeszcze na 9 zrobi dodatkową matematykę, na którą każdy musi chodzić OBOWIĄZKOWO. -,-"
 Ehhh, mniejsza o to. Oto kolejny rozdział (na który tak długo czekaliście... Przepraszam :( ) "Rozśpiewanej Historii". Mam nadzieję, że się Wam spodoba^^


„Rozśpiewana historia” Część 3

Babski wieczór


- Nic ci nie jest? - zapytała się Leigh, zaraz po tym jak nasi napastnicy zniknęli.
- N-n-n-nie wiem… - wymamrotałam. Jeszcze przez chwilę nie mogłam oderwać wzroku od miejsca, w którym zniknął mój prześladowca. Czułam jak zaczyna się we mnie gotować. Jak? Co? Co się właściwie wydarzyło? Ja już się pogodziłam, że za chwilę zginę, a on tak sobie odchodzi?!
- Nic jej nie jest, jest tylko trochę oszołomiona. - powiedziała Eleanor. Pewnie już sprawdziła każdą część mojego ciała w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby wyleczyć. Przeniosłam wzrok na Jesy.
- Czemu uderzyłaś Leigh? - przypomniałam sobie.
- To nie ja! Przysięgam! Nie wiem jak to się stało… - pokręciła głową bezradnie.
- Ok, wierzę ci. Nie zrobiłabyś czegoś takiego… Tylko… Czemu? Jak to się stało? - myślała na głos Leigh- Anne.
- Moja ręka sama się uniosła… Nie wiem… Ugh! To na pewno ich sprawka! - zdenerwowała się Jess.
- Chodźmy stąd. Do domu. Już. - rozkazała Perrie, a żadna z nas nie ważyła się sprzeciwić. Wróciłyśmy tą samą drogą i już po chwili siedziałyśmy wszystkie razem w salonie popijając herbatę. Słuchałyśmy jak śpiewa Eleanor. Jej leczniczy głos wprowadzał nas w lepszy nastrój i powoli likwidował ból w górnej części brzucha.
- Zjecie coś? Może zamówimy pizzę? - zaproponowałam.
- Jasne! - zawołały chórem z radością, a potem wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- No to babski wieczór. Jade, dzwoń po pizzę, Eleanor do chińczyka, Jesy ty idź po kosmetyki, Leigh znajdź jakiś fajny film, a ja zajmę się deserem. - wygłosiła Perrie i zeszła z kanapy. Każda posłusznie poszła w wyznaczone miejsca, by wypełnić  swoje zadanie. Pobiegłam do góry, do swojego pokoju. Zrobiło się już ciemno, po omacku znalazłam włącznik światła. Gdy mój pokój został już należycie oświetlony, zaczęłam szukać swojego telefonu. Hmmm… Znalazłam go na moim łóżku, choć jestem pewna, że zostawiałam go na komodzie… No cóż, może mi się pomyliło. Wybrałam numer i czekałam na to, aż ktoś odbierze. Poczułam, że mi strasznie zimno. Odwróciłam się w stronę okna, które ku mojemu zdziwieniu było otwarte. Zasłony falowały pod wpływem chłodnego powiewu wiatru. Zamyśliłam się wpatrując w okno i nawet nie zareagowałam, gdy ktoś odezwał się po drugiej stronie słuchawki: „Pizzeria Valentino, w czym mogę pomóc? Halo? Jest tam kto?”.
- Oh, przepraszam. Mogłabym zamówić z dowozem dużą Margaritę, dużą Cinecittę i średnią Amerykańską? Do tego jeszcze pieczywo czosnkowe i pięć razy sałatka grecka. - złożyłam zamówienie.
- Dobrze coś jeszcze? Proszę podać adres.
- To wszystko. Paradise Street 4
- Dziękujemy. Jeśli zamówienie nie przyjedzie w ciągu pół godziny, nie musi pani płacić za jedzenie. - powiedział standardowo mężczyzna w słuchawce i rozłączył się. Nacisnęłam czerwony przycisk na ekranie i odłożyłam telefon. Podeszłam do okna i zamknęłam je.
- Pewnie zapomniałam je zamknąć.- powiedziałam do siebie i wzruszyłam ramionami. Odwróciłam się w stronę lustra i spojrzałam na siebie. Przejechałam dłonią po włosach. Westchnęłam cicho i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej moją piżamę i popędziłam do łazienki.

Wzięłam szybki prysznic i się przebrałam. Znowu uderzył mnie powiew wiatru. Ze zdziwieniem spojrzałam w stronę okna. Było otwarte.
- Co jest? - ściągnęłam brwi. Wystawiłam lekko głowę za framugę. Był chłodny, jesienny wieczór. Latarnie na ulicy były już zapalone, a wiatr wzbijał pożółkłe liście to do góry, to pozwalał im opadać. Schowałam się do środka i przyjrzałam się uważnie zamkowi okna. Zawiasy były już trochę stare, może tu był problem. Zamknęłam je na powrót i wyszłam z pokoju. Dziewczyny na dole już były, brakowało jeszcze tylko Perrie, która pewnie jeszcze była w kuchni.
- To zaczynamy piżama party! - zaśmiała się Jesy.
- NIE! Czekajcie, jeszcze nie! Lecę po moją poduszkę! - zawołała Eleanor i popędziła po schodach, śmiesznie podskakując. Wybuchłyśmy śmiechem. Po chwili brunetka pojawiła się w salonie mocno przyciskając różową poduszkę do piersi. Perrie, Leigh- Anne i Jesy ubrały się podobnie. Miały na sobie stare dżinsy i wygodne, białe koszulki odkrywające brzuch.
I tak po chwili wszystkie razem siedziałyśmy na dywanie, na podłodze wcinając lody, przegryzając pizzą i malując paznokcie, w ogóle nie zwracając uwagi na film. Tak zawsze kończyły się nasze wieczory- nie miałyśmy pojęcia nawet jaki jest tytuł filmu. 
- Niebieski czy ciemny fiolet? - zapytała się mnie Leigh pokazując dwa kolory lakieru do paznokci.
- Nie… Weź ten seledynowy. - wskazałam na małą buteleczkę. Przytaknęła z uśmiechem i wzięła lakier, który jej zaproponowałam.
- Eleanor! Ty koniecznie weź ten jasny niebieski! Pomalować ci? - popatrzyła przyjaźnie Jesy na brunetkę. El pokiwała z entuzjazmem głową i podała jej swoją dłoń.
- Ugh, nadal jestem nabuzowana po tym starciu. - wywróciła oczami El.
- Jade, a ty który bierzesz? - spytała Perrie, podziwiając swoje fioletowe, lśniące pazurki.
- Nie wiem… Może ten granatowy? - rzuciłam obojętnie.- Mam nadzieje, że już ich nigdy nie spotkamy.
- Nie…Nie granatowy. Oh, wiem! Najpierw pomalujemy na czarny, a potem damy na to bezbarwny z kolorowym brokatem, co ty na to? - wymyśliła Leigh.
- Mhm, spoko. - uśmiechnęłam się i chwyciłam za czarny lakier, chociaż moją głowę zaprzątało teraz coś zupełnie innego niż kolor lakieru.
- Jestem tylko ciekawa, dlaczego ten brunet nic nie zrobił Jade… Przecież miał taką świetną okazję! To nie naturalne. - myślała na głos Pezz.
- Ładnie Jess! Perrie, czemu sądzisz, że to nie naturalne? - zdziwiła się El.
- No bo to wbrew naszej naturze! Oczywiście, bardzo się cieszę, że nic ci nie jest Jade, ale jego zachowanie było co najmniej dziwne. - wyjaśniła blondynka.
- Zgadzam się. - pokiwała głową Leigh.
- Dobra, zmieńmy temat, bo znowu zaczynam się denerwować.  Jesy, podasz mi brokat? - zapytałam, a dziewczyna podała mi buteleczkę, o która prosiłam. I tak przez resztę naszego wieczoru, a raczej nocy, nie mówiłyśmy już nic o piątce tajemniczych Śpiewakach. Nawet nie zauważyłyśmy, kiedy zasnęłyśmy na podłodze opatulone kocami i z popcornem we włosach.

C.d.n…



Przepraszam, że tak długo :( Ale wiecie, szkoła... (TO CZYSTE ZŁO!!! ODEJDŹ SIŁA NIECZYSTA!!!)

Wasza Nicol <3

6 komentarzy:

  1. Wiesz, że najlepsze w tym poście było to z siłą nieczystą i naszą kochaną panią dyrektor? Xd A teraz do rzeczy.... Imagin jest C-U-D-O-W-N-Y, genialny, boski, fantastyczny, świetny, interesujący (skończę ci wymieniać jutro na technicznych xd). I nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że piszesz strasznie skoro to jest suuuuuuuuuuuuper ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam bardzo bujną wyobraźnię, ale chyba z twoją nie może się równać ;O na razie przeczytałam tylko te 3 ostatnie imaginy i muszę poweidzieć, że są MEEEEEGA! chodź muszę przyznać, że nie jestem fanką aż takiej fantasy, ale chcąc nie chcąc muszę powiedzieć że to bardzo mi się podobało :) jeżeli znajdę czas to spróbuję przeczytać porpzednie imaginy, które na pewno są świetne ;3
    podoba mi się to w jaki sposób opisujesz daną sytuację, co wyróżnia cię od innych blogów które czytam ;] na prawdę, świetna robota i nie mogę się doczekać następnych części! ;>
    pozdrawiam i całuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam przeczytanie tamtych imaginów bo naprawdę są ŚWIETNE!!!!!!!

      Usuń
    2. O Jezzu... Nie wiem, co powiedzieć... Po prostu bardzo dziękuję. Jest mi niezmiernie miło. (Wcale nie płaczę. Co to, to nie...) Na prawdę, wzruszyłam się. Dziękuję z całego serca. To takie miłe... Awww <3 Tak bardzo się cieszę!

      Usuń
  3. Jezusie. Czy to któryś z chłopaków otwierał jej te ono. To mega dziwne. Do telefonu pewnie wpisał swój numer albo zabrał jej. Ale nie wiem.. Hmm podejrzane.
    Więc lece dalej czytać bo jestem strasznie ciekawa co dalej ;D
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥