czwartek, 22 sierpnia 2013

„Ciemność” Część 25

Cześć ;) Niestety... To już ostatnia część "Ciemności" :/ Mam nadzieję, że się Wam spodoba <3

„Ciemność” Część 25

Przebudzenie

****Harry****
Ból był nie do zniesienia. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nawet nie wiem jak to opisać… Hmmm… To tak jakby przejechał cię pociąg 10 razy, twoje szczątki zostały rzucone rekinom na pożarcie i potem wyplute do wrzącego oleju, a później przysmażane, by skleić je w całość i podane jako worek treningowy dla drużyny bokserskiej. I to nawet jeszcze nie jest to, co czułem!
Aurelia była ze mną przez cały czas i trzymała mnie za rękę. Chciałem przestać krzyczeć, czy wołać aby mnie zabili byle tylko nie czuć tego bólu, ale nie potrafiłem. Fakt, że sprawiam jej przykrość tym wrzeszczeniem, był dla mnie dodatkowym źródłem bólu. Gdy tylko głośniej krzyknąłem, przepraszała natychmiast z dziesięć razy pod rząd i zalewała się łzami. Chciałem jej powiedzieć, że to nie jej wina, ale nie mogłem jakoś ułożyć sensownego zdania. Wychodziło mi tylko: „Cholera!” albo „Boże, błagam, dobijcie mnie!”.
Miałem wrażenie, że te katusze trwają wieczność. Nie byłem w stanie otworzyć oczu. Odkąd poczułem ten niewyobrażalny ból, nie mogłem w ogóle ich otworzyć, co doprowadzało mnie do szaleństwa, bo nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
W pewnym momencie poczułem, że ten okropny ból przesuwa się do lewej części mojej klatki piersiowej. Było to coś niewyobrażalnie bolesnego. Cały jad w moim ciele zaczął atakować ostatni żywy organ w moim organizmie- serce. Walka toczyła się tak zacięcie, że nie mogłem już nawet nic powiedzieć, czy chociażby jęknąć z bólu. Miałem wrażenie, ze serce mi po prostu wybuchnie. W końcu wydało ostatnie, głuche uderzenie i umilkło. Na wieki. Przez chwilę sprawdzałem czy coś jeszcze mnie nie boli, ale się nie ruszyłem. Kiedy stwierdziłem, że chyba nie, tak tylko dla pewności delikatnie poruszyłem palcami lewej dłoni, a potem prawej. Poczułem, ze ktoś ścisnął moją dłoń. Aurelia… Aurel! Muszę ją zobaczyć! Ale… Ale trochę się obawiam. Co jeśli mnie już nie będzie chciała? W końcu będę teraz zupełnie innym człowie… chłopa… kimś. Tak, „kimś” to dobre określenie. Zebrałem w sobie wszystkie uczucia do niej i otworzyłem oczy.



Zobaczyłem nad sobą sufit. Ale było to dziwne uczucie, bo był jakiś taki bardzo wyraźny… Zamrugałem, ale zdałem sobie sprawę, ze to nie przynosi ulgi tak jak kiedyś. W zasadzie to, to nic nie dawało…  Rozejrzałem się po pomieszczeniu nie ruszając głową, ale widziałem tylko sufit. Postanowiłem zaryzykować i spróbowałem usiąść. Nagle w mgnieniu oka okazało się, że już siedzę. Zrobiłem to tak szybko! Tak jakby pomiędzy rozkazem, a wykonaniem czynności nic nie było. Leżałem, teraz siedzę. Nie było podciągania. Cool!
Dopiero teraz zauważyłem, że obok mnie siedzą Veronica, Jack, Anabell i… Aurelia. Wpatrywała się we mnie z przejęciem. Nikt w pokoju nie oddychał. Niemalże natychmiast zaczerpnąłem powietrza, ale zrozumiałem, że to tak jak z mruganiem- nie potrzebowałem tego. Veronica- jak to ona- była uśmiechnięta od ucha do ucha, Jack patrzył na mnie przyjaźniej niż wcześniej, Anabell, o dziwo, też wyglądała na sympatycznie nastawioną, a Aurelia… Aurelia były jeszcze piękniejsza niż przedtem. Jej idealne rysy twarzy były jeszcze bardziej wyraźne, piękne oczy z długimi rzęsami błyszczały, bo były lekko zaszklone, a usta były odrobinę rozchylone. Ona jest taka cudowna… Odwróciłem się teraz dokładnie w jej stronę, by móc podziwiać ją nowym, lepszym wzrokiem. Pragnąłem, by się uśmiechnęła. Tak bardzo tego chciałem! Od razu ją przytuliłem. Tak jak wcześniej, po prostu w ułamku sekundy trzymałem ją już w ramionach. Przyciągnąłem ją do siebie tak blisko jak tylko mogłem. Chciałem mieć ją już tylko i wyłącznie dla siebie. Ona wtuliła się w moje ramię i usłyszałem… szloch. Płakała.



Wystraszyłem się, więc od razu się odsunąłem i popatrzyłem na nią pytająco.
-„Ona to bardzo przeżywa. To ze szczęścia.”- poklepała mnie po ramieniu Veronica. Aurelia sama rzuciła mi się na szyję. Obejmowała mnie mocno, ale nadal płakała.
-„Kocham Cię. Przepraszam.”- wyszeptała.
-„Ja Ciebie też kocham. Najmocniej na świecie. Nie płacz już…”- potarłem ręką jej plecy. Zaśmiała się cicho. Podniosłem Aurel szybko i stanąłem na podłodze. Zakręciłem się wraz z nią na rękach.



Zaśmiała się teraz głośniej. Jej głos też był teraz wyraźniejszy. Taki delikatny i melodyjny. Postawiłem ją na ziemi i spojrzeliśmy sobie w oczy. Pochyliłem się ku niej i złączyłem nasze usta w pocałunku.



Tak bardzo mi tego brakowało! Tylko teraz… Nie była już zimna w dotyku. Była ciepła tak jak ja… Albo raczej to ja, byłem tak zimny jak ona. Świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my. Aurelia i Harry. Harry i Aurelia.
Usłyszałem chrząknięcie. Ta, Aurelia i Harry zostali brutalnie ściągnięci na ziemię. Aurel zachichotała pod nosem i się lekko oddaliła ode mnie.
-„Miło mieć cię znowu wśród żywych. No… Może raczej nieżywych.”- uśmiechnął się Jack. Podszedł do nas i poklepał mnie po plecach.
-„To co… Zamierzasz dołączyć do naszej rodziny, czy też wolisz podróżować w samotności?”- zapytał z ironią.
-„Hmm, no nie wiem. Muszę się zastanowić…”- udałem zamyślenie. Aurel dała mi sójkę w bok i odwróciła w swoją stronę. Pocałowała mnie krótko, ale namiętnie i spojrzała mi w oczy.
-„Tak, przemyślałem to. Zostaję.”- wymamrotałem oszołomiony. Co jak co, ale ta dziewczyna ma na mnie taki wpływ, że zrobiłbym dla niej wszystko! Jestem moim centrum wszechświata, moim słońcem, moim… Co mnie tak wzięło?
Aurel chyba zrozumiała o co mi chodzi i zaśmiała się.
-„Musisz się do tego wszystkiego troszkę przyzwyczaić. Twoje uczucia i emocje są teraz podwojone. Może ci troszkę skakać nastrój.”- uśmiechnęła się.
-„Oh, no tak. Coś wcześniej mówiłaś.”- przypomniałem sobie. Przypomniałem sobie coś jeszcze… Że teraz inaczej wyglądam. Aż się przeraziłem na myśl o tym.
-„Witaj w rodzinie Harry!”- Veronica rzuciła mi się na szyję śmiejąc się wesoło. Lubię ją. Ona od razu mnie traktowała przyjaźnie.
-„To mam teraz nowego brata.”- uśmiechnęła się Anabell, a ja odwzajemniłem jej uśmiech.
-„O! No tak!”- krzyknęła Veronica i gdzieś pobiegła. Moje nowe oczy nadążały już za szybkimi ruchami wampirów. Wróciła po chwili z lustrem w ręku.-„Gotowy?”- zapytała z uśmiechem i odwróciła lustro w moją stronę.



Miałem czerwone oczy. Od razu to zauważyłem. Ale wszystko inne wydawało się być normalne, oprócz tego, że byłem jeszcze bardzo blady. Moje zęby były śnieżnobiałe, a także wyostrzone. Zdziwił mnie fakt, że się tym nie przeraziłem. W sumie to nawet mi się to podobało.
Aurelia stanęła obok mnie i się podparła o moje ramię.
-„I jak?”- zapytała delikatnie.
-„Te oczy…”- wskazałem na moje czerwone tęczówki w lustrze. Ehhh, odkąd pamiętam nienawidziłem wampirów właśnie za te jarzące się płomienie w oczach. Teraz też za nimi nie przepadałem. Wszystko inne było super, ale te oczy!
-„To tylko przejściowe. Będą takie przez tydzień. To znaczy… Jeśli nie będziesz jadł ludzi.”- spuściła wzrok.
-„Jeśli myślisz, że nie zamierzam podzielać twojej diety to się mylisz! Nie zamierzam jeść ludzi.”- powiedziałem stanowczo.
-„Zmienisz zdanie. Zobaczysz. Wystarczy, że wyjdziemy na miasto.”- powiedział spokojnie Jack. Coś mnie zaniepokoiło. Aurel. Przecież ona spróbowała mojej krwi gdy mnie gryzła. Złapałem ją za podbródek i podniosłem delikatnie jej głowę tak, by na mnie spojrzała. Unikała mojego wzroku, ale widziałem, że jej tęczówki nie mają już koloru płynnego miodu. Teraz były ciemne, prawie czarne, przechodzące w czerwień.
-„Czemu…”- wydukałem.
-„To przez to, że piłam Twoją krew. Jak wypiję zwierzęcą to z powrotem będą złote.”- powiedziała cicho.-„Spokojnie. Nic się nie stało.”- uśmiechnęła się.

Minęło parę miesięcy. Wyprowadziliśmy się cała „rodziną” do Londynu, ze względu na konflikt z łowcami. Nawet nie przypuszczałem jak bardzo mogę być szczęśliwy wśród wampirów. Anabell i Jack traktują mnie już jak równego sobie, właściwie to już się przyjaźnimy. Veronica poznała Seta, wampira, którego wcześniej zobaczyła w swojej wizji. Jak się okazało też jest „wegetarianinem” i ma dość samotnego podróżowania, więc chciałby się przyłączyć do nas. Oczywiście, potem się okazało, że nie tyle co nie chciał podróżować sam, ale nie z kim innym tylko Veronicą. Są parą i uważam, że świetnie do siebie pasują. Na naszej drodze poznaliśmy mnóstwo nowych przyjaciół, między innymi bardzo starego wampira z Włoszech, który się zajmował zbieraniem informacji właśnie o naszej rasy. Dowiedzieliśmy się, że wampiry dobierają się w pary na całe życie i nigdy nie zmieniają swoich partnerów. To było jedno z wspanialszych przygód w naszym wiecznym już życiu.
Pewnego dnia Aurelię znalazł Daniel. Nie poprzestał w poszukiwaniu jej. Razem z Setem i Jackiem szybko uporaliśmy się z tym idiotą. Nie ukrywam, to ja zadałem mu śmiertelny cios. Nikt, nigdy, nie zbliży się do Aureli z zamiarem zrobienia jej czegoś złego. Ja tego dopilnuję.
W końcu cała nasza rodzina została wegetarianami i nadal próbujemy przekonać do naszej diety inne wampiry. Jak na razie, całkiem nieźle nam idzie.
Veronica i Set postanowili się pobrać. To był jeden z najpiękniejszych ślubów w historii. Są szczęśliwi i to nas wszystkich także uszczęśliwia. Aurel zdradziła mi nawet, że zaczyna odczuwać miłość pomiędzy Jackiem a Anabell.
Ja za to mam także plany co do Aurelii. Dziś wieczorem lecimy razem do Paryża. Teraz tylko trzeba tak schować pierścionek, aby go nie znalazła!  Trzymajcie kciuki!





-THE HAPPY END-

Nicol <3

4 komentarze:

  1. BOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOSKIE !!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne opowiadanie i super zakończenie <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy jeden komentarz! To wiele dla mnie znaczy, z całego serca dziękuję wszystkim ♥